0

Tegoroczna siódma generacja serii G od Motoroli jest bardzo ciekawą w swojej kategorii. Większość użytkowników znajdzie w niej smartfon, który zaspokoi jego oczekiwania. Na naszym portalu dostępne są już recenzje najdroższego modelu, czyli G7 Plus; a także bazowej G7. Dziś przyjrzę się – moim zdaniem – najciekawszej propozycji w serii. Zapraszam na recenzję Motoroli G7 Power.

Zawartość pudełka i specyfikacja

Zanim zajrzymy do środka zestawu wzrok przykuwa kolorystyka pudełka. Zielone barwy wskazują na charakter urządzenia i jego styl. Na tle białych i czarnych opakowań to wygląda ciekawie. W środku poza smartfonem znajdziemy dość ubogi zestaw. Dołączono do niego ładowarkę, przewód USB-C, silikonowy case, oraz dokumentację. Obecność portu USB-C jest sporą zaletą i nie zawsze oczywistością. Sama ładowarka nosi nazwę TurboPower i natężenie 5V i 3A. Dzięki niej ładowanie przebiegnie szybko i sprawnie. Silikonowy pokrowiec pozwoli ochronić urządzenie nie psując przesadnie jego wyglądu. Do szczęścia brakuje jeszcze słuchawek, ale nie zapominajmy w jakiej półce cenowej się znajdujemy.

Specyfikacja G7 Power wypada całkiem przyzwoicie na tle konkurencji. Ekran ma przekątną 6,2 cala, rozdzielczość 720 x 1570 px w proporcjach 19:9 i zajmuje ok. 77% frontu. Procesor to Qualcomm Snapdragon 632 z układem graficznym Adreno 506. Moja wersja ma 4 GB pamięci RAM, oraz 64 GB pamięci wewnętrznej, którą można rozbudować za pomocą karty microSD o kolejne 512 GB. Za działanie odpowiada system Android 9.0 Pie. Aparat tylni jest pojedynczy, 12 Mpx z przysłoną f/2.0. Selfie zrobimy modułem 8 Mpx z przysłoną f/2.2. Całość zgodnie z nazwą zasila duża bateria 5000 mAh. Wymiary konstrukcji to 160.83 x 76.00 x 9.40 mm, a waży ona 198 g.

 

Jakość wykonania oraz design

Wygląd zewnętrzny modelu jest klasyczny i spodziewany w tej półce cenowej. Nie zachwyci pomysłowością, ale jest estetyczny i elegancki. Na pewno jest częściowo charakterystyczny dla tego producenta. Front to ekran o wydłużonych proporcjach. Posiada wąskie ramki po bokach, niewielki podbródek, ozdobiony przez nazwę marki. Na górze ekranu znajdziemy wcięcie. Niestety, w przeciwieństwie do G7 czy G7 Plus ma on klasyczny kształt. Szerokością jest porównywalny z tym z Huawei P20. Po bokach wyświetla po pięć ikon powiadomień, a zatem przesadnie nie ogranicza funkcjonalności.

Po tyle smartfona od razu rozpoznamy kto go wyprodukował. Swego rodzaju wyróżnikiem jest okrągła obudowa aparatu. Może ona przypominać tą z serii Moto Z. Wygląda to ciekawie na tle konkurencji. Moduł aparatu lekko odstaje, lecz ten problem niweluje dołączony do zestawu case. Pod aparatem znajduje się logo producenta, które skrywa czytnik linii papilarnych. To również przykuwa na chwilkę wzrok. Po prawej stronie obudowy znajdziemy włącznik i przyciski do regulowania głośności. Po lewej natomiast – tackę na karty nanoSIM. W przypadku wersji DualSIM umieścimy tu jednocześnie dwie karty, a także kartę microSD. U doły mamy wejście USB-C i mikrofon, a u góry drugi mikrofon, oraz wejście słuchawkowe 3,5 mm, które obecnie jest usuwane.

Materiały, z których wykonano obudowę nie są najwyższej jakości, lecz w tej cenie są zrozumiane. Front pokrywa tafla szła Gorilla Glass 3. Plecki i otaczającą ramkę wykonano z tworzywa sztucznego. Wykończono je na wysoki połysk, a zatem zobaczymy na nich każdy ślad po palcu czy drobinki kurzu. Z tego powodu noszenie case’a nabiera sensu, bo nikt nie lubi oglądać urządzenia brudnego od odcisków.

Samo użytkowanie telefonu jest przyjemne. W dotyku nie przypomina urządzenia premium, lecz nie miałem wrażenia tandetnych materiałów wykonania. Duża bateria nie pogrubia go znacząco. Mimo swoich rozmiarów dobrze leży w dłoni, a to pewnie za sprawą wyprofilowanych plecków. Kiedy trzymam go w kieszeni daję radę zawiązać buta. Jego obsługa jedną dłonią jest możliwa, lecz to wiąże się z ryzykiem upuszczenia. Zewnętrze urządzenia może się zatem podobać niejednemu użytkownikowi.

