1

Zażarta walka o klienta skłania producentów do czynów niegodnych. Jedni produkują giętkie telefony. Inni ładują do środka “fefnaście” rdzeni i tyle RAM’u, że nie jeden laptop by się nie powstydził. Są też tacy, którzy idą w pancerne obudowy, możliwość wbijania gwoździ rantem oraz otwierania piwa portem microUSB. Co łączy wszystkich? Żałosne przebiegi na baterii.

Pamiętam czasy tak zamierzchłe, że telefon komórkowy był w nich luksusem dostępnym tylko dla najbogatszych. Było to gdzieś w Plejstocenie albo zaraz przed Mezozoikiem – dokładnie nie powiem bo kalendarz wpadł mi w szczelinę  powstałą od dryfu kontynentalnego. W każdym razie, dawno dawno temu, za górami i lasami, kupiłem mój pierwszy telefon od firmy Motorola. Był to czarny klocek z opasłą antenką i wytrzymywał mniej więcej dobę bez kontaktu z zasilaczem. Jeśli spróbowałem wykonać trochę więcej rozmów i wysłać parę nadprogramowych sms’ów, to co wieczór lądował podpięty do kontaktu. Potem był Siemens, Sagem i w końcu Nokia. Dopiero ona potrafiła wykazać się dłuższymi przebiegami na baterii.

W kolejnych latach czas działania telefonów systematycznie ulegał wydłużeniu. Tydzień, to była norma, poniżej której raczej się nie schodziło. Do czasu pojawienia się smartfonów. Gdy weszły na rynek, średnia nagle zjechała na pysk i wróciliśmy do Plejstocenu. Doba okazała się “bardzo dobrym wynikiem” a trzydniowy przebieg powoduje aktualnie dreszcze ekstazy i radosne pohukiwania. I za każdym razem, gdy widzę takie komentarze ociekające zachwytem niczym młoda sztangistka potem, zastanawiam się czy to ja oszalałem, czy ludzie zgłupieli z kretesem.

Oczywiście rozumiem sztandarowy argument – mocne podzespoły i duży ekran chłoną energię. To jasne. Tylko wredna logika jakoś nie chce przyjąć do wiadomości jednej rzeczy. Skoro postęp technologiczny wystrzelił wszystkie pozostałe składowe na tak wysoką orbitę, dlaczego baterie nie są w stanie dogonić reszty? Jak to możliwe, że wprowadzono i zminiaturyzowano tyle potężnych procesorów, pamięci, powiększono rozdzielczości ekranów do wartości przewyższających zdolność ludzkiego postrzegania a baterie nadal mamy Li-ion?

Co jakiś czas w szerokich internetach pojawiają się doniesienia o nowych technologiach. Czy to baterie litowo-siarczkowe, czy grafenowe – okazują się oferować znacznie lepsze parametry niż aktualnie stosowane litowo-jonowe rozwiązanie.  Więcej mocy, mniejsza toksyczność, więcej cykli i lepsze bezpieczeństwo. Takie informacje widuję co najmniej dwa, trzy razy do roku. W przypadku procesorów (ekranów i całej reszty), które cyklicznie zwiększają swoją wydajność i ulegają miniaturyzacji czy zmianie architektury, niedługo po doniesieniach w mediach nowość trafia do masowej produkcji. Tylko nie baterie.

Baterie co najwyżej zwiększają gabaryty, ale technologia i możliwości zostają te same. O nowszych technologiach jedynie się czyta. W dodatku wzmianki pojawiają się tu i tam, ale są traktowane po macoszemu. Tematu nikt nie ciągnie. Nikt nie rozwija. Wrodzona paranoja zmusza mnie do przypuszczeń, że to celowe działanie. Zawsze w artykułach na ten temat pojawia się “nie wiadomo kiedy”, “w trakcie testów”, “nie będzie masowej produkcji”, “trzeba czekać”. Na co, ja się pytam, trzeba czekać? Skoro fabryka ekranów, w ciągu kilku miesięcy, potrafi przestawić linie produkcyjne na nowe technologie, czemu fabryka baterii nie potrafi? Kto trzyma na tym łapę i blokuje zmiany? Komu zależy, by sprzedawać gówniane zasilanie jak najdłużej?

Odpowiem na to, wedle własnego uznania i przypuszczeń popartych dedukcją – WSZYSTKIM.

Gdyby producentom smartfonów zależało na wprowadzeniu lepszych baterii, to by je wprowadzili albo sami, albo zatrudniając do tego podwykonawcę. Od co najmniej kilku lat mówi się o lepszych i bezpieczniejszych źródłach zasilania a nie wierzę, że przez tyle czasu nie zdołali ich przetestować. Przynajmniej jednego z rozwiązań, bo jest ich wiele. Jednak prawda jest taka, że im nie zależy. Nie ma najmniejszego powodu, by sprzedawać ludziom urządzenia, którego nie zechcą wymienić na kolejne w ciągu minimum dwóch lat. Najlepiej jeśli będą to robić co roku albo częściej. Dlatego dają lepsze wyświetlacze, lepsze procesory, większe pamięci, ale w przypadku baterii skoki “jakościowe” przesuwają się zaledwie od kilku godzin do doby, góra dwóch. Uważam, że to celowe działanie. Lepiej wpakować większą baterię w starej technologii niż mniejszą w zupełnie nowej, ponieważ nowa technologia da zbyt duży przeskok jakościowy.

