1

2 GB RAM, 16 GB pamięci wbudowanej i 4-rdzeniowy procesor o przyzwoitej wydajności za 370 zł? Wydaje się niemal oczywiste że kryje się za tym jakiś haczyk i Bluboo Picasso prędzej czy później ujawni liczne przykłady sprytnie zamaskowanego tu i tam partactwa. Jednak w wypadku tego smartfona intuicja “niestety” zawodzi. Poza nielicznymi drobnymi niedociągnięciami trudno znaleźć jakikolwiek ewidentnie rozczarowujący aspekt jego działania.

Zawartość pudełka i specyfikacja

Tu akurat niespodzianek nie ma. Zestaw jest absolutnie minimalistyczny: smartfon, ładowarka, kabel USB i niewielkie objętościowo papierki. Wszystko to jest ciasno upchane do skromnego pudełka z dość wiotkiej tektury.

Bluboo PicassoCałkiem niedawno dość nieroztropnie uznałem że 359 zł za Doogee X5 MAX to niezła cena. Teraz muszę publicznie to odszczekać, bowiem Bluboo Picasso za 10 zł więcej oferuje dwukrotnie większe zasoby pamięci. Oba smartfony korzystają z lekko porosłego mchem Mediateka MT6580. Doogee nęci większą baterią i skanerem biometrycznym, ale czy to równoważy jego niedostatki w zakresie kluczowych podzespołów? Moim zdaniem nie.

Zdradziłem już chcąc nie chcąc pewne elementy specyfikacji bohatera testu. Zerknijmy jak prezentuje się ona w całości.

Bluboo Picasso - specyfikacja

Wzornictwo i wykonanie

Na tylnej klapce Bluboo Picasso naniesiony jest charakterystyczny wzór złożony z nieregularnych trójkątów, wypełnionych drobnymi równoległymi żłobieniami. Gra światła na tej fakturze nierzadko wywołuje przestrzenne wrażenia, choć oczywiście klapka jest płaska, jeśli nie liczyć zaoblonych obszarów w pobliżu dłuższych boków telefonu. Żłobki poprawiają w pewnym stopniu chwyt, ale są dość głębokie i potrafią się w nich uporczywie zagnieździć drobinki brudu. Klapka jest wiotka i wyraźnie ugina się pod naciskiem zanim zdoła oprzeć się na ukrytych pod nią w pewnej odległości podzespołach. Zatrzaski trzymają pewnie, mimo to oddzielenie klapki przychodzi bez trudu. Nieco gorzej jest z jej ponownym zakładaniem. Wymaga to użycia sporej siły, szczególnie wobec ostatnich, najbardziej opornych zatrzasków.

Dostęp do dwóch gniazd micro SIM i gniazda micro SD jest wygodny, wcześniej należy jednak wyjąć baterię.

Podobno szkieletem konstrukcji Picasso jest odlew ze stopu cynku, co tłumaczyłoby jego stosunkowo sporą wagę. Nie wiem jednak czy można uznać to za zaletę. Sztywność obudowy wydaje się znikoma – łatwo zauważyć jej lekkie odkształcenia już pod wpływem niewielkiego, bezpiecznego nacisku. Śmiem podejrzewać że po poddaniu telefonu brutalnemu niszczącemu wyginaniu sława iPhone’owej “bendgate” zbladłaby znacznie.

Wykończenie boków nie ma nic wspólnego z konstrukcyjną ramą. Na szczęście jest to autentyczna “drapana” blaszka, a nie imitujący ją lakier, który z reguły nie wytrzymuje próby czasu. Wystające z niej na prawym boku wąskie metalowe przyciski obsługuje się wygodnie, dzięki sporemu skokowi i dobrze dobranej sprężystości.

Egzemplarz testowy otrzymałem z naklejoną folią ochronną. Pod nią bez wątpienia znajduje się szkło, ale najprawdopodobniej niepoddane jakimś wymyślnym metodom hartowania. Wycięcie w folii w okolicach przedniego aparatu jest na tyle niewielkie, że utrzymanie w tym miejscu nieskazitelnej czystości jest nieco kłopotliwe.

