1

Słowo postprodukcja oznacza, w prostym tłumaczeniu, wszystko co robimy ze zdjęciem już po jego wykonaniu. Można powiedzieć, że jest to cyfrowy odpowiednik wywoływania zdjęć. Jak babranie w odczynnikach ma się do cyfrowej obróbki? Na początek odrobina wyjaśnień i małe wprowadzenie.

Fotografia analogowa traktowana jest obecnie dość niszowo. Tradycyjnych klisz używają już tylko artyści i pewna część profesjonalistów. Również w toku nauczania na kierunkach związanych z fotografią, przechodzi się przez etap “ciemni”, czyli poznawania kulis obróbki kliszy i przenoszenia jej zawartości na formę papierową. Nie będę się o tym rozpisywał, ponieważ dążę do czegoś innego.

Ludziom nieobeznanym z tematem wydaje się, że zdjęcia z kliszy trafiają po prostu na papier i to jest koniec. Co mieliśmy sfotografowane, to mamy na odbitce. Tak bowiem działały wszystkie zakład “Foto”, które zajmowały się wywoływaniem zdjęć – wybieraliśmy jedynie papier (mat, połysk).

Jednak prawda jest taka, że już w trakcie wywoływania można dokonać szeregu zmian i przeróbek. Wykadrować, doświetlić, przyciemnić. Specjaliści potrafili dokonywać nawet tak niesamowitych przeróbek jak fotomontaże (ludzie bez głów, usunięcie nielubianego wujka, dodanie ciotki itd). Tak samo sepia, ton, B&W, wydobycie koloru – to nie są wynalazki nowe. Po prostu nie dostawaliśmy ich w pakiecie do zdjęć z “małpki” w punkcie foto. Były natomiast w powszechnym użyciu wśród zawodowców.

Tu nasuwa się więc prosty wniosek – to, że używamy programów do obróbki zdjęć nie oznacza, że kalamy szlachetną sztukę fotografii. Nie dajmy się zwariować. Zasada “im mniej, tym lepiej” jest oczywiście jak najbardziej aktualna. Jest ku temu ważny powód – brutalne zmiany często prowadzą do pogorszenia jakości. Jednak pewne poprawki są jak najbardziej dopuszczalne i o nich dziś opowiem.

Większość poradników tego typu odwołuje się do tak rozbudowanych programów jak Photoshop czy Gimp. Mnogość opcji może jednak przerazić początkującego amatora fotografii. Co więcej, uważam, że podstawowa obróbka powinna być naprawdę podstawowa i o poważniejszym oprogramowaniu napiszę w następnym poradniku. Dziś skupimy się na sprawach nie wymagających dodatkowego oprogramowania firm trzecich.

Zarówno w Androidzie, iOS jak i WP czy BB OS mamy podstawowe Galerie/Zdjęcia. W nich zaś, możliwość edycji podstawowych ustawień zdjęć. Możemy fotografię, w najgorszym przypadku – obrócić o 90 stopni, przyciąć i zmienić nazwę. To minimum jakie znalazłem w Androidzie 4.1. Swoją drogą straszna bieda, prawda? W innych systemach i ich odsłonach bywa trochę lepiej. Najbardziej rozbudowane opcje out of the box oferuje aktualnie iOS 8 i BB OS 10. Pozwolą nam nie tylko wykadrować zdjęcie, ale również wyprostować (dowolny obrót), skorygować jasność, kontrast, nałożyć podstawowe filtry i ingerować w tak zaawansowane ustawienia jak ekspozycja, dominanta czy ziarno.

Ponieważ jednak urządzenia przenośne mają bardzo zróżnicowane interfejsy i rozmiary wyświetlaczy, oprę się na tym, co posiada właściwie każdy – Windows i duży ekran. Na większych ekranach obróbka grafiki jest po prostu wygodniejsza i przyjemniejsza. Nie mówiąc już o dokładności, mały ekranik bardzo rzadko pozwala na precyzję.

Ważny drobiazg – odradzam obróbkę obrazu (dowolnego, czy to zdjęcia czy grafiki) na Super Amoled’ach Samsunga. I w ogóle czyichkolwiek Super Amoled’ach. Nawet na ustawieniach neutralnych podbijają i przekłamują kolory. Efekt tego jest taki, że u was, na tablecie/smartfonie zdjęcie będzie wyglądać świetnie, ale po wyświetleniu na innym ekranie okaże się mdłe i mało kontrastowe. Póki co najlepszym i chwalonym rozwiązaniem jest klasyczny IPS i wszelkiego autoramentu Retiny (roboczo nazywam tak ekrany o wysokich rozdzielczościach), które są pożądane ze względu na odwzorowanie barw i szczegółowość.

