Assassin’s Creed Mirage

Assassin’s Creed Mirage – recenzja

Last updated:

Marka Assassin’s Creed od samego początku jest bardzo silnie rozwijana przez francuskiego producenta. Od 2007 roku kiedy zadebiutowała pierwsza odsłona pojawiło się już dobre kilkanaście odsłon tej serii. Teraz przyszła kolej na następny rozdział, choć nie jest to do końca pełnoprawna kontynuacja. Sam Ubisoft nazywa tę grę raczej rozbudowanym dodatkiem, powrotem do korzeni serii sprzed lat. Jako fan asasyńskiej serii czekałem z niecierpliwością na nową odsłonę, która zapowiadała się jako mniejsza, bardziej kameralna z naciskiem na elementy skrytobójstwa. Jak całość wyszła w praktyce? Przekonacie się czytając poniższą recenzję.

Zacznijmy od historii, tutaj naszym głównym protagonistą jest Basim, a tak właściwie Basim Ibn Ishaq. Fani serri znają go z poprzedniej odsłonie Assassin’s Creed, czyli Valhalii. Wówczas nie był głównym bohaterem, a postacią drugoplanową. Postać ciekawa i dosyć ważna w kontekście poprzedniej części gry. W Assassin’s Creed Mirage zostały pokazane jego początki od drobnego złodziejaszka, po ważnego członka zakonu Ukrytych. Powiem szczerze, że w wielu aspektach historia jest mocno sztampowa. Od zera do bohatera z miksem na końcu, który tak na dobrą sprawę fanom całej serii jest dobrze znany. W Assassin’s Creed Mirage rozpoczynamy od samych początków Basima, jak jeszcze nie działa wraz z Ukrytymi. Przechodzimy jego trening, pierwsze misje i główne śledztwo już w Bagdadzie. Historia rozwija się bardzo powoli i dopiero po kilku godzinach rozgrywki nabiera w miarę dobrego tempa. Postaci drugoplanowe tak na dobrą sprawę w ogóle nie są zapamiętane. Miało być pod tym względem znacznie lepiej, a wyszło bardzo przeciętnie. Historia rozpisana została na około 20 godzin, ale myślę że bardziej zaawansowani gracze będą w stanie całość ukończyć znacznie szybciej. Sam zabieg kameralności i prostszej mniej rozbudowanej historii w żaden sposób nie powinien rzutować na ocenę, jednak jeśli mówimy o dobrej historii, tutaj niestety całość zdecydowanie odstaje od założeń i nawet dodatkowe misje poboczne zadani i zlecenia nie ratują całej sytuacji. Ok fabuła taka sobie, a jak z resztą?

Po ogromnych światach z Valhalii czy Odysei tutaj twórcy ograniczyli się do przedstawienia jedynie Badgadu i jego okolic. Co w samo w sobie nie jest złym zabiegiem, bo historia nie jest tak rozbudowana, ale sama główna lokacja nie jest czymś co bym szczególnie pamiętał. Owszem mamy znacznie więcej możliwości związanych z parkourem. Przez co  się z powrotem instalacje ułatwiające szybkie dostanie się do dachy budynków, ale mimo wszystko są też ograniczenia. W poprzedniej części mogliśmy się wspinać gdzie popadnie bez większego zastanowienia, tutaj w Assassin’s Creed Mirage nie wejdziemy wszędzie i nieraz trzeba się nieco cofnąć i wrócić inną drogą. To jest dla mnie ciekawsze i jest znacznie większe wyzwanie, choć nadal jest dosyć mocno uproszczona. Z parkurem jest związany również system skrytobójstw i działania z ukrycia. Większej rewolucji tutaj nie zaznaliśmy. Jest za to  powrót do korzeni. Mamy ukryte ostrze, które zabija każdego przeciwnika bez względu na ilość życia, pancerze już po jednym skrytobójczym ataku. Jest na mapach znacznie więcej miejsc do ukrycia się i przeczekania obławy czy ataku z cienia. Nie mogło zabraknąć cały czas związanych z serią stogów siana, ale również ławeczek czy niewielkich grupek mieszkańców. Do zrobienia zamieszania  i cichego wejścia na strzeżony obszar możemy wynająć np. grupę muzyków, którzy będą odwracać uwagę, lub najemników którzy z kolei będą walczyć za nas. Z systemem skrytobójstw również powrócił system rozgłosu. Działa on identycznie jak wcześniej czyli wzrasta on wraz z przestępstwami jakich dokonujemy na oczach obywateli. Im wyższy poziom tym strażnicy są bardziej wyczuleni na nasze zachowanie. Oczywiście możemy ten poziom rozgłosu szybko zniwelować zrywając listy gończe czy przekupić kaznodziei. Pod tym względem Ubisoft nie zaprezentował żadnej większej nowości. To już widzieliśmy niejednokrotnie  we wcześniejszych odsłonach gry. Nie ma również szału jeśli chodzi o sztuczną inteligencję wrogów. Nieraz zdarzało mi się że przeciwnika zgubiłem dosłownie po paru metrach biegu, a jeśli chodzi o skrytobójstwa również pomaga Wzrok orła, który z automatu zaznacza na czerwono najbliższych przeciwników, ale również podświetla na inny kolor skarby, skrzynie i inne wartościowe elementy otoczenia. Następnym elementem, który zauważalnie ułatwia planowanie działań skrytobójczych jest nasz orzeł Enkidu. Pozwala on nam podejrzeć widok najbliższej okolicy z loty ptaka. Wówczas sprawdzimy gdzie są przeciwnicy, gdzie znajduje się nasz cel. Ten element gameplay’u również nie jest w żadnym wypadku nowością. Mieliśmy okazję go poznać przy premierze Assassin’s Creed Origins już dobre kilka lat temu.

