Logitech Ultimate Ears BOOM

Popularność przenośnych systemów audio nieustannie rośnie i na dobrą sprawę nie ma się czemu dziwić. Nawet najprostsze konstrukcje, dostępne za kilkadziesiąt złotych, z reguły dostarczają znacznie lepszych wrażeń akustycznych niż miniaturowe głośniczki zainstalowane w smartfonach, tabletach czy laptopach, a niewielkie gabaryty i masa oraz zasilanie bateryjne zapewniają im wysoki stopień mobilności. Bohater niniejszej recenzji zalicza się do kategorii dość wyrafinowanych urządzeń i, co za tym idzie, towarzyszy mu raczej słona cena.

Wykonanie i wzornictwo

Szwajcarska firma jest dość dobrze znana ze swej szerokiej gamy akcesoriów komputerowych, wliczając w to pochlebnie z reguły oceniane zestawy głośnikowe. Nowa linia przenośnych przetworników Logitecha dystrybuowana jest pod marką Ultimate Ears i składa się z trzech przedstawicieli: MINI BOOM, BOOM i MEGA BOOM. Dwa ostatnie modele różnią się wielkością, ale posiadają bliźniaczy wygląd, z góry uprzedzam więc osoby odwiedzające sklepy internetowe, że identyfikacja produktu oparta wyłącznie o zdjęcia może prowadzić do pomyłek.

Pomysł na bryłę urządzenia jest dość nietuzinkowy. Prawie całą powierzchnię boczną walca pokrywa solidna tkanina o grubym splocie. Pozostałą część zajmuje pasek lekko elastycznego tworzywa o szerokości 33 mm, uginającego się stosunkowo łatwo w okolicach efektownie wyciętych znaków „+” i „-” kryjących przyciski sterowania głośnością. W jego środkowej części znajduje się antena NFC pozwalająca na szybkie parowanie sprzętu. Na obu końcach pasek przechodzi płynnie w „wieczko” i „denko” zamykające całą bryłę.

Logitech_UE_BOOM_box

BOOM dostarczany jest w pomysłowym walcowym opakowaniu na którego krańcach znajdują się przegródki mieszczące ładowarkę z dwoma wymiennymi końcówkami sieciowymi (kontynentalną i brytyjską), kabel USB, papierzyska oraz zaślepkę pozwalającą zakrywać gniazda micro USB i mini-jack. Tu od razu przestrzegam: przy wyjmowaniu zasobnika zawierającego ładowarkę warto zapamiętać ułożenie trzech odrębnych elementów. W przeciwnym wypadku przy późniejszej próbie ich schowania zostaniemy zmuszeni do rozwiązania nietrywialnej łamigłówki logiczno-geometrycznej.

Logitech_UE_BOOM_accessories

Solidne pudełko pozwala na wygodne i bezpieczne transportowanie głośnika wraz z akcesoriami, tym niemniej jest znacznie większe od samego BOOM-a. Plastikowy walec ma średnicę 10 cm i wysokość 25,5 cm, podczas gdy głośnik odpowiednio 6,5 i 18 cm, co umożliwia jego bezproblemowe umieszczenie np. w kieszeni kurtki. Podobno obraz mówi więcej niż tysiąc słów, postanowiłem więc unaocznić rozmiary bohatera testu wizualnym porównaniem z powszechnie rozpoznawalnym przedmiotem, którego kontrowersyjne atrybuty ukryłem by uniknąć podejrzeń o kryptoreklamę lub propagowanie używek.

Logitech_UE_BOOM_dimcomp

Ultimate Ears BOOM wyposażono w dwa niezależne tory audio zakończone dwoma przetwornikami promieniującymi w dokładnie przeciwnych kierunkach. Daje to pewną namiastkę stereofonii i jednocześnie niejako wymusza pionową orientację urządzenia w czasie pracy. Trudno zresztą o jego inną stabilną pozycję. Oba okrągłe zakończenia walca są wklęsłe i głośnik stoi równie pewnie na obrzeżu każdego z nich. Jeśli korzystamy z połączenia Bluetooth i zasilania bateryjnego, zbędne w tej sytuacji gniazda USB i mini-jack spokojnie mogą znaleźć się na dole. Po podłączeniu ładowarki lub przy przekazywaniu sygnału audio za pośrednictwem kabla musimy obrócić urządzenie do góry nogami tracąc przy tym wygodny dostęp do wyłącznika.

Logitech_UE_BOOM_sides

BOOM niekoniecznie musi stać. Można go również powiesić, korzystając z metalowego pałąka połączonego z korpusem za pomocą gwintu 1/4 cala, znanego skądinąd fotografom. Po wykręceniu „uszka” można więc także umieścić głośnik na statywie.