Do najprostszej obróbki wystarczy nam Windows 8 i program Zdjęcia lub, jeśli lubicie formę “okienkową” albo posługujecie się Windows 7  – Galeria Fotografii Windows Live. Jeśli nie macie jej w systemie, można ją pobrać z tej strony – Windows Live. I na tym programie skupię się w poradniku, ponieważ daje on stosunkowo duże możliwości, jest darmowy, dostępny dla każdego i stanowi integralną część oprogramowania Windows Live, które wiele osób ma już zainstalowane w systemie.

Zrzut ekranu (4)

Nawet jeśli ktoś nie posiada Windows’a i PC/laptopa, to z łatwością zastosuje te same zabiegi na dowolnym sprzęcie. Po prostu wybrane opcje będą się znajdowały w trochę innych miejscach.

Chmura

Wielu użytkowników nie ma przekonania do przechowywania zdjęć w Chmurze. Z jednej strony istnieje obawa, że serwery dostawcy usługi zwyczajnie się wyłożą i stracimy swoją pracę. Z drugiej, że dostęp do nich uzyska ktoś postronny. Z trzeciej, obawiamy się o nadmierne zużycie danych.

To wszystko jest prawdopodobne, ale mniej niż nam się wydaje. Po pierwsze – zdjęcia wysłane ze smartfonu na np.: OneDrive nie znikają z pamięci urządzenia. Dopóki ich nie wykasujemy są w obu miejscach. Jakie jest prawdopodobieństwo, że oba te źródła zawiodą? Bardzo niskie. Jeśli chodzi o dostęp osób postronnych – może on mieć znaczenie, jeśli chodzi o jakieś bardzo “intymne” zdjęcia. Zapewniam, jeśli nie jesteście celebrytami, nikogo one nie zainteresują. Z kolei zużycie danych owszem, jest tu pewne niebezpieczeństwo, jednak zawsze możemy ustawić synchronizację zdjęć i wideo na “tylko WiFi”. I spać spokojnie.

Najważniejszym ZA jest dostęp do zdjęć z dowolnego urządzenia. Czy będzie to laptop, PC, tablet czy smartfon – aplikacja OneDrive czy Dropbox istnieje na każdą platformę. Zatem gdziekolwiek siądziemy do pracy, będziemy mieć materiały pod ręką. Oczywiście może to być również Picassa, Flickr czy dowolna inna usługa przechowywania plików w Chmurze. Wszystkie sprawdzą się równie dobrze i od nas zależy z czego zechcemy korzystać. Dlatego sugeruję, by przesyłać wykonane fotki na serwery. Przekładanie karty microSD czy bieganie z kablami zawsze będzie bardziej czasochłonne i mniej wieloplatformowe (np.: w iUrządzeniach karty nie użyjemy bez specjalnych przejściówek a i to z pewnymi ograniczeniami). Gdy już mamy materiały, zaczynamy obróbkę.

I. Kadrowanie

Bardzo często zdarza się tak, że trafimy idealnie z ostrością i odwzorowaniem barw, ale kiepsko wykadrujemy zdjęcie. Wiele smartfonów ma możliwość ostrzenia na punkt, jednak część z nich, jak na przykład BB Q5, ostrzy nam automatycznie środek kadru i nie można tego zmienić. Dlatego w post produkcji będziemy musieli “lepszy” kadr uzyskać poprzez docięcie.

Jak widać na załączonym screen’ie, narzędzie Przytnij wyposażono w kilka dodatkowych ustawień oraz linie siatki. To bardzo ułatwia pracę. Jeśli potrzebujemy proporcji odpowiednich dla wyświetlania na pulpicie monitora, wybieramy 16 x 9. Tapeta na iPada? Proszę bardzo, jest 4 x 3. Większość standardowych proporcji mamy do wyboru, ale możemy zastosować również wymiary niestandardowe i dociąć obraz wedle uznania.

Zrzut ekranu (12)

Co zrobić jeśli mamy krzywy horyzont lub goście chylą nam się ku upadkowi?

