0

Chiński producent w ostatnim czasie zaprezentował światu najnowszą generację swojej taniej opaski Mi Band 4. Za kwotę około 130 zł (chińskich sklepach model ten możecie znaleźć znacznie taniej) możemy mieć już całkiem ciekawy gadżet. Jak się sprawuje w praktyce, czy warto zainwestować niespełna 130 zł w Xiaomi Mi Band 4 przekonacie się czytając poniższą recenzję.

Zawartość pudełka

W przypadku gadżetu za takie pieniądze nie spodziewałem się jakiegoś szczególnie rozbudowanego zestawu startowego. Prócz opaski znajdziemy w środku jedynie zestaw papierologii i kabel umożliwiający podłączenie urządzenia do ładowania. Całość została zapakowana w niewielkich rozmiarów tekturowe pudełko. Jeśli chodzi o zawartość opakowania to przy tej półce cenowej nie spodziewałem się jakiś fajerwerków i tak właściwie do podstawowych zastosowań zestaw wyjściowy jak najbardziej spełni nasze oczekiwania.

Jakość wykonania oraz design

Już na pierwszy rzut oka widać, że w przypadku czwartej generacji swoich smartbandów Xiaomi nie zmieniało znacząco designu. Z drugiej strony czy warto coś zmieniać jeśli jest naprawdę dobre? Cóż w praktyce jednak mimo wszystko, gdy przyjrzymy się szczegółom odnajdziemy zmiany. Po pierwsze Mi Band 4 nieco urósł. Jest przede wszystkim grubszy i mniej obły. Jednak z drugiej strony gdybym nie miał porównania z Mi Band 3 jeden obok drugiego powiedziałbym, że mimo większych rozmiarów sprawuje się równie dobrze co poprzednik. Nadal pod względem designu wygląda naprawdę dobrze. Prosta bryła, bez udziwnień, całość zachowana w czarnej kolorystyce. Wyciągnięcie pchełki z opaski jest dziedzinie proste, a i zmiana na niemal dowolny pasek tego oryginalnego również nie dostarcza problemów. Jednak to co się przede wszystkim zmieniło w najnowszej odsłonie Mi Band to wyświetlacz. Nie jest już monochromatyczny, a kolorowy. 0,95 calowy i pracuje z rozdzielczością 120×240 pikseli co w przełożeniu na niezbyt duże wymiary w zupełności powinno wystarczyć przy codziennym korzystaniu z opaski. Tak jak to już było wcześniej wyświetlacz jest dotykowy a nawigacja odbywa się za pomocą prostych komend, gestów.

Co do jakości wykonania i designu nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Wszystkie elementy opaski są bardzo dobrze spasowane. Nie ma możliwości by cokolwiek skrzypiało nawet pod silniejszym naciskiem. Pod względem wykonania i designu nie zmieniło się zbyt wiele, ale moim zdaniem to dobrze, bowiem nie ma sensu kombinować i na siłę udziwniać czegoś co po prostu było już wcześniej dobre. Dodam na koniec, że z opaską możemy pływać i kąpać się. Według producenta wytrzyma zanurzenie do 50 m lub 5 atmosfer, myślę, że taki parametr w zupełności wystarczy do uprawiania „standardowych” sportów.

Oprogramowanie

Wcześniej wspominałem, że najważniejszą nowością w porównaniu do poprzednika jest kolorowy wyświetlacz. Jeśli chodzi o oprogramowanie to zyskujemy również kilka ciekawych funkcji. Po pierwsze większe możliwości personalizacji – wybór różnych kolorowych tarcz opaski. Po drugie możliwość sterowania muzyką za pomocą opaski. Reszta elementów w większości przypadków już byłą dodana w poprzedniej generacji Mi Band. Czyli treningi, możliwość mierzenia pulsu i kilka innych opcji. Standardowo też gdy telefon mamy sparowany przez Bluetooth w Xiaomi Mi Band 4 to otrzymujemy wszystkie powiadomienia z telefonu wprost do opaski. Co do aplikacji mamy do naszej dyspozycji oddaną aplikację Mi Fit, którą bez przeszkód za darmo pobierzecie ze sklepu Google Play. Dzięki niej tak właściwie zachodzi cała komunikacja pomiędzy smartbandem, a telefonem. Z poziomu aplikacji możemy również zaktualizować Mi Banda (co radzę zrobić zaraz po wyłożeniu urządzenia z pudełka, bowiem podstawowe oprogramowanie pierwszym użytkownikom sprawiało sporo problemów technicznych). Sama aplikacja została nieco odświeżona, jednak jakiejś szczególnie dużej metamorfozy nie ma co się spodziewać. Wszystkie dane, które sprawdza opaska są wysyłane do aplikacji i ubierane w ładną wizualną formę. Całość na dzień w korzystaniu sprawdza się bardzo dobrze. Chociaż brakuje mi w Xiaomi Mi Band 4 podejrzenia jakości snu na urządzeniu, owszem wszystkie dane znajdę bez przeszkód w telefonie, jednak pod ręką ich nie mam. Dodam również na koniec, że podobnie jak to miało miejsce w przypadku Mi Band 3 tak i tutaj zarówno opaska jak i aplikacja komunikują się z nami w naszym rodzimym języku. Standardowo mamy zaimplementowany moduł łączności bezprzewodowej Bluetooth, ale jest również NFC, jednak ta wersja tak na dobrą sprawę nie jest w ogóle przydatna w Polsce, bo wiem nie jest to kompatybilne chociażby z Google Pay. Jednym z mankamentów Xiaomi Mi Band 4 jest brak GPS, więc niestety smartband nie jest tak autonomiczny jakby się można początkowo spodziewać.

Bateria

Do naszej dyspozycji chiński producent udostępnił ogniwo o pojemności 135 mAh, co jest lepszym wynikiem o całe 25 mAh od poprzedniej generacji. Zakładając, że wcześniejszy Mi Band radził sobie bez problemów z kilkunastodniowym działaniem na jednym ładowaniu tak również i tutaj nie ma z tym problemów by te kilkanaście dni działać. Tak na dobrą sprawę nawet jak naładowałem na samym początku testów to nie udało mi się go rozładować przez cały czas trwania testów, a sumarycznie trwały one blisko dwa i półtygodnia. Ładowarka wygląda trochę inaczej niż poprzedniej generacji, więc nie jest kompatybilna. Sam proces ładowania trwa około 2-3 godzin. Podsumowując mimo bardzie zasobożernego wyświetlacza zyskaliśmy większą baterię, więc nie odczujemy różnicy w działaniu urządzenia na jednym ładowaniu.

Podsumowanie

Xiaomi Mi Band 4 to krok w dobrym kierunku. Zyskaliśmy kolorowy wyświetlacz, kilka dodatkowych funkcji, a cena utrzymała się na dobrym poziomie. Całość sprawdza się świetnie i jeśli tylko nie macie wcześniejszej generacji opaski warto rozważyć zakup, bowiem za te pieniądze ciężko będzie znaleźć równie funkcjonalnego smartbanda i równie dobrze wykonanego.

Xiaomi Mi9T Pro – recenzja

Wcześniejszy wpis

Sony przygotuje aż 4 flagowce w 2020 roku?

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Akcesoria