Honor 7 – recenzja

Dzisiaj w moje ręce wpadł Honor 7. Młoda marka wyodrębniona przez Huawei ze względu na dużą popularność tak jak i reszta chińskich producentów szturmem i przebojem zdobywa kolejne rynki i odkrawa dla siebie coraz to większy kawałek mobilnego tortu powodując powoli palpitacje serca u największych graczy takich jak Samsung czy Apple. Honor mimo młodego wieku znany jest z dobrej specyfikacji i solidnego wykonania za rozsądne pieniądze. Jak jest naprawdę w przypadku flagowej „siódemki”? Przekonacie się czytając poniższą recenzję.

main

Zawartość pudełka oraz technikalia

Jak wspomniałem wyżej, marka Honor jest stosunkowo nowa na rynku i przez to nie każdy może ją kojarzyć. Warto zatem mieć zakodowane gdzieś z tyłu głowy, że stoi za nią Huawei, więc nie trzeba się obawiać produktów tej firmy i przed nimi bronić.

Telefon dostałem w klasycznym, prostokątnym pudełku z grubego kartonu przywołującym na myśl te od Samsunga. Jedyną odróżniającą je zewnętrznie rzeczą jest jego kolor – rzucający się w oczy turkus. Po tym spotkaniu miałem mieszane uczucia, że producent już na wstępnie odebrał swojemu dziecku nieco powagi i wystylizował je na młodzieżowy gadżet. Na plus minimalizm – brak całego eseju poświęconemu specyfikacji na tylnej stronie i wytłoczone wielkie 7 z przodu. W środku standardowo – ładowarka modułowa z osobnym kablem micro USB oraz kluczyk do otwarcia slotu kart SIM. Niestety, zabrakło w środku słuchawek, a szkoda.

Odkładając na bok wszystkie znalezione w pudełku rzeczy i pozostawiając na scenie sam smartfon, czas na szybki przegląd co znajduje się pod maską. Sercem urządzenia jest autorski 8-rdzeniowy procesor HiSilicon Kirin 935 z taktowaniem zegara ustawionym na poziomie 2.2 oraz 1.5 GHz (wszystkie Cortex A53) połączonych w układzie big.LITTLE, a wszystko wspomagane przez 3 GB pamięci RAM – trzeba przyznać, że robi to wrażenie. Niestety, przechodząc do układu grafiki czeka nas rozczarowanie. Honor 7 został wyposażony w przedpotopowy układ Mali T628 MP4. Na czymś producent musiał przyoszczędzić plasując telefon na półce tanich flagowców i padło na grafikę. Czy nie odbiło się to producentowi czkawką, o tym później. Na potrzeby użytkownika przeznaczono, w zależności od wersji, 16 oraz 64 GM pamięci wbudowanej z możliwością ich rozbudowy kartą pamięci i kosztem jednej karty SIM. I tak, Honor 7 jest dual-SIMem, co może zainteresować wiele osób.

Z przodu znajdziemy pojemnościowy ekran dotykowy IPS wielkości 5.2 cala wyświetlający obraz rozdzielczości 1920 x 1080. Taka rozdzielczość daje zagęszczenie na poziomie 424 ppi, więc nie ma szans, żebyśmy zobaczyli pojedynczy piksel Z ciekawostek znajdziemy jeszcze popularny ostatnimi czasy i promowany przez Google czytnik linii papilarnych. Szczegółową specyfikację znajdziecie w poniższej tabeli.

tabelka

Jakość wykonania oraz design

Biorąc do ręki Honora 7 zupełnie zapomniałem o trochę dziecinnym kolorze pudełka. Mamy do czynienia z nierozbieralną konstrukcją unibody wykonaną z aluminium. Całość robi świetne wrażenie i nie ma wątpliwości, że tak powinien być wykonany model z górnej półki. Wszystkie elementy są świetnie połączone i do niczego nie mogę się przyczepić. Dzięki zastosowaniu aluminium smartfon jest przyjemnie chłodny i swoje waży co też utwierdza nas w przekonaniu, że nie mamy do czynienia z zabawką. Z drugiej strony, po pierwszej fali ochów i achów odniosłem wrażenie, że gdzieś to już widziałem. Mimo całej jakości konstrukcji, nie sposób uciec od porównania do niższych modeli chińskiego producenta, które legitymują się podobnym designem. Egzemplarz, który trafił do mnie nie chciał zdradzić przez ile par rąk już przeszedł. Nie mogłem doszukać się żadnych rys, przetarć, wgnieceń czy odprysków. Również po moich 3 tygodnia obcowania z tym urządzeniem nie udało mi się odcisnąć na nim swojego piętna. Mimo, że Honor 7 do małych nie należy, dość dobrze leży w dłoni i nie wyślizguje się. Producent zastosował z tyłu obudowy, na dole i na górze, paski chropowatego, faktorowanego aluminium, dzięki czemu nie ucieknie nam z ręki.