Wyświetlacz

Spoglądając na wyłączonego Bluboo Picasso można odnieść wrażenie że ramki, szczególnie boczne, są bardzo wąskie i ekran wypełnia niemalże całą przednią powierzchnię urządzenia. To dość często spotykany trik, wyjątkowo skuteczny w wypadku jasnych obudów. Po odblokowaniu telefonu jednak czar pryska, bo aktywny obszar wyświetlacza jest dużo mniejszy. Sprawia to nie tylko martwa czarna obwódka ale i stosunkowo szeroki pasek przycisków nawigacyjnych.

[twentytwenty]
Bluboo_Picasso_screen_offBluboo_Picasso_screen_on
[/twentytwenty]

Nie mam zastrzeżeń do jakości wyświetlanego obrazu . Zastosowany panel IPS jest więcej niż przyzwoity jak na tę półkę cenową. Czerń świeci nieznacznie a kolory są bardzo wyraziste. Widoczny jest pewien spadek jasności przy obserwacji ekranu pod dużym kątem – większy przy spoglądaniu z boku niż z góry lub z dołu. Przy patrzeniu po przekątnej dochodzi do przekłamań kolorów. Co ciekawe, obie diagonale wprowadzają odmienne aberracje, np. jedna z nich wzmacnia zielone subpiksele, druga – osłabia. Podobnie zachowuje się jednak wiele paneli IPS, również spotykanych w droższych urządzeniach.

Być może za soczystość barw po części odpowiada technologia Miravision, dość często towarzysząca smartfonom z układami Mediateka.

Niestety, konstruktorzy Bluboo Picasso zaoszczędzili na diodach podświetlających. Maksymalna luminancja wyświetlacza to ok. 280 nitów, co oznacza że w pełnym słońcu jego czytelność jest bardzo ograniczona. Na drugim krańcu skali jest dużo lepiej – 10 nitów nie powinno porażać nawet w absolutnej ciemności.

W tanich smartfonach czujnik oświetlenia nie pojawia się zbyt często. Picasso jest tu chlubnym wyjątkiem, ale sposób w jaki wykorzystuje ten podzespół jest co najmniej dziwny. Jak dotąd spotykałem się z sytuacją w której czujnik albo przejmował całkowitą kontrolę nad podświetleniem, albo dopuszczał jego drobne korekty przy użyciu suwaka jasności. W testowanym smartfonie mamy do czynienia z niemalże dokładną odwrotnością tej drugiej opcji. Dominuje suwak, a czujnik oświetlenia dodaje tylko swoje poprawki. Tak wygląda zakres zmian wprowadzanych przez automatykę przy trzech wybranych ustawieniach jasności:

  • suwak 100%: 190-280 nitów
  • suwak 50%: 80-230 nitów
  • suwak 0%: 10-60 nitów

Tak więc skrajnie różne warunki oświetleniowe i tak zmuszają użytkownika do interwencyjnych korekt, co nie do końca koresponduje z sensem określenia “automatyczna regulacja jasności”.

Czujnikowi dotyku w Bluboo Picasso nie można zarzucić braku precyzji. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o jego czułości. Jest ona wyraźnie zbyt mała, co skutkuje tym że liczba nierozpoznanych dotknięć zdecydowanie przekracza akceptowalny poziom. Przy braku odrębnych przycisków nawigacyjnych problem dotyczy oczywiście również ich ekranowych substytutów. Kalibracja digitizera jest jednym z nielicznych poważniejszych niedociągnięć smartfona, ale podejrzewam że z czasem można przywyknąć do konieczności jego “ostrzejszego” traktowania.

 Bateria

Pojemność ogniwa jest dość przeciętna (2500 mAh), ale pamiętać należy że towarzyszy mu niezbyt mocno świecący ekran i oszczędny procesor. Dzięki temu Bluboo Picasso osiąga zupełnie przyzwoite czasy pracy.

