18

Niedawno na łamach naszego portalu opublikowaliśmy recenzję smartfona Sony Xperia Z5 Compact, którą możecie znaleźć tutaj. Dzisiaj przyszła pora na bliższe spotkanie z większym bratem – pora na klasyczny model Z5. Po blisko 3 tygodniach obcowania z najnowszym produktem Sony, nadszedł czas na podzielenie się swoimi uwagami i przemyśleniami. Było to dla mnie o tyle ciekawe doświadczenie, ponieważ wcześniej miałem do czynienia tylko z Z1 oraz Z2. Jaką ewolucyjną drogę przyszła japońska firma wraz z Z5? Zapraszam do lektury!

Zawartość pudełka oraz technikalia

Smartfona otrzymałem w typowym dla Sony opakowaniu: prostokątne, dosyć niskie, kartonowe pudełko głównie białego koloru. Nie jest to gruby i solidny karton jak w przypadku Samsunga czy Honora, ale w pełni wystarczający, żeby nie obawiać się, że telefon zaraz nam spadnie na ziemie przez dziurawe dno. W środku również jest biało i po zdjęciu przykrywki oczom ukazuje się zafoliowany smartfon, dopiero usuwając go wraz z kolejną warstwą kartonu zyskujemy dostęp do reszty elementów. W skład zestawu testowego, który otrzymałem do zabawy wszedł Sony Xperia Z5 w kolorze złotym (miałem gorącą nadzieję na zielony), modułowa ładowarka z odłączanym kablem USB (bardzo grubym i solidnym) oraz dokumenty. Tradycyjnie zabrakło słuchawek, co zawsze mnie smuci, bo uważam je za bardzo ważny element. Wiele osób w drodze do pracy czy studia korzysta z tych dodawanych do zestawu i pewnie chętnie dowiedzieliby się jakiej są jakości. O ile producent w ogóle dodaje jakiekolwiek słuchawki, bo z tym ostatnio coraz trudniej. Najpierw w ramach cięcia kosztów odstrzelono część ładowarek pod przykrywką ekologii, a teraz zabierają się za słuchawki. Pozostają nam jeszcze wbudowane głośniki, o których później.

W tym miejscu po pierwszym spotkaniu należałoby zerknąć co czai się pod “maską”. Silnikiem jest dobrze wszystkim znany i okryty niepożądaną oraz niechlubną sławą 8-rdzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 810, tym razem w poprawionej wersji 8994. Wykonany w 20nm procesie technologicznym ma 4 rdzenie Coretx A57 z zegarami pracującymi w częstotliwości 2GHz oraz 4 rdzenie Cortex A53 z zegarami taktowanymi na poziomie 1.5 GHz. Niestety, mimo że to odświeżona 810-tka, to i tak się wyraźnie nagrzewa pod obciążeniem. Dodatkowo 3 GB pamięci LPDDR4 RAM, Adreno 430 oraz 32 GB wbudowanej pamięci z możliwością jej rozbudowy kartami microSD.

Lwią część frontowego panelu stanowi 5.2 calowy ekran LCD IPS wyświetlający obraz w rozdzielczości 1920 x 1080p. Takie parametry dają nam zagęszczenie na poziomie 424 pikseli na cal. Nie ma szans zobaczyć pojedynczego na takim ekranie, ale aby osiągnąć ten efekt wystarczyłby nawet ekran HD. W przypadku Xperii Z5 przycisk zasilania/blokady ekranu przeszedł gruntowny lifting i z małego, aluminiowego guziczka stał się płaskim, dużym przyciskiem skrywającym w sobie czytnik linii papilarnych. Szczegółową specyfikację znajdziecie w poniższej tabelce.

tabelka

Jakość wykonania oraz design

Biorąc do ręki jakąkolwiek Xperię z linii Z nie ma się najmniejszych wątpliwości, że do czynienia mamy modelem z najwyższej półki. Sony nie zawiodło i tym razem – telefon jest wręcz fenomenalnie wykonany i czuć to w każdym elemencie. Jak zawsze w przypadku “Zetek” mamy tu do czynienia z aluminiową ramką będącą jednocześnie korpusem nośnym reszty podzespołów. Jest przyjemnie chłodna i miła w dotyku. Zgodnie z Omni Balance z przodu znajdziemy jedną taflę szkła, pod którą czai się ekran, zestaw czujników, dioda powiadomień oraz przedni aparat. Na górnej i dolnej krawędzi są podłużne, wąskie szpary kryjące głośniki. Z tyłu też jest szkło, ale tym razem Sony zaszalało i jest ono matowe + otrzymaliśmy większą paletę barw. Standardowo w lewym górnym rogu znajdziemy obiektyw głównego aparatu wraz z diodą doświetlającą. Na samym środku znaczek NFC, a na dole XPERIA.