Skupiając się już na wyglądzie i rozplanowaniu wszystkich istotnych elementów tej albuminowej bryły, najbardziej w oczy rzuca się oczywiście wyświetlacz wielkości 5.2 cala. Co bardzo mi się spodobało, na przednim panelu nie znajdziemy nigdzie nazwy ani logo producenta, a producent zdecydował się na białe tło. W zasadzie pod ekranem nic już nie znajdziemy, jest pusty. Producent nie zdecydował się na zastosowanie klawiszy nawigacyjnych – ani fizycznych, ani dotykowych. Musimy się zadowolić tym wyświetlanymi na dole ekranu. Nad wyświetlaczem za to odnajdziemy główny mikrofon, zestaw czujników, przedni aparat oraz przednią diodę doświetlającą z możliwością sterowania poziomem natężenia światła. Producent zdecydował się zagospodarować wszystkie 4 krawędzie smartfona: na dolnej znajdziemy nieosłonięty, lubiący zbierać wszelkie paprochy port micro USB oraz dwie kratki głośników, z czego jeden to atrapa. Z lewej, górnej strony znajdziemy szufladkę na karty SIM i kartę pamięci oraz programowalny przycisk użytkownika, do którego możemy przypisać kilka funkcji. Z prawej strony, idąc od góry, znajdziemy przycisk regulacji głośności, a tuż pod nim przycisk blokady ekranu. Na ostatniej, górniej krawędzi znalazło się miejsce na gniazdo słuchawkowe jack 3.5mm  oraz dodatkowy zestaw mikrofonów. Przechodząc na tył urządzenia widzimy bezkres satynowego aluminium. Nie zrozumcie mnie źle, całość wygląda naprawdę nieźle, a dobrane kolory robi dobre, uniwersalne wrażenie. Pod górną belką chropowatego, antypoślizgowego aluminium znajdziemy obiektyw aparatu, który pokryto szkłem szafirowym, a całość opatulono srebrną opaską. Niestety, obiektyw odstaje, co niemiłosiernie mnie irytowało przez cały okres testów. Odkładając telefon na stół zawsze słyszałem, że najpierw stukam o niego obiektywem i mimo, że nic nie powinno się nigdy stać, niepewność pozostała. Nie mówiąc już o przyhaczaniu nim o w wszystko. Po prawej stronie od obiektywu znajdziemy podwójną diodę LED. Pod spodem przewidziano miejsce na czytnik linii papilarnych, który jest w lekkim zagłębieniu okalanym srebrną opaska jak w przypadku aparatu. Jeszcze niżej jest srebrne, delikatnie odstające logo Honor i na dole urządzenia nadrukowane certyfikaty i oznaczenia producenta. Zawsze ciekawiło mnie dlaczego taki Honor, Apple, czy inny producenci nie mogą sobie darować ich nadrukowywania i nie zrobią jak np. Sony – w slocie kart pamięci, czy SIM umieścili „metkę” z wszystkimi tymi informacjami.

Ekran

Jak już dwukrotnie wspomniałem wyżej, Honor 7 wyposażono w miarę duży 5.2 calowy wyświetlacz dostarczony przez Japan Display, który wyświetla obraz w rozdzielczości Full HD, tj. 1920 x 1080 pikseli, co przekłada się na zagęszczenie na poziomie 424 pikseli na cal. Dla wielu osób 5.2 calowy ekran nie robi wrażenia i zdecydowanie nie zaliczyłoby go do kategorii dużych. Dla mnie jednak wielkość wyświetlacza rzędu  5.2 – 5.5 cala stanowi już górną granicę ergonomii i wygody obsługi, a za ideał uważam 4.7, który można jeszcze obsługiwać jedną ręką.

