0

Nazywane niegdyś Flagship Killer’ami smartfony chińskiej marki OnePlus doczekały się jakiś czas temu nowej odsłony flagowców. Wersja Pro OnePlusa 7T, podobnie jak zeszłoroczny OnePlus 6T pojawiła się w limitowanej wersji McLaren Edition. Tą właśnie limitowaną edycją dzisiaj się zajmiemy!

Pudełko i jego zawartość

Widziałem wcześniej pudełko na zdjęciach, ale gdy telefon do mnie dotarł, byłem zaskoczony. Zaskoczony wielkością pudełka, które jest porównywalne do 1,5 litrowej butelki wody. Po zdjęciu pomarańczowego okrycia, ujrzymy ciemne, stylizowane na włókno węglowe pudełko z logiem OnePlus’a i McLaren’a. Wewnątrz pudełka znajdziemy:

  • Smartfon OnePlus 7T Pro McLaren Edition
  • Case z Alcantary
  • Igłę do tacki nanoSIM
  • Papierologię
  • Kabel USB A – USB C 3.1
  • Ładowarkę Warp Charge 30T

Design i jakość wykonania

Telefon kształtem nie różni się od OnePlusa 7 Pro, który pojawił się na rynku w kwietniu 2019. Zmieniono tylko położenie czujnika głębi, przez co nowy smartfon wymaga nowych case’ów. Przód urządzenia pokryty jest wielkim, 6,67″ zakrzywionym ekranem, nad którym znajduje się głośnik. Na dole znajdziemy tackę dla 2 kart nanoSIM, mikrofony, złączę USB C 3.1 oraz głośnik. Na górze skrywa się wysuwany przedni obiektyw aparatu oraz mikrofon. Po lewej stronie smartfona są przyciski głośności, a po prawej przycisk Power oraz znany z Apple iPhone’ów suwak pozwalający na zmianę trybu dźwięku urządzenia. Obudowa urządzenia jest dobrze spasowana i wygląda na solidną. Producent twierdzi, że smartfon jest wodoszczelny, chociaż ze względu na wysokie koszty nie posiada on certyfikatu, który ją potwierdzi. Najwięcej uroku skrywa pokryty szkłem tył smartfona. Wzór rozpraszający światło i McLaren’owe wykończenia w kolorze Papaya Orange jest tym co wyróżnia McLaren Edition na tle zwykłego OnePlusa 7T Pro. To jednak nie wszytko, bo do brytyjskiej marki nawiązuje case z Alcantary, dzięki któremu Smartfon bardzo dobrze trzyma się w dłoni i sam do tego wygląda świetnie. Nie jest on niestety idealny, ponieważ kurz bardzo łatwo dostaje się do środka przy jego krawędziach. Błyszczące loga OnePlus oraz McLaren są naklejone na case i niestety po niecałych 2 tygodniach odkleiły się 2 litery McLaren’a oraz fragment loga nad literą “n”. Przyklejone litery są ostre, przez co dwa razy pokaleczyłem sobie palce przy wyciąganiu urządzenia z kieszeni.

Ekran

Nawet człowiek z małymi rączkami taki jak ja będzie w stanie przyzwyczaić się do wielkości tego smartfona. Smartfon wielki, bo ekran wielki – 6,67″. Zakrzywiony na bokach panel Fluid AMOLED wyróżnia się odświeżaniem na poziomie 90Hz (możemy w ustawieniach zmienić na 60Hz), co sprawia, że korzystanie ze smartfona jest jeszcze przyjemniejsze przez płynność całego interfejsu. Ekran ma rozdzielczość 1440×3120 pixeli, co daje nam proporcje 9:19,5 oraz zagęszczenie na poziomie 515ppi. Wyświetlacz nie jest zakłócony żadnego rodzaju notchem, a jego rogi są zaokrąglone.

Specyfikacja

W kwestiach specyfikacji możemy od OnePlusa oczekiwać wszystkiego na najwyższym poziomie, tak faktycznie jest. Znajdziemy tu najmocniejszego obecnie 8-rdzeniowego Qualcomm Snapdragon’a 855+ wykonanego w 7nm procesie litograficznym, Chip graficzny Adreno 640, 12GB pamięci operacyjnej typu LPDDR4X oraz 256GB pamięci masowej typu UFS 3.0. Producent wspomina także o chłodzeniu cieczą. Jak to się sprawdza?

  • Benchmarki – Szalenie, wyniki znajdziecie na poniższych screenshot’ach.
  • Gry – Perfekcyjnie – każda bogata graficznie mobilna gra (COD: Mobile, Minecraft, GTA: Vice City) działa w wysokiej liczbie klatek na maksymalnych ustawieniach graficznych.
  • Codzienne użytkowanie – skoro 2 powyższe punkty mówią o świetnej wydajności w trudnych zadaniach, to w zwykłym, codziennym użytkowaniu też jest oczywiście super. Nigdy na nic nie czekasz, wszystko jest szalenie szybkie i płynne (poza jednym wyjątkiem, ale o tym później).