Na wszelki wypadek i nie po raz pierwszy przypomnę specyfikę działania benchmarka Work Battery Life. Wykonuje on cyklicznie cztery zróżnicowane testy, starające się naśladować typowe działania użytkownika: przeglądanie stron internetowych, oglądanie filmów, edycję tekstu oraz zdjęć. Procedury powtarzane są do momentu osiągnięcia 20% stanu naładowania. PCMark na tej podstawie oszacowuje maksymalny czas działania baterii przy aktywnym użytkowaniu i podaje go jako ostateczny rezultat.

W wypadku wielu smartfonów realnie uzyskiwane czasy włączenia ekranu z reguły bywają większe od wskazań PCMark. Doświadczenia z Bluboo Picasso mogą jednak okazać się odwrotne. W prezentowanym powyżej przykładzie SoT uległ skróceniu do 5 godzin z małym okładem. Głównym winowajcą są dwie karty SIM, zmuszone do dość długiej pracy w warunkach słabego zasięgu. Zużycie energii w stanie czuwania okazało się niewiele mniejsze od wywoływanego włączeniem ekranu. Jednak z pojedynczym SIM-em, niezbyt oddalonym od BTS-ów, udaje się osiągnąć czas aktywności ekranu rzędu 8-9 godzin.

Na pierwszym wykresie zużycia baterii pasek monitorujący siłę sygnału sieci nagle się urywa. To taki kaprys usypianego na dłużej Bluboo Picasso, który potrafi również niepoprawnie obrazować aktywność WiFi. Dodatkowo smartfon po pozbawieniu go na chwilę baterii dość szybko gubi ustawienia daty i czasu. Nawet po ich przywróceniu wykres zużycia ogniwa trwale głupieje (aż do następnego ładowania) i próbuje ilustrować zamierzchłe dzieje ogniwa, co można zaobserwować na ostatnim obrazku.

Fabrycznie dostarczana ładowarka ma niepokojąco niską znamionową wydajność prądową – 600 mA. Rzeczywiste natężenie prądu ładowania jest nieco wyższe i osiąga 640-650 mA. Muszę z góry uprzedzić, że użycie potężniejszej ładowarki niczego nie zmienia. Ograniczenie prądu do ok. 650 mA zdaje się być zaprogramowane w układzie kontrolera ładowania. Skutki takiego podejścia mogą okazać się uciążliwe dla wielu użytkowników – kompletne napełnienie ogniwa trwa grubo ponad 4 godziny.

W sekcji ustawień związanych z baterią obecny jest przełącznik aktywujący “Inteligentne oszczędzanie energii w trybie gotowości”. Mam wrażenie że jego działanie jest dokładnie odwrotne do deklarowanego, tzn. skutkuje zwiększonym drenażem ogniwa. Opieram się jednak na analizie dość krótkich okresów bezczynności, w których stan naładowania zmniejszał się  o 1-2%. Dokładniejszy pomiar wymagałby znacznych ilości czasu, którego po prostu mi zabrakło.

Aparat

W Bluboo Picasso znajdziemy dość niecodzienną konfigurację kamer. Zarówno z tyłu jak i z przodu pojawia się matryca 8 Mpx i na podstawie wielu poszlak śmiem twierdzić że są to dokładnie takie same przetworniki CMOS. Niezbyt obiecujące, bo dość mikroskopijne (1/4″), ze wszystkimi tego negatywnymi skutkami. Tym niemniej w wypadku intensywnie oświetlonych scen (i tylko wtedy) radzi sobie nadspodziewanie dobrze.

Na wstępie porównajmy wykonane w dzień dokładnie z tego samego miejsca zdjęcia z Bluboo Picasso i Huawei P8 Lite.

