xiaomi mi watch

Xiaomi Mi Watch – test

Last updated:

Xiaomi na rynek smartwatchy wszedł nie tak dawno (do tej pory przede wszystkim podbijał rynek smartbandami – Mi Bandem). Jednak w ostatnim czasie ujrzały światło dzienne dwa urządzenia – Xiaomi Mi Watch i jego bardziej podstawowy wariant czyli Xiaomi Mi Watch Lite. Przez ostatnie dwa tygodnie miałem okazję testować ten pierwszy. Jak sprawuje się w praktyce? Czy wart jest zakupu. Na te i wiele więcej pytań odpowiem w poniższej recenzji Xiaomi Mi Watch.

Zawartość pudełka oraz specyfikacja

W przypadku opakowania mamy do czynienia ze standardowej wielkości kartonem, który zachowany jest w ciemnej kolorystyce z delikatnymi jaśniejszymi wstawkami. Co znajdziemy w środku? W przypadku urządzeń z tej półki cenowej i samych smartwatchy nie ma co się spodziewać zbyt bogatego wnętrza. Prócz samego urządzenia otrzymujemy jedynie ładowarkę z magnetycznym wyjściem, dzięki któremu naładujemy telefon. W zestawie nic więcej nie znajdziemy, ale do tego zdążyliśmy się przyzwyczaić.

Do naszej dyspozycji oddano 1,39 calowy wyświetlacz wykonany w technologii AMOLED, pracuje on w rozdzielczości 454×454 pikseli. Specyfikację uzupełnia bateria o pojemności 420 mAh, a konstrukcja jest wodoodporna do 5 ATM. Producent nie chwali się konkretnie jaki mamy w środku układ  i ile mamy pamięci RAM, ale całość działa pod kontrolą autorskiego systemu Xiaomi.

Jakość wykonania oraz design

Zegarek na pierwszy rzut oka wygląda jak niemal standardowy zegarek sportowy. Mamy całkiem spory wyświetlacz. Jednak pierwsze wrażenie, jakie pozostawia po sobie nie jest najlepsze. Wynika to z dosyć lekkiej i plastikowej budowy. Całość po prostu wydaje się początkowo trochę zabawkową konstrukcją. Jednak w praktyce później odczucia się zmieniają szczególnie po dłuższym kontakcie z urządzeniem. Plastiki owszem są, ale są dobrej jakości i nie ma mowy by coś się więcej działo z zegarkiem. Ci z Was, którzy poszukują rozwiązania dla sportowców – amatorów, to myślę, że taki Xiaomi Mi Watch powinien się sprawdzić. Urządzenie jest zachowane w ciemnej kolorystyce, z delikatnymi wstawkami bieli i czerwieni. Są też inne wersje kolorystyczne beżowa i granatowa. Nie mam pewności, czy taki Mi Watch wytrzyma bardziej ekstremalne warunki, ale do biegania czy jazdy na rowerze jak najbardziej się nada. Co ważne dzięki lekkiej konstrukcji nawet przy dłuższym korzystaniu z niego nie wadzi na nadgarstku. Warto dodać, że zegarek ma wodoszczelność na poziomie 5 ATM. Jest również całkiem sporych rozmiarów i szczególnie na drobniejszych kobiecych rękach może być nieco za duży.

Od frontu otrzymujemy wyświetlacz o przekątnej 1,39 cala. Na krawędzi koperty mamy dwa fizyczne klawisze. Pierwszy z nich to standardowy przycisk home. Drugi z kolei dotyczy funkcji sportowych czyli przede wszystkim uruchamianie treningów. Opcja przydatna szczególnie, gdy nie mamy ochoty się przegrzebywać przez różnego rodzaju opcje w zegarku.

Ekran

Wyświetlacz zaimplementowano o średnicy 1,39 cala. Został on wykonany w technologii AMOLED i pracuje z rozdzielczością 454×454 pikseli. Co jak na standardy smartwatchowe jest przyzwoitym wynikiem, choć gdy będziemy wyświetlać materiały bardziej na kontrastowym tle możemy dojrzeć delikatne schodki wyświetlanego obrazu. W przypadku ekranu nie mam większych uwag całość pod tym względem sprawdza się bardzo dobrze. Reakcja na dotyk jest szybka i bezbłędna, kolory są dobrze odwzorowane, a widoczność nawet przy większym nasłonecznieniu całkiem dobra. Warto dodać, że mamy tryb Always on Display, który działa dobrze, ale trzeba się liczyć z tym , że w znaczącym stopniu ogranicza czas działania na jednym ładowaniu.