Wyścig na cyferki zapewnia bezpieczny i stabilny zysk przez wiele lat. Tak naprawdę nie wykorzystujemy mocy przerobowych smartfonów i tabletów na aktualnym ich poziomie, ale co roku producenci dodają trochę RAM’u, trochę GHz (co niewiele zmienia w obsłudze, ale na papierze się prezentuje zacnie) i tak się słodko bujają. A my to kupujemy. Jak lemingi. Jak ten zajączek na autostradzie, który oślepiony reflektorami, czeka aż go Tir zwany “marketingiem” pier**ogi. Gdyby nagle pojawiło się urządzenie, które zapewnia taką samą wydajność jaka jest obecnie w standardzie, ale z baterią która działa cztery do ośmiu razy dłużej (co z doby czyni cztery dni albo ponad tydzień) i będzie nam zapewniać takie przebiegi przez pięć czy sześć lat… To kto by się przejmował resztą?

Dlatego, w mojej opinii, producenci się dogadali. Wojny patentowe wojnami, walka o rynek walką, ale gdy chodzi o dojenie klienta wygrywa rachunek ekonomiczny. Żaden nie wprowadzi nowych źródeł zasilania dopóki jest na czym bazować i klienta łupić. Czyli, dopóki udaje się sprzedawać guano w złotym papierku przy minimalnych zmianach i sprzedaż nie leci na łeb na szyję – będą sprzedawać. Jeśli któryś wprowadzi lepsze zasilanie, natychmiast to samo zrobi reszta bo tak naprawdę, mają te technologie gotowe do użytku od dawna. Łącznie z całymi procedurami uruchomienia produkcji. Tylko jeszcze nie zdarli z nas do końca za inne “ficzery”.

I to, nie licząc już tych wszystkich wygłupów na innych polach, nazywam czynem niegodnym. Nie mniej jednak opłacalnym.

Jakie zatem są te niewykorzystywane opcje?

Grafen:

[embedvideo id=”Mcg9_ML2mXY” website=”youtube”]

Nad tą technologią pracują nie tylko naukowcy na zachodzie, ale również Polacy. Ba, udało im się nawet wykoncypować sposób na zmniejszenie kosztów produkcji grafenu. Profesor Zygmunt Łuczyński twierdzi, że cena wytworzenia arkusza tego materiału może wynieść, uwaga, 70 złotych! Czemu się tak niezdrowo podniecam tą kwotą? To proste, aktualnie wynosi ona 300 tysięcy złotych. Tak, za arkusz. Gdyby komuś nie chciało się odpalać filmiku, powiem w skrócie, że grafenowa bateria to taka Li-Ion x 4. Średnio licząc.

ORB-bateria organiczna

NEC-Flexible-Organic-Rechargable-battery-300x224

W 2012 rok firma NEC zaprezentowała baterie organiczne. Czym się charakteryzuje ten projekt? Baterie są ultracienkie (0,3mm), elastyczne i ładują się szybciej niż Li-Ion. Prototyp miał pojemność 3mAh zatem na jednym ładowaniu mógł zasilić 2 tysiące zmiany strony w czytniku e-ink, 360 błysków flash czy 35 transmisji danych o położeniu. Nie wygląda to może imponująco, ale przypominam, że bateryjkę można nadrukować choćby na karcie płatniczej. Gdyby miała rozmiar obecnych ogniw… Nie będę tego przeliczał, bo nie chcę się denerwować. Przypomnę tylko, że ta technologia i jej pierwszy egzemplarz miała takie parametry już 3 lata temu. 3 LATA! Ile przez ten czas producenci wykręcili na procesorach i innych podzespołach? A na bateriach? No właśnie.

Alfa bateria “na wodę”

Salt_battery_1

Co powstanie z połączenia aluminium i powietrza? Bateria, którą naładujemy wlewając do niej wody. Obojętnie czy słonej, czy słodkiej – ładowanie zajmie nam tyle, ile napełnienie ogniwa H2O. Żeby było weselej, bateria trzyma 14 dni i czterdziestokrotnie przewyższa możliwości obecnej technologii. W pierwszej kolejności ma być wykorzystana w samochodach zasilanych energią elektryczną i oczywiście NIE WIADOMO kiedy trafi do urządzeń przenośnych. Ja wiem, że jeszcze bardzo długo na to poczekamy. Może za mojego żywota, może dopiero następne pokolenie zobaczy pierwsze urządzenia z tą technologią. Biorąc pod uwagę to, jak się babrają z tematem, nie mam wielkich nadziei.