Wybieramy opcję Dostrój a w niej zakładkę Wyprostuj Zdjęcie. Pojawi się dość gęsta siatka i poręczny suwak, dzięki któremu przechylimy całość do żądanej pozycji. Musimy przy tym pamiętać, że część zdjęcia wyjdzie nam automatycznie poza “kadr” i jeśli zostało ono w momencie wykonywania uchwycone bardzo krzywo – nie uda nam się za wiele zrobić. Albo zostawimy przechylone, albo stracimy część zawartości. To właśnie jeden z przykładów, dla których warto robić zdjęcia wymagające jak najmniejszych poprawek w postprodukcji.

Prawidłowego kadrowania jako takiego nie będę omawiał w tym poradniku. Kilka prostych porad znajdziecie we wcześniejszej publikacji. Jako drobną podpowiedź dorzucę tylko, że nie należy “ucinać głów”. Raz, że to niegrzeczne a dwa – nieprawidłowe. Warto też pamiętać o mocnych punktach i liniach.

II. Naświetlenie

Prawidłowe naświetlenie zdjęcia to zdradliwa i trudna sztuka, z którą będziemy się borykać zawsze. I trzeba tą walkę polubić albo przestać robić zdjęcia. Niektóre wyjdą nieomal idealne. Inne nie do odratowania. Jest jednak możliwość prostego uporania się z drobnymi poprawkami w kilka sekund. Do tego posłuży nam pasek Dostrój i ukryte w nim, całkiem niemałe, możliwości.

Na początek rozwijamy opcję Dopasuj naświetlenie. Znajdziemy tam kilka suwaków, które w szybki sposób pozwolą nam zwiększyć Jasność, Kontrast, Cienie i coś, co nazywa się dość zabawnie – Najważniejszymi Wydarzeniami. Podejrzewam, że to dość głupie tłumaczenie słowa “Highlights”, dotyczącego uwydatniania jasnych punktów lub ogólnego wzmocnienia wyrazistości.

Jasność to ogólnie biorąc ekspozycja. Oczywiście brutalnie tu upraszczam bowiem wpływa ona na wszystkie parametry zdjęcia, ale na potrzeby prostych urządzeń i prostej obróbki załóżmy, że o to nam chodzi. Przeciętne aparaty w smartfonach robią bardzo często zbyt ciemne zdjęcia. Dodatkowo, przy fotografiach na szybko, trudno liczyć na idealne warunki. W takiej sytuacji możemy otrzymać zdjęcie słabo doświetlone. Aby je poprawić, po prostu zwiększamy parametr Jasność. Nie za dużo i nigdy do końca bowiem podciągamy jednocześnie Cienie i Kontrast. Jak wybrać właściwe poziomy? Możemy wykorzystać własne wyczucie, ale warto mieć świadomość, że bywa ono złudne. Dlatego program daje nam do dyspozycji bardzo przydatne narzędzie – Histogram.

Posługiwanie się Histogramem jest dość proste, choć wygląda bardzo poważnie i skomplikowanie. Przedstawia on  zakres tonalny zdjęcia, czyli patrząc od lewej – cienie, półtony i światła. Upraszczając, lewy koniec to czerń a prawy to biel. Wszystko pomiędzy to właśnie zakres tonalny. Pierwszą zasadą jest takie manipulowanie suwakami, by wykres nie był “przyklejony” do żadnego z boków wykresu. Nie powinien wchodzić na  krawędź ani, co gorsza, dotykać jej na całej wysokości. Oznacza to bowiem, że zdjęcie jest zdecydowanie za ciemne lub za jasne i brakuje na nim szczegółów.

Istotna sprawa – jeśli zdjęcie z założenia ma być ogólnie jasne, nie ma nic złego w tym, że skala histogramu jest przeniesiona bardziej na prawą stronę. Przy zdjęciach nocnych, uwypuklenia będą bardziej uwydatnione po lewej stronie. Ważne by nie dotykał krawędzi i był rozłożony na całości. Nie ma czegoś takiego jak “idealny histogram”. Pozwala on tylko w prosty sposób poprawić parametry fotografii i uczynić ją prawidłową. Główna zasada to “odklejenie” wykresu od  ścian i względne wyśrodkowanie.

Na Histogramie mamy jeszcze jedną opcję. Na dole widać dwa suwaki. Jeden z białym kwadratem, drugi z czarnym. Za ich pomocą możemy szybko i prosto rozjaśnić lub przyciemnić zdjęcie, przesuwając je bliżej środka. Zmieniamy tym sposobem skalę i przesuwamy automatycznie wykres do któregoś brzegu, odcinając to, co zostaje za krawędzią. Jest to metoda najszybsza i daje najbardziej wyraziste zmiany, ale obarczona jest niebezpieczeństwem przepaleń. Nie zmienia to faktu, że efekt mamy natychmiastowy.