Bateria

Zegarek został wyposażony w ogniwo o pojemności 420 mAh, co jak na standardy ubieralnych urządzeń jest wynikiem przeciętnym. Jednak jak to bywa w tego typu urządzeniach, bardzo dużą rolę odgrywa to jak korzystamy z zegarka. Zakładając włączenie trybu Always on Display, monitorowania snu czy GPS to musimy się liczyć, że ładować będzie trzeba zegarek co około 4 dni. Jest to wynik lepszy niż pełnoprawnych smart zegarków (najczęściej trzeba je ładować codziennie), ale w porównaniu do smartbandu Xiaomi Mi Band 5 to znacznie gorszy wynik. Oczywiście gdy wyłączymy część z funkcji to spokojnie Xiaomi Mi Watch wytrzyma około tygodnia, nawet półtora, ale coś kosztem czegoś. Zegarek ładujemy za pomocą łącza magnetycznego i odpowiedniej przystawki, którą mamy dołączoną wraz z zestawem.

Oprogramowanie

Xiaomi Mi Watch korzysta z autorskiego systemu. Nie doświadczymy tutaj Wear OS, a szkoda, bo to oznacza kilka podstawowych ograniczeń. Chociażby nie możemy korzystać z dodatkowych aplikacji ze sklepu Google Play i jesteśmy ograniczeni do tych, które są zainstalowane wraz z systemem. Z drugiej strony mamy płynniejsze i lepsze działanie zegarka. Jakie funkcje znajdziemy w zegarku? Z tych najbardziej podstawowych nie zabrakło żadnego. Mamy zarówno mierzenie aktywności, pulsu, natlenowania krwi, latarkę, alarm, kalendarz itd. Otrzymywać możemy informacje o połączeniu czy innych powiadomieniach z  telefonu (ale opcji rozmów telefonicznych przez zegarek nie mamy). Z minusów trzeba zaliczyć brak NFC i płatności zbliżeniowych, co w tej półce cenowej jest jeszcze wybaczalne. Co do samego systemu nie mam większych uwag. Rozwiązanie przypomina to co dobrze znamy z Wear OS, więc odnaleźć się można naprawdę szybko. Na lewo od ekranu głównego mamy podsumowanie naszych aktywności. Na prawo z kolei wszystkie możliwości pomiarów od pulsu poprzez natlenowanie krwi itd. Przesuwając do góry palec z ekranu głównego mamy skróty kilku najważniejszych funkcji w tym włączenie Bluetooth czy dostęp do pełnych ustawień. Przesuwając z góry na dół z kolei mamy centrum powiadomień. Listę wszystkich aplikacji znajdziemy pod przyciskiem home w postaci siatki. Mamy też możliwość podłączenia zegarka do Alexy od Amazonu, ale w przypadku Polski nie możemy tego zrobić (możliwe, że się to zmieni, gdy już amazon.pl zadomowi się na dłużej u nas). Opcji monitoringu naszego zdrowia, treningu jest naprawdę sporo, chociażby puls, natlenowanie krwi, a także nasz sen (wiąże się też z badaniem pulsu).

Osobnym zagadnieniem jest sama aplikacja obsługująca połączenie z zegarkiem – Xiaomi Wear. W porównaniu do standardowej Mi Fit, do której byłem przyzwyczajony ze względu na to, że korzystam na co dzień z Mi Band 5. To powiem szczerze, że Xiaomi Wear zdecydowanie mniej mi przypadł do gustu. Owszem sama funkcjonalność jest praktycznie ta sama, ale sposób prezentacji danych moim zdaniem jest bardziej chaotyczny, przez co musiałem chwilę się zaznajamiać z poszczególnymi opcjami.

Łączność

Pod tym względem nie mam większych uwag, tak na dobrą sprawę Xiaomi Mi Watch oferuje wszystkie najbardziej potrzebne moduły łączności bezprzewodowej. Mamy Bluetooth i Wi-Fi. Tak na dobrą sprawę brakuje tylko NFC. Mamy również GPS, który przyda się szczególnie w treningach na świeżym powietrzu. W przypadku łączności nie mam większych uwag, wszystkie moduły działają bez zastrzeżeń. Korzystanie z nich nie dostarcza problemów.

Podsumowanie

Xiaomi Mi Watch to udany smartwatch, który moim zdaniem jest dedykowany sportowcom – amatorom, którzy chcą badać swoje postępy. Natomiast nie ufałbym w 100% wynikom bo bywają różne i wydają się być nieadekwatne do tego co faktycznie się z nami dzieje. Opcji ten smart zegarek ma naprawdę sporo, brakuje najbardziej NFC, ale wszystkie pozostałe rozwiązania, które wymagamy w przypadku tego typu rozwiązania tak właściwie mamy. Za około 500 zł ten smartwatch wydaje się dobrą propozycją, choć Ci z Was, którzy wyczekiwali pełnej full wersji działającej pod kontrolą Wear OS muszą jak na razie poczekać lub szukać innego rozwiązania.

More Stories
Konkurs! Wygraj baterie zewnętrzne Mophie