1

Na wstępie winien jestem małe wyjaśnienie. Ani tytuł recenzji, ani okraszający ją obrazek nie zdradzają nazwy modelu testowanych obiektywów, ba – nawet nazwy ich producenta. Stało się tak nie bez przyczyny. Zestaw soczewek nabyłem prywatnie jakiś czas temu, wiedziony czystą ciekawością, czy objęte promocją trio szkiełek (24 zł!) będzie w stanie spełnić przynajmniej elementarne wymagania jakościowe, czy też okaże się tandetnym, absolutnie bezwartościowym gadżetem. W opisie oferty brak było jakichkolwiek informacji dotyczących producenta akcesoriów, a rozpakowanie przesyłki nie rozjaśniło sytuacji ani o jotę. Sugeruję więc potraktowanie tego artykułu wyłącznie jako orientacyjnego punktu odniesienia przy podejmowaniu decyzji o nabyciu jakiegokolwiek innego skrajnie taniego kompletu mobilnych “obiektywów”.

W odebranej niewielkiej paczce znalazłem jedynie pozbawiony handlowego opakowania mały włochaty woreczek zawierający zamówione akcesoria. Skądinąd nie spodziewałem się by towarzyszyła im instrukcja obsługi, ale zabrakło nawet lakonicznej ulotki informacyjnej. Ani na obiektywach, ani na uchwycie mocującym również nie znalazł się najmniejszy ślad pozwalający zidentyfikować producenta.

Additional_lenses_general_viewOprawki szklanych soczewek zostały wykonane z oksydowanego metalu, natomiast klips mocujący i ochronne nakładki – z tworzywa sztucznego. Szkiełka montuje się na klipsie za pomocą gwintu. Nasadka szerokokątna powstaje jako zespół dwóch soczewek (MACRO i WIDE). Zespala je również gwint, ale o innym skoku. Niemożliwe jest więc osadzenie w klipsie szkła z oznaczeniem WIDE, nie miałoby to zresztą żadnego sensu ze względu na jego silne właściwości rozpraszające. Plastikowy gwint stawia dużo większy opór niż metalowy i regułą staje się wykręcanie górnej oprawki (WIDE) zamiast całego szerokokątnego zestawu, przy próbie jego oddzielenia od klipsa.

Przydatność plastikowych nakładek ochronnych, wzorowanych na rasowych obiektywach, wydaje się problematyczna. Przy ich zakładaniu lub zdejmowaniu nieuchronnie dochodzi do przemieszczenia klipsa, a precyzyjne wycentrowanie korygujących szkieł jest akurat bardzo ważne dla optymalnego obrazowania. Prościej jest więc odpiąć klips wraz z “obiektywem” i schować go do woreczka w czasie kiedy jest zbędny.

Klips otwiera się dosyć szeroko (ok. 20 mm), pozwala przy tym na obsługę aparatów których oś optyczna oddalona jest od krawędzi telefonu nie więcej niż o 24 mm. Podejrzewam że znakomita większość smartfonów spełnia te kryteria. Druga “łapka” klipsa wyposażona jest w piankową poduszeczkę poprawiającą stabilność chwytu i jednocześnie chroniącą tylną ściankę telefonu przed ewentualnymi zarysowaniami.

Additional_lenses_clipJeszcze przed przystąpieniem do testów trzy czynniki kazały mi z góry wątpić w walory jakościowe nabytych akcesoriów. Po pierwsze, zestaw był niesłychanie tani. Po drugie, jakiekolwiek szkła tego typu nie są samodzielnymi obiektywami, a jedynie nasadkami zmuszonymi do niełatwej z założenia współpracy z optyką smartfonów (z reguły o charakterystyce szerokokątnej). Po trzecie, maksymalnie uproszczona konstrukcja (pojedyncze soczewki lub co najwyżej ich duet) siłą rzeczy musi skutkować obfitością aberracji, zarówno Seidela jak i chromatycznych.

Niestety moje wątpliwości okazały się całkowicie uzasadnione, czy to jednak oznacza że recenzowane gadżety nadają się jedynie do kosza? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie. Zacznijmy od “obiektywów” poszerzających kąt widzenia aparatu smartfona. Poniżej przedstawiam kadr uchwycony przez Galaxy S3 bez żadnej dodatkowej armatury:

Additional_lenses_normal_exampleTak wygląda ta sama scena z nasadką szerokokątną:

Additional_lenses_wide_exampleA tak przy użyciu “rybiego oka”:

Additional_lenses_fisheye_examplePrezentuję tu tylko miniatury zdjęć, ale nawet na nich widać utratę szczegółowości obrazu na obrzeżach i znaczne aberracje chromatyczne (niebieskie i pomarańczowe obwódki kontrastowych konturów). Natomiast w pobliżu centrum kadru podobne zniekształcenia zdają się nie występować. Aby jednak dokładniej ocenić stopień ewentualnej degradacji obrazu w tym obszarze, nie mogłem posłużyć się powyższymi fotkami – na każdej z nich obiekty pojawiają się w różnej skali, co utrudnia rzetelny osąd. Wykonałem więc zdjęcia zadrukowanej strony A4, starając się zachować zbliżoną wielkość czcionek w środkowej części obrazu.

