0
Wczoraj Apple zaprezentowało 3 modele smartfonów – iPhone 11, iPhone 11 Pro oraz iPhone 11 Pro Max. Na pierwszy rzut oka nie wydają się niczym niezwykłym, pomimo zapewnień firmy z Cupertino, że jest to AMAZING!. Są wręcz bliźniaczo podobne do iPhone’ów XS oraz XS Max. Tylko czy ta premiera miała sens? Ugryźmy to od drugiej strony! Ostrzegam – nie zostawiam suchej nitki. 
Zacznijmy pastwienie się od tyłu

Z pewnością trzeba powiedzieć o sposobie rozmieszczenia tyłu, bo to według mnie katastrofa. Po pierwsze, logo na samym środku. Wygląda to jakby ktoś chciał zepsuć ład naklejając logo w najgorszym możliwym miejscu! Można było na dole, tak jak robi to Xiaomi na przykład.

Ale logo jest jeszcze do przeżycia, w przeciwieństwie do aparatu. Dosłownie jakby ktoś tam zamontował płytę indukcyjna w miniaturowej wersji. Zwłaszcza przeraźliwie to wygląda w iPhone 11, który ma tam zaledwie 2 aparaty. Po cholerę to zrobili w tym modelu. Nie lepiej wygląda to w wypadku modeli Pro – trzy wielkie, brzydkie aparaty w najgorszym możliwym ułożeniu. Nawet krążą memy w internecie o tym.
Apple, kto u was do cholery projektuje te telefony, bo coraz brzydsze są co roku. Kto do cholery? Serio. Mam nadzieję że przyszłoroczne modele będą wyglądały bardzo dobrze.aparaty

Do pastwienia się nad tyłem dodam kolory, które mamy dostępne w tym roku. W przypadku iPhone’a 11 mamy aż 6 kolorów – są to fioletowy, żółty, zielony, biały, czerwony i czarny. Tutaj nie mam się za bardzo do czego przyczepić. Tylko fioletowy jest trochę zbyt pastelowy, ale ogólnie co do kolorków nie mam zastrzeżeń – ładne pastelowe stworzyli. Ale bardziej mam pretensje do kolorystyki wersji Pro – dokładnie do nocnej zieleni, bo to wygląda paskudnie. Obrazowo opisując – wygląda jakby opakować telefon czymś gnijącym. Dosłownie. Ale na razie dość pastwienia się nad kolorami – jeszcze reszta czeka.

Krótko o ekranie i nieco dłużej o zawartości pudełka

Co do ekranu, nie mam większych zastrzeżeń – rozmiary są jak były w zeszłorocznych modelach a wcięcie zwane notchem na żywo nie wygląda na taki duży. Serio. Tu nie mam zastrzeżeń bo Apple na szczęście nie próbował zmian tam wprowadzać w tym roku – byłaby prawdopodobnie katastrofa. Na plus zaliczam wsparcie HDR10 oraz zmianę na Super Retinę XDR – wygląda to jeszcze lepiej.

Teraz czas na narzekanie – dokładniej mowa o zawartości pudełka. Pudełka telefonu za co NAJMNIEJ 3700 złotych, a NAJWIĘCEJ, aż 7449 złotych. O cenach porozmawiamy trochę później. Tyle że nowością jest dodanie w wersji Pro zasilacza o mocy 18 W. W telefonie za 6000 złotych! W tej cenie oprócz świetnego sprzętu chciałbym zobaczyć bezprzewodową ładowarkę oraz słuchawki bezprzewodowe (a zwłaszcza w modelu za 7,5 tysiąca złotych!). Dosłownie.

Trochę sprzętowo

Tutaj będzie troszeczkę pochwał ale też powrzeszczę. Zacznijmy od baterii – obiecują 5 godzin dłużej w wersji 11 Pro Max. Spoko, tyle że jest to i tak żałosna sprawność baterii na tle konkurencji. Polem do popisu jest Apple A13, oczywiście Bionic – mogliby zmienić jednak nazwę, serio. Ale mniejsza – procesor zapowiada się świetnie oraz obiecanki Apple oraz cyferki wyglądają oszałamiająco – tak jak wszystko na ich stronie. Mniejsza z tym. Do przeżycia są jeszcze wersje pamięciowe – te same co w zeszłorocznych modelach. Do tego dość ciekawą funkcją są “slowfie”, czyli selfie w slow-motion (ponoć nawet 4K/60 klatek). O iOS 13 się jeszcze nie wypowiem, ze względu na to, że trzeba przetestować oficjalna wersję aby się przekonać co jest i jak. Wolę nie krytykować czegoś co było w becie. Beta to beta.

Krótko ale ostro o cenach

No kurde, Apple jak zwykle bierze ceny z kosmosu – nawet teraz nie z Księżyca, tylko już musieli z Marsa brać ceny. Zaczynamy od 3599 złotych za iPhone 11 64GB a kończymy na 7449 złotych za 11 Pro MAX 512GB. Oczywiście za to, co dostajemy w pudełku oraz za to, że każde akcesorium trzeba zapłacić jak za złoto, to jest gruba przesada. Panie Cook, jak Pan te ceny wylicza, do cholery? Oraz jakim cudem to ludzie kupują?!

ceny

Krótkie podsumowanie

Ogólnie najnowsze iPhone’y nie są tak naprawdę warte uwagi – chyba że swędzi cię kilka tysięcy i musisz koniecznie przeznaczyć na głupotę, to kupuj. Osobiście kupiłbym albo X albo XS Max – są ładniejsze i minimalnie odstają od najnowszych modeli, ale tak tylko minimalnie. Zakup tych telefonów nie jest opłacalny według mnie. Mógłbym się czepiać jeszcze większej ilości rzeczy, ale zostawmy już to w spokoju. Jestem na nie, jeśli komuś miałbym doradzić. Na ostatek odpowiadając na postawione w tytule pytanie – to kpina z ludzi i to wielka.

A czy Wy kupicie ten smartfon?

Źródła (techniczne): Apple

Honor 20 – recenzja

Wcześniejszy wpis

Moto E6 Plus oficjalnie zaprezentowany

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w iOS