iOS

iPad Air vs Air 2 – czy nadal warto kupić starszy model?

0

Od premiery pierwszego modelu Air'a minęło już nieco czasu. Obecnie w sprzedaży znajduje się jego nowsza wersja, czyli iPad Air 2. Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy nadal opłaca się kupić pierwszy model tej wersji, czy lepiej dozbierać trochę i zainwestować w aktualny “tap madl”. Postaram się co nieco podpowiedzieć.

Zacznę od najważniejszego.

Cena

W chwili obecnej (styczeń 2015) koszt iSpot'owego, nowego iPada Air zaczyna się od 1699 zł. Można go kupić o 100 zł taniej w paru popularnych sklepach, wystarczy poszukać. Oczywiście da się jeszcze przyoszczędzić gdy kupimy sprzęt używany, jednak nie polecam tej formy ze względu na krótki okres gwarancyjny stosowany przez Apple.

Jeśli chodzi o poszczególne opcje iPada Air (a jest ich raptem cztery) różnica cenowa między nimi wynosi 400 złotych. Podobnie jeśli porównamy starszy i nowszy model z tej linii, przy czym wersja 32 GB w iPad Air 2 w ogóle nie występuje.

Z kolei wersję 64 GB i 128 GB kupimy tylko w “dwójce”. Mamy więc odpowiednio za wersję 16 GB – 1699 zł vs 2099 zł. Mówiąc ludzkim, niemarketingowym językiem, za najtańszą opcję – 1700 kontra 2100 zł. Daje się to odczuć? Owszem. Biorąc pod uwagę zarobki przeciętnego Polaka, iPad Air 2 kopie w portfel i przekracza magiczną barierę dwóch tysięcy. Z kolei pierwszy iPad Air znajduje się aktualnie w przedziale cenowym, który nie zniechęca na dzień dobry.

Warto przypomnieć, że flagowe modele tabletów Samsunga czy Sony potrafią być dużo droższe. O tym, czy lepsze – trudno jednoznacznie zdecydować bowiem każdy uźytkownik potrzebuje czegoś innego do szczęścia. Jedno jest pewne – różnice w cenach sprzętu Apple i innych firm od pewnego czasu przestały być kolosalne. Z kolei koszt zakupu między iPadem Air pierwszej i drugiej edycji to przeskok, który nieco zastanawia biorąc pod uwagę niewielki odstęp czasowy, to samo oprogramowanie i właściwie kosmetyczne zmiany.

Poniższa tabelka obrazuje jak sytuacja wygląda. Pamiętajmy by zaokrąglać w górę i nie nabierać się na te 99. To po prostu stówka wzwyż.

Jak widać, różnica między wersją 16 GB a 64 GB w iPad Air 2 wynosi również 400 zł mimo, że niejako pomija jedną z opcji. Z kolei przeskok z iPada Air na Air 2 gdybyśmy porównali 32 GB z jedynki z 64 GB wersją dwójki, to już będzie 600 zł. Apple zastosowało dość dziwne rozwiązanie cenowe i wygląda to trochę tak, jakby iPad Air 2 w wersji 16 GB był droższy niż powinien. Gdyby wstawić w listę 32 GB i nie obniżać cen 64 i 128 GB tabelka powinna wyglądać tak:

16 GB – 1699 zł (a jest 2099 zł)

32 GB – 2099 zł

64 GB – 2499 zł

128 Gb – 2899 zł

Ewentualnie reszta powinna być po prostu droższa, jednak ciężko by było sprzedać tablety powyżej pewnych wartości. To tyle a propos cen, teraz pójdźmy dalej.

Za co płacimy te dodatkowe cztery stówki poza podatkiem od nowości? Są trzy podstawowe zmiany.

RAM

Po pierwsze i chyba najważniejsze, dodano 1GB RAM. W Air 2 jest 2GB, w pierwszej wersji musimy sobie radzić z jednym gigabajtem. Co mam na myśli mówiąc “radzić” ? Najbardziej wyrazisty przykład demonstruje poniższe wideo.

 

Jest to coś, co doprowadzało mnie do szału w iPadzie Mini – odświeżanie zakładek w przeglądarce. Problem zbywany upartym milczeniem i jakoś pomijany przy omawianiu systemu iOS, który z kolejnymi wersjami stawał się coraz bardziej uciążliwy i widoczny. W iPadzie Air, jak widać na filmiku, odświeżanie zaczyna się pojawiać dopiero po otwarciu około ośmiu zakładek. Air 2 wytrzymuje większe obciążenie. Czy warto dopłacić za coś takiego cztery stówy? Nie wiem. W moim odczuciu te kilka zakładek będzie w sam raz do normalnego użytkowania, ale jeśli ktoś otwiera ich naście i wszystkich potrzebuje na raz – powinien rozważyć nowszy model.

Co dodatkowy RAM zmienia w innych rejonach działania systemu? Nic generalnie. Naprawdę. Oba modele działają płynnie, wszystkie efekty, paralaksy, gry, filmy, aplikacje – kompletnie nie widać różnicy między jedynką i dwójką. Miałem możliwość sprawdzić oba i gdyby jeden nie był czarny – nie potrafiłbym odróżnić jaki akurat trzymam w dłoni. Otwieranie aplikacji, płynność działania, ładowanie stron w przeglądarce, ilość appek w tle, szybkość z jaką się ładują z uśpienia, wszystko funkcjonowało dokładnie tak samo. Zatem jeśli się martwicie, że coś wam nie pójdzie w iPadzie Air, albo nie będzie działać tak dobrze jak powinno, bez obaw, nie ma takiej możliwości.