Każda z ostatnich odsłon stawiała w coraz większym stopniu na elementy RPG, rozwój postaci, crafting, duża ilość lootu i statystyk. Teraz Ubisoft zrobił dwa kroki czy nawet trzy kroki wstecz. Drzewka rozwoju owszem są, ale tylko trzy i mało rozbudowane. Umiejętności ogólnie są mało ekscytujące. Nieraz zdarzało mi się skumulować kilka dobrych punktów zanim je wydałem przy okazji zajrzenia do odpowiedniego menu. Kolejne punkty umiejętności otrzymujemy przez wykonywanie następnych zadań, a nie mamy typowych punktów doświadczenia i kolejnych poziomów. Również crafting ogranicza się do podstawy, gdzie możemy stworzyć dodatkowe uzbrojenie czy je ulepszyć. Jest to tylko namiastka tego co widzieliśmy w Valhalli czy Odysei. Część zmian wyszła na dobre, część już moim zdaniem jest mniej udanych. Ogólnie jest znacznie skromniej i mniej widowiskowo.

Jak w takim razie wygląda techniczna strona gry? Pod względem graficznym szczerze, powiedziawszy nie mamy żadnej większej rewolucji. Jest to trochę odświeżony poziom Valhalli, która wyglądała te trzy lata temu całkiem ładnie. Np. wygląd głównych postaci jest naprawdę bardzo dobry, choć zdarzają się gorsze postaci. Inna sprawa z otoczeniem. Odnoszę wrażenie, że tutaj Ubisoft poszedł w bardziej w oddanie klimatu, ogólnego odczucia związanego z Bagdadem i arabskimi krajami, ale do szczegółowości bym mógł się przyczepić. Nie ma też przesadnych tłumów na ulicach Bagdadu, raczej krążą pojedyncze osoby, albo mniejsze grupki. Tutaj przydałoby się coś więcej np. na wzór Unity. Osobiście liczę, że w przypadku kolejnej dużej i pełnoprawnej kontynuacji serii Ubisoft pójdzie już o oczko wyżej odcinając się już od wcześniejszej generacji konsol, dzięki czemu całość będzie mogła wyglądać faktycznie next genowo. Teraz to może być nieco przypudrowana wersja current gen, chociaż w wielu aspektach Ubisoft nadrabia zaległości ciekawym klimatem całej rozgrywki, która moim zdaniem jest jednym z najmocniejszym punktów tej odsłony. Co do bugów. Te na szczęście nie pojawiają się na tyle często by były w ogóle problematyczne. Owszem zdarzy się od czasu do czasu niewidzialna ściana czy Basim wespnie się w dziwne miejsce, ale przez całą grę takie sytuacje miały tylko kilka razy, więc nie rzutowały na samą rozgrywkę.

Jak zdążyliśmy się przyzwyczaić gra została wydana w języku angielskim z polskimi napisami. Co moim zdaniem jest dobrym posunięciem, bo jednak głosy oryginalne są dobre dobrane i dodają klimatu Assassin’s Creed Mirage. Choć jeśli ogólnie chodzi o same dialogi w grze to są dosyć drewniane i nie mówię tutaj o polskim tłumaczeniu, lecz ich napisaniu w oryginale.

Podsumowując Assassin’s Creed Mirage to tytuł z którego oceną mam spory problem. Z jednej strony ciekawy klimat, ale mamy przeciętną fabułę. Nowych mechanik jest jak na lekarstwo i większość są to elementy które już widzieliśmy we wcześniejszych odsłonach serii. Nie mamy tutaj większego powiewu świeżości i najpewniej na ten przyjdzie nam poczekać do kolejnej dużej odsłony Assassin’s Creed. Szkoda, bo mimo wszystko liczyłem na nieco więcej szczególnie jeśli chodzi o fabułę, która miała nas zainteresować. Ogólnie dla fanów Assassin’s Creed to jak zwykle pozycja obowiązkowa, dla pozostałych graczy trzeba się zastanowić czy warto w tego typu grę wejść na dłużej.