Blood of Dawnwalker – Czy nowy RPG twórców Wiedźmina ma własną tożsamość?

Last updated:

The Blood of Dawnwalker to jedna z tych gier, którym od pierwszych zapowiedzi towarzyszy spore zainteresowanie. Nie bez powodu. Za produkcję odpowiada Rebel Wolves – studio założone przez byłych pracowników CD Projekt RED, w tym osoby, które pracowały przy Wiedźminie 3. Trudno więc uniknąć porównań do jednej z najważniejszych gier RPG ostatnich lat. Tym razem twórcy postanowili jednak odejść od klasycznego fantasy i zabrać graczy do mrocznej, alternatywnej wersji XIV-wiecznej Europy, gdzie obok ludzi funkcjonują wampiry i inne istoty nadprzyrodzone.

Na papierze brzmi to jak przepis na sukces. Mamy otwarty świat, rozbudowaną fabułę, wybory wpływające na historię, system rozwoju postaci, walkę mieczem i nadnaturalne zdolności, a do tego nietypową mechanikę upływu czasu. Najważniejsze pytanie brzmi jednak: czy Rebel Wolves rzeczywiście stworzyło własną jakość, czy tylko bardzo sprawnie korzysta z doświadczeń zdobytych podczas pracy nad Wiedźminem?

Po spędzeniu czasu z wersją na PS5 mogę powiedzieć jedno – Blood of Dawnwalker zdecydowanie nie jest zwykłym klonem Wiedźmina. Ma własne pomysły i bardzo mocny klimat, choć nie wszystkie rozwiązania udało się twórcom dopracować równie dobrze.

Mroczna Europa, w której historia potoczyła się inaczej

Akcja gry została osadzona w XIV wieku, w rzeczywistości dotkniętej przez wojny, epidemię Czarnej Śmierci i coraz większy wpływ wampirów. W momencie, gdy ludzkość jest osłabiona, istoty nocy wychodzą z ukrycia i zaczynają przejmować kontrolę nad kolejnymi terenami.

Gracz wciela się w Coena – młodego mężczyznę, który w wyniku wydarzeń przedstawionych na początku gry zostaje przemieniony w tytułowego Dawnwalkera. Nie jest jednak klasycznym wampirem. Funkcjonuje pomiędzy dwoma światami. W ciągu dnia pozostaje człowiekiem, natomiast po zmroku może korzystać z wampirycznych zdolności.

Ten podział nie jest wyłącznie elementem fabularnym. Stanowi jeden z fundamentów całej rozgrywki. W zależności od pory dnia Coen dysponuje innymi możliwościami, a niektóre zadania, postacie i wydarzenia są dostępne tylko w określonych warunkach.

Fabuła koncentruje się przede wszystkim na rodzinie protagonisty. Coen ma ograniczony czas na jej uratowanie, ponieważ po zakończeniu prologu rozpoczyna się odliczanie 30 dni i 30 nocy. Każda ważniejsza aktywność może pochłaniać kolejne fragmenty czasu. Twórcy określają ten system mianem narracyjnego sandboksa. I właśnie tutaj Blood of Dawnwalker zaczyna być naprawdę interesujące.

Nie można zrobić wszystkiego

W większości współczesnych RPG otwarty świat oznacza jedno – możemy zwiedzić praktycznie każdy jego zakątek, wykonać wszystkie zadania, zebrać wszystkie przedmioty i dopiero potem ruszyć dalej z główną historią. Blood of Dawnwalker próbuje podejść do tego inaczej.

Czas jest tutaj zasobem. Niektóre zadania zajmują określoną liczbę fragmentów dnia, podobnie jak część aktywności związanych z rozwojem postaci. Jednocześnie samo przemierzanie świata nie powoduje automatycznego upływu czasu. Dzięki temu gracz nie jest cały czas poganiany, ale musi zastanowić się, na co właściwie chce przeznaczyć dostępne zasoby.

W praktyce prowadzi to do bardzo ciekawych sytuacji. Możemy pomóc jednej postaci, ale w tym samym czasie nie zdążymy zareagować na problem innego bohatera. Możemy również zignorować dane zadanie. Co więcej, świat będzie funkcjonował dalej.

To jeden z największych atutów produkcji Rebel Wolves, choć wymaga zupełnie innego podejścia do gry, a także odwagi w wprowadzeniu takiego mechanizmu w produkcji, która bazuje na otwartym świecie i jest RPGiem  w którym można spędzić wiele godzin.

Gra nie próbuje wmówić nam, że jesteśmy centrum wszechświata, a każda poboczna misja spokojnie poczeka do momentu, gdy skończymy eksplorować mapę. Tutaj nie zawsze tak jest. Niektóre wydarzenia mogą rozegrać się bez udziału gracza, a niektóre postacie mogą zginąć.