Szczęśliwie dla użytkowników, producent zdecydował się poprzestać na Full HD, bo moda na wyświetlacza Quad HD jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Na ekranie wielkości 5 cali nie zobaczymy żadnej różnicy w obrazie, a za to w szybkości z jaką drenuje to nasz akumulator już tak. W Honorze 7 zastosowano matrycę IPS przez co nie mogę absolutnie przyczepić się do kątów widzenia, które są bardzo szerokie i nie uświadczymy tu efektu pozytywu jak w tanich smartfonach z podstawowymi matrycami TFT LCD. Ogólnie trzeba przyznać chińskiemu producentowi, że zastosowany wyświetlacz jest wręcz genialny i nie skłamię jeśli przyznam, że jest to jeden z najlepszych ekranów jakie widziałem do tej pory. Moim zdaniem spokojnie dorównuje AMOLEDom. Obraz jest niezwykle ostry, barwy intensywne i żywe, ale wiernie odwzorowane a nie cukierkowe i przesłodzone jak czasem można spotkać. Tonacja jest dość wyważona i nie można go określić ani ciepłym, ani zimnym. Jest gdzieś pośrodku czerpiąc najlepsze cechy innych ustawień. Jest też całkiem jasny, więc nie ma żadnych problemów z widocznością w słońcu jeśli tylko podkręcimy go w rejony jasności maksymalnej.

Wyświetlacz pokryty jest warstwą Gorilla Glass 3 oraz powłoką oleofobową. To pierwsze rozwiązanie sprawia, że szkło dzielnie opiera się rysom i uszkodzeniom. To drugie zaś sprawia, że nie palcuje się tak bardzo. Sam ekran bardzo sprawnie i szybko reaguje na nasz dotyk. Obsługuje do 10 punktów, można dodatkowo w ustawieniach zmieniać jego czułość lub włączyć funkcję obsługi w rękawiczkach. Mimo, że za oknem nie jest jeszcze tak bardzo zimno, sprawdziłem to i faktycznie działa choć nie idealnie. Czasem zdążało się, że telefon nie reagował, ale taką zaimplementowaną funkcję należy pochwalić. Podsumowując: wyświetlacz to zdecydowanie jedna z najlepszych cech tego urządzenia i nie powstydziliby się nim inni czołowi producenci.

Bateria

Bateria, jak to smartfonowa bateria, jest i na tym należałoby zakończyć tą część. Niestety, ale nie spotkałem jeszcze żadnego urządzenia, które w swej kompaktowej obudowie skrywałoby ogniowo pozwalające na dłuższy czas intensywnej zabawy. W tym modelu producent zdecydował się umieścić akumulator litowo-polimerowy i pojemności 3,100 mAh. Na papierze wygląda to nie najgorzej i w przypadku umiarkowanej pracy sprowadzającej się do kilku krótkich telefonów dziennie, odczytania poczty czy sprawdzenia Facebooka, Honor 7 daje radę dociągnąć do 48h pracy. Jeśli zostawimy transfer danych, automatyczną synchronizację wszystkich kont i aplikacji, siedzimy na Whatsappie, Fb i przeglądarce pół dnia, nie mówiąc już o odpaleniu bardziej rozbudowanej gry, bateria zniknie zaskakująco szybko i okaże się, że o 16 będziemy się rozglądać za ładowarką. Mimo, że w ogólnym rozrachunku nie jest tak źle, do Sony Xperii sporo Honorowi jeszcze brakuje.

Ze względu na konstrukcję unibody, nie mamy możliwości wymiany akumulatora i pozostaje mieć nadzieję, że nie straci zbyt szybko swoich parametrów. Warto jeszcze wspomnieć, że wzorem innych firm i tutaj znajdziemy preinstalowane funkcje mające na celu ograniczenia wyczerpania baterii i możemy wybierać pomiędzy jednym z 3 trybów zarządzania zasilaniem: inteligentny, wydajny i ultra-oszczędny. Mimo, że Honor 7 nie wspiera funkcji szybkiego ładowania, nie można narzekać na jego czas za pomocą dołączonej do zestawu ładowarki. Zazwyczaj zajmowało to delikatnie powyżej godziny.