Jabłkowi spece od marketingu zepsują to dopiero za jakiś czas, gdy trzeba będzie zmusić użytkowników do zakupu nowszej wersji. Wprowadzą wtedy nową, bardziej zasobożerną wersję iOS, bez wstecznej kompatybilności aplikacji i nie będzie wyjścia. Gdyby nie ta polityka, nikt nigdy by nie kupił nowszego iPada i wszyscy siedzielibyśmy na skeumorficznym iOS 6, za którym nadal tęsknię, a który działał bez zadyszki.

Procesor

W sieci roi się od zachwyconych postękiwań nad procesorem A8X, który to podobno przekracza wszelkie normy i jest o blisko 40% szybszy niż A7. Co to oznacza w praktyce? Dokładnie to samo, co w przypadku innych urządzeń i innych systemów – wyścig na cyferki i benchmarki. Nie ma to, jak wspomniałem odnośnie dodatkowego RAM, odczuwalnego przełożenia w działaniu. Różnice sa ledwie dostrzegalne albo żadne. Wszystkie gry i aplikacje działają jednakowo żwawo a to, co odpalimy na iPadzie Air, odpalimy na jego młodszym bracie. Wniosek jest podobny do tego, jaki mam zawsze przy Androidowych kolejnych rdzeniach i taktowaniach – niewykorzystane moce przerobowe są przerostem technologii nad potrzebami i nie ma większego sensu płacić za coś, z czego się nie korzysta.

Oczywiście można zakładać, że nowszy model będzie bardziej przyszłościowy, ale nie oszukujmy się, żaden producent nie chce, byśmy zaprzestali zakupu nowych zabawek na dłużej niż dwa lata. Mniej więcej po takim czasie, z tych czy innych przyczyn, będziemy zmuszeni zainwestować w świeżą maszynkę. Zatem tłumaczenie sobie, że teraz zapłacimy wiecej by na dłużej starczyło, jest “argumentem inwalidą”. Tak się nigdy nie dzieje ponieważ nie leży to w interesie producenta.

Touch ID

Pomijając wszelkie teorie spiskowe o zbieraniu danych w postaci odcisku palca i przekazywaniu ich odpowiednim służbom (jest to całkiem realna opcja, ale nie ma znaczenia dla szarego, praworządnego obywatela), zostaje element ergonomii. I potrzeby. Touch ID to dodatek, który ma zrewolucjonizować wygodę obsługi i bezpieczeństwo zawartości iPada. Pozwolę sobie na chwilę słodkiego pastwienia się nad tym pomysłem.

Po pierwsze – jakie bezpieczeństwo? Zdjęcia są wykradane z iCloud, złodziej zdejmie zabezpieczenia przy pomocy luk w systemie i parówki, sami wyczyścimy urządzenie po utracie, wyczyści się też samo po dziesięciokrotnym błędnym haśle. Nie mówiąc już o tym, że dzięki portalom społecznościowym wszyscy wiedzą o nas wszystko. Jeden czytniczek linii papilarnych za wiele tu nie zmienia.

Po drugie – szybkość odblokowania. Serio? Slide to unlock wydaje mi się nie zajmować ani trochę czasu więcej niż zczytywanie linii papilarnych. Wbicie hasła trwa nieco dłużej, owszem, ale czy na tyle by się nad tym w ogóle pochylać? Nie przeszkadza mi PIN w telefonie, hasło w laptopie to i w tablecie nie boli. Z doświadczenia wiem, że ta sekunda mniej przy oglądaniu kotów z serem na głowie, nie robi różnicy.

Po trzecie – potrzeba. Czy potrzebuję czegoś takiego na tyle, by dopłacać? Czy zmieni to coś w moim stylu użytkowania? Diametralnie coś przyspieszy? To są pytania, na jakie warto sobie odpowiedzieć zanim dokona się zakupu. W moim odczuciu to zbędny bajer. Dla kogoś innego może być życiowym celem. Kwestia prywatnych preferencji.

Podsumujmy – warto czy nie warto?

W mojej ocenie, po analizie wszystkich za i przeciw oraz biorąc pod uwagę własny styl użytkowania tego typu sprzętu – iPad Air w starszej wersji to nadal bardzo dobry zakup. Między nim, a nowszą odsłoną, nie ma zdecydowanych różnic. Dostaniemy taki sam ekran, takie same (a nawet nieco lepsze) przebiegi na baterii, te same moduły komunikacyjne, taką samą obudowę, te same kamerki do videorozmów, tą samą szybkość/płynność działania i niewiele gorszą wielozadaniowość (tudzież jej namiastkę, iOS nadal jej nie ma w pełnym tego słowa znaczeniu).

Nie dostaniemy Touch ID i nieco lepszej kamery głównej (5MP vs 8MP). Oraz wyników w benchmarkach, którymi zakasowalibyśmy kolegów.

Za rok lub dwa, ze względu na pęd technologiczny i coraz to nowsze urządzenia, tak czy siak wymienimy go na inny model. Do tego czasu zrobimy na nim dokładnie to samo co na Air 2, tylko z mniejszym lansem. Wybór, co zawsze powtarzam, zależy jednak od prywatnych preferencji. Warto jednak podejść do spraw racjonalnie i nie dać się zwariować ogólnemu pędowi do nowości. Osobiście nie lubię zamrażać nawet pięciu złotych w czymś, z czego, z dużym prawdopodobieństwem, nigdy nie zdążę realnie skorzystać.