Ekran

Na front urządzenia wpatrujemy się w każdym momencie użytkowania, a zatem sprawdźmy co tutaj dostajemy. Wyświetlacz jest duży 6,2-calowy, a zatem jest wygodny w konsumpcji treści. Rozdzielczość HD+ nie jest jednak atutem – przy oglądaniu filmów w rozdzielczości maksymalnej, czyli HD, dostrzeżemy lekkie poszarpanie konturów. Czcionki również mogą się wydawać nieostre. Zaznaczam jednak, że zauważymy to wszystko przy dokładnym przyjrzeniu się z bliska. Na co dzień przy trzymaniu smartfona w większej odległości nie przeszkadza to absolutnie w użytkowaniu. Matryca jest wykonana w technologii IPS, a jej wyniki są dobre. Wyświetla żywe kolory, które można skorygować w ustawieniach. Jasność maksymalna jak i minimalna są wystarczające. Protezą always-on-display jest funkcja wymyślona przez Motorolę. Po wykryciu ruchu telefon na chwilę wyświetla okrągły zegar z procentem naładowania baterii, oraz powiadomieniami. Po kliknięciu w te ostatnie można od razu przeskoczyć do odpowiedniej aplikacji. W przypadku używania odblokowywania twarzą wyświetli się tu również otwarta kłódeczka po rozpoznaniu wizerunku właściciela. Ekran jest zatem odpowiedni w klasie urządzenia.

Bateria

Dochodzimy do najważniejszego elementu G7 Power. Jak sama nazwa wskazuje jest nim bateria. Pojemność zastosowanego ogniwa wynosi aż 5000 mAh. Dzięki niej smartfon jest nam wierny przez długi czas. Nie udało mi się go rozładować w ciągu jednego dnia ciężkiej eksploatacji. Przy moim trybie działania rozładowywałem go po ok. 2 dniach pracy. Tak więc użytkownicy mniej wymagający osiągną nawet 3 dni. W moim teście oglądania filmów poprzez Wi-Fi w rozdzielczości HD i maksymalnej jasności ekranu, 10% baterii ubyło po 2 godzinach i 10 minutach oglądania. A jak z ładowaniem? Po 30 minutach ładowarka doładuje ok. 30% baterii, a 100% ujrzymy po ok. 1,5 godziny. Telefon pod tym względem wypada genialnie i takich baterii oczekujemy w smartfonach. Power w nazwie nie jest żadnym chwytem marketingowym.

Aparat

To dla wielu osób najważniejsza funkcja smartfonów. Względem droższych modeli ten z Power w nazwie pozbawiono dodatkowego modułu. Znajdziemy tutaj pojedynczy aparat 12 Mpx z przysłoną f/2.0. Wspiera go dioda LED. Nie doświadczymy w nim optycznej stabilizacji obrazu, jest jedynie obcja cyfrowej. Filmy nagrywane są maksymalnej rozdzielczości 4K przy 30 klatkach na sekundę. Z ciekawszych opcji aparatu znajdziemy: portret, kolor spotowy (zdjęcie będzie czarno-białe poza jednym kolorem), zwolnione tempo czy panoramę. Dla bardziej zaawansowanych fotografów przygotowano tryb manualny z możliwością ustawienia ISO, balansu bieli oraz ekspozycji. Zabrakło tu jedynie regulacji czasu naświetlania. Dostępne są też naklejki AR, dzięki czemu na naszym biurku możemy umieścić jakiegoś pączka czy hamburgera.

Jak wypadają same zdjęcia robione „z ręki” w dzień? Są ładne i wyraźne przy powiększeniu. Obecnie każdy smartfon da radę zrobić piękne ostre zdjęcia w dobrym świetle, zatem ten również nie zawiedzie. Myślę, że fotki zadowolą przeciętnych użytkowników. Po zmroku lub w ciemności klasa modelu daje się we znaki. Zdjęcia tracą szczegółowość i pojawiają się szumy. Nie ma tragedii, lecz daleko im do tych z P30 Pro. Filmy również prezentują się dobrze, choć brak im stabilizacji.

Tylni aparat wypada zatem dobrze jak na swoją półkę cenową. Frontowy natomiast to 8 Mpx moduł z przysłoną f/2.2. Posiada tryby takie jak portret czy grupowe selfie. Ten ostatni opiera się jedynie na łączeniu ujęć w formie panoramy, a więc nie dorównuje szerokokątnemu obiektywowi. Portret całkiem dobrze oddziela krawędzie i rozmywa tło. Same selfie są szczegółowe i wystarczą na Instagram czy Snapchat. W aspekcie foto-wideo telefon nie zawodzi.

