0

Huawei, czy jak to sugeruje lokalny slang “hujwi” to firma, która zaistniała na rynku smartfonów wcale nie tak dawno. Wcześniej kojarzyła się głównie z routerami i modemami, ale ostatnimi czasy stała się marką rozpoznawalną i docenianą właśnie w mobilnej branży telefonicznej. Jak wypada kolejny produkt tej firmy i czy zmienił moje nieprzyjemne wspomnienia związane z marką Huawei? Sprawdziłem to dla was.

Wygląd i specyfikacja

Huawei Ascend Mate 7 o numerze modelu Huawei MT7-L09 to urządzenie o sześciocalowym wyświetlaczu, niewymiennej baterii, pleckach wykonanych z aluminium i wyposażone w czytnik linii papilarnych. Tak mniej więcej można by streścić opis modelu. Pozostałe elementy nie odbiegają bowiem od standardu.

Z przodu mamy niezwykle wąskie ramki wyświetlacza, dotykowe przyciski nawigacyjne, kamerkę wideo rozmów, diodę powiadomień, głośnik i czujnik oświetlenia.

IMG_1512 (1024x724) IMG_1513 (1024x724)

Prawy bok to przycisk głośności i zasilania. Lewy – dwa, otwierane szpilką sloty na kartę microSIM i microSD. Na dole mikrofon i wejście microUSB. U góry mikrofon i wejście słuchawkowe.

Z tyłu oczko kamery, dioda doświetlająca, grill głośnika i to, co najbardziej interesujące w tym modelu, czyli czytnik linii papilarnych.

Zastosowano w jego przypadku dość wyraźne zagłębienie w obudowie, dzięki któremu trafimy palcem na miejsce bez potrzeby zaglądania, kompletnie po omacku i nawet w egipskich ciemnościach.

Jak się to wszystko prezentuje? Przyznam, że rewelacyjnie. Szczególnie zachwyca wyświetlacz zajmujący właściwie cały przód nie licząc wąziutkich ramek bocznych i wcale szczupłych belek nad i pod ekranem. Dzięki temu, mimo sporej przekątnej, nie dostajemy opasłej krowy jaką należałoby nazywać phabletem, tylko spory, ale nadal do przyjęcia smartfon.

Ascend Mate 7 jaki dostałem do testów jest w kolorystyce bieli i srebra, ale możemy nabyć urządzenia w klasycznej czerni i szampańskim złocie, co w moim odczuciu zupełnie wystarczy by każdy znalazł coś dla siebie.

Jakość wykonania, która jest na bardzo wysokim poziomie, daje poczucie obcowania z urządzeniem premium. Obudowa typu unibody nie daje nam co prawda dostępu do baterii, ale nie oszukujmy się, dłużej niż dwa lata nikt smartfonu nie używa. Z resztą jest w tym pięknie pewien mankament. Aluminium. Materiał wychwalany pod niebiosa i mroczny przedmiot pożądania klientów oraz większości “specjalistów odzysku i logistyki materiałów wtórnych”, ma irytującą tendencję do łapania rys. Jest po prostu miękki. Bez względu na to, czy będzie to tablet, phablet czy smartfon, aluminiowa obudowa szybko straci na urodzie jeśli nie zastosujemy dodatkowych zabezpieczeń. Jaki sens ma te pięć minut radości po wyjęciu z pudełka i rozpacz trzy dni później po wyjęciu urządzenia z plecaka? Nie wiem. No ale jak to mawiają, na modę i głuptę ludzką nikt jeszcze nie znalazł lekarstwa.

W opakowaniu znajdziemy standardowy zestaw, czyli słuchawki, ładowarkę, papierologię i szpilkę do obsługi szufladek, w których umieścimy adekwatne karty. Tu od razu podpowiem gdyby ktoś chciał stosować metody policyjne – górna to microSIM a poniżej jest microSD.

IMG_1494 (1024x832)

Specyfikacja:

Model: Huawei Ascend Mate 7, MT7-L09

System: Android 4.4

Ekran: 6″, 1080 x 1920 px, IPS LCD

Procesor: HiSilicon Krin 925 CPU: 4 x 1,8 GHz + 4 x 1,3 GHz, GPU: Mali-T628

Pamięć: RAM 2 GB, wbudowana 16 GB

Bateria: 4100 mAh

Aparat: 13 Mpx (tył), 5 Mpx (przód), lampa LED, autofocus, nagrywanie 1920 x 1080 px

Moduły komunikacyjne: 4G LTE, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n, GPS, NFC, Bluetooth 4.0, microUSB, minijack

Wymiary i waga: 157 x 81 x 7,9 mm; 185g

Cena: w dniu testu od 1616 zł

Ekran

6″ tafla, która zajmuje aż 83% powierzchni przedniego panelu bardzo niechętnie zbiera odciski palców i niezwykle łatwo ją wyczyścić o właściwie dowolny materiał. Nawet jeans sprawdza się znakomicie, co należy do rzadkości i najprawdopodobniej jest to zasługą powłoki oleofobowej.

