0

Lubicie karcianki? Ja nie znoszę. Z kart to Poker, Kierki albo Nieśmiertelny Tysiąc. Co innego gry planszowe. Te bardzo chętnie. Tak się złożyło, że Earthcore to przedstawiciel niezbyt przeze mnie lubianego gatunku. Jakim zatem cudem trafiła zatem w moje ręce najnowsza produkcja Tequila Games? Testy.

Na początek nieco o ekipie z Wrocławia. Earthcore nie jest ich pierwszą produkcją. Takie tytuły ja Fantasy Kingdom Defense (jedna z moich ulubionych defensywek) czy Battle Friends znają chyba wszyscy wielbiciele lekkiej rozrywki na niedzielne popołudnie albo kolejkę na poczcie. W takie bowiem rozgrywki celowała Tequila Games. Lekkie i niezobowiązujące. Tym razem postanowili pójść trochę dalej i rzucić wyzwanie nieco bardziej poważnym pozycjom. Earthcore to nieco odmienione podejście do tematu i akcja o wyższym ryzyku finansowym. Nie ma jednak obaw, że rzucają się z motyką na słońce. W ekipie mają bowiem takiego Asa jak Michał Oracz, współtwórca Neuroshimy. To daje uzasadnione podejrzenia, że karcianka nie tylko będzie świetnie zaprojektowana, ale doskonale przemyślana i mocno fabularna. Jak jest w istocie?

Rozgrywka

Gry karciane z reguły polegają mniej więcej na tym samym. Jeśli pamiętacie Tazo z podstawówki to macie jako takie pojęcie o karciankach. W Earthcore sytuacja wydaje się analogiczna. Zaczynamy od prostych rozdań i swoistego tutoarialu po właściwościach kart. Każda ma swoją wartość, często dodatkowe efekty specjalne, które możemy wykorzystać dodatkowo oprócz samej podstawowej właściwości karty. Zasadniczo wszystko sprowadza się do takiego doboru i ustawienia kart by zbić przeciwnikowi całe punkty życia.

Sama ideą tej karcianki opiera się na żywiołach. Woda zwalcza ogień, natura wygrywa z wodą, dostaje łupnia od ognia i tak dalej. Zasady nietrudno opanować ponieważ w dużej mierze opierają się na prostej, znanej dość powszechnie logice kaminia, papieru i nożyczek. Wystarczy zapamiętać co wygrywa z czym, jak wykorzystać dodatkowe właściwości kart i mieć szczęście w kolejnych losowaniach. Karty bowiem losujemy i możemy je przełożyć na inne z trzech dostępnych miejsc, zostawić tak jak jest lub użyć efektu.

Każda z kart opisana jest parametrem ryzyka. Na czym ono polega? To bardzo proste. Jeśli nasza karta przegra, punkty ryzyka uderzą w nas i odbiorą analogiczną ich ilość z dostępnego życia. Jeśli przegra przeciwnik, to nieszczęście przytrafi się jemu. W sytuacji remisu – karty odwracają się figurą do spodu a każda karta jaką na to miejsce dołożymy sumuje z nią swoje ryzyko. Zatem w przypadku przegranej takiego pojedynku dostajemy podwójne bęcki. Bardzo to przypomina najprostszą z gier karcianych – Wojnę. Prawda?

Nie łudźmy się jednak, że tylko na kartach gra się kończy. W tle będzie przebiegała cała fabuła a utworzony świat ma się opierać na klasycznym fantasy z nowym, świeżym podejściem. Zostaniemy więc wciągnięci w coś dużo większego niż kolejne pojedynki z niekończącą się i właściwie nieco nudną powtarzalnością zadań. Nie dość, że twórcy stawać będą przed nami kolejne wyzwania, to mamy mnóstwo rzeczy do rozgryzienia w samej talii podstawowej, a będzie tego więcej!

Jak wcześniej wspomniałem, nie przepadam za karciankami. Są dla mnie zbyt statyczne i losowe. Nie mniej jednak z zainteresowaniem wypróbowałem kilka kolejnych rozdań by móc ocenić nie tyle własne preferencje co samo wykonanie gry. I tu przechodzimy do…

Obraz i udźwiękowienie

Najpierw zajmę się stroną wizualną, ponieważ wypada ona bardzo dobrze. Graficznie gra jest spójna, dobrze pomyślana i przyjemna dla oka. Kolejne karty ogląda się z przyjemnością a nawet wyczekuje takich, których jeszcze się nie widziało. Dodatkowo cały interfejs jest przemyślany i wygodny. Jeśli chodzi o animacje to nie ma co oczekiwać wielu. W końcu to dość statyczny rodzaj gry. Nie mniej jednak te, które są, wyglądają przyzwoicie i widać, że ekipa tworząca ten element gry przyłożyła się do zadania.