Górna krawędź to królestwo otwartego i zarazem wodoodpornego złącza muzycznego jack 3.5mm, na prawej jest o wiele ciekawiej: mamy dwustopniowy spust aparatu (wszyscy producenci powinni coś takiego zamontować w swoich urządzeniach – jest intuicyjny i bardzo wygodny), przycisk regulacji głośności, oraz guzik blokady ekranu. I tu zatrzymamy się na chwilę. Przyciski odpowiedzialne za głośniej/ciszej są dużo niżej umiejscowione niż miało to miejsce we wcześniejszych modelach. Niestety, nie wyszło to na dobre, gdyż ich położenie już nie jest tak intuicyjne i wygodne w obsłudze, a wręcz irytuje gdy w czasie rozmowy szuka się ich palcami po ramce. Przycisk blokady ekranu został całkowicie przeprojektowany, aby upchnąć w nim czytnik linii papilarnych. Trochę szkoda, bo stary był nad wyraz elegancki, ale rozumiem producenta, który gdzieś go zmieścić musiał. Na lewej krawędzi znajdziemy zaślepkę chroniącą sloty kart NanoSim oraz microSD. Na jej dole zaś widnieje wygrawerowany napis XPERIA. Ciekawy zabieg i dosyć ładnie wyglądający. Na dolnej krawędzi znajduje się otwarty i wodoodporny port micro USB oraz miejsce na smyczkę. Kto jeszcze przypina smycz do swojego telefonu?! W tym miejscu jeszcze jedna uwaga – pierwszy raz zauważyłem, że krawędzie/ramki wystają lekko ponad przedni oraz tylny panel, co sprawia dziwne wrażenie i nie jest za przyjemne. Na szczęście po kilku dniach można się do tego przyzwyczaić.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o nieodzownej w każdej “Zetce” rzeczy – wodo i kurzoodporności. Nie inaczej jest i tym razem i producent chwali się certyfikatem IP68, co znaczy, że telefon może spędzić w wodzie do pół godziny na głębokości do 1.5 metra.

Ekran

Z każdą kolejną generacją “Zetki” zyskują coraz to lepsze ekrany. Nie inaczej jest i tym razem. W Xperii Z5 znajduje się 5.2 calowy panel IPS Triluminos, który wyświetla obraz w rozdzielczości Full HD, tj. 1920 x 1080 pikseli, co przekłada się na zagęszczenie na poziomie 424 pikseli na cal jak już wspomniałem na wstępie niniejszej recenzji. Jest to wartość więcej niż wystarczająca dla komfortowej pracy i nie sposób dopatrzeć się nigdzie pojedynczego piksela. Kąty widoczności również są bardzo dobre i nie uświadczymy żadnych nieprzyjemności w tym aspekcie. Wyświetlane barwy są naturalne i wiernie oddają rzeczywistość, panel ma dosyć duży zakres regulacji jasności od 5 cd/m2 do aż 578 cd/m2, więc nocą nie wypali nam oczu, a w samym słońcu wszystko będzie widoczne. Dodatkowo za poprawę jakości obrazu odpowiada X-Reality Engine. Są zatem jakieś minusy? Owszem są i to trzy. Po pierwsze ekran jest dosyć zimny, więc nie każdemu przypadnie do gustu, choć nie tak bardzo jak w przypadku LG G4. Drugim minusem, który mnie już bardzo irytował to biel. Przy niskiej jasności robiła się różowawa, co strasznie mnie bolało przy przeglądaniu stron internetowych czy pisaniu maila. Jestem bardzo ciekaw, czy to przypadłość tylko tego modelu, czy wersje Z5 Compact oraz Z5 Premium również borykają się z takim problemem. Trzecią rzeczą jest siatka digitizera, która widać pod kątem w silnym świetle przy zgaszonym ekranie. Ostatnią rzeczą, którą trzeba dopisać po stronie wad, choć pośrednio związaną z wyświetlaczem jest powłoka oleofobowa. W teorii ma zmniejszać ilość odcisków palców, które zbiera szkło i ułatwiać jego czyszczenie. Jak dla mnie telefon palcował się każdy inny, do tego przy włączonym ekranie wyraźnie te wszystkie smugi było widać. Nie spotkałem się z czymś takim w leciwych Z1 oraz Z2. Ogólnie sam wyświetlacz uznaje za nawet bardzo dobry, ale z całą pewnością nie najlepszy LCD jakiego widziałem.

