Czy serial Fallout to w rzeczywistości Fallout 5? Gwiazdor produkcji komentuje spekulacje fanów

Last updated:

Serial Fallout okazał się jednym z największych sukcesów telewizyjnych opartych na grach wideo. Produkcja przyciągnęła przed ekrany zarówno wieloletnich fanów serii, jak i zupełnie nowych widzów, którzy wcześniej nie mieli styczności z postapokaliptycznym uniwersum Bethesdy. Wraz z rosnącą popularnością serialu coraz częściej pojawia się jednak jedno, bardzo konkretne pytanie: czy ekranowy Fallout można traktować jako nieoficjalne Fallout 5?

Spekulacje te podsyca fakt, że serial nie jest luźną adaptacją, a pełnoprawną historią osadzoną w kanonie uniwersum. Akcja dzieje się w tym samym świecie, który gracze znają z gier, a twórcy produkcji bardzo dbają o spójność fabularną, estetykę i klimat charakterystyczny dla serii. Dla wielu fanów to wystarczyło, by zacząć traktować serial jako kolejny „duży rozdział” sagi Fallout, zwłaszcza że na oficjalną zapowiedź Fallout 5 wciąż trzeba czekać.

Do tych teorii odniósł się niedawno Walton Goggins, aktor wcielający się w jedną z kluczowych postaci serialu. Zapytany o to, czy uważa telewizyjnego Fallouta za odpowiednik piątej części gry, przyznał, że sam spotyka się z takimi opiniami bardzo często. Jednocześnie zaznaczył, że decyzje dotyczące numeracji czy przyszłości marki nie należą do aktorów, a jego zadaniem jest jak najlepsze oddanie postaci i historii, które zostały mu powierzone.

Wypowiedź Gogginsa, choć utrzymana w lekkim i humorystycznym tonie, tylko dolała oliwy do ognia. Wielu fanów zwróciło uwagę, że serial pod względem skali, narracji i wpływu na uniwersum przypomina pełnoprawną odsłonę serii. Poznajemy nowe regiony, frakcje i bohaterów, a wydarzenia przedstawione na ekranie realnie rozszerzają lore świata Fallouta, zamiast jedynie odtwarzać znane już motywy.

Dodatkowym argumentem dla zwolenników tej teorii są wcześniejsze wypowiedzi przedstawicieli Bethesdy, z których wynika, że przyszłe gry z serii Fallout będą osadzone w tym samym świecie i tej samej osi czasowej, co serial. Oznacza to, że wydarzenia znane z ekranizacji są traktowane jako element oficjalnego kanonu, a nie alternatywna wizja czy poboczna historia. Dla części graczy to wystarczający dowód, by uznać serial za swoisty „most” pomiędzy Fallout 4 a Fallout 5.

Z drugiej strony twórcy serialu podkreślają, że ich celem nie było zastąpienie kolejnej gry. Produkcja telewizyjna ma opowiadać własną historię, dostępną także dla osób, które nigdy nie sięgnęły po kontroler czy klawiaturę. Dzięki temu Fallout jako marka może rozwijać się równolegle w różnych mediach, nie ograniczając się wyłącznie do gier wideo.

Dla fanów serii sytuacja jest jednak dwuznaczna. Z jednej strony otrzymali dopracowaną, kanoniczną opowieść osadzoną w ukochanym świecie. Z drugiej – brak konkretnych informacji o Fallout 5 sprawia, że serial w naturalny sposób zaczyna wypełniać tę lukę. Dla wielu graczy to obecnie jedyna „nowa” forma obcowania z uniwersum, co tylko wzmacnia wrażenie, że telewizyjny Fallout pełni rolę kolejnej dużej odsłony serii.

Na ten moment jedno jest pewne: serial Fallout nie jest oficjalnie Falloutem 5. Jednocześnie wszystko wskazuje na to, że jego wpływ na przyszłość marki będzie znacznie większy, niż początkowo zakładano. Jeśli kolejne sezony utrzymają wysoki poziom, a przyszła gra rzeczywiście nawiąże do wydarzeń znanych z ekranu, granica między serialem a grą może stać się bardziej płynna niż kiedykolwiek wcześniej.