0

Parę chwil temu Mateusz doniósł o jednej z nowości Lenovo – Moto Z Play. Przy okazji napomknął też o prezentacji kolejnego modułu współpracującego z kilkoma modelami Moto (MotoMods). Hasselblad True Zoom to wyjątkowy gadżet i uznałem że warto przyjrzeć mu się nieco bliżej.

Nowy moduł nie jest jest oczywiście pierwszą próbą wprowadzenia obiektywów o zmiennej ogniskowej do świata smartfonów. Najbardziej znane przykłady wcześniejszych konstrukcji to Samsung Galaxy K Zoom i Asus Zenfone Zoom. Smartfono-aparat Samsunga jest pod względem optycznym bardzo podobny do rozwiązania Hasselblada. Zakres ogniskowych (ekwiwalentnych dla filmu 35 mm) w pierwszym przypadku wynosi 24-240 mm, w drugim – 25-250 mm. Tu i tu mamy więc dziesięciokrotny zoom optyczny. Przy identycznych rozmiarach sensorów (1/2,3″) zakres kątów widzenia jest praktycznie taki sam. K Zoom jest jednak wyjątkowo nieporęczny jako smartfon. Po schowaniu obiektywu jego grubość i tak miejscami przekracza 20 mm. Pod tym względem dużo lepiej wypada Asus – mierzy “tylko” 11,95 mm wgłąb, a przy tym nic się z niego nie wysuwa. Ceną za w miarę smukłą sylwetkę jest oczywiście mniejszy zakres ogniskowych (3x).

Hasselblad True Zoom próbuje obejść te nieuchronne kompromisy. Nie pogrubia trwale smartfona oferując przy tym dużą optyczną elastyczność, wygodę fotografowania i ksenonową lampę błyskową, której przewaga nad LED-ami jest bezsporna. Może nieco niepokoić mniejsza w porównaniu z Samsungiem rozdzielczość jego matrycy (odpowiednio 12 i 20 Mpx). Jest tu jednak ukryty pewien “haczyk” który wymaga krótkiego wyjaśnienia.

Naturalną cechą transfokatorów jest zmniejszanie się otworu względnego obiektywu wraz z wydłużaniem ogniskowej. Optyka Samsunga jest pod tym względem odrobinę lepsza – apertura zmienia się w zakresie 3,1-6,3. Hasselblad jest nieco “ciemniejszy”: 3,5-6,5. Każdy bez wyjątku obiektyw ma ograniczoną rozdzielczość optyczną, co oznacza że nie odwzorowuje w płaszczyźnie ogniskowania idealnych punktów, ale rozmyte plamki. Jedną z przyczyn tego zjawiska (oprócz niedoskonałości soczewek) jest dyfrakcja światła na krawędziach otworu obiektywu. Wielkość powstającej na skutek tego tzw. plamki Airy’ego zależy wyłącznie od otworu względnego obiektywu i z pewnym przybliżeniem jej średnica w mikronach jest liczbowo równa aperturze. Plamka Airy’ego nie jest problemem w profesjonalnych cyfrówkach wyposażonych w pełnowymiarowe matryce, w których pojedynczy piksel osiąga rozmiary kilku μm. Ale w smartfonach, gdzie piksel jest na ogół niewiele większy od mikrona, już tak. Nawet bardzo jasne obiektywy (f/1,7-2,0) rysują z dokładnością zbliżoną do rozdzielczości przetwornika CMOS.

Widać więc że Hasselblad (a tym bardziej Samsung) i tak ma “za dużą” rozdzielczość, szczególnie przy długich ogniskowych. Nie zmienia to faktu że ostatecznie nawet nieco zredukowana szczegółowość obrazu i tak jest o niebo lepsza niż przy korzystaniu z zoomu cyfrowego.

Hasselblad True Zoom może okazać się idealną propozycją dla fanów mobilnej fotografii. Muszą oni jednak przygotować się na spory wydatek. Moduł będzie najprawdopodobniej kosztował 250-300 dolarów. Wskazane również będzie zaopatrzenie się w statyw, bowiem przy długich ogniskowych nawet OIS (zdjęcia) i EIS (filmy) mogą w niewystarczającym stopniu kompensować drżenie rąk.

Mobilne okazje 02.09.2016

Wcześniejszy wpis

Lenovo Moto X Force – recenzja

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Newsy