Jeśli chodzi o sam obraz, to rozdzielczość 1080 x 1920 px z zagęszczeniem 367ppi oraz bardzo jasnym podświetleniem, po prostu nie W tym modelu zastosowano matrycę w nowej technologii, JDI IPS-NEO z kontrastem 1500:1. Co nam to daje? Naprawdę piękny obraz. Nawet wielbiciele Wielkiej Żylety będą zachwyceni. Kolory są bardzo ładnie wysycone, ale jednocześnie nie przejaskrawione w żadnym aspekcie. Kontrast znakomity, czernie przyzwoite jak na IPS przystało. Słowem – ekran to ogromna, dosłownie i w przenośni, zaleta tego urządzenia.

Aparat

13 Mpx kamerka jest w pełni wystarczająca do codziennych zastosowań a przy dobrym podejściu do tematu, może nam posłużyć również do zadań nieco bardziej profesjonalnych. Niestety musimy sobie zdawać sprawę, z pewnych ograniczeń. Zdjęcia wychodzą całkiem dobre dopóki nie zaczniemy stosować zoom’u. W słoneczny dzień, czyli przy dobrym oświetleniu i wcale nie tak bardzo oddalonym obiekcie, zastosowanie zbliżenia po prostu demoluje kompletnie obraz. Robi się nieostry, ziarnisty, gubi kolory i zwyczajnie nie nadaje się do niczego. Z kolei zdjęcia wykonywane z bliska wychodzą naprawdę bardzo dobrze. Wystarczy spojrzeć na poziom szczegółów i kolory. W kwestii nagrywania video jest podobnie. Wszystko wygląda poprawnie dopóki nie zaczniemy obrazu powiększać.

Interfejs aparatu jest dość mocno uproszczony, ale bez problemu dokopiemy się do bardziej zaawansowanych funkcji. Domyślnie mamy trzy opcje. “Makijaż cyfrowy”, który stosuje inteligentny blur maskujący mankamenty szlachetnej fizjonomii i nadaje się doskonale do “trzaskania selfików na ryjbuka”. Zdjęcie, czyli klasyczne wykonywanie fotek i Wideo, wiadomo do czego służące.

Obok przycisku migawki (który możemy zastąpić użyciem czytnika linii papilarnych czy jednym z przycisków głośności) znajdziemy ikonę dostępu do Galerii oraz, po drugiej stronie, filtrów z podglądem na żywo. Jest ich wystarczająca ilość, by wykonać interesującego gotowca bez bawienia się z późniejszą obróbką. To się chwali.

Na szczególną pochwałę zasługuje funkcja “Ostrość na wszystko”, dzięki której możemy wybrać punkt ostrzenia już po wykonaniu zdjęcia. Sprawdzałem, działa całkiem zacnie. Oprócz tego zrobimy również HDR, wybierzemy Najlepsze Zdjęcie z serii, dodamy Notatkę audio (funkcja podobna do tej z Samsungów) czy Znak wodny z aktualną pogodą i miejscem, w którym zrobiono zdjęcie.

W Ustawieniach są również takie funkcje jak Śledzenie obiektu, Wykrywanie uśmiechu Balans bieli, ISO czy Retusz zdjęć (ekspozycja, saturacja itp).

Drugą miłą niespodzianką, szczególnie dla fanów samogwałtek wszelkiej maści, jest obecność 5 Mpx przedniej kamery. Nie jeden smartfon ma takie oczko zamontowane jako główne, zatem tutaj Huawei Ascend Mate 7 bije przeciwników o głowę.

Moduły komunikacyjne

Mimo aluminiowych plecków, Huawei Ascend Mate 7 dysponuje NFC. Należy podkreślić, że te dwie rzeczy niechętnie współistnieją, zatem producent zasługuje na pochwałę. Udało mu się je pogodzić bez uszczerbku dla funkcjonalności. Oprócz tego znajdziemy w środku komplet niezbędnych modułów. Czyli WiFi w wersji a/b/g/n, Bluetooth v4.0, GPS z A-GPS i GLONASS no i oczywiście 3G LTE. Do pracy żadnego z nich nie można mieć zastrzeżeń.

