3

Mieliśmy już na tapecie takie molochy jak zmarła niedawno Nokia, rezolutny Sagem czy Siemens nie przejmujący się zbytnio opinią publiczną. Wszystkie trzy, przynajmniej obecnie, albo są martwe albo kiepsko sobie radzą na polu telefonii komórkowej. Dlatego utrzymam ten trend i dziś omówię kolejnego upadłego giganta, czyli Sony Ericsson’a.

Jak sama nazwa sugeruje, firma powstała dzięki mariażowi dwóch firm. Sony Corporation i Telefonaktiebolaget (niech ich szlag) LM Ericsson. Oficjalnie, Sony Ericsson przyszedł na świat 1 października 2001 roku. Oczywiście obie firmy funkcjonowały oddzielnie i sporo wcześniej, zatem na początek trochę o rodzicach tego bąbla. Ewentualnie matkach, tudzież ojcach by nie być posądzonym o dyskryminację pewnych mniejszości. Jak kto woli.

Ericsson powstał w 1876 roku w Sztokholmie i został założony przez Larsa Magnusa Ericssona. W tamtym okresie sygnowanie firm własnym nazwiskiem było zupełnie naturalne i część przedsiębiorstw stosuje ten zabieg do dziś. Niestety tradycja firm rodzinnych jest w zaniku. Drzewiej bowiem, przedsiębiorstwo miało budzić zaufanie klienta, zatem jeśli ktoś się pod czymś podpisuje, to będzie (przynajmniej z założenia) bardziej się starał. Nie bez znaczenia były też aspekty prawne jakie się z tym wiązały, ale to materiał na osobny felieton.

Pod względem działalności, Ericsson zawsze związany był z telekomunikacją. Szerokim jej spektrum, niekoniecznie połączonym z samą produkcją urządzeń klienckich. Jako ciekawostkę warto wyszczególnić, że był jednym z pierwszych przedsiębiorców w Polsce, który zatrudniał kobiety. Telefonistki z central Ericssona stały się swoistym synonimem sukcesu zawodowego.

Firma skupia się głównie na infrastrukturze i do chwili obecnej tym właśnie się zajmuje, zaś przygoda z telefonami komórkowymi była po prostu epizodem w ich ogólnej działalności. Trwał on zaledwie 10 lat, co wygląda raczej skromnie przy blisko 140-letniej działalności.

Aktualnie, między innymi, realizuje kontrakty dla Netii, Aero2, Polkomtelu czy Telekomunikacji Polskiej. Oczywiście nasz kraj nie jest jedynym, jaki korzysta z usług Ericssona. Mówimy tu o firmie o globalnym zasięgu, z 35% udziałem w światowym rynku sieci komórkowych, zatrudniającym 110 tysięcy pracowników w ponad 180 krajach oraz portfolio na 35 tysięcy patentów. Nie wartości tylko sztuk. Jeśli to nie skłania kogoś do szacunku dla Ericssona, to może nie otrzepywać kolan gdy będzie z nich wstawał.

Sony to z kolei japoński gigant, który został założony w Tokio, 7 maja 1946 roku. Masaru Ibuka i Akio Morita stali się twórcami Tokyo Telecommunications Engineering Company, który pod nazwą Sony jest obecnie jednym z największych na świecie producentów elektroniki użytkowej.

Zaczynali od, uwaga, elektrycznych garnków do ryżu i megafonów, ale prawdziwe zyski przyniosły dopiero lata 50, gdy firma wypuściła na rynek magnetofon taśmowy. Nazwa Sony pojawiła się właśnie w tamtym czasie, przy wejściu firmy na giełdę. Zaczerpnięto ją z łaciny i nieco zanglicyzowano. Generalnie miała się kojarzyć z dźwiękiem oraz dzieckiem i trzeba przyznać, że się przyjęła.

Z resztą dziedzina dźwięku była sztandarową dziedziną Sony. Discmany, kasety, odtwarzacze stanowiły gro produkcji. Potem nadeszły również dyskietki, telewizory aż w końcu konsole do gry. Playstation, która pojawiła się w 1994 roku, zna chyba każdy. Ta i kolejne odsłony konsoli przyniosły firmie Sony krociowe zyski.

Nie tak dawno, bo w 2006 roku firma zadebiutowała również w dziedzinie lustrzanek cyfrowych z wymienną optyką oraz akcesoriów do tychże. Póki co, nic nie zapowiada, by Sony miało zniknąć z rynku ani też zwinąć manatki.

Ktoś mógłby uznać, że jeśli dwie tak monstrualne machiny do robienia pieniędzy zejdą się przy jednym stole, to nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Szczególnie gdy jedna specjalizuje się w komunikacji a druga w nowoczesnej technologii. A jednak im nie wyszło. Czemu?

Przejdźmy do sedna, czyli ogólnej działalności spółki joint venture tych dwóch gigantów i tego, co wspólnie wymyślili.

Pierwszym telefonem spod szyldu Sony Ericsson był model T68i. Był to model umożliwiający wysyłanie MMS’ów oraz, uwaga, wykonywanie zdjęć za pomocą doczepianego modułu fotograficznego. Tego wcześniej po prostu nie było. Bardzo szybko świat oszalał na punkcie robienia fotek telefonem. Wiadomo – zaskorupiałe matuzalemy kpiły, szydziły i wytykały pomysł palcami, ale postępu nikt nie zdoła zatrzymać. Jednak mimo to, pierwszy rok działalności nie przyniósł jeszcze oczekiwanych zysków a nawet lekkie straty. Nie mniej jednak pomysł się przyjął i interes zaczął się powoli rozkręcać. Modele z serii T i G powoli nabierały rozpędu. Wiadomo, nowa marka na rynku czasem przyjmuje się od razu a czasem musi do siebie przekonać klienta.