Co jeszcze ciekawego znajdziemy w tegorocznym flagowcu chińczyków? Baterię o pojemności 4085mAh, która starcza na cały dzień pracy przy normalnym użytkowaniu i dobija do 15% późniejszym wieczorem przy bardziej pracowitym dniu. Po przesiadce z Xiaomi Redmi 3S Pro poczułem wielką różnicę jeśli chodzi o ładowanie. Doładowywanie smartfona w trakcie dnia, zwykle kończy się reakcją w stylu “O, to już tyle? Tak szybko?”. Z 10W do 30W przy niemal identycznej pojemności baterii to większa różnica niż myślałem. Warp Charge 30T to technologia szybkiego ładowania OnePlus’a. Niestety 30W naładujemy smartfon tylko przy użyciu (oczywiście) oryginalnej ładowarki oraz (nie takie oczywiste) oryginalnego kabla. Ładowanie odbywa się poprzez port USB C 3.1. Jeśli ktoś lubi diodę powiadomień, to będzie musiał się niestety odzwyczaić, ponieważ jej tu nie spotkacie. Always On Display w zastępstwie? Społeczność użytkowników OnePlus prosi o to od dawna, ale jedyne co mamy w tej kwestii to funkcja Ambient Display. Myślałem, że po przesiadce z Redmi 3S będzie mi trochę brakować diody powiadomień, ale szczerze mówiąc to zupełnie jej nie potrzebuję. Odkąd korzystałem z CustomROM’u PixelExperience na Xiaomi zwracałem uwagę tylko na Ambient Display i to wszystko co mi potrzebne do szczęścia. AOD? Dla mnie osobiści zbędne, ale jak kto woli. Kolejną rzeczą poza diodą powiadomień, z którą musiałem się pożegnać jest dioda IR, która pozwala na sterowanie TV, rzutnikiem, klimatyzacją itp. tak jak dedykowanym pilotem. Smartfon na miarę 2019 roku posiada optyczny czytnik linii papilarnych wbudowany w ekran. Działa on w 99% bezbłędnie i na prawdę szybko jak na czytnik ekranowy. Ładowanie indukcyjne także jest czymś co powinno się znaleźć we flagowcu na miarę 2019, niestety tutaj go znów zabrakło.

Łączność

Tu jest nieźle, chociaż nie idealnie bowiem zabrakło tu najnowszego standardu WiFi 6 (IEEE 802.11ax). Starsze standardy Wi Fi 1,2,3,4,5 (IEEE 802.11a/b/g/n/ac) oczywiście są wspierane. Bluetooth w standardzie 5.0 pozwoli na połączenie kilku urządzeń i korzystanie na duże odległości. Najnowsze standardy 4G pozwolą na osiągnięcie wysokich prędkości internetu, a moduł NFC umożliwi nam płatności zbliżeniowe lub szybkie parowanie słuchawek. GPS, ani żaden z wcześniej wymienionych funkcji nie sprawiały problemu i działają dobrze. Funkcji DualSIM, niestety nie testowałem. Nie mam żadnych zastrzeżeń do jakości połączeń, głośnik do rozmów potrafi być dużo głośniejszy niż myślałem, dlatego musiałem obniżyć jego poziom głośności na około 70% ze 100%. Wiadomości SMS i RCS także bez zarzutu.

Oprogramowanie

Seria OnePlus 7T to pierwsze smartfony, które posiadają Androida 10 “out of the box”, czyli od samego wyjęcia z pudełka. Najnowszy zielony robocik przykryty jest nakładką OxygenOS 10, która stara się nie spowalniać urządzenia, a nawet je przyspieszać. Nakładka nie odbiega mocno wyglądem od czystego Androida, za to dzięki niej znajdziemy w systemie wiele przydatnych funkcji. Nakładka posiada wbudowany Screen Recorder, Gaming Mode, App Locker czy Zen Mode. Ten ostatni pozwala na zablokowanie smartfona na określony czas, aby nie rozpraszał on właściciela od np. nauki. OxygenOS bardzo mi się spodobał, chociaż nie jest idealnie. Nie znalazłem w systemie korektora audio, a możliwości edycji ekranu głównego wymagają moim zdaniem pewnym poprawą. Maksymalna siatka ikon 5×5 przy tak wielkim ekranie to moim zdaniem marnowanie przestrzeni Fakt, że Apple iPhone’y mają siatkę  4×6 nie broni tu OnePlusa. Postanowiłem zainstalować Lawnchair 2, który pozwolił mi umiejscowić aż 18 aplikacji w podwójnym dock’u i odkryć tapetę. Tutaj dochodzimy do pewnego wyjątku w szybkości systemu, o którym wcześniej wspomniałem. Wyjście z aplikacji do ekranu głównego trwa znaczący i zdecydowanie za długi ułamek sekundy (ikony i elementy Home Screen’a pojawiają się po chwili). Wina leży po stronie zewnętrznego launchera Lawnchair 2, ale pomyślałem, że warto o tym wspomnieć. Kolejna rzecz, której mi brakuje w nakładce OxygenOS to możliwość ustawienia Google Search pod dock’iem, czy włączenia sekcji Google Discover na lewym końcu Home Screen’a, tak jak jest to np. w Google Pixel’ach. W tym pomógł mi Lawnchair.