2015-04-12 13.20.20

Natomiast mam pewne uwagi do czytnika linii papilarnych. Mam wrażenie, że jest to bardziej ciekawostka niż w pełni użyteczny dodatek. Możliwe, że moje palce nie do końca odpowiadają normom, ale zdarzało się, że czytnik głupiał i uniemożliwiał odblokowanie ekranu. Trzeba było czynność powtarzać i koniec końców zabezpieczenie wyłączyłem. W obecnej dobie człowiek nie ma po prostu czasu na takie rzeczy.

Wydajność i bateria

Procesor zastosowany w Mate 7 niewiele nam powie i nic w tym dziwnego. HiSilicon Krin 925, składający się z 8 rdzeni (4 x Cortex-A15 o taktowaniu 1,8 GHz i 4 x Cortex-A7 o taktowaniu 1,3 GHz) jest bowiem autorskim produktem Huawei i nie znajdziemy go poza urządzeniami tej marki. Co go charakteryzuje? Przede wszystkim zastosowanie technologii pracy jednego rdzenia w czasie gdy smartfon nie wykonuje żadnych obciążających czynności. Podtrzymanie działania sieci, odbiór SMSów czy powiadomień, nie wymaga wielkiej mocy obliczeniowej i dzięki ograniczeniu pracy procesora, smartfon oszczędza mnóstwo energii. Jednocześnie w chwilach, gdy potrzeba nieco więcej, aktywują się pozostałe rdzenie i zapewniają odpowiednią wydajność. W połączeniu z 2GB RAM i GPU ARM Mali-T628 MP4 @600 MHz uzyskujemy całkiem żwawą maszynkę do pracy i rozrywki. Teoretycznie.

Jak jest z tą pracą i rozrywką w rzeczywistości? Jeśli chodzi o tą pierwszą, to nie mam najmniejszych uwag. Wszystko działało jak złoto. Mate 7 podołał wszelkim wyzwaniom – aplikacje działające w tle, obróbka zdjęć czy oglądanie filmów, nic go nie mogło zaskoczyć. Wyniki benchmarków nastrajają z resztą bardzo optymistycznie.

Niestety poległ na grach, a dokładniej na grze Horn, która jest moim prywatnym “testerem” możliwości sprzętu. Tekstury niestety nie wczytywały się prawidłowo i migotały zostawiając czarne, geometryczne plamy. Reinstalacje i restarty nie przyniosły pozytywnych efektów zatem wniosek jest jeden – Mate 7, mimo naprawdę świetnych wyników w Benchmarkach, nie podołał wyzwaniu jednej z bardziej rozbudowanych graficznie gier w sklepie. Natomiast z pozycjami typu Mahjong, Smash Hit czy Asphalt 7 Heat nie było najmniejszych problemów.

 2015-04-12 17.43.55

Jeśli chodzi o baterię, to wiąże się ona niejako z parametrami podzespołów i tak jak wspominałem wyżej, w trybie oszczędności wytrzymuje, uwaga, tydzień czasu. Niestety w momencie gdy zaczniemy nieco ostrzej katować urządzenie, będziemy musieli się zadowolić dwoma dobami. W porywach do trzech. Nie jest źle a na pewno nie gorzej niż konkurencja, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę wielkość wyświetlacza.

Interfejs

Przyznam, że modyfikacje systemu zastosowane przez Huawei naprawdę przypadły mi do gustu. Emotion UI 3.0 to niewątpliwie coś, co muszę pochwalić. Zastosowana nakładka porządkuje funkcje i informacje, dostosowuje podstawowe aplikacje pod względem wyglądu oraz pozwala na szerokie spektrum zmian manualnych. Wszystko wygląda przy tym elegancko, schludnie oraz bardzo przejrzyście i co ciekawe, działa całkiem płynnie. Oprócz podrasowanych ikon i ciekawej funkcji zmieniających się tapet ekranu blokady (możemy ulubione zapisywać w pamięci telefonu), producent pokusił się o zastosowanie “iOSowego” rozwiązania. W dużym skrócie polega ono na tym, że wszystkie aplikacje mamy na ekranie głównym i nie korzystamy z żadnej “szuflady”.

Jeśli o mnie chodzi, takie rozwiązanie w pełni mi odpowiada, bowiem nie lubię grzebania i szukania w czeluściach smartfonu tego, co powinno być pod ręką. Wystarczy sobie po prostu poukładać ikony zgodnie z częstotliwością korzystania i sprawa załatwiona. Dodatkowym smaczkiem jest animacja połyskiwania ostatnio zainstalowanych appek oraz szereg Motywów, dzięki którym za jednym zamachem zmienimy zarówno tło jak i wygląd ikon oraz czcionek.