Oto wycinki zdjęć w skali 1:1 dla “obiektywu” szerokokątnego:

Additional_lenses_wide_center_compRezultat okazuje się całkiem przyzwoity – utrata szczegółowości wydaje się bardzo niewielka. Niestety, na peryferiach obrazu sytuacja wyraźnie się pogarsza:

Additional_lenses_wide_side_compFakt że na wycinkach z szerokokątnego kadru obiekty w centrum są nieco większe niż na normalnym zdjęciu, a na obrzeżach – wręcz przeciwnie, może w pierwszej chwili wydawać się paradoksem. Wyjaśnienie jest jednak dość proste. Nasadka poszerzając kąt widzenia aparatu Galaxy S3 z ok. 70° do ok. 110° nie jest w stanie zachować idealnego odwzorowania płaszczyznowego i przechodzi częściowo w odwzorowanie sferyczne, dominujące skądinąd w obiektywach typu “fish eye”. To powoduje zaginanie linii prostych znajdujących się poza centrum kadru (widoczne na zdjęciu z pejzażu miejskiego) jak i pomniejszanie występujących tam obiektów. Dodatkowym efektem ubocznym jest lekkie winietowanie (czarne wypełnienia w narożnikach). Niewykluczone że winietowanie może nie pojawić się w smartfonie wyposażonym w aparat o nieco węższym od Galaxy S3 kącie widzenia.

Powyższe spostrzeżenia prowadzą do wniosku że testowana nasadka szerokokątna może okazać się przydatna w sytuacjach w których dostateczne oddalenie się od obiektu jest niemożliwe, np. przy próbie sfotografowania elewacji budynków w wąskiej uliczce. Trzeba jednak liczyć się ze sferycznymi zniekształceniami geometrii, ujemnymi skutkami aberracji na obrzeżach (utrata szczegółowości i “tęcze” na krawędziach) oraz winietowaniem. Lekkie przycięcie fotki może częściowo zneutralizować te niekorzystne efekty, zachowując przy tym nadal wyraźnie większe pole widzenia w porównaniu ze zdjęciem wykonanym bez dodatkowego akcesorium.

Nasadka szerokokątna może również stać się przydatnym uzupełnieniem smartfona wykorzystywanego w roli rejestratora samochodowego, gdzie szeroki kąt widzenia jest jak najbardziej pożądany. Bez względu na zastosowanie, zawsze należy starannie wycentrować położenie nasadki. Nawet nieznaczne jej przesunięcie lub niezachowanie współosiowości z zasadniczym obiektywem prowadzi do drastycznego pogorszenia jakości obrazu na brzegach kadru.

Powyższa uwaga dotyczy również “rybiego oka”. Wygrawerowany na oprawce tej nasadki napis “180°” muszę uznać za sporą przesadę. W rzeczywistości jej kąt widzenia mieści się w granicach 140 – 150°. Trudno to dokładnie oszacować ze względu na horrendalne rozmycie obrazu w pobliżu zamykającego go okręgu. Jednak w centrum kadru jest zaskakująco dobrze, o czym świadczy porównanie przeprowadzone w sposób analogiczny do przedstawionego powyżej:

Additional_lenses_fisheye_center_compW miarę odsuwania się od środka obrazu sytuacja jednak dość szybko się pogarsza, by na długości ok. 3/4 promienia obrazowanego koła osiągnąć taki oto niechlubny rezultat:

Additional_lenses_fisheye_side_compA na ścisłych obrzeżach koła jest jeszcze gorzej. Nie ma więc co kryć, że znajdujące się w zestawie “rybie oko” to mało użyteczna ciekawostka. Uzyskane za jej pomocą efekty mogą na chwilę przyciągnąć uwagę niecodzienną geometrią obrazu, ale koszmarna jakość optyki wyklucza to narzędzie z poważniejszych zastosowań.