Zabezpieczenia biometryczne

W tej kategorii mamy dwie opcje do wyboru. Z tyłu znajdziemy skaner linii papilarnych. Jest on szybki i celny, nie myli się zbyt często. Animacja odblokowania jest natomiast dosyć długa. W ten sposób cały proces trwa mniej więcej 1 sekundę. Drugą z możliwości jest skaner twarzy. Nie jest on tak bezpieczny jak wyżej wymieniona opcja, gdyż korzysta tylko z aparatu frontowego. Jednak jego precyzja i szybkość działania są na wysokim poziomie. Dodatkowo współgra z zegarem widocznym po podniesieniu. Czasami nie zdążyłem przyłożyć palca do czytnika, a ten już się odblokował przez skaner twarzy. Pod tym względem jest szybko i celnie w obu przypadkach.

Oprogramowanie

W chwili obecnej „motka” pracuje na systemie Android 9.0 Pie. Poprawki bezpieczeństwa są z 1 grudnia 2018 roku, a więc jest tutaj pole do poprawy. Sam system nie posiada nakładki systemowej. Jest to czysty Android z kilkoma dodatkami od Motoroli. Dzięki takiemu rozwiązaniu urządzenie jest szybkie i płynne, nie laguje i sprawia przyjemność z użytkowania. Jego działanie mnie zaskoczyło, a sam najnowszy Android przypadł mi do gustu. Z dodatkowych funkcji znajdziemy:

  • wspomniany wcześniej ekran przypominający always-on-display,
  • zastąpienie przycisków jedną belką u dołu ekranu. Przesunięcie w lewo to komenda wstecz, wciśnięcie przeniesie na ekran główny, a w prawo cofniemy się do poprzedniej aplikacji. Przesunięcie w górę uruchomi menadżer otwartych aplikacji. Te gesty są bardzo praktyczne i ułatwiają używanie.
  • gesty Moto. Potrząśnięcie dwa razy włącza i wyłącza latarkę. Podwójne szybkie obrócenie uruchomi aparat. Położenie ekranem w dół włączy tryb „nie przeszkadzać”. Przy słuchaniu muzyki utwory można zmieniać przyciskami głośności.

Wydajność

Za kulturę pracy urządzenia odpowiada procesor Qualcomm Snapdragon 632 z układem graficznym Adreno 506 wspierany przez 4 GB pamięci RAM. W teście syntetycznym AnTuTu model wykręcił ok. 107 000 punktów. Uważam to za wynik dobry w tej klasie. Jak jest z prędkością działania? Tak jak wspomniałem smartfon nie musi się wstydzić. Zaskoczył mnie pod tym względem. Jedyną aplikacją, z którą gorzej sobie radził był Snapchat, ale były to tylko lekkie klatkowania animacji. Co do gier wypada radzi sobie dobrze w zwykłych mniej wymagających tytułach. Zręcznościowe czy „zabijacze czasu” udźwignie bez problemu. Przy grach 3D można zauważyć lekkie klatkowania animacji, lecz tutaj też nie ma dramatu. Moja ulubiona „Sniper 3D” wypada dobrze. Całościowo więc przyszły użytkownik nie będzie narzekać na płynność działania. Co najważniejsze, model ten nie nagrzewa się zbytnio przy użytkowaniu.

Dźwięk

Ten aspekt smartfona jest jednym z zadowalających w smartfonie. Za gniazdo słuchawkowe należy się mały plusik. Jako iż mamy do czynienia z czystym Androidem do słuchania muzyki otrzymujemy aplikację Muzyka Play. Znajdziemy w niej opcje equalizera, lecz nie manualnego. Sama jakość dźwięku wypada dobrze i zadowoliła mnie. Głośnik jest jeden u góry obudowy – ten sam co do rozmów – i gra bardzo dobrze. Do głośności ok. 70% usłyszymy basy, oraz wysokie tony. Jest on też głośny, a zatem na pewno usłyszymy nasz dzwonek.

Łączność

Moduł Wi-Fi jest dwuzakresowy (802.11 a/b/g/n, 2.4 i 5 GHz). Do działania internetu nie mam żadnych zastrzeżeń – zarówno Wi-Fi jak i LTE nie gubi zasięgu i działa płynnie. Bluetooth 4.2 również nie ma problemu z połączeniem i obsługą urządzeń bezprzewodowych. Rozmowy przez telefon są bezproblemowe. Największą wadą w tej kategorii jest brak NFC, lecz w tej półce cenowej to zrozumiałe.

Podsumowanie

Po codziennym korzystaniu z iOS przesiadka na Motorolę Moto G7 Power była ciekawą rozrywką. Jest to bardzo dobry smartfon, który zaskoczył mnie w niektórych aspektach. Posiada wszystkie cechy na dobrym poziomie, a wisienką na torcie jest świetna bateria. W ten sposób urządzenie w swojej cenie jest według mnie jedną z najciekawszych propozycji.

Dziękuję za lekturę recenzji. Zachęcam do dzielenia się Waszą opinią w komentarzach.

Motorola Moto G7 Power

7.8

Zalety
  • Świetna bateria
Wady
  • Cena mogłaby być niższa

Samsung Galaxy A10 oraz Galaxy A20e oficjalnie w Polsce

Wcześniejszy wpis

Huawei uratowany? USA odracza „wyrok” o 90 dni

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Smartfony