Aparat

W Honorze 7 standardowo znajdziemy 2 aparaty – przedni i tylni. Producent nie zdecydował się na żadne eksperymenty w stylu LG V10 i implementacji 3 aparatów. Główny aparat, na który już wcześniej narzekałem za to, że nieestetycznie odstaje z tyłu obudowy, ma matrycę rozdzielczości 20 Mpx i aspiruje do mobilnego topu, gdyż na wyposażeniu znajdziemy sensor Sony IMX230 z matrycą CMOS typu 1/2.4 cala i wielkością pojedynczego piksela na poziomie 1.12 µm. Maksymalny rozmiar zdjęcia jaki możemy wybrać to 5152×3888 pikseli. Całość wspiera podwójna dioda LED, która jest naprawdę jasna i świetnie sprawdza się również w formie latarki. Jeśli chodzi o aplikację aparatu, to nie jest moim zdaniem tak intuicyjna i przejrzysta jak w przypadku Sony, LG czy Samsunga. Mimo to, nie można odmówić jej ogroma funkcji, m.in. HDR, Najlepsze Zdjęcie, Panorama, Super Noc, Dobry Posiłek dla fanów wrzucania wszystkiego co się rusza na talerzu na Instagrama, Znak Wodny dodający dyskretnie lokalizację i datę zrobienia zdjęcia, Malowanie Światłem czy Makijaż Cyfrowy zmieniający każdą fotografowaną osobę w mumię z 2 kg szpachli na twarzy.

Biorąc pod uwagę wymienioną wyżej specyfikację głównego aparatu, można spodziewać się super zdjęć. Niestety jak dla mnie są tylko dobre i nie zbliżają się do tych robionych przez  LG G4 czy iPhone 6. W dobrych warunkach oświetleniowych zdjęcia faktycznie cieszą oko, prezentują zadowalającą liczbę detali, kolory są wiernie odwzorowane, ale w przypadku problemów ze światłem, o które nie jest trudno w przypadku jesiennej aury, większość zdjęć ma problemy z balansem bieli i lubi przepalać niebo czy jakiekolwiek inne źródło światła kontrastujące z otoczeniem. Nie można za to niczego zarzucić zdjęciom robionym gdy zapadnie już zmrok. Nie widać wyraźnych szumów czy innych atrakcji zafundowanych przez nadmierne wyostrzanie konturów. Źródła światła nie dominują planu, a liczba widocznych i wyraźnych detali jest w pełni satysfakcjonująca.

Opisując możliwości aparatu nie można zapomnieć o nagrywaniu filmów. Niestety, nie mamy możliwości rejestrowania obrazu w rozdzielczości 4K. Wiele osób nie uzna tego za przesadny minus, ale pomyślcie: jeszcze parę lat temu robiliśmy zdjęcia i kręciliśmy filmy ledwo w HD i nikt nie odczuwał potrzeby robienia ich w większej rozdzielczości. Krótko po tym zalały nas telewizory rozdzielczości Full HD, na których nasze stare fotki wyglądają już niemrawo. Pomimo tego, że obecnie telewizory z rozdzielczością 4K są wciąż horrendalnie drogie, to za rok, dwa czy też trzy stanieją i spowszednieją. Kto wie co pojawi się po tym? I jak wtedy będą na nich wyglądały nasze zdjęcia czy filmy z wakacji w rozdzielczości Full HD? Wracając do meritum, Honorem 7 nagramy filmy „tylko” Full HD i 30kl./s. Zarejestrowany obraz jest przyzwoitej jakości, szybko reaguje na zmianę punktu ostrości czy zmiany oświetlenia. Do tego drgania ręki nie są przesadnie widoczne i nie irytują jak ma to miejsce w tańszych konstrukcjach.

Do sprawdzenia pozostał jeszcze przedni aparat. Jego matryca ma 8Mpx i została dostarczona przez nieujawnionego producenta. Mimo tej aury tajemniczości i swoistej zagadki, popularne selfie nie wyglądają źle. Nie wyglądają źle w sprzyjających warunkach oświetleniowych. Jeśli światła jest za dużo, aparat totalnie sobie nie radzi i przepala wszystko. W przypadku, gdy światła jest za mało, z pomocą przychodzi na dioda doświetlająca LED na przedni panelu z 3-stopniową regulacją intensywności jej świecenia. Filmy nagrywane są w rozdzielczości HD i również 30 kl./s. Z ciekawostek warto jeszcze dodać wbudowaną funkcję lusterka z ciekawym efektem – jeśli dmuchniemy w przedni głośnik obraz zaparuje i możemy sobie rysować po zaparowanym lustrze. Ot, taka drobnostka a cieszy.