Obsługa

Duże przyciski regulacji głośności oprócz swego oczywistego zastosowania pełnią jeszcze dodatkową użyteczną funkcję. Ich jednoczesne chwilowe przytrzymanie uruchamia głosowy komunikat o poziomie naładowania baterii, podawany z dokładnością do 10%. To oznacza precyzję mniejszą od tej znanej ze smartfonów, ale nieco większą od zgrubnych wskaźników LED. Niestety przemawiająca do nas wirtualna białogłowa nie zna języka polskiego.

BOOM jest w stanie zapamiętać do ośmiu sygnatur sparowanych wcześniej urządzeń, a przy włączaniu podejmuje próbę automatycznego połączenia z ostatnio skojarzonym sprzętem. W wypadku jej niepowodzenia trzeba zainicjować komunikację ręcznie. Moduł NFC sprowadza tę czynność do banału, ale i tradycyjny sposób nie jest uciążliwy, bowiem nie wymaga wprowadzania żadnych kodów. Producent określa zasięg modułu Bluetooth na 15 metrów. W mieszkaniu nie udało mi się podważyć zasadności tej deklaracji, co więcej, na otwartej przestrzeni łączność ze smartfonem została zerwana przy dużo większej („na oko”) odległości, jednak wiele zależy zapewne od cech współpracującego urządzenia oraz poziomu zakłóceń elektromagnetycznych. Wizerunek głośnika Logitecha nieznacznie psują, zdarzające się na szczęście bardzo rzadko, chwilowe zakłócenia ciągłości odtwarzania dźwięku, pojawiające się nawet przy bezprzewodowej transmisji na dystansie kilkudziesięciu centymetrów. Nie chcę ferować kategorycznych wyroków, ale zjawisko niezmiennie występowało przy podłączeniu każdego z trzech różnych urządzeń, co zdaje się zawężać krąg podejrzeń. Problem oczywiście nie pojawia się przy korzystaniu z wejścia mini-jack. Tu warto odnotować dwie ciekawostki. 1) Tor Bluetooth ma priorytet i aby uaktywnić wejście liniowe należy przerwać powiązanie cyfrowe. 2) Po każdorazowym włożeniu wtyku do gniazda, BOOM prewencyjnie redukuje w znacznym stopniu wzmocnienie, bowiem maksymalny poziom sygnału analogowego (w przeciwieństwie do cyfrowego) nie ma ścisłych ograniczeń.

Głośnik przystosowany jest do obsługi połączeń głosowych i czyni to bezproblemowo, wyciszając na czas rozmowy inne zdarzenia dźwiękowe. Moi rozmówcy odnotowali jedynie minimalny spadek komfortu konwersacji. Biorąc pod uwagę nietypowy kształt BOOM i powszechną obecność w samochodach uchwytów na napoje, nie widzę przeszkód by zaprząc go do roli zestawu głośnomówiącego.

Producent nie ujawnia wprost pojemności baterii, ale gwarantuje 15 godzin pracy na jednym ładowaniu. Jeśli taka wiedza może się komuś przydać, to na podstawie parametrów ładowarki można zaryzykować oszacowanie na poziomie 5000-6000 mAh. Po wielogodzinnym odtwarzaniu muzyki, obejrzeniu trzech pełnometrażowych filmów i przeprowadzeniu zajmujących sporo czasu testów o bardziej technicznym charakterze udało mi się zjechać z poziomem naładowania ogniwa z początkowych 90% do 50%. Zaryzykuję więc stwierdzenie że bateria jest w stanie wytrzymać znacznie dłużej, szczególnie przy odsłuchu z umiarkowaną głośnością. Jej ponowne naładowanie do pełna zajęło mi ok. 90 minut, co również pozostaje w zgodzie z deklarowanym 3,4-godzinnym czasem pełnego cyklu ładowania. Urządzenie po wykryciu dłuższego niż 15 minut braku aktywności samoczynnie się wyłącza, co dodatkowo sprzyja oszczędzaniu ogniwa.