Kolejne lata wytężonej pracy zaowocowały pierwszym smartfonem – P800. Oczywiście nie można go porównywać z obecnymi maszynami, ale na tamte czasy działający na Symbianie, z autorską nakładką – UIQ (którą zastosowano w wielu następnych modelach), robił swoją “robotę”. Wraz z P800 pojawiły się jednak niewielkie trudności finansowe, które przełamała dopiero rosnąca sprzedaż modeli z serii S (S700i) i K (K700i) a w 2005 roku W, czyli znany do tej pory i przez wielu nadal ceniony “Walkman“. Nazewnictwo pozwalało rozróżnić poszczególne modele pod względem cech kluczowych.

Linia K charakteryzowała się przyzwoitymi modułami aparatu, budową typu batonik i dostępem do internetu (ogólnie miały to wszystkie modele z “i” w nazwie)

P działały na Symbianie i były smartfonami o dość szerokich możliwościach.

Z to urządzenia typu clamshell, czyli z popularną klapką.

W podbiło świat mobilnych melomanów.

S miało budowę typu slider.

Oczywiście nie były to jedyne serie tej niezwykle płodnej firmy. G wyposażono w dotykowe ekrany, X na Androidzie zaś C czyli seria Cyber-shot miały świetne aparaty, detekcję twarzy, GPS i można by wymienić jeszcze kilka zalet. Wszystkie miały swoje mocne i słabsze strony, jednak trzeba przyznać, że jak na tamte czasy Sony Ericsson wyrobił sobie pozycję poważnego gracza. Design urzekał. Specyfikacje urządzeń czasem przekraczały potrzeby klienta i możliwości lokalnej infrastruktury sieciowej (choćby kiepski dostęp do internetu w tamtych czasach).

Najbardziej rozpoznawalnym elementem modeli Sony Ericssona był charakterystyczny joystick oraz obecność przycisku “C”, który służył do kasowania. Z resztą design wszystkich modeli zdawał się dość spójny a niektóre modele potrafią zachwycić i dziś. Choćby taki T707

W995

Z250i

X1 (z Windows Mobile)

W710i

czy K600i

Późniejsze projekty wcale nie odstawały wyglądem od młodszych braci i trend stylowych urządzeń z ciekawym designem został utrzymany. Warto tu wspomnieć choćby dwa cudeńka z krótkiej linii Jalou, Vivaz czy serię Xperia, która pojawiła się w 2010 roku. X10, mini pro, neo, Arc czy Active, to były modele, które biły rekordy popularności i do tej pory są powszechnie rozpoznawane.

Co zatem się stało, że w 2011 roku wyszedł ostatni produkt z logo Sony Ericsson a już w 2012 Xperia S wyszła pod banderą Sony?

Stała się Motorola. Oficjalne źródła oczywiście nie potwierdzają tej pogłoski, jednak faktem było, że w tamtym czasie Motorola stała się poważnym konkurentem Sony Ericssona i ten niestety zaczął robić bokami, niczym zagoniona szkapa na Wielkiej Pardubickiej.

Jak się okazuje wyniki firmy uległy gwałtownemu spadkowi. Jeszcze w 2007 wszystko wyglądało znakomicie a zyski były najwyższe w całej dotychczasowej działalności firmy, by w 2008 roku, po rozszerzeniu ilości modeli, przejść w lekkie straty a w 2009 w poważny kryzys. Zaczęły się zwolnienia, zamykanie poszczególnych oddziałów, reorganizacje i cięcia. Nie na wiele się to zdało.

W 2011 roku Sony wykupiło udziały Ericssona. W 2012 wypuściło pierwszy smartfon Xperia S (nawiązujący do modelu Xperia Arc S). W 2013 ostatecznie przeniosło siedzibę z Lund w Szwecji do Tokio.

Do chwili obecnej wszystkie smartfony i tablety Sony noszą nazwę Xperia. Rozpoznawalną i wypracowaną w trakcie działalności Sony Ericssona.

Trochę mi to przypomina sytuację Nokii, której Lumia stała się marką samą w sobie, choć w tym przypadku to nie Sony wykończyło wspólnika a bardziej silna konkurencja. Nie bez znaczenia była najprawdopodobniej również nadmierna rozbudowa portfolio. Niestety ten ruch, przynajmniej w mojej opinii, nie przystawał do wcześniejszej polityki firmy, dążącej do stworzenia najbardziej rozpoznawalnych, wyspecjalizowanych i designerskich urządzeń na rynku. Myślę, że był to błąd, z którego nie zdołali się w późniejszym okresie wykaraskać. Motorola, naturalnie dążąca do ekspansji i przejęcia jak największej części rynku, po prostu dołożyła do całości swoje trzy grosze.

Tym oto sposobem, zniknął bardzo ciekawy gracz z rynku a zastąpił go producent tego:

Rozróżniacie? Ja nie.

Spacecom – kosmiczna strategia dla zuchwałych.

Wcześniejszy wpis

Helio X20 – skok technologiczny czy skok na kasę?

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Cykle