MARSHALL MAJOR II Bluetooth – recenzja

0
MARSHALL MAJOR II Bluetooth

Z zamiarem zakupu bezprzewodowych słuchawek nosiłem się od wielu miesięcy. Idea uwolnienia się od kabli była nad wyraz kusząca – miałem jednak obawy dotyczące jakości dźwięku oraz żywotności baterii w tego typu urządzeniach. Po niemal pół roku intensywnych testów mogę zdecydowanie powiedzieć, że obawy te były bezzasadne. Gorzej jednak z resztą. Ale po kolei…

Unboxing

Słuchawki zapakowane są w stosunkowo niewielkie, dwuczęściowe pudełko. Całość zdobi wysokiej jakości nadruk przedstawiający obiekt recenzji, dumnie brzmiący napis “30+ hours of wireless playtime” oraz piktogram symbolizujący zgodność ze standardem Bluetooth. Przyznaję, zostałem “kupiony” już projektem samego opakowania. Mając doświadczenia z szeroką gamą rozwiązań zaprojektowanych na rynek DJ-ski, z radością przyjąłem elegancki, rozkładany box z grubego kartonu, nie zaś kolejną uginającą się pod ciężarem samego spojrzenia cienką i brzydką tekturkę.

W środku poza słuchawkami znajdziemy kabel służący do ładowania akumulatora (z archaicznym, acz typowym dla tego typu urządzeń wtykiem Micro-USB) oraz przewód sygnałowy z końcówkami 3.5 milimetra – popularny “Jack”. Tak jest, dobrze przeczytaliście – Jeśli rozładujemy słuchawki całkowicie (co nie jest takie proste) nie będziemy skazani na głuchą ciszę. W awaryjnej sytuacji możemy się podpiąć do naszego smartfona w bardziej konwencjonalny sposób (o ile oczywiście znajduje się na nim odpowiednie wyjście). Pragnę w tym miejscu podkreślić, że naprawdę jest to rozwiązanie awaryjne, gdyż słuchanie muzyki w ten sposób nie jest komfortowe. Więcej o tym napiszę w dalszej części tekstu.

Pierwsze wrażenia

I pierwsze rozczarowanie. Wbrew moim oczekiwaniom, powstałym w wyniku obserwacji użytkowników produktów tej marki (głównie bliźniaczych, przewodowych modeli Major II) bezprzewodowe Marshalle wydają się zaskakująco….cóż – “tandetne” to zdecydowanie zbyt brutalne określenie, ale nie ukrywam, że właśnie ono cisnęło mi się na usta dotykając niezwykle cienkich prętów łączących muszle z pałąkiem, czy wyciągniętych na wierzch, bardzo miękkich kabli scalających całość. Sprawę częściowo ratuje zastosowany na bokach materiał – miękkie, gumowane tworzywo jest miłe w dotyku, zaś jego jego czerń świetnie kontrastuje z wypukłym, białym logo producenta.

Nieco lepiej wypadają akcesoria. Przewód USB sprawia wrażenie solidnego (nawiasem mówiąc, musi on czuć się niezwykle samotny, gdyż producent nie przewidział w zestawie dedykowanej ładowarki), a częściowo spiralny kabel sygnałowy z “osprężynowaniem” na końcach stanowi niezwykle estetyczny smaczek. Pech chciał, że przewód dostarczony wraz z moim egzemplarzem musiał zostać wymieniony na nowy, gdyż….był pęknięty w środku. To był moment, w której zacząłem kwestionować wydatek niemal czterystu trzydziestu złotych na te słuchawki.

słuchawki marshall bluetooth bezprzewodowe

Pudełko wykonane jest z grubej tektury, zaś nadruk na jego powierzchni jest świetnej jakości.