Problem polega na tym, że sam system czasu momentami wydaje się mniej konsekwentny, niż sugerowały zapowiedzi. Twórcy mieli świetny pomysł, ale nie zawsze wykorzystali jego pełny potencjał. Nic dziwnego, że część graczy zaczęła szukać sposobów na ograniczenie lub całkowite usunięcie presji czasu. Mimo wszystko trudno odmówić Rebel Wolves odwagi. W czasach, gdy ogromne RPG często starają się zaoferować „wszystko dla wszystkich”, tutaj otrzymujemy mechanikę, która rzeczywiście zmusza do podejmowania decyzji.

Człowiek w dzień, wampir w nocy

Najciekawszym elementem rozgrywki jest oczywiście podwójna natura Coena. W dzień bohater korzysta przede wszystkim z ludzkich umiejętności. Podstawą pozostaje walka bronią białą, wspierana przez zdolności magiczne. W nocy sytuacja zmienia się diametralnie. Coen może korzystać z wampirycznych mocy, poruszać się w zupełnie inny sposób i znacznie agresywniej rozprawiać się z przeciwnikami.

To nie jest wyłącznie kosmetyczna zmiana. Noc pozwala poczuć, że rzeczywiście staliśmy się czymś innym. Coen jest szybszy, bardziej brutalny i posiada możliwości, których nie ma jako człowiek. Jednocześnie pojawia się problem głodu krwi. Zbyt duże zaniedbanie tej potrzeby może mieć wpływ na zachowanie bohatera i sposób prowadzenia rozmów.

Twórcy bardzo dobrze wykorzystali ten motyw do budowania charakteru protagonisty. Coen nie jest po prostu kolejnym bohaterem RPG, który dostał kilka efektownych umiejętności. Jego przemiana ma konsekwencje dla całej rozgrywki.

Walka – solidna, ale nie idealna

System walki jest jednym z elementów, które wymagają przyzwyczajenia. Podczas starć wykorzystujemy miecz, blokowanie, uniki oraz różnego rodzaju zdolności. Kierunkowy system ataków daje możliwość bardziej precyzyjnego prowadzenia pojedynków, a później coraz większą rolę zaczynają odgrywać wampiryczne moce.

Walka jest zdecydowanie bardziej nastawiona na akcję niż w klasycznych RPG, ale jednocześnie nie jest typowym slasherem. Trzeba obserwować przeciwników i odpowiednio reagować na ich ataki. Największą frajdę daje oczywiście korzystanie z wampirycznych zdolności. Kiedy Coen zaczyna wykorzystywać swoje nadnaturalne możliwości, starcia stają się znacznie bardziej widowiskowe.

Nie oznacza to jednak, że system walki jest bez wad. W niektórych momentach można odnieść wrażenie, że animacje i reakcje przeciwników nie są tak dopracowane, jak można byłoby oczekiwać od wysokobudżetowego RPG. Nie jest to poziom, który psuje zabawę, ale trudno nie zauważyć pewnego dystansu dzielącego Blood of Dawnwalker od najlepszych przedstawicieli gatunku.

Świat, który chce się zwiedzać

Jeżeli jest jeden element, który szczególnie mocno zapada w pamięć, to zdecydowanie świat gry. Rebel Wolves stworzyło ponurą, ale niezwykle klimatyczną wizję średniowiecznej Europy. Są tutaj lasy, osady, mokradła, ruiny, góry i miejsca skrywające tajemnice. Świat nie wygląda jak typowa mapa wypełniona setkami identycznych znaczników.

Duża w tym zasługa atmosfery. Czujemy tutaj strach, biedę, religijność i brutalność średniowiecza. Jednocześnie obecność wampirów sprawia, że rzeczywistość jest jeszcze bardziej niepokojąca. Szczególnie dobrze wypada różnica pomiędzy dniem i nocą. Za dnia świat jest stosunkowo żywy. Ludzie wykonują swoje obowiązki, funkcjonują osady, a ulice są pełne mieszkańców. Po zmroku wszystko staje się bardziej niebezpieczne i tajemnicze. To właśnie wtedy Blood of Dawnwalker pokazuje swoją najmocniejszą stronę.

Unreal Engine 5 robi swoje

Wersja na PS5 potrafi wyglądać dobrze. Gra wykorzystuje Unreal Engine 5, co widać przede wszystkim w jakości otoczenia, oświetleniu i szczegółowości świata. Niektóre lokacje prezentują się naprawdę efektownie, szczególnie podczas nocnej eksploracji.

Nie jest to jednak gra pozbawiona technicznych niedociągnięć. W dużym otwartym świecie można natrafić na drobne problemy z animacjami, doczytywaniem elementów czy zachowaniem NPC. Na PS5 całość prezentuje się jednak na tyle dobrze, że trudno uznać te problemy za poważną wadę.

Co ważne, wersja na PlayStation 5 korzysta również z możliwości kontrolera DualSense. Oficjalna wersja gry obsługuje funkcje związane z wibracjami oraz adaptacyjnymi triggerami.

Nie jest to może rewolucyjne wykorzystanie kontrolera, ale dobrze wpisuje się w konsolowy charakter produkcji.