Bateria

Sony zawsze słynęło z dobrych akumulatorów i rozwiązań optymalizujących pracę całego systemu, dzięki czemu można było uzyskać bardzo dobry czas pracy na jednym ładowaniu. Nie inaczej jest i tym razem. Zastosowane ogniwo zostało wykonane w technologii litowo-jonowej i ma pojemność 2,900 mAh, co jest przyzwoitą liczbą. Jak zawsze znajdziemy tu tryby pracy STAMINA, Ultra STAMINA, Oszczędzanie słabej baterii oraz Kolejkowanie danych w tle.

Wszystkie te zaimplementowane przez producenta systemy uczą się naszego sposobu obsługi telefonu, naszych przyzwyczajeń oraz najczęściej używanych aplikacji – wszystko po to, aby uzyskać jak największą oszczędność w zużyciu energii. Niepotrzebne aplikacje zostają zamrożone gdy ekran jest zgaszony, nie będą pracowały, ani pobierały danych w tle. Możemy również w ekstremalnej sytuacji włączyć Oszczędzanie słabej baterii i “uprościć” nasz telefon. Zmieni się cały wygląd ekranu startowego i zostanie ograniczony tylko do podstawowych funkcji – dzwonienie, SMSy, kalendarz, kalkulator, aparat i zegar. Funkcja ta jest znana już od pierwszych wersji flagowej “Zetki” i naprawdę się sprawdza. Osobiście z niej korzystałem w starszych modelach, gdy byłem w podróży przez dwa dni bez dostępu do gniazdka i równocześnie chciałem robić telefonem zdjęcia zamiast aparatem. Jak każdy szanujący się topowy obecnie model, również tutaj znajdziemy wsparcie dla technologii szybkiego ładowania Quick Charge 2.0. Podsumowując: bateria jak i rozwiązania optymalizujące zapotrzebowanie na prąd stoją na najwyższym poziomie i zostawiają w tyle głównych konkurentów pod postacią Samsunga Galaxy S6 oraz LG G4.

Aparat

Przy każdej okazji Sony podkreślało, że włożyli do swojego urządzenia nowy aparat, który jest rewolucyjny, przełomowy i pokona konkurencję na każdej płaszczyźnie. Według zestawienia DxOMark, Xperia Z5 jest przed Samsungiem Galaxy S6 Edge, Nexusem 6P, Motorolą X Force oraz LG G4, nie mówiąc już o HTC One M9. Czy faktycznie tak jest? No cóż, większość popularnych producentów korzysta z matryc i przetworników Sony w swoich aparatach i o dziwo są w stanie pochwalić się zdjęciami lepszej jakości. W związku z tym jak na dłoni widać, że problem leży w oprogramowaniu i algorytmach aparatu. Nie inaczej jest w tym przypadku. Faktem jest, że Xperia Z5 robi bardzo dobre zdjęcia, ale nie są znowu powalające i tacy rywale jak LG G4, Iphone 6S, Samsung Galaxy S6 i Note 5 są wciąż wyżej w fotograficznej hierarchii. Producent szybko reagując wydał już aktualizację, ale kolosalnej różnicy nie widać.

Wracając do meritum, główny aparat oparty jest o najnowszy przetwornik IMX300 z 23 Mpx matrycą o przekątnej 1/2,3 cala, która została połączona z 24mm obiektywem o jasności f 2.0. Jasność obiektywu nie jest żadnym osiągnięciem, ponieważ Samsung Galaxy S6 ma f 1.9, a LG G4 może pochwalić się f 1.8. W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że sam aparat jest w stanie robić zdjęcia w rozdzielczości nawet 25 Mpx, ale możliwość ta została ograniczona do 23. Może producent zostawił sobie zapas do pochwalenia się przy kolejnej odsłonie “Zetki”. Zdjęcia możemy wykonać w maksymalnej rozdzielczości w zależności od wybranego trybu 5984 x 3366 (16:9) lub 5520 x 4140 (4:3). Ciekawym jest fakt, że w końcu Sony nie ogranicza rozdzielczości naszych fotografii do 8 Mpx w trybie automatycznym, ale oferuje nam pełną rozdzielczość. Fajna sprawa. Dodatkowo mamy do wyboru szereg trybów: Lepsza automatyka, Manualny, Efekty AR, Efekty kreatywne, Rozległa panorama, Nieostre tło, Portret Stylowy, Twarz na zdjęciu, Wiele aparatów, Sound Photo, czy Wideo 4K.