Bluboo Picasso i Huawei P8 Lite

Zakres tonalny obu przetworników wydaje się identyczny. Nieco odmiennie natomiast zostały zinterpretowane barwy. Subiektywnie muszę stwierdzić że bliższy prawdy wydaje się Huawei. Nietrudno zauważyć że oba aparaty znacznie różnią się kątem widzenia. Cóż, powszechna alergia na wystające obiektywy wymusza na producentach skracanie ich ogniskowych, a w konsekwencji – powiększanie kątów widzenia mobilnych kamer. W wypadku Bluboo Picasso połączenie typowego smartfonowego “szkła” o ogniskowej 3,5 mm i miniaturowej matrycy 1/4″ zaowocowało kątem widzenia zbliżonym do standardowych obiektywów w klasycznym sprzęcie fotograficznym. Ekwiwalentna ogniskowa głównego aparatu Picasso dla filmu 35 mm to ok. 40 mm. Dla porównania ekwiwalent dla P8 Lite to 27 mm, a zdarzają się smartfony w których tylko nieznacznie przekracza on 20 mm.

Trudno powiedzieć czy bardziej tradycyjny kąt widzenia jest wadą czy zaletą. Z jednej strony przyzwyczailiśmy się do “szerokiej” optyki w smartfonach i niejednokrotnie okazuje się ona przydatna. Z drugiej zaś – klasyczne obiektywy standardowe uważa się za odwzorowujące rzeczywistość w sposób najlepiej oddający centralne widzenie ludzkiego oka.

Jak radzi sobie aparat Bluboo Picasso z detalami? Aby to przystępnie zobrazować postanowiłem użyć modnego “suwaczka” przesuwanego nad fragmentami wyciętymi z przedstawionych powyżej zdjęć.

Bluboo Picasso | Huawei P8 Lite

[twentytwenty]

Bluboo Picasso - detailsP8 Lite details vs. Bluboo Picasso

[/twentytwenty]

Jeśli ktoś przegląda niniejszą recenzję na ekranie o dużej rozdzielczości, najprawdopodobniej obserwuje wycinek zdjęcia z Picasso odwzorowany “piksel w piksel”. Aby dopasować identyczny wycinek z P8 Lite musiałem go nieco rozciągnąć i delikatnie obrócić. W pewnym stopniu zdegradowało to szczegółowość porównawczej próbki, tym niemniej i tak wydaje się ona nieznacznie wygrywać.

Tak czy owak Bluboo Picasso radzi sobie całkiem znośnie, ale dotyczy to wyłącznie dobrych warunków oświetleniowych i głównego aparatu. Pokazane wcześniej zdjęcie wykonane było w jasny słoneczny dzień, z następującymi parametrami: migawka – 1/660 s, ISO – 100. Co się dzieje gdy światła zaczyna brakować? Zerknijmy na serię wieczornych scen uchwyconych w pewnych odstępach czasu.

Degradacja fotek od pewnego momentu zaczyna postępować lawinowo. Trudno przymknąć oko na niezwykle agresywne odszumianie przy skąpym świetle, rozmywające mało kontrastowe detale. Długie czasy ekspozycji znacznie utrudniają przy tym wykonywanie nieporuszonych zdjęć. Trzeba jednak przyznać kamerze Bluboo Picasso że cały czas dość wiernie reprodukuje kolory.

Przedni aparat ma krótszą ogniskową i kąt widzenia zbliżony do spotykanego w większości głównych kamer w smartfonach.

Bluboo Picasso - main & front photo

Zdjęcia z frontowej kamerki nie są interpolowanymi koszmarkami wypranymi z detali i kolorów, jak to często ma miejsce w tanich smartfonach. Ich szczegółowość stoi na dobrym poziomie, jednak z jednym poważnym zastrzeżeniem – tylko w centrum kadru. Niestety, optyka solidnie rozmywa obrzeża, co nawet w pewnym stopniu widać na przedstawionej powyżej miniaturce. Ciekawskim proponuję obejrzenie oryginału w pełnej rozdzielczości.

Nie będę już zamęczał Czytelników przykładami, a ograniczę się jedynie do stwierdzenia że przedni aparat Bluboo Picasso ma równie wielkie problemy ze słabym światłem co tylny. W pewnych warunkach kołem ratunkowym  staje się dioda doświetlająca. Ta sprzężona z głównym aparatem Picasso świeci skądinąd całkiem rześko. Niestety nie na tyle by w typowych sytuacjach (dystans 2-3 m) wybić się ponad kiepską czułość przetwornika. Ewenementem jest obecność diody na froncie urządzenia. Intencją konstruktorów było zapewne jedynie poprawienie koloru cery na “samopstrykach”, bowiem intensywność świecenia tego żółtawego LED-a jest znikoma. Znikoma jednak do tego stopnia, że w kilku próbach nie dostrzegłem żadnych różnic pomiędzy zdjęciami wykonanymi z diodą i bez niej.