Fabuła jest tutaj najważniejsza

Blood of Dawnwalker zdecydowanie najlepiej działa wtedy, gdy przestajemy traktować ją jak kolejny ogromny sandbox do „odhaczania”. To przede wszystkim RPG nastawione na historię.

Twórcy bardzo mocno postawili na wybory i konsekwencje. Nie wszystkie decyzje mają natychmiastowe skutki. Czasami dopiero po kilku godzinach możemy zobaczyć, do czego doprowadziło nasze zachowanie. To rozwiązanie sprawia, że nawet pozornie niewielkie zadania potrafią nabrać większego znaczenia.

Widać tutaj doświadczenie osób pracujących wcześniej przy Wiedźminie 3. Dialogi są jednym z najmocniejszych elementów gry, podobnie jak sposób przedstawienia bohaterów i konfliktów pomiędzy nimi. Nie wszystkie postacie zapadają jednak w pamięć równie mocno. Momentami czuć również, że Rebel Wolves jest stosunkowo młodym studiem i nie wszystko zostało dopieszczone do poziomu największych produkcji AAA. Mimo to trudno narzekać na brak ambicji.

Czy to rzeczywiście „nowy Wiedźmin”?

To pytanie będzie wracało jeszcze długo. Odpowiedź brzmi: nie, choć podobieństw trudno nie zauważyć. Podobny jest sposób prowadzenia historii, konstrukcja zadań, znaczenie dialogów i konsekwencji wyborów. Widać również doświadczenie twórców zdobyte podczas pracy nad poprzednimi projektami.

Blood of Dawnwalker ma jednak własny charakter. Najważniejszym wyróżnikiem jest oczywiście połączenie RPG z wampiryczną tematyką oraz systemem dnia i nocy. Do tego dochodzi ograniczony czas na realizację głównego celu. W efekcie gra nie jest kolejnym RPG, w którym możemy spędzić 150 godzin na wykonywaniu wszystkich aktywności przed ukończeniem głównego wątku. I właśnie dlatego warto dać jej szansę.

Nie wszystko działa równie dobrze

Blood of Dawnwalker nie jest produkcją idealną. Największe zastrzeżenia mam do nierówności poszczególnych elementów. Świetna historia potrafi być zestawiona z przeciętną aktywnością poboczną. Bardzo klimatyczna lokacja może sąsiadować z mniej dopracowanym elementem technicznym.

System czasu, który na papierze wydaje się jedną z najważniejszych mechanik gry, również nie zawsze wykorzystuje swój pełny potencjał. Część graczy może wręcz uznać go za niepotrzebne ograniczenie. Nie jest to jednak sytuacja, w której jedna wada przesłania wszystkie zalety. Wręcz przeciwnie.

Blood of Dawnwalker jest przykładem gry, która czasami potyka się o własne ambicje. Rebel Wolves chciało stworzyć duży RPG z nieliniową historią, otwartym światem, konsekwencjami wyborów, dwoma stylami rozgrywki i dodatkowo mechaniką czasu. Jak na debiutancką produkcję studia jest to ogromne przedsięwzięcie. I co najważniejsze – w dużej mierze się udało.

Czy warto zagrać na PS5?

Jeżeli lubicie RPG nastawione na fabułę, zdecydowanie tak. Blood of Dawnwalker nie jest grą dla osób, które oczekują wyłącznie efektownej walki i gigantycznej mapy do czyszczenia ze wszystkich aktywności. Jej największą siłą jest historia, atmosfera oraz możliwość podejmowania decyzji, które rzeczywiście mogą zmienić przebieg wydarzeń. Na PS5 produkcja Rebel Wolves prezentuje się bardzo dobrze, a połączenie średniowiecznego świata z wampirycznym horrorem jest zdecydowanie jednym z jej największych atutów. Co ciekawe, gra bardzo szybko znalazła również odbiorców. Rebel Wolves poinformowało, że w ciągu trzech dni od premiery sprzedano ponad milion egzemplarzy. To bardzo dobry wynik jak na nowe IP stworzone przez stosunkowo młode studio.

Blood of Dawnwalker nie jest więc „Wiedźminem 4”, na którego część graczy mogła liczyć. I bardzo dobrze. To własna propozycja Rebel Wolves, która korzysta z doświadczenia ludzi odpowiedzialnych za jedne z najlepszych współczesnych RPG, ale jednocześnie próbuje wprowadzić własne pomysły. Nie wszystkie są idealne. Nie wszystkie zostały wykorzystane w pełni. Jednak właśnie dzięki nim Blood of Dawnwalker ma charakter. Blood of Dawnwalker to jeden z ciekawszych nowych RPG 2026 roku. Rebel Wolves nie stworzyło drugiego Wiedźmina, ale stworzyło coś, co ma szansę rozpocząć własną serię. Jeżeli kolejne produkcje studia będą rozwijały pomysły zaprezentowane tutaj i jednocześnie poprawią słabsze elementy, Dawnwalker może w przyszłości stać się jedną z najważniejszych nowych marek w gatunku.