DICE odpowiada na krytykę map w Battlefield 6 – studio zapewnia, że „duże mapy istnieją”

Last updated:

Otwarta beta Battlefield 6, która odbyła się w ostatnich dniach, wywołała ogromne emocje wśród fanów serii. Zamiast fali zachwytów, testy przyniosły sporo krytyki – gracze masowo wskazywali, że mapy zaprezentowane w becie nijak nie oddają ducha tego, co od lat wyróżnia markę Battlefield. Zamiast monumentalnych bitew na rozległych przestrzeniach, gracze dostali ciasne, wręcz klaustrofobiczne areny, które bardziej przypominały szybkie, dynamiczne strzelaniny w stylu Call of Duty niż klasyczne starcia z czołgami, samolotami i dziesiątkami graczy na polu walki.

Gracze kontra DICE – co poszło nie tak?

Battlefield od zawsze kojarzył się z ogromem – to właśnie otwarte przestrzenie, taktyczna współpraca i pełne spektrum wojny odróżniały go od konkurencji. Beta Battlefield 6 pokazała jednak coś zupełnie innego. Mapy, takie jak „Siege of Cairo” czy „Empire State”, okazały się bardzo małe, pozbawione przestrzeni na swobodny manewr, a w niektórych przypadkach także pojazdów. Rozgrywka ograniczała się więc do ciągłego biegania po wąskich uliczkach i szybkich wymian ognia, co wielu fanów uznało za kompletnie nietrafiony kierunek.

W internecie szybko pojawiły się komentarze i memy sugerujące, że Battlefield próbuje naśladować konkurencję zamiast rozwijać swoje unikalne DNA. Zwłaszcza fani trybu Rush nie kryli frustracji – według wielu osób w becie był on „zwyczajnie zepsuty” i zamiast dostarczać emocji rodem z kultowych odsłon, zamienił się w chaotyczną gonitwę, w której trudno było o jakąkolwiek strategię.

Głos producenta – „Sprawdźcie Battlefielda 3 i 4”

David Sirland, główny producent Battlefield 6, szybko odpowiedział na lawinę zarzutów. W mediach społecznościowych przypomniał, że nie każda mapa w serii była monumentalna. Zachęcił graczy, by wrócili do dawnych części – szczególnie Battlefield 3 i Battlefield 4 – i tam rozegrali kilka meczów na mniejszych, bardziej skondensowanych mapach. Według Sirlanda to właśnie w tamtych produkcjach najlepiej było widać tzw. krzywą intensywności: od momentów skrajnie dynamicznych i ciasnych starć, po fragmenty, gdzie gra dawała więcej oddechu i przestrzeni do planowania ruchów.

Producent zaznaczył również, że wybór map do bety był świadomy. Chodziło o to, by zaprezentować największą intensyfikację Battlefielda – czyli najbardziej intensywną, szybką wersję rozgrywki, która pokazuje, jak działa nowy silnik, tempo walk i mechaniki strzelania. Sirland uspokajał jednak, że w pełnej wersji gry znajdą się także obszerne mapy z pojazdami, a tempo starć będzie bardziej zróżnicowane.

Społeczność sceptyczna

Mimo zapewnień dewelopera, wielu graczy pozostało sceptycznych. W sieci dominował ton rozczarowania i obawa, że DICE faktycznie odchodzi od tego, co stanowiło o sile marki. Sytuację nieco odmieniły odkrycia dataminerów, którzy w plikach gry znaleźli wzmianki o niezaprezentowanych w becie mapach. Jedna z nich – „Mirak Valley” – ma być niemal cztery razy większa od ciasnej mapy „Siege of Cairo”. Inna – „Eastwood” – według przecieków jest około dwukrotnie bardziej rozległa.

To pokazuje, że studio rzeczywiście przygotowuje lokacje odpowiadające klasycznemu stylowi serii. Ich obecność w finalnej wersji gry może przywrócić balans między szybkimi, ciasnymi starciami, a szerokim, taktycznym polem walki z udziałem czołgów i helikopterów.

Stare dobre „All-Out Warfare”?

Jednym z głównych haseł Battlefielda od lat jest „All-Out Warfare” – wojna totalna, gdzie na jednym polu walki spotykają się piechota, pojazdy i lotnictwo. W becie wielu graczy miało wrażenie, że tej esencji zabrakło. Po serii małych map niektórzy żartowali, że jeśli to ma być „wojna totalna”, to chyba tylko w skali mikro.

DICE stoi więc przed trudnym zadaniem – musi udowodnić, że potrafi dostarczyć to, czego oczekują fani: różnorodności, przestrzeni, ale też momentów napięcia i intensywnych wymian ognia. Sirland twierdzi, że finalna gra będzie to wszystko zawierała, ale gracze przekonają się o tym dopiero w dniu premiery.

Premiera coraz bliżej

Battlefield 6 zadebiutuje 10 października 2025 roku. To oznacza, że DICE ma zaledwie kilka tygodni na to, by rozwiać wątpliwości społeczności. Beta wywołała głośną dyskusję i podzieliła fanów – jedni wciąż wierzą, że gra wróci do swoich korzeni, inni obawiają się, że studio podąża w stronę szybkich, widowiskowych, ale spłyconych strzelanek.

Ostatecznie to dopiero pełna wersja pokaże, czy zapowiedzi twórców o większych mapach i klasycznym tempie rozgrywki znajdą odzwierciedlenie w praktyce. Jedno jest pewne – oczekiwania wobec Battlefielda 6 są ogromne, a po tak burzliwej becie presja na DICE jeszcze bardziej wzrosła.