W trybie filmowania smartfony z reguły nie wykorzystują całej powierzchni matrycy. Dzieje się tak z różnych powodów (panoramiczny obraz, elektroniczna stabilizacja kadru). W Bluboo Picasso dochodzi jeszcze jeden – niepowalający wydajnością procesor. Aby więc umożliwić filmowanie z rozdzielczością Full HD zdecydowano się na bezpośrednie przechwytywanie wycinka matrycy o rozmiarach 1920 na 1080 pikseli. Odpadła więc konieczność skalowania obrazka w locie, za to dalszemu zmniejszeniu uległ i tak już względnie nieduży kąt widzenia. Spójrzmy jak tę samą scenę zarejestrował Picasso i Huawei P8 Lite.

Niewielki kąt widzenia może niekiedy okazać się atutem, warto jednak pamiętać że towarzyszy mu silniejsze eksponowanie skutków drżenia rąk operatora.

A oto ten sam materiał zarejestrowany przez Picasso – nieprzycięty i w pełnej rozdzielczości:

Smartfon Bluboo rejestruje filmy z prędkością 30 kl/s w czterech panoramicznych rozdzielczościach: 1920×1080, 1280×720, 480×320 i 176×144. Odpowiednia sekcja ustawień aplikacji aparatu (“Jakość wideo”) opisuje je niezbyt czytelnie jako: “wysoki”, “wysoka”, “średnia” i “niska”.

Fabryczna aplikacja, dość prosta i na ogół w miarę przejrzysta, ma jedną nieco irytującą cechę. Domyślnie uruchamia się w trybie nazwanym “Face beauty mode” (czyli upiększania twarzy), w którym jest niedostępna spora część ustawień. Co gorsza, pojawia się w niej również poprawnie spolszczony “Tryb pięknej twarzy” który różni się od anglojęzycznego tylko brakiem suwaczka dozującego nasycenie pięknem. Oba bazują na identycznym algorytmie, sprowadzającym się do wygładzania obszarów uznanych za twarz. Wyboru jednego z pięciu dostępnych trybów dokonuje się przez aktywację odpowiedniej ikony na pasku, który nie wiedzieć czemu trzeba przewijać, choć 5 niewielkich ikon bez trudu dałoby się upchnąć wzdłuż krótszego boku ekranu.

Komunikacja

Standardowe moduły łączności Bluboo Picasso, WiFi a/b/g/n i Bluetooth 4.0, sprawują się tak jak należałoby się po nich spodziewać. Dotyczy to czułości, prędkości transmisji i stabilności połączeń, nieodbiegających od ogólnie pojmowanej normy.

Konsekwencją zastosowania taniego ale nieco przestarzałego układu SoC jest brak obsługi LTE. Tryb Dual SIM pozbawiony jest na szczęście ograniczeń znanych z modnych ostatnio rozwiązań hybrydowych, ale ma inne, własne. Jest rozwiązaniem pasywnym, tzn. po nawiązaniu połączenia głosowego druga karta wylogowuje się z sieci. Do transmisji danych można przeznaczyć którąkolwiek z kart, ale drugie gniazdo SIM obsługuje wyłącznie standard GSM i dotyczy to również połączeń głosowych.

Jakości tychże połączeń nie można zbyt wiele zarzucić, zarówno w kontekście mikrofonu, jak i głośniczka. Ten ostatni mógłby jednak być odrobinę donioślejszy, co przydałoby się w ekstremalnie hałaśliwym otoczeniu. Podawany na wyjście słuchawkowe sygnał jest wolny od jakichkolwiek zniekształceń i zapewnia wystarczające wysterowanie typowych przetworników.