Menu powiadomień oraz podręcznych ustawień rozwijane z górej belki również zostało przeprojektowane. Zyskało dzięki temu na przejrzystości i wygodzie. Podobnie jak Menu Ustawień oraz zarządzanie zawartością ekranów głównych, do którego dostaniemy się poprzez gest uszczypnięcia. Możemy tam zmienić siatkę ikon, tapetę czy dodać widgety.

Gdyby jednak komuś był potrzebny interfejs uproszczony, w którym wszystko jest duże, wyraźne i na odpowiednim miejscu, może przejść do Ustawień, wybrać pozycję Styl Ekranu Głównego i zdecydować się na interfejs Prosty. Zmienia on nie tylko wygląd ekranu głównego, ale również ekranu blokady, ustawień a nawet zwiększa czcionkę podstawowych funkcji aplikacjach.

Oprócz modyfikacji wyglądu, producent dodał kilka swoich propozycji. Między innym Polaris Office, świetnie pomyślany Kalendarz (podobny nieco do tego jaki funkcjonuje w BB OS), Todoist (lista zadań), HiCare (kontakt z serwisem Huawei) czy Manager Telefonu, w którym możemy skorzystać z “ochrony przed nękaniem”, czyli ustalić czarną listę spamujących nas numerów. Nie będę opisywał każdej aplikacji z osobna, bowiem wyposażono je w odpowiednie samouczki i wprowadzenia, zatem bez problemu każdy sobie poradzi z nimi sam. Dodatkowo nie chcę psuć zabawy w odkrywanie poszczególnych udogodnień.

Reasumując, Emotion UI 3.0 to jedna z lepszych nakładek jakie widziałem w ostatnim czasie. Zarówno pod względem wyglądu, możliwości dostosowania jak też ogólnej filozofii i ergonomii użytkowej. Nie bez znaczenia jest fakt, że wszystko działa przy tym bardzo płynnie i dostarcza mnóstwa przyjemnych wrażeń z obsługi smartfonu.

Multimedia i dźwięk

W Huawei Ascend Mate 7 zastosowano procesor Tensilica HiFi 3 DSP Auto Core. Odpowiada w całości za dźwięk i odszumianie w czasie rozmów. To bardzo dobry przetwornik. Dzięki niemu dźwięk jak i jakość rozmów stoją na bardzo wysokim poziomie. Rzecz jasna nie da się w pełni nacieszyć tą jakością za pośrednictwem wbudowanych głośniczków, ale na słuchawkach robi wrażenie. Naprawdę, dodany zestaw słuchawkowy jest znakomity i w połączeniu z Tensilicą brzmi po prostu świetnie.

Odtwarzanie multimediów, biorąc pod uwagę rozmiar wyświetlacza, jego parametry oraz to, że zastosowano przyzwoite podzespoły, to czysta przyjemność. Dodatkowo, zgodnie z tym co udało mi się stwierdzić w pomiarach, dzięki wydajnej baterii damy radę machnąć na jednym ładowaniu 18 godzinny seansik. To na pewno ucieszy nie jednego fana filmów do poduszki.

Podsumowanie

Huawei Ascend Mate 7, to z całą pewnością bardzo udana konstrukcja. Przede wszystkim cieszy oko, ale też nieźle leży w dłoni mimo sporej przekątnej. Wszystko dzięki zastosowaniu bardzo cienkich ramek dookoła wyświetlacza, co z pewnością wpłynęło korzystnie na gabaryty całego urządzenia. Oprócz eleganckiej i świetnie wykonanej obudowy, dostaniemy całkiem przyzwoite podzespoły, znakomity wyświetlacz, bardzo dobre aparaty 13 i 5 Mpx oraz przebiegi na baterii, których nie powstydziłby się żaden z obecnych flagowców a wielu może o takich tylko pomarzyć.

Dodatkowym atutem jest czytnik linii papilarnych, który jednakowoż niczego nie urywa i bardziej jest “gadżetem niż konkretem”. Tak jak i może trochę smucić podatność aluminiowej obudowy na zarysowania, co jest typową zmorą tego materiału.

Natomiast konkretem z pewnością jest nakładka producenta – Emotion UI 3.0. Świetnie pasuje do designu urządzenia i czyni go wizualnym cudeńkiem oraz niewątpliwie uprzyjemnia obsługę.

Komu polecam? Każdemu, dla kogo 6″ paletka to “must have”. Obecnie jest to chyba najmniejsze, najbardziej poręczne sześć cali w swojej klasie i jak niedorzecznie by to nie brzmiało, w przypadku phabletów jest to naprawdę ważny atut.

Dobre bo polskie – Telehorse

Wcześniejszy wpis

Xposed | Power Nap for Xposed

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Android