Jakość dźwięku

W dużych zestawach głośnikowych solidna i sztywna obudowa odcina niepożądane promieniowanie tylnej strony membrany nie wpływając przy tym znacząco na częstotliwość rezonansową głośnika. Jakość reprodukcji basów jest w tym wypadku prawie wyłącznie pochodną jakości użytego przetwornika. W obudowach kompaktowych koniecznością staje się stosowanie sztuczek opierających się na wykorzystaniu odwróconej częściowo w fazie „tylnej” fali. Obudowy z otworami bass-reflex lub/i zwężkami Venturiego są obecnie bardzo powszechne pomimo niedoskonałego odtwarzania niskich dźwięków o charakterze impulsowym. Co zrobili konstruktorzy Logitecha stając przed trudnym wyzwaniem narzucanym przez niezwykle małą objętość BOOM? Wybrali chyba najlepsze i kradnące najmniej przestrzeni rozwiązanie – dodatkowe membrany pasywne. Nie zagłębiając się dalej w „naukowe” rozważania stwierdzę jedno: efekt jest rewelacyjny jak na tak małą obudowę i jednocześnie wciąż mizerny w porównaniu z głośnikami stacjonarnymi, nawet zupełnie przeciętnymi. Producent deklaruje że dolną granicą odtwarzanego pasma jest 90 Hz. Biorąc pod uwagę brak ścisłych i ujednoliconych norm dotyczących parametrów przetworników dźwięku, często bywa że podawane częstotliwości graniczne są zdrowo naciągane. Tym razem muszę jednak przyznać że jest to całkiem rzetelna, wyważona wartość. Rzeczywiście, powyżej 100 Hz głośnik promieniuje stabilnym wyrównanym poziomem. Potrafi zamruczeć i niżej, choć oczywiście dużo słabiej. Niestety, wszystko co dzieje się w okolicach 90 Hz okraszone jest trudnymi do zignorowania zniekształceniami nieliniowymi, rosnącymi wraz z malejącą częstotliwością i powiększającą się głośnością. Najlepiej zilustruje to krótki poglądowy plik audio w którym naprzemiennie pojawiają się przebiegi sinusoidalne – wzorcowe i po odtworzeniu przez BOOM, kolejno o częstotliwościach 56, 80 i 112 Hz. Oczywiście do miarodajnej oceny odsłuchowej niezbędne są głośniki lub słuchawki w miarę nieskazitelnie i skutecznie (a przynajmniej dużo lepiej od BOOM) odtwarzające basy.

Ten nieprzeciętnie bogaty bukiet alikwotów jest zazwyczaj skutecznie maskowany, np. w wypadku muzyki o gęstej fakturze, ale w przypadkach szczególnych, gdy obecne są wyłącznie niskie dźwięki, subiektywne wrażenia nie są najlepsze.

Odchodząc już od newralgicznych basów, muszę stwierdzić że pozostałe części pasma akustycznego odtwarzane są w sposób bardzo wyrównany, bez odczuwalnych formantów i zniekształceń nieliniowych. Do tego czasami aż trudno uwierzyć jak głośno produkt Logitecha jest w stanie zagrać. Gwarantuję że korzystanie w budynku wielorodzinnym z pełni jego możliwości musi skończyć się rychłą interwencją sąsiadów. Przy okazji polecam mały trik pozwalający na względną poprawę przestrzennej percepcji dźwięku. Po ustawieniu BOOM-a w rogu pomieszczenia o gładkich ścianach, w odległości kilkudziesięciu centymetrów od nich, baza stereofoniczna znacznie się poszerza dzięki odbiciom wąsko wypromieniowywanych wysokich tonów, a przy okazji zauważalnej poprawie ulega odtwarzanie basów (głośniki „pompują” w mniejszy kąt bryłowy). Istnieje zresztą znacznie doskonalszy sposób na wzmocnienie stereofonicznych doznań, ale wymaga on dokupienia drugiego BOOM-a i skonfigurowaniu takiej parki za pomocą aplikacji uruchomionej na smartfonie z iOS lub Androidem sparowanym z jednym z głośników.

Swoją drogą aplikacja może się okazać przydatna także do innych celów. Za jej pomocą uzyskujemy dostęp do wbudowanego pięciopasmowego korektora, budzika oraz panelu konfiguracyjnego (zmiana nazwy urządzenia i języka powiadomień, odczyt poziomu baterii, itd.). Dzięki niej także możemy skorzystać z prostego samouczka. Funkcjonalność aplikacji powinny przybliżyć poniższe zrzuty ekranu.

Muszę dodać że przy jednoczesnym sparowaniu głośnika z laptopem odtwarzającym muzykę oraz smartfonem z uruchomioną aplikacją UE BOOM, dźwięk dość często bywał zakłócany trzaskami i chwilowymi skokami głośności. Składam to na karb błędów w oprogramowaniu, które jak ufam zostaną wyeliminowane w przyszłych aktualizacjach.

Podsumowanie

Oto zebrane w jednym miejscu najważniejsze parametry testowanego głośnika:

Logitech_UE_BOOM_specs

Po niezbyt budujących doświadczeniach z kilkoma mobilnymi głośnikami średniej i niskiej klasy zostałem przyjemnie zaskoczony szwajcarskim produktem. W większości  sytuacji można przymknąć oko na wciąż dalekie od ideału odtwarzanie dolnego zakresu pasma akustycznego. Cudów nie ma i nieuchronne kompromisy narzucane przez niewielką objętość obudowy musiały się jakoś uzewnętrznić. Uzyskany przez konstruktorów efekt i tak jest dużo lepszy od znanych mi do tej pory podobnych urządzeń. Jeżeli priorytetem jest mobilność a bariera cenowa nie odstrasza, zdecydowanie polecam Ultimate Ears Boom, między innymi ze względu na imponującą głośność i czas pracy na baterii. Jednak w warunkach stacjonarnych porównywalną a nawet lepszą jakość brzmienia można uzyskać wielokrotnie niższym kosztem, chociażby nabywając inny, nie stworzony z myślą o przenoszeniu zestaw Logitecha.