Oprogramowanie

Honor 7 został wyposażony w autorską nakładkę systemową EMUI 3.1, która szczelnie nakrywa Androida Lollipop w wersji 5.0. Ciekawe kiedy smartfon doczeka się aktualizacji do najnowszej wersji oprogramowania. Huawei ogłosił niedawno listę szczęśliwców, którzy w pierwszej kolejności dostaną Androida 6.0 Marshmallow i ma to się stać jeszcze w tym roku. Świadomi tempa aktualizacji chińskiego producenta, zapewne trochę na to jeszcze poczekamy. Wracając od nakładki, muszę przyznać szczerze, że to była moja pierwsza okazja przyjrzeć się jej bliżej. Nigdy wcześniej nie miałem z nią styczności i od razu zauważyłem gorącą fascynację producenta systemem Apple. Po pierwsze, nie ma głównego menu aplikacji jak to ma miejsce w innych urządzeniach z Androidem na pokładzie. Wszystko mamy na głównych pulpitach i możemy jedynie tworzyć sobie tam foldery. Musze szczerze przyznać, że to rozwiązanie nie przypadło mi do gustu. Lubię mieć pod ręką kilka rzeczy, a resztę skrzętnie poukładaną i posegregowaną w menu, które szybko wywołam. Wchodząc w jakikolwiek subfolder, ustawienia czy narzędzie systemowe, tło ładnie się rozmywa co jest znów wdzięczną kopią rozwiązania znanego z iOS.

Ale dość już narzekania, czas na pozytywy. Do wyboru mamy kilka preinstalowanych, całkiem ładnych i płynnych motywów. Cała nakładka jest przyjemna dla oka i funkcjonalna. Najbardziej zainteresowało mnie kilka wbudowanych funkcji, m.in. : tryb obsługi ekranu w rękawiczkach; inteligentny klawisz funkcyjny na lewej krawędzi, którym możemy włączyć latarkę, aparat, dyktafon etc.; budzenie smartfona głosem – kiedy nie możemy go znaleźć wybudzamy go ustawionym hasłem i za pomocą komendy „where are you” Honor zacznie migać i dzwonić; obsługa skomplikowanych gestów – podwójne tapnięcie w ekran, żeby go odblokować lub narysowanie konkretnej litery, żeby uruchomić daną aplikację, np. F dla Facebooka; inteligentny zrzut ekranu za pomocą podwójnego stuknięcia w ekran knykciem, możliwość hasłowania pojedynczych aplikacji i folderów, możliwość wyboru ilości oraz kolejności przycisków nawigacyjnych, uruchamianie wybranych aplikacji poprzez dotknięcie w określony sposób czytnika linii papilarnych i wiele, wiele innych. Ilość preinstalowanych funkcji jest naprawdę ogromna i nie są to w większości bezużyteczne bajery, ale faktycznie przydatne rozwiązania. Kolejny plus należy się za stosunkowo małą ilość zainstalowanego przez producenta oprogramowania.

Wspomniałem przed chwilą o czytniku biometrycznym i zasługuję on na kilka odrębnych zdań. Po pierwsze, działa naprawdę dobrze i nie ma większych problemów z rozpoznawaniem naszego odcisku palca. Wybudza urządzenie szybko, a przypisanie aplikacje uruchamiają się bez zbędnej zwłoki. Honor/Huawei nie były sobą gdyby nie przypisał do czytnika wielu dodatkowych funkcji skoro zrobił to dla reszty nakładki. Dotknięciem czytnika może nas cofnąć do poprzedniego menu, może przywrócić nas na pulpit, może służyć do odebrania telefonu, zrobienia zdjęcia czy nagrania filmu.