Głośniki multimedialne w smartfonach umownie dzielę na trzy kategorie. Najlepsze z nich nie odtwarzają basów. Te nieco gorsze zupełnie nie odtwarzają basów. Zaś najsłabsze z nich absolutnie nie odtwarzają basów. Głośnik w Bluboo Picasso zaliczyłbym do drugiej z tych grup, przy czym jego charakterystyka w zakresie przyzwoitej skuteczności jest wyraźnie poszarpana i przetwornik brzmi dość jazgotliwie. Jest przy tym stosunkowo głośny, co np. pozwala bez trudu zrozumieć komunikaty głosowe nawigacji używanej w samochodzie.

Nawigacja przy użyciu Picasso jest bezproblemowa również dzięki sprawnie działającemu odbiornikowi GPS. Sprawdzony wielokrotnie pod tym względem Huawei P8 Lite jak dotąd mnie nie zawiódł, a Bluboo Picasso w bezpośrednich porównaniach z reguły wypadał odrobinę lepiej. Na poniższym filmie można zobaczyć przykład krótkiego starcia obu smartfonów w warunkach stacjonarnych i przy ograniczonej widoczności satelitów. Film jest dwukrotnie przyśpieszony.

Port micro USB w Bluboo Picasso nie działa w trybie pamięci masowej. Dostępne są jedynie protokoły MTP i PTP. Oprócz opcji “Tylko ładowanie” pojawia się również “Wbudowany CD-ROM” z ekscytującą adnotacją “Pokaż wirtualny dysk CD-ROM zawierający przydatne oprogramowanie”. Tym “oprogramowaniem” okazuje się PDF z instrukcją obsługi. Port USB nie obsługuje trybu hosta (brak OTG).

Wydajność

Zacznę dość nietypowo, prezentując cztery fundamentalne wyniki uzyskane przez Bluboo Picasso w Androbench i zestawiając je z trzema niedawno testowanymi przez nas “budżetowcami” oraz z 2,5-letnim “flagowcem”.

Bluboo Picasso - Androbench

Celem powyższego zestawienia nie jest oczywiście chęć zdyskredytowania Sony, czy też ogólniej – starszych sztandarowych konstrukcji, ale unaocznienie skali niedocenianego postępu jaki w ostatnich latach dokonał się w poprawie wydajności pamięci flash. To właśnie ona w głównej mierze przyczynia się do znaczącego wzrostu płynności działania i komfortu korzystania z mobilnych urządzeń. A szczególnie istotny okazuje się tu dostęp losowy. Szczęśliwym trafem właśnie w tej dziedzinie dokonano największego skoku i Bluboo Picasso czerpie z tego pełnymi garściami korzyści.

Oto wyniki pozostałych benchmarków:

AnTuTu w najnowszej wersji lubi wykrzaczać się na teście grafiki 3D “Marooned” i tak też uczynił w wypadku Bluboo Picasso. W Basemark OS II niewykonane zostały zaledwie dwa spośród wielu testów sekcji “Web”, ale przez to jej łączny wynik okazał się bardzo słaby. Wpłynęło to również na znaczne obniżenie ogólnej punktacji, bowiem Basemark rozsądnie waży poszczególne rezultaty, w przeciwieństwie do AnTuTu stosującego proste sumowanie. Sling Shot z 3DMarka odmówił współpracy, ale strata to chyba niewielka. Nie sądzę by ktokolwiek zainteresowany mobilnymi grami 3D choć przez chwilę brał pod uwagę jednordzeniowe Mali-400.

W porównaniu z demonami wydajności za kilka tysięcy złotych Bluboo Picasso wypada mizernie. Nie zmienia to faktu że jego systemowy interfejs działa nadzwyczaj płynnie, podobnie jak zdecydowana większość podstawowych aplikacji.

Oprogramowanie

Projektanci tanich smartfonów z reguły nie tracą czasu na uzupełnianie ich rozbudowanymi, wymyślnymi nakładkami. W Bluboo Picasso dokonano tylko kilku drobnych modyfikacji Lollipopa 5.1. Jednym z dobrodziejstw takiego podejścia jest spory rozmiar pamięci wbudowanej pozostawionej użytkownikowi – 12,37 GB.