Z dźwiękiem już nie jest tak różowo. Po pierwsze muzyka w tle – już po krótkiej zabawie staje się męcząca. W dodatku w kółko łupie to samo i przyznam, że dawno mnie nic tak nie wpieniało. W mojej opinii element do poprawki. Tak samo jak niektóre głosy. Całość grafiki utrzymana jest w dość poważnym, ale przyjemnym klimacie i gdy odzywa się jakiś, za przeproszeniem Toudi, to klimat idzie w diabły. Po prostu co przystaje do kreskówki, nie zawsze pasuje do gry. Oczywiście to subiektywne odczucia i komuś może się podobać. Mnie odrzuciło. Natomiast dźwięki interfejsu czy walki są bardzo dobrze dobrane, dokładnie takie, jak być powinno.

Grywalność

Chyba najważniejsza część tej małej recenzji bowiem gra może wyglądać dowolnie dobrze, ale bez miodności płynącej z zabawy nie zatrzyma nikogo na dłużej niż kilka chwil. Tu ważna rzecz – jest to pozycja skierowana do konkretnej grupy odbiorców, jednak nic nie stoi na przeszkodzie by zaciekawiła każdego, nawet takiego antyfana jak ja. Co za tym przemawia?

Po pierwsze kilka trybów rozgrywki. Możemy grać z AI, kolegą albo wylosować sobie przeciwnika na zbliżonym poziomie i rozegrać twardy, rankingowy pojedynek. Będą też większe eventy, w których gracze będą wspólnie pokonywać bossa a wyniki takich społecznościowych walk (oprócz ciekawych nagród) trafią do ogólnej fabuły gry i kronik. Oprócz tego, Earthcore daje nam możliwość craftingu, czyli tworzenia własnych kart. Zapewne każdy teraz westchnął “no i zaczęło się, winning decki nadchodzą”. Otóż nie nadchodzą. Zbalansowanie mechaniki i ograniczenia w craftingu jakie wprowadzili twórcy sprawiają, że każdy ma jednakowe szanse w rozgrywce a żadna karta nie będzie nigdy absolutnym killerem, bowiem zawsze będzie na nią “bat” choćby w postaci przeciwnego żywiołu. Nawet jeśli jej ogólna wartość będzie wyższa to przy odrobinie szczęście (odpowiednia karta pod ręką) i taktyki (planowane z poprzednich rozdań bonusy), nikt nas nie zagnie samym posiadaniem utworzonych przez siebie kart.

Przyznam, że ciekaw jestem jak to się sprawdzi w szerszej rozgrywce i czy na pewno panowie z Tequila Games pomyśleli o wszystkim. Najczęściej gracze szybko znajdują luki i wykorzystują je na swoją korzyść, toteż gra jest jeszcze w fazie intensywnych testów.

Podsumowanie

Fanem karcianek albo się jest albo nie. Ja osobiście nie przepadam a mimo tego znalazłem pewną przyjemność w zabawie. Nie licząc potknięć dźwiękowych już w tej chwili gra prezentuje się świetnie, obiecuje ogrom rozrywki i rozsądny poziom współzawodnictwa. Jak zapowiadają twórcy, gra będzie free to play, ale należy spodziewać się systemu mikropłatności. Jednak w wydaniu Tequila Games prezentuje się on bardzo rozsądnie. Płatności będą bowiem absolutnie opcjonalne i bez nich będzie można się bawić bez żadnego problemu. Natomiast jeśli zechcemy na przykład przyspieszyć generowanie tworzonej karty, mieć lepszy awatar, tło lub inne elementy dekoracyjne – przyjdzie nam za nie zapłacić. Brzmi nieinwazyjnie. Oby tak było w końcowej wersji gry.

Gra ma wyjść zarówno na Android jak i iOS. Obecnie udało mi się ją przetestować na iPad Air i wszystko działa znakomicie. Mini okazał się niekompatybilny, ale twórcy zapowiadają, że przed wydaniem zakres obsługiwanych urządzeń będzie dużo większy. Wymagania graficzne nie będą przesadnie duże biorąc pod uwagę specyfikę gry, która nie wymaga potężnego renderowania 3D, w związku z czym powinna śmigać na dowolnym sprzęcie.

Podsumowując. Mamy ciekawe combo kilku prostych pomysłów, wzmocnione rozsądną mechaniką, fabularnymi smaczkami, możliwościami społecznościowymi i świetną oprawą wizualną. To wszystko dobrze wróży tej rodzimej produkcji. Grę chwalę nie tylko dlatego, że dobre bo polskie. W tym przypadku dobre broni się samo.

 

 

 

 

 

Wojna na kod!

Wcześniejszy wpis

Zmobilizowane nowinki 29.12.2014

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Gry