Aparat

Ehhh….Nie zrozumcie mnie źle, ale… Po flagowcu spodziewałem się czegoś więcej. Mówię to ja – ten, który przesiadł się z Xiaomi Redmi 3S Pro z zainstalowanym Gcam’em. OnePlus umie strzelić ładną fotę, ale to mam tutaj naprawdę na co ponarzekać. Nie instalowałem jeszcze Gcama na OnePlusie, do tej pory korzystałem jedynie z domyślnej aplikacji aparatu. Szczegółowość zdjęć to Pięta Achillesowa tego flagowca. Zdjecia w Galaxy S7 mojej mamy też mi sie strasznie nie podobają, bo na dobrych i jasnych zdjęciach szumy widać na kilometr. Tutaj sprawa wygląda tak samo. Pamiętajmy, że główny obiektyw ma 48Mpix, a czasami mam wrażenie, że 2Mpix. Kolory w większości przypadków są odpowiednio nasycone i żywe. Widać, ze chińczycy starają się aby zdjęcia były możliwie naturalne, a nie do bólu przesycone kolorami… ekhem..Samsung..ekhem…  W słabym oświetleniu jasność jest odpowiednio podbijana, szkoda tylko, że szczegółowość już wtedy całkowicie leży. Poza głównym obiektywem, mamy także teleobiektyw i obiektyw szerokokątny. Teleobiektyw zapewni nam 3-krotny zoom, a szeroki kąt to kąt 117°. Producent informuje na oficjalnej stronie, że włączona redukcja efektu rybiego oka zmniejsza kąt do 102°. OnePlus chwali się możliwościami trybu Super Makro, który pozwala na zrobienie zdjęcia z odległości minimalnie 2,5cm. Filmy możemy nagrywać w maksymalnej rozdzielczości 4K w 60fps. mamy także Slow Motion – 240fps w 1080p lub 480p w 720p. W konkurencyjnych flagowcach znajdziemy także 960fps czy nawet 7680fps w Huawei Mate 30 Pro. Jak już wcześniej wspomniałem – przedni obiektyw nie zasłania naszego ekranu notchem. Jest on bowiem mechanicznie wysuwany, tak jak np. w Xiaomi Mi9T Pro. Urządzenie potrafi wykryć gdy znajdzie się w locie i w razie upadku obiektyw chowa się sam do środka. Domyślna aplikacja obsługi aparatu jest prosta i czytelna, chociaż nie rozumiem do końca niektórych decyzji OnePlusa. Mam na myśli np. to, że możemy zrobić zdjęcia w proporcjach 4:3 (pełna klatka) lub 19,5:9 (proporcje ekranu smartfona). Klasyczne 16:9 znajdziemy tylko w filmach. Zabolało mnie w serce też to, że nie możemy wybrać prędkości time-lapse’a, tak jak można to zrobić w telefonach Xiaomi. Kolega powiedział “to sobie najwyżej przyspieszysz”. Po co mi tryb time-lapse jeśli będę musiał własnoręcznie przyspieszać gotowe filmy? Bezsens. Ciekaw jestem ile dam radę jeszcze wytrzymać bez Gcam’a…

Poniżej znajdziecie wybrane przeze mnie zdjęcia. Te w których porównywałem trzy obiektywy i te, które wyszły ładne. Po więcej zapraszam na mój Instagram, staram się wrzucać na story jakieś fajne foty.

Podsumowanie

Wielu z was powie, że nie warto, bo odgrzany kotlet po OnePlus 7 Pro i cenowo dużo bardziej opłaca się jego brać. Inni powiedzą, że wersji McLaren nie warto brać, bo 12GB RAM, to przesada. Smartfon zachwyca wyglądem, 4GB RAM’u więcej nikomu nigdy nie zaszkodziły, a telefon ma służyć wam. Dlatego… nie jest to urządzenie, które dostałem na testy. To mój nowy smartfon, który kupiłem w dniu premiery. Zakochałem się w nim oglądając Live Event w Londynie i wydałem 3750zł. Czyli około 100zł więcej niż na oficjalnej stronie producenta (860€). Dlaczego? Bo pierwsza partia zniknęła ze strony producenta po kilku godzinach. Cena wysoka, telefon ma wady i zalety. Jeśli cenicie czystość i funkcjonalność systemu, szybkość i wydajność, to król jest tylko jeden.

OnePlus 7T Pro McLaren Edition

8.7

Limitowany i wyjątkowy smartfon klasy premium, za cenę zbliżoną lub niższą od innych drogich flagowców

ZALETY
  • Topowa wydajność
  • Szybkie ładowanie
  • Świetny ekran
  • Bardzo dobre wsparcie
WADY
  • Brak indukcyjnego ładowania
  • Nie wykorzystany potencjał aparatu
  • Słabej jakości case

Ten telefon od Huawei sprzedaje się bardzo słabo

Wcześniejszy wpis

Wiemy kiedy oficjalnie poznamy Xiaomi Mi Mix 4

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Smartfony