Wydajność

Po mocnym układzie przedstawionych na początku niniejszej recenzji spodziewałem się naprawdę wiele. Wszak procesor na papierze wygląda świetnie i wydaje się, że mocy nam nie zabraknie. Dodatkowo mamy do dyspozycji 3 GB RAM. Niestety w wielu momentach wychodzi coś, o czym wspomniałem na samym początku – grafika. Przestarzały i słaby układ graficzny jest bolączką tego modelu. O ile do codziennej pracy polegającej na działaniach takich jak dzwonienie, odbieranie poczty, surfowanie po sieci czy innych portalach społecznościach Honor 7 nada się wyśmienicie, o tyle fani zaawansowanych gier i aplikacji będą rozczarowani.  W ciągu 3 tygodni przez które miałem okazję testować Honora 7, sprawdzałem również kilka bardziej wymagających gier jak np. FIFA 2016, Need for Speed: No Limits, World of Tanks, Real Racing 3 czy SimCity BuildIt. Niestety, wiele z nich miewało ciężkie momenty, zwłaszcza kiedy akcja na mobilnym ekranie przyspieszała albo pojawiało się za dużo ruchomych elementów. Doświadczałem wtedy klatkowania, przywieszeń, wyłączenia gier i powrotu na pulpit główny. Również wtedy zaobserwowałem, że urządzenia nagrzewa się okolicach aparatu i czytnika linii papilarnych. Nie jest to jakiś znaczący wzrost temperatury, który powodowałby dyskomfort, ale nie sposób go nie zauważyć. Przy okazji gier warto wspomnieć, że umiejscowienie głównego głośnika na dolnej krawędzi skutkuje częstym jego zasłanianiem. Ponad to, czasem zdarzało się niechcący wcisnąć inteligentny przycisk na lewej krawędzi, co przerywało rozrywkę. Jeśli chodzi o odtwarzanie filmów na ekranie smartfona, jest to całkiem przyjemne doznanie za sprawą bardzo dobrego ekranu i nie uświadczymy problemów z płynnością obrazu. Czasami tylko w momencie przewijania możemy trochę dłużej poczekać.

Powtórzę jeszcze raz – mimo średniej wydajności przy zaawansowanych grach, do codziennego korzystania telefon jak najbardziej daje radę i nie irytuje wieszaniem się. Wyniki syntetycznych testów za pomocą benchmarków znajdują się poniżej.

Łączność

Smartfon wyposażono w prawie wszystkie popularne moduły łączności. Na pokładzie znajdziemy WiFi, LTE, Bluetooth, GPS, port podczerwieni oraz funkcję dual SIM. Czego zatem nie ma? Nie ma NFC, które staję się coraz ważniejsze dla wielu użytkowników ze względu na możliwość bezprzewodowych płatności.

Skupiając się najważniejszej rzeczy – funkcji dual SIM, trzeba pamiętać, że jest to port hybrydowy. W związku z tym mamy do wyboru korzystanie z dwóch kart nano SIM jednocześnie niej lub z jednej wspólnie z kartą pamięci microSD. Najważniejsze z pewnością dla fanów możliwości korzystania z usług dwóch operatorów na raz, jest fakt, że jest to dual SIM aktywny. Korzystając z jednej karty w danym momencie czy prowadząc rozmowę nie blokujemy automatycznie drugiej, więc dzwoniący na drugi numer będzie miał cały czas wolną linię. Jedyną ważną odnotowania rzeczą jest fakt, że tylko jedna z kart może obsługiwać LTE w jednej chwili, a druga musi zadowolić się pracą w trybie 2G. Znacząco odbija się to na jakość rozmów, ponieważ 2G nie oferuje funkcji HD Voice.

Podsumowanie

Honor 7 jest ciekawym rozwiązaniem dla osób poszukujących topowego smartfona za rozsądne pieniądze. Można go kupić za 700 zł mniej niż flagowce konkurencji, np. LG G4, Samsunga Galaxy S6 nie mówiąc już o świeżej Xperi Z5. Za około 1600 zł otrzymujemy bardzo solidną konstrukcję wykonaną z aluminium z genialnym wręcz wyświetlaczem. Do dyspozycji mamy również bardzo dobrą płynność działania w przypadku codziennego użytkowania, nienajgorszy aparat, akceptowalny czas pracy na jednym ładowaniu, ładną nakładkę systemową i całe multum przydatnych funkcji personalizacyjnych. Do tego wszystkiego dochodzi dual SIM i czytnik biometryczny. Niestety, każdy kij ma dwa końce i  w tym przypadku otrzymujemy hybrydowego dual SIMa kosztem zewnętrznej karty pamięci, wystający z tyłu obiektyw aparatu, filmy tylko w rozdzielczości Full HD, głośnik monofoniczny, brak słuchawek w zestawie i przede wszystkim słabą wydajność układu graficznego.

2

Honor 7 jest z całą pewnością dobrym wyborem dla osób, które nie chcą wydać wszystkich swoich oszczędności, ale chcą świetnie wykonany i szybki telefon, który można łatwo dostosować do swoich potrzeb, a przy tym nie zależy im na namiętnym graniu w zaawansowane gry.