Lark FreePower 5600

Dzisiaj jednym z największych zmartwień użytkowników mobilnych urządzeń jest bateria implementowana w smartfonach czy tabletach. Aktualnie ze świecą trzeba szukać telefonów, które wytrzymają więcej niż dwa, trzy dni działania na jednym ładowaniu. Producenci sprzętu mobilnego usiłują naprawić sytuację zarówno pod względem oprogramowania (tutaj coraz częściej w flagowych rozwiązaniach pojawia się opcja „ekstremalnego oszczędzania energii) lub bardziej sprzętowe jak chociażby w Galaxy Note 4 możliwość naładowania baterii w 50% w około 30 minut. Trzy grosze dorzucają twórcy akcesoriów i dodatków do mobilnych technologii i jak grzyby po deszczu pojawiają się powerbanki, czyli tak naprawdę zewnętrzne baterie. W ostatnim czasie do naszej redakcji dotarł powerbank firmy Lark FreePower 5600. Jak sprawuje się w praktyce przekonacie się czytając poniższą recenzję.

Zawartość pudełka

W przypadku akcesoriów do urządzeń mobilnych często zdarzają się, że same w sobie są dodatkiem do właściwego urządzenia i dlatego też nagminnie spotykałem z takimi zestawami, w których prócz właściwego akcesorium nie było nic więcej. Tutaj Lark stanął na wysokości zadania, bowiem prócz eleganckiego powerbanku otrzymujemy również kabel z kompletem wyjść umożliwiających ładowanie różnych urządzeń, a także etui w postaci niewielkiej sakiewki. Szczególnie cieszy mnie ten ostatni element zestawu. W przypadku tego typu akcesoriów wrzucone luzem do torby może zostać konkretnie poturbowane wśród innych rzeczy znajdujących się w plecaku, a tak nie musimy się martwić, że powerbank zostanie poobijany. Sakiewka jest na tyle duża, że znajdzie się w niej również miejsce na słuchawki dokanałowe.

Jakość wykonania oraz design

Wbrew pozorom takie akcesoria, które uzupełniają możliwości naszego telefonu czy tabletu również muszą jakoś wyglądać, tak by nie szpeciły. Człowiek to taki twór, który lubi otaczać się ładnymi rzeczami. Lark w przypadku powerbanka FreePower 5600 zastosował bardzo prosty design. Urządzenie bez najmniejszych problemów mieści się w dłoni. Na pierwszy rzut oka przypomina skrócony pilot, nieco grubszy od standardowego. Wagowo również jest do zaakceptowania jako urządzenie mobilne. W całości obudowa została wykonana z plastiku co dodatkowo nie podwyższa znacząco wagi. Inna sprawa, to że plastik został powleczony cienką warstwą gumy przez co pierwsze jest miły w dotyku, po drugie nie ma prawa wyślizgnąć się z dłoni. Powerbank od Larka wygląda dobrze, bez problemu znajdzie również miejsce w kobiecej torebce. Producent przygotował kilka wersji kolorystycznych powerbanka, więc każdy bez wątpienia znajdzie coś dla siebie. Do testów redakcyjnych otrzymałem wersję białą.

Od frontu prócz jasnoszarego loga Larka w górnej części powerbanka otrzymujemy „panel kontrolny”. Jest to centralnie umiejscowiony okrągły fizyczny klawisz, a wokół niego znajduje się półprzezroczysty pierścień na którym z kolei widnieją cztery diody, które podświetlamy na niebiesko wciskając ów przycisk. Symbolizują one stan naładowania powerbanku, gdy natomiast podłączymy do gniazda sprzęt zaczynają się kolejno zapalać. Na prawej krawędzi znajdziemy wyjście micro USB oznaczone jako in, dzięki niemu naładujemy nasz powerbank. Na górnej krawędzi z kolei umiejscowione zostało pełnoprawne wyjście USB, a także nieco po prawej lampkę latarki, bowiem prócz ładowania naszego telefonu może nam posłużyć FreePower 5600 za podręczną małą latarkę – włączamy ją poprzez dwukrotnie szybsze naciśnięcie klawisza na froncie sprzętu. Pozostałe krawędzie pozbawione zostały wszelkich dodatków.

Ogniwo, ładowanie

W modelu testowanym przeze mnie otrzymujemy ogniwo o pojemności 5600 mAh, co wskazuje że bez przeszkód powinniśmy prawie dwukrotnie naładować aktualnie dostępne smartfony, a jednokrotnie mniejszy tablet, co jak na gabaryty powinno być dobrym wynikiem. Jak sprawuje się w praktyce? Powiem szczerze, że byłem miło zaskoczony szybkością z jaką ładuje powerbank telefony. Jest to prędkość zbliżona do ładowania przy pomocy ładowarki sieciowej, a wbrew pozorom nie jest to takie oczywiste w przypadku mniej znanych firm. W zestawie otrzymujemy kabel dzięki któremu możemy podłączyć starsze generacyjne urządzenia Apple (niestety zabrakło złącza lightning), a także mini USB jak i micro USB, dzięki czemu naładujemy smartfony, a także aparaty fotograficzne, nawigacje wykorzystujące takie łącza. Brakuje mi w zestawie odpowiedniej przejściówki dla urządzeń Samsunga, a także wcześniej wspomnianego łącza lightning. Kabel z odpowiednimi końcówkami jeszcze dodatkowo świeci podczas ładowania.

Podsumowanie

Lark FreePower 5600 to urządzenie które zostało bardzo dobrze przemyślane. Jest zrobione z dobrej jakości materiałów, a przy tym bardzo dobrze się sprawdza w swojej podstawowej funkcji czyli jako podręczny powerbank energii. Dzięki niemu nie raz zostaniemy uratowani przed „wysychającą” baterią w naszym telefonie czy tablecie. Dobrym dodatkiem całkiem przydatnym jest wbudowana latarka. Testowe urządzenie możecie na naszych rodzimych półkach sklepowych znaleźć za około 70 zł, co jak na możliwości i dobre wykonanie nie jest nadzwyczaj wygórowaną ceną.