Jakość wykonania

Jeśli uważnie czytałeś / czytałaś poprzedni akapit to wiesz, że zdecydowanie nie byłem zachwycony materiałem, z jakiego Majory II zostały wykonane. Wątpliwej jakości stelaż łączący pałąk z muszlami i obnażone okablowanie to tylko część problemów. Tworzywo, którym pokryto każdą słuchawkę (wyłączając miejsce, na którym znajduje się logotyp) przywodzi na myśl budżetowe smartfony z Androidem sprzed kilku lat. Plastiki zastosowane w tym modelu wydają się być stosunkowo grube, jednak lekko odstający, skrzypiący pierścień na krawędzi każdej ze skorup skrywających głośniczek wysyła do nas jasny sygnał – producent postanowił w tym miejscu zaoszczędzić.

Usztywniony pałąk ukryty jest w skóropodobnej powłoczce, i chociaż jej warstwa zewnętrzna jednoznacznie kojarzy się z tapicerką tańszych samochodów z lat 90, to część przylegająca do głowy jest dosyć gruba i niezwykle przyjemna w dotyku.

Na tle reszty świetnie wypadają nauszniki – są miękkie, odpowiednio “puszyste”, co w połączeniu ze sztywnym pałąkiem sprawia, że słuchawki doskonale przylegają nawet do mojej dużej, recenzenckiej głowy. Znajdująca się wewnątrz kratka z tworzywa to przyjemny smaczek, kojarzący się z legendarnymi wzmacniaczami gitarowymi firmy Marshall.

Największe obawy jednak wzbudza prowadnica, po której porusza się druciana konstrukcja trzymająca całą muszlę. Skrzypi niemiłosiernie i jest dosyć luźno osadzona na końcówkach pałąka. Jednak mimo moich obaw, po kilku miesiącach intensywnego użytkowania nie znalazłem na niej żadnych ubytków.

słuchawki bezprzewodowe marshall bluetooth

Niestety, przewody połączeniowe są wyeksponowane, co może negatywnie wpłynąć na ich trwałość.

Funkcje i porty

Jak wspomniałem wcześniej, słuchawki wyposażone są w port Micro-USB oraz wejście na elastyczny kabel sygnałowy. O naładowaniu akumulatora informuje nas subtelna dioda (Czerwona lub biała, w zależności od jego stanu) mieszcząca się na spodzie prawej muszli. Tuż obok znajduje się włącznik, służącego również do parowania urządzenia ze smartfonem.

Na drugiej słuchawce znajduje się złoty joystick (a w zasadzie, biorąc pod uwagę jego rozmiary – joysticzek) służący do regulacji głośności (ruch w pionie), zmiany utworu (ruch w poziomie) i odebrania bądź zakończenia połączenia (wciśnięcie). Niestety, jeśli chcemy przeskoczyć o kilkadziesiąt sekund do przodu podczas odsłuchu pozycji z playlisty, musimy sięgnąć do kieszeni po telefon, gdyż wspomniany wcześniej joystick nie oferuje funkcji przewijania.

Nadmienię również, że działa on wyłącznie przy połączeniu via Bluetooth – podczas korzystania z dedykowanego przewodu staje się nieaktywny. Na samym przewodzie znajduje się (na sensownej wysokości) mikrofon wraz z przyciskiem umożliwiającym odbieranie, wyciszanie, a także – po dłuższym przytrzymaniu go – kończenie połączeń.

słuchawki bezprzewodowe marshall major bluetooth

Złoty joystick umożliwiający kontrolę podstawowych funkcji słuchawek.

Jakość dźwięku

Od momentu zakupu, używałem głównie łączności bezprzewodowej. Powodem nie była wyłącznie wygoda – konieczność doładowywania słuchawek występowała rzadko, gdyż Majory II swobodnie osiągają deklarowane trzydzieści godzin słuchania na jednym ładowaniu.