Sód

na-ion

Japończycy to naród bardzo zmyślny i ciekawski, ale przede wszystkim potrafiący dowolną rzecz z zachodu przerobić na coś lepszego. Takim właśnie projektem są akumulatory sodowo-jonowe. Lit, jako pierwiastek, jest dość rzadki a co za tym idzie kosztowny. Natomiast sód takim rarytasem już nie jest (kupcie wodę w markecie i sprawdźcie skład, powinien tam być) i co więcej, ogniowo oparte na tym pierwiastku ma ośmiokrotnie lepszą pojemność niż litowy odpowiednik. Jedynym problemem była kiepska stabilność (po 50 ładowaniach bateria traciła połowę wydolności), ale i z tym się już uporano za pomocą, uwaga, włókien drewna czyli powszechnie dostępnego, odnawialnego materiału. Co w efekcie? Tańsza i lepsza technologia leży i czeka. Poleży pewnie jeszcze. Nabierze mocy urzędowej i dopiero zostanie zastosowana. Albo i nie. Przecież to bez sensu produkować taniej i lepiej jeśli można drożej i gorzej.

NTU

Nanyang Technology University ma swój pomysł na problematykę zasilania. Stworzyli akumulator, który ładuje się w 2 minuty do 70% a jego wytrzymałość przekracza Li-Ion dziesięciokrotnie. Kiedy do cudo w smartfonach? Na razie NIGDY bowiem w pierwszej kolejności celuje oczywiście w niszę elektrycznych samochodów. Taki psikus. Po cóż przygodny motłoch ma korzystać z czegoś, za co bogacz zapłaci z chęcią grube miliony baksów.

Szybkoładowanie StoreDot

phpu60enw

Co jeśli nie ma zgody przemysłu na zwiększenie pojemności? Zakładam tu pesymistyczną wersję, że żadna z powyższych technologii nie istnieje lub została skutecznie zablokowana przez lobbystów. Czyli nie ma fizycznej możliwości by zwiększyć pojemności ogniw bez dalszego zwiększania ich gabarytów. Zostaje wtedy tylko jedno – przyspieszyć ładowanie. Ostatni “krzyk mody” w tym zakresie został zaprezentowany przez StoreDot. Ich ładowarka, oparta na peptydach i aminokwasach zatankowała do pełna baterię Li-Ion w ciągu 30 sekund. Czy metoda jest równie dobra, co tradycyjna? Nie. W efekcie takiego przyspieszonego napełniania akumulatora Samsung S4 działał 5 godzin. Dla mnie to kupa śmiechu, z przewagą tego pierwszego. Zamiast raz podłączyć na noc, będziemy w kółko biegać do ładowarki. Ładowarka. 30 sekund. Odłączamy. 5 godzin. Ładowarka. 30 sekund…  Czy tylko mi się to wydaje śmieszne i daremne jednocześnie?

Jednak jak się okazuje, to właśnie ta technologia ma największe szanse wejść w życie, bowiem jej debiut na rynku zapowiedziano na 2017 rok a koszt produkcji na około 20 funtów za sztukę. To jedyny przykład spośród wielu, który został konkretnie wyceniony i zapowiedziany.

Szalone wynalazki

Niektóre pomysły nie są wcale takie nowe. Na przykład zegarki ładujące się podczas noszenia były już kilka lat temu i pomysł co jakiś czas wraca, ale nigdy nie zyskuje dostatecznego zainteresowania. Są jednak dziwniejsze projekty. Na przykład bateria zasilana uryną (tak, chodzi o szczyny a nie “uran” w dowolnej formie), piaskiem, energią słoneczną, kroplami rosy czy dźwiękiem. Pomysłów na bezprzewodowe zasilanie również nie brakuje, choćby fale radiowe, dźwiękowe czy mikrofale. Niektórym userom ten ostatni pomysł wpadł do głowy już wcześniej, jednak mikrofalówka okazała się niekompatybilna z obecną technologią stosowaną w akumulatorach. Były wybuchy, atrakcje i ogólna spontaniczność, ale naładować się niestety nie udało.

Powyższa wyliczanka to tylko część tego, co pojawia się co i rusz w “eterze”. Gdybym chciał wymienić wszystkie pomysły i projekty, tekst zyskałby objętość nie nadającą się do prezentacji na łamach portalu. Już robi się przydługi jak na wymogi nowoczesnego czytelnika, zatem zakończę tą nierówną walkę i przejdę do wniosków. Nie będzie ich zbyt wiele, a właściwie tylko jeden.

Jesteśmy skazani na to, co nam producenci dostarczą. Ci zaś produkują to, co im się najbardziej opłaca. Zaś najbardziej opłacają się ogniwa, które zmuszą nas w dość krótkim czasie do wymiany na nowszy model, który to docelowo będzie nam zapewniał lepsze parametry. Trochę lepsze, nie za dużo. Żeby nam się w dupach nie poprzewracało od dobrobytu a kasa nie przestała płynąć szerokim nurtem do kieszeni odpowiednich ludzi.

I fercik.

Leitz Complete Multicharger XL

Wcześniejszy wpis

Touchdown Hero recenzja gry

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Felietony