Jedyną w zasadzie ingerencją w warstwę wizualną systemu jest obsługa motywów. Motywy dostarczane przez Bluboo to gotowe tapety i powiązane z nimi ikony. Ikony mają narzucony kształt, mniej lub bardziej odbiegający od kwadratu. O ile w wypadku preinstalowanych aplikacji wygląda to dość schludnie, o tyle ikony programów dodanych przez użytkownika są pomniejszane i lokowane na pustych tarczach zgodnych z wzorcem wybranego motywu. Moim zdaniem nie jest to zbyt szczęśliwy koncept, ale w końcu można to uznać za drugorzędną sprawę.

Dodatkowych aplikacji jest niewiele i większości wypadków są to pozycje przydatne, choć można czasami mieć zastrzeżenia co do ich funkcjonalności. Np. odtwarzacz muzyczny nie pozwala na przewijanie utworów, a wbudowany weń equalizer i symulator pogłosu działają wysoce osobliwie. Zintegrowana z dialerem aplikacja do obsługi kontaktów nie została wyposażona w alfabetyczny pasek ułatwiający szybkie przemieszczanie się po obszernej liście. Odtwarzacze multimediów tradycyjnie nie radzą sobie z pewnymi typami plików (MPG, AIFF, RMVB, niektóre WMV i WMA). Na tego typu bolączki jest oczywiście uniwersalne lekarstwo – Google Play.

Warstwa tekstowa interfejsu jest poprawnie spolszczona, choć natrafiłem na pojedyncze lapsusy. Chyba najzabawniejszy z nich pojawia się przy konfigurowaniu gestów. Włączenie każdego z nich sygnalizowane jest angielskim opisem (i to z literówką: “Eabled” zamiast “Enabled”), natomiast po wyłączeniu pojawia się zupełnie niepasujące do kontekstu tłumaczenie słowa “Disabled” – “Niepełnosprawny”.

Nie wiem czy amatorzy moddingu interesują się telefonami klasy Bluboo Picasso, ale ciekawostką jest że w opcjach programistycznych widnieje przełącznik odblokowujący program rozruchowy (bootloader). Czy rzeczywiście działa – nie wiem.

Zostałem mile zaskoczony kiedy smartfon poinformował mnie o dostępności aktualizacji OTA. Jak się okazało chodziło o drobne poprawki błędów, ale miło wiedzieć że Bluboo nie wymazuje automatycznie urządzenia z pamięci po wdrożeniu go do produkcji. Trudno przewidzieć czy z podobną troską podejdzie do większych wyzwań, np. aktualizacji do Androida 6.0.

Bluboo Picasso – podsumowanie

Cudów nie ma – tani smartfon oznacza kompromis. Oszczędności trzeba szukać w każdym bez wyjątku miejscu. Cała sztuka polega na tym by nie przeholować z cięciami kosztów w poszczególnych obszarach, a już szczególnie w tych newralgicznych.

Medal240sh-JakCenMoim zdaniem konstruktorzy Bluboo Picasso poradzili sobie z tym niełatwym zadaniem nadzwyczaj zgrabnie. Kluczem do sukcesu okazała się pojemna i szybka pamięć wbudowana oraz 2 GB pamięci operacyjnej – rzecz chyba jak dotąd niespotykana wśród smartfonów wartych mniej niż 400 zł. Oczywiście trzeba się liczyć z nieuchronnymi słabszymi stronami urządzenia: dość ciemnym i niezbyt czułym ekranem, “plenerowymi” aparatami oraz brakiem łączności LTE. Nic jednak nie działa w nim karygodnie źle. Po zestawieniu tych cech i dość solidnego wykonania z ceną oscylującą wokół 370 zł, postanowiliśmy przyznać Bluboo Picasso stosowny redakcyjny medal.

Aktualna fragmentacja Androida

Wcześniejszy wpis

HTC 10 – recenzja

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Smartfony