Warto poświęcić też chwilę na bliższe przyjrzenie się trybowi manualnemu, gdzie możemy dowolnie konfigurować i zmieniać większość parametrów: rozdzielczość, balans bieli, tryb HDR, cyfrowa stabilizacja obrazu, tryb autofocusa, samowyzwalacz, ISO, pomiar światła. Co mnie trochę zaskoczyło to fakt, że dość często wyskakiwał komunikat informujący, że aparat zostanie wyłączony, jeśli smartfon osiągnie zbyt wysoką temperaturę.

Oprogramowanie

Telefon otrzymałem z Androidem w wersji 5.1.1 Lollipop z autorską nakładką. Bardzo się cieszę, że Sony nie zrobiło wielkiej rewolucji, tylko ją delikatnie odświeżyło. Jest ładna i prosta. Nie uświadczymy tu zalewu cukierkowatości i wszystkich kolorów tęczy jak np. w przypadku TouchWizz’a. Co więcej, jest o wiele lżejsza od większości innych nakładek, dzięki czemu jest szybka, płynna i nie wiesza się. Po zainstalowaniu całej góry aplikacji i gier, wrzuceniu masy muzyki nie zauważyłem żadnego spowolnienia, czy zamulania.

Autorska nakładka oferuje wiele dodatkowych funkcji. Możemy odmienić wygląd swojego urządzenia poprzez wbudowane motywy, które w zasadzie różnią się tylko kolorem tej samej tapety. Jeśli chcemy czegoś bardziej wyszukanego i oryginalnego możemy je ściągnąć. Wiele z nich jest udostępnionych za darmo, za niektóre niestety przyjdzie nam zapłacić, ale kwoty nie przekraczając raczej 5zł w Google Play. Mamy również do wyboru multum mini-apliacji, które możemy odpalić w każdym momencie w praktycznie każdej aplikacji. Są to m.in. kalendarz, kalkulator, przeglądarka internetowa, Gmail, minutnik, notatnik, dyktafon, odtwarzacz muzyczny, Active Clip – do robienia screenshotów, czy Touch Block, któy sprawia, że telefon nie będzie reagował na dotyk. Możemy również znany z LG sposób odblokowania ekranu poprzez podwójne tapnięcie w ekran. Sony nie zapomniało również o dbaniu o naszą kondycję fizyczną i zainstalowało aplikację Lifelog. Za jej pośrednictwem możemy sprawdzać codzienną liczbę kroków, pokonaną odległość, liczbę spalonych kalorii, nasz dzienny plan aktywności – standard jaki preinstaluje obecnie każdy szanujący się producent. Japończycy uczynili także krok w stronę bezpieczeństwa naszej komórki i nasze ręce oddali My Xperia – aplikację, dzięki której jesteśmy w stanie zlokalizować zgubiony lub skradziony telefon. Co więcej, mamy możliwość zdalnie uruchomić na niej alarm dźwiękowy i wibracyjny oraz zablokować i wymazać dane, gdy szanse na odzyskanie sprzętu będą nikłe.

Wydajność

Xperia Z5 ostała wyposażona w topową specyfikację, choć wielu kwestionowało wykorzystanie Snapdragona 810 zwłaszcza, że w przypadku Xperii Z3+ okazał się całkowitym niewypałem. Telefon strasznie się nagrzewał, a procesor był niestabilny i gwałtownie spadała jego wydajność. Producent obiecywał tym razem poprawę i lepsze odprowadzanie ciepła. Na samym wstępie jestem winien sprostowanie: problem ciepła wciąż występuje. I to nie tylko w przypadku mocnego obciążenia urządzenia. Nawet w przypadku Angry Birds tylna część obudowy w okolicy znaczka NFC niemiłosiernie się nagrzewała, nie mówiąc już o bardziej wymagających tytułach. Największy popis smartfon dał w czasie uruchomienia benchmarków, których wyniki możecie zobaczyć na poniższych zrzutach ekranu. Był wtedy wręcz gorący, co bardzo mnie rozczarowało i irytowało zarazem. Cały czar prestiżowego wykonania, chłodu aluminium i szkła prysł. Mimo nieprzyjemnej temperatury obudowy, nie można odmówić Z5 mocy obliczeniowej. Podczas testów nie uświadczyłem żadnych zamuleń, zwiech czy klatkowania w grach.

