0

Od pewnego czasu nastała niemal moda na prawdziwie bezprzewodowe słuchawki. W sumie jako pierwszy taki trend spopularyzował Apple przy użyciu swoich AirPods. Dlatego też kolejni producenci rozszerzają swoją portfolio o nowe modele. Jakiś czas temu mieliśmy okazję poznać odpowiedź od Xiaomi i Redmi, a ostatnio pojawiły nowości od JBL. Dokładniej mówiąc model JBL Tune 120 TWS. Jak sprawują się w praktyce? Czy warte są swojej ceny? Na te pytania i wiele więcej odpowiem w poniższej recenzji. Zapraszam do lektury.

Zawartość pudełka oraz specyfikacja

Pudełko tak jak przystało na JBL zostało zachowane w charakterystycznej kolorystyce. Dominuje biel i pomarańcz, a całość zamknięte jest w zgrabnym opakowaniu. Co znajdziemy w środku? Producent jakoś szczególnie nas pod tym względem nie rozpieszcza. Mamy tak właściwie prócz samych słuchawek etui, a także króciutki kabel do ich ładowania. Do zestawu dodano jeszcze dwie pary wymiennych gumek do przystosowania słuchawek do swoich małżowin usznych. Tak właściwie do pełni szczęścia brakuje w zestawie wtyczki do gniazdka elektrycznego byśmy mogli ładować etui bez dodatkowych akcesoriów. Z drugiej strony jednak możemy w tym celu wykorzystać ładowarkę, którą znajdziecie między innymi w zestawie ze smartfonami.

Jakość wykonania oraz design

Mamy tak właściwie dwa podstawowe elementy słuchawek. Przede wszystkim same pchełki, które są lekkie i ciekawie wyprofilowane. Pod względem designu tak właściwie nie mam do czego się przyczepić. Mamy obły delikatnie zaokrąglone kształty, niewielką diodę – pasek informujący o statusie słuchawki, a także wtapiający się w tło niewielki fizyczny klawisz. Na jednej pchełce ma on możliwość przyjmowania połączeń, włączenia i pauzowania muzyki, a także wywoływania asystenta Google’a. Natomiast na lewej pchełce klawisz ten służy do przełączania między utworami. Rozwiązanie wygodne w korzystaniu i ergonomiczne. Na słuchawce jest jeszcze dodatkowo mikrofon do prowadzenia rozmów telefonicznych, a także magnetyczne wyjście służące podłączeniu do etui. W przypadku jakości samych słuchawek nie mam najmniejszych uwag. Zostały one wykonane przede wszystkim z plastiku. Jednak jest on bardzo dobrej jakości i nie ma mowy by nawet przy mocniejszym nacisku cokolwiek w nich skrzypiało. Warto też dodać, że są one bardzo lekkie, więc nie ma problemów uczuciem ciężkości  w uszach, nawet po dłuższym ich stosowaniu. Jednak z samą ergonomią pchełek mam pewien problem. Od czasu do czasu zdarzało się, że delikatnie wysuwały się z ucha. Nie był to owszem notoryczny przypadek, ale jednak miał mimo wszystko miejsce.

Drugim elementem niezbędnym w zestawie jest etui. Samo w sobie nie jest czymś odkrywczym, ale korzysta się z niego bardzo wygodnie. Mamy dzięki niemu gdzie schować same słuchawki. „Przyczepiają” się one do środka etui za pomocą magnetycznego łącza, dzięki czemu nie latają we wnętrzu etui, a przy tym mogą się szybko ładować. Samo etui prezentuje bardzo podobny design jak pchełki. Obły kształt, dosyć małe – wykonane z dobrej jakości plastików. Od frontu umiejscowiono trzy diody informujące LED o stanie naładowania etui. Od spodu mamy jedynie wyjście micro USB z zatyczką, brak żadnych dodatkowych wyjść czy innych bajerów.

Jakość muzyki

Tak małe urządzenia i to przy połączeniu Bluetooth nieraz mogą zawodzić szczególnie audiofili. Natomiast słuchawki, które dostałem od JBL do testów zdecydowanie nie zawodzą. Owszem najpewniej audiofil powie, że lepszą jakość uzyska po kablu i lepiej wytłumi dźwięki otoczenia stosując słuchawki nauszne, ale myślę, że dla tych, którzy lubią dobrej jakości muzykę w mobilnym wydaniu powinni być kontent z JBL Tune 120 TWS. Przede wszystkim JBL Tune 120 TWS to dobra jakość muzyki. Nie mamy metalicznego brzmienia, basy są na przyzwoitym poziomie. Minusem jest przeciętne tłumienie dźwięków otoczenia, ale tak już mają słuchawki dokanałowe. Pod względem jakości muzyki nie mogę mieć większych uwag.

Bateria

Baterie w tych słuchawkach mamy tak właściwie dwa rodzaje. Pierwsze zaimplementowane w samych pchełkach, drugie  w etui. Te w pchełkach według producenta dają możliwość słuchania muzyki przez 4 godziny. Natomiast w etui przedłuża ten czas o kolejne 12 h. Daje nam sumarycznie 16 godzin ciągłego słuchania muzyki bez ładowania samego etui. W praktyce skróciłbym ten czas do około 13 h czyli około 3 godzin same pchełki i 10 h etui. Myślę, że mimo wszystko wynik jest co najmniej bardzo dobry i zakładając, że korzystamy z nich np. w drodze do pracy czy szkoły możemy ładować je raz na tydzień. Dodam, że samo etui ładuje słuchawki całkiem szybko, bowiem kilkanaście minut ładowania zapewnia około 40 minut słuchania, więc jest to bardzo dobry wynik. Etui ładujemy za pomocą kabla micro USB i wystarczy do tego najprostsza ładowarka sieciowa, z której korzystamy chociażby podczas ładowania telefonu.

Łączność

Do naszej dyspozycji oddano moduł Bluetooth i powiem szczerze, że nieraz do tej pory zdarzało mi się korzystając z podobnych rozwiązań, że występowały problemy z łącznością szczególnie między poszczególnymi pchełkami. Tutaj w JBL Tune 120 TWS po pierwszym sparowaniu proces trwa sekundę. Włączam jedną i drugą pchełkę i całą magia dzieje się sama. Do jakości połączenia via Bluetooth również nie mam uwag. Nie zdarzało się, by nagle rozłączyło mnie czy pojawiłby się inny podobny problem. Co do jakości rozmów. Można powiedzieć standard. Rozmówca słyszał mnie dobrze, choć dźwięki otoczenia były mocno łapane przez mikrofon, ale tutaj to już urok tego typu rozwiązań.

Podsumowanie

Powiem szczerze, że JBL Tune 120 TWS to bardzo udane urządzenie, czy idealne. Najpewniej do ideału nieco brakuje, choć z drugiej strony za te słuchawki przyjdzie nam zapłacić grubo ponad 400 zł, więc nie jest to mały wydatek. Jeśli w tak dużej mierze nie zależy Wam na jakości dźwięku myślę, że warto rozważyć propozycje Xiaomi oraz Redmi. W innym lepiej dorzucić nieco grosza i zakupić chociażby ten model, który da zauważalnie lepszą jakość muzyki.

Wkrótce poznamy EMUI 10

Wcześniejszy wpis

Czy Samsung w końcu pokaże Galaxy Home?

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Akcesoria