Do testów korzystałem z czterech źródeł – Spotify, Tidala Hi-Fi, YouTube’a oraz plików MP3 (320 kbps) przepuszczonych przez interfejs audio (czyli po prostu kartę dźwiękową) firmy Native Instruments. Przyznam, że słuchając muzyki na Majorach II po raz pierwszy byłem bardzo mile zaskoczony. Jakość dźwięku zdecydowanie stoi w opozycji do jakości wykonania, nawet podczas wędrówki po przeciętnej jakości klipach na YouTubie.

To, co spodobało mi się w tym modelu to fakt, że producent nie zdecydował się na przejaskrawione, znane z niektórych modeli dostępnych na rynku (min Beats by DRE) podbicie basu. Ten, chociaż jest wyraźny (i dosyć twardy) w żadnym przypadku nie dominował nad środkowym i górnym pasmem. Na pochwałę zasługują również soprany – wszelkie perkusyjne partie utworów są dosyć oszczędne i subtelne, jednak nie sprawia to, że tracą cokolwiek ze swojej wyrazistości. Znakomicie wypada ogólny poziom głośności – jest naprawdę wysoki, co w połączeniu z niezłym tłumieniem i wygodną konstrukcją sprawia, że długie podróże pociągiem lub samolotem stają się znacznie przyjemniejsze.

Gorzej jednak prezentuje się środkowe pasmo. Muzyką która gram jako DJ i jednocześnie ta, której słucham regularnie jest dosyć uboga w warstwie wokalnej. Jednak na potrzeby testów postanowiłem poeksperymentować z cięższymi, gitarowymi brzmieniami. Ku mojemu rozczarowaniu, środek wyraźnie gubił się w strumieniu dźwięków i sytuacje, gdy miałem problemy z wyłuskaniem wszystkich niuansów wyraźnego, męskiego wokalu były dosyć częste.

Podobne odczucia miałem przy słuchaniu bardziej stonowanych brzmień – powolny, lejący się motyw przewodni z serialu “Stranger Things” (serdecznie polecam!) zatracił część swojej unikalności, właśnie przez mdły i nijaki środek.

Gdy uda nam się już zupełnie zmęczyć akumulator, czeka nas niemiła niespodzianka – po podłączeniu Majorów II do portu słuchawkowego poziom głośności spada mniej więcej o 30 procent. Problemem jest wtedy również jakość reprodukowanego dźwięku – staje się on mocno przytłumiony. Niemniej, jako rozwiązanie awaryjne (lub w sytuacji, gdy chcemy w ten sposób obejrzeć odcinek naszego ulubionego serialu na Netfliksie) taka alternatywa sprawdza się przyzwoicie.

Słowo o mikrofonach: są poprawne. Przy całkowitej ciszy, możemy swobodnie rozmawiać bez obaw o to, że rozmówca będzie miał problem ze zrozumieniem naszych słów. Gdy jednak znajdziemy się w miejscu, gdzie panuje gwar, lub wieje mocniejszy wiatr, jakość naszego przekazu spada dramatycznie – i tyczy się to zarówno mikrofonu umieszczonego na kablu, jak i tego zamontowanego w samych słuchawkach.

Podsumowanie

Zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo narzekałem na ten model podczas recenzji. Wykonanie stawia słuchawki raczej w segmencie budżetowym, zaś ograniczona funkcjonalność podczas korzystania z wejścia słuchawkowego niekorzystnie wpływa na ogólne wrażenie obcowania z produktem. Jednak po dosyć długim okresie testów, mogę ostrożnie stwierdzić, że słuchawki spisują się całkiem dobrze. Dźwięk płynący do naszych uszu przez Bluetooth jest naprawdę przyzwoity, zaś bateria pozwala na wielogodzinne rozkoszowanie się naszą ulubioną tracklistą. Jeśli więc nie odstrasza Cię delikatna konstrukcja całości i jesteś w stanie zaakceptować fakt, że po rozładowaniu baterii Twój ulubiony utwór wybrzmi zauważalnie ciszej – Majory II są właśnie dla Ciebie. W innym wypadku, raczej je odradzam.