Przejdźmy teraz do omówienia ostatniego elementu zestawu, czyli nasadki przeznaczonej do makrofotografii. Na wstępie zaprezentuję maksymalny poziom zbliżenia na jaki stać automatykę ogniskowania w Galaxy S3:

Additional_lenses_billZapewne niektóre smartfony radzą sobie na tym polu lepiej, inne nieco gorzej, istnieje jednak silna bariera minimalnej odległości ogniskowania, bowiem jak dotąd nie skonstruowano smartfona którego obiektyw byłby zdolny wysuwać się na kilka milimetrów. Każdy kto zetknął się z makrofotografią wie, że bez względu na to czy używamy dodatkowych soczewek skupiających, czy pierścieni dystansowych, zakres zmiany płaszczyzny ostrości ulega kolosalnemu skurczeniu, tym większemu im większy jest uzyskiwany stopień powiększenia. W skrajnych przypadkach mogą to być pojedyncze milimetry. Dlatego akcesoria makro dla klasycznych aparatów to z reguły komplety kilku soczewek lub pierścieni, zapewniające szeroki zakres uzyskiwanych zbliżeń. W recenzowanym zestawie znalazło się miejsce jedynie dla jednej nasadki makro, o ogniskowej nieco ponad 20 mm. Po jej zaaplikowaniu do Galaxy S3 automatyka aparatu była zdolna do ogniskowania w zakresie odległości ok. 17 – 22 mm. Oto efekt jej użycia przy dystansie 20 mm:

Additional_lenses_bill_macroPorównując obie fotki nietrudno dojść do wniosku, że przydałaby się choćby jedna dodatkowa nasadka o nieco dłuższej ogniskowej, pozwalająca na uzyskanie pośredniej skali zbliżenia.

Powyżej zaprezentowałem oczywiście miniatury, tym niemniej pomimo zdegradowanej siłą rzeczy szczegółowości ponownie da się zauważyć niepokojące zjawiska na peryferiach kadru. Sprawdźmy jednak najpierw co dzieje się w centrum. Na obrazku poniżej po lewej stronie znajduje się wycinek zdjęcia makro w skali 1:1, natomiast po prawej analogiczny wycinek pierwszego zdjęcia, silnie powiększony dla ułatwienia porównania:

Additional_lenses_macrocomp_centerNie ma chyba najmniejszych wątpliwości, że nabyta za grosze nasadka pozwala o wiele precyzyjniej podglądać mikroświat. Z tym że nie wszystkie jego zakamarki, bowiem podobnie jak w wypadku “obiektywów” szerokokątnych, na obrzeżach kadru ma miejsce spektakularna dewastacja obrazu:

Additional_lenses_macrocomp_sideNa nic zda się wielokrotnie większa liczba pikseli zdjęcia makro, skoro odzwierciedlają one jedynie potwornie rozmazany przez nasadkę obraz. Górna część wycinka odpowiada obszarowi bardziej oddalonemu od centrum i tu nawet “pikseloza” pierwszego zdjęcia nie przeszkadza mu w oddaniu większej ilości szczegółów. W dolnej partii, położonej bliżej środka, można chyba okrzyknąć remis.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że spora część kadru makro charakteryzuje się przyzwoitym odwzorowaniem detali, a więc po odpowiednim przycięciu można uzyskać niezłej jakości zdjęcia o wciąż sporej rozdzielczości.

Warto przy okazji wspomnieć o możliwych kłopotach z zapewnieniem odpowiedniego oświetlenia obiektów fotografowanych w trybie makro. Przy odległościach rzędu 20 mm bryła telefonu rzuca oczywiście olbrzymi cień, bez względu na charakterystykę zastanego naturalnego oświetlenia. W prezentowanych powyżej przykładach uwieczniałem płaski obiekt i cień stosunkowo łatwo było rozproszyć kombinacją światła dziennego wpadającego przez okno i światła małej lampki LED. Gdy jednak pod obiektyw nawiną się przedmioty o skomplikowanej strukturze przestrzennej, może już nie być tak różowo. Konieczne może okazać się użycie kilku źródeł światła. Nieoceniony byłby zapewne gadżet w postaci wianuszka diod LED okalających nasadkę. Dodam że dioda doświetlająca w smartfonie raczej będzie bezużyteczna. Omiecie skrajem swej wiązki promieni jedynie mały fragment kadru i do tego z intensywnością trudną do skompensowania przez pozostałe źródła światła.

Podsumowanie

Trudno od zabawkowego niemalże zestawu oczekiwać cudów. Wytknąłem mu w niniejszej recenzji wszystkie zaobserwowane mankamenty. Jest ich sporo, ale przy odpowiednim podejściu część z nich można w znacznym stopniu zneutralizować. Naturalnie nie odważę się polecać omawianych akcesoriów osobom poważnie zajmującym się mobilną fotografią, ale przeciętny posiadacz smartfona ma szansę zrobić z nich od czasu do czasu dobry użytek.

Pomimo znacznych wad postanowiłem testowanemu zestawowi przyznać stosunkowo wysoką notę w kategorii jakość/cena głównie z uwagi na minimalny uszczerbek jaki przynosi portfelowi ewentualnego nabywcy.

Steve Jobs – recenzja filmu

Wcześniejszy wpis

Rozstrzygnięcie konkursu „STOP mobilnemu piractwu”

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Akcesoria