Przy okazji gier i wydajności wspomnę jeszcze o dźwięku. Niestety, jak zaznaczyłem już wcześniej, w zestawie nie znalazły się słuchawki. Skorzystałem jednak ze swoich prywatnych, które dostałem również do smartfona Sony i muszę przyznać, że stoi on na wysokim poziomie. Wbudowana aplikacja jest bardzo intuicyjna i daje szerokie pole manewru pod kątem modyfikacji i personalizacji. Zostają jeszcze dwa głośniki ukryte na krawędziach przedniego panelu – bardzo podoba mi się ich umiejscowienie, bo zawsze przynajmniej jeden pozostanie niezakryty. Bez względu na to jak będziemy trzymali telefon w czasie grania czy oglądania filmów. Jakość wydobywającego się z nich dźwięku jest dla mnie więcej niż zadowalająca. Jest głośny, ale przy tym wyraźny. Nie został zniekształcony jak we wcześniejszych odsłonach tego modelu. Duży plus za to.

Łączność

Smartfon wyposażono w prawie wszystkie popularne moduły łączności. Na pokładzie znajdziemy WiFi 802.11 a/b/g/n/ac, LTE, Bluetooth 4.1, GPS, GLONASS, czy radio FM z RDS. Jedyną rzeczą, którą jak dla mnie zabrakło jest poczciwy port podczerwieni. Ostatnio wraca do łask i w większości tegorocznych flagowców można było go znaleźć. Rozumiem, że Sony nie zdecydował się go tutaj umieścić ze względu na specyficzną obudowę i wodoodporność – im mniej otworów, szybek, portów – tym lepiej.

Nie odnotowałem żadnych problemów z zasięgiem. Nawet w czasie jazdy w rejonach wiejskich czy trochę bardziej górskich. Wszystkie rozmowy były bardzo wyraźne o ile mój rozmówca nie mówił przez kalkulator. Jeśli chodzi o połączenie internetowe, również nie mam niczego do zarzucenia. Gdy tylko byłem w mieście cały czas cieszyłem się prędkością LTE. Raz tylko zdarzyło mi się na spacerze pod lasem, że zaczął się gubić między LTE, a 3G i nie mógł się zdecydować, czego się trzymać. Kilka razy odpaliłem też nawigację, żeby sprawdzić jak sobie radzi i również jestem zadowolony – telefon łapał fixa mniej niż pół minuty i cały czas precyzyjnie wyznaczał moją pozycję i prowadził mnie w miejskiej dżungli.

Podsumowanie

Xperia Z5 jest godnym rozwinięciem serii Z, jednak nie przełomowym. Moim zdaniem jest to wariacja na temat modelu Z3+ i próba pozbycia się niesmaku jaki pozostawiła po sobie na rynku. Czy się udało? Uważam, że tak. Telefon ma całkiem niezły ekran, choć przy niskiej jasności wpada w róż. Wydajność stoi na najwyższym poziomie, chociaż nie rozwiązano do końca problemu nagrzewania się, szczęśliwie obyło się bez szkody na kulturze pracy. Aparat miał być przełomowy i rewolucyjnie dobry, ale jest tylko lepszy niż był. Faktycznie w dobrych warunkach oświetleniowych można nim zrobić świetne zdjęcie, czy nakręcić bardzo dobry film, ale wciąż pozostaje w cieniu G4, Galaxy S6, czy iPhone’a 6/6S. Bateria jak to w Sonym jest klasą samą w sobie i spokojnie zapewni nam pełen dzień pracy bez obaw o paniczne poszukiwania gniazdka w ciągu dnia. Ogólnie telefon godny uwagi oraz polecenia – najważniejszą kwestią stojącą na drodze do jego wyboru może być cena wynosząca obecnie prawie 3 tysiące złotych.

Mobilne okazje 23.12.2015

Wcześniejszy wpis

Smartfon na gwiazdkowy prezent

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Smartfony