III. Kolory

Zastanawiacie się zapewne często, jak to możliwe, że na zdjęciach prezentowanych w różnych galeriach, kolory są tak intensywne, piękne i wyraziste. Czy jesień jest tam bardziej kolorowa? A niebo bardziej niebieskie? Dlaczego w pobliskim parku, nawet w słoneczny dzień, liście wydają się mdłe a trawa mniej zielona? Mamy mniej zieloną trawę niż w innej części kraju? Nie. Wszystkie kolory są dokładnie takie same jak u nas. Oświetla nas to samo słońce i oglądamy tą samą przyrodę. Wszystko kryje się w umiejętnej manipulacji ustawieniami w już w trakcie wykonywania zdjęć i o tych nastawach mówiłem w poradniku dotyczącym światła. Co jeśli “polecieliśmy na automacie” albo w naszym urządzeniu nie ma dodatkowych opcji?

Używamy zakładki Kolory. Ustawimy w niej Temperaturę kolorów  czyli znany nam balans bieli, Odcień oraz Nasycenie zwane też często saturacją.

Jak zapewne pamiętacie, temperatura kolorów może być neutralna, ciepła lub zimna. Zimne są odcienie błękitu i zieleni, ciepłe czerwienie i żółcie a biel jest neutralna. Jeśli mamy zdjęcie jesiennego liścia i nie wyszło ono wystarczająco “jesienne”, możemy je nieco ocieplić, przesuwając suwak Temperatury kolorów w prawo. Z kolei jeśli mroźny poranek złapał nam żółty zafarb a chcemy podkreślić jego chłód, przeciągamy znacznik w lewą stronę.

Odcień zrobi dokładnie to co ma w nazwie, czyli zmieni nam całość zabarwienia. Różnice nie są bardzo wyraziste, ale dostrzegalne. Nas bardziej interesuje w tym przypadku Nasycenie. W połączeniu z umiejętnie dobraną temperaturą kolorów wyciągnie żądane barwy i uczyni je bardziej intensywnymi. Czyli najprościej mówiąc – będziemy mieć piękną Polską Złotą Jesień, Mroźną Norwegię, Mglisty Poranek (jeśli zdejmiemy trochę tu i tam) albo jeszcze inny, wymarzony efekt. Wystarczy wiedzieć czego chcemy i po prostu to zrobić.

Oczywiście mam nadzieję, że nie muszę nikomu nie trzeba tłumaczyć aby unikał wartości granicznych w dowolnym z tych ustawień. Efekt będzie zbyt nienaturalny i zepsujemy więcej niż zyskamy.

IV. Dopasuj szczegóły

Wyostrzanie  to narzędzie dyskretnego dopieszczenia lub totalnej zagłady. Zależy w czyje wpadnie ręce i jak zostanie użyte. Przy zdjęciach w wysokiej rozdzielczości można go zastosować dość swobodnie (byle bez przesady) i wygładzić Redukcją szumu. Przy małych rozdzielczościach albo zbyt daleko posuniętych zmianach wywołuje zniekształcenia, ziarnistość i inne paskudne efekty. Czyli mówiąc wprost – nie uratujemy tym nieostrego zdjęcia, szczególnie jeśli jest kiepskiej jakości. Za to można trochę “podostrzyć” dobrą fotkę. Jak to mawiają zaawansowani wiekiem mieszkańcy rejonów uboższych w tlen – Nie zrobi się z motyki brzytwy. Po prostu nie ten materiał.

V. Retusz

Bardzo ciekawa funkcja, o której można tylko pomarzyć w większości prostych programów graficznych. Jak często zdarza się wam, ze na idealnym zdjęciu pojawił się paskudny paproch albo kłaczek, który na domiar złego rzuca się w oczy jako pierwszy? A nawet jeśli nie pierwszy, to i tak nie poprawia wam nastroju? Retusz  załatwi ten problem bardzo prostym sposobem. Wybieramy, zaznaczamy przeciągnięciem wybrany wycinek i dzieje się magia.

Nie wszystko da się tak usunąć i lepiej sprawdza się w przypadku drobnych elementów, ale przy odrobinie cierpliwości można to i owo poprawić bez zakupu Photoshopa.

VI. Pozostałe funkcje graficzne

Na pasku zadań znajdziemy kilka automatycznych opcji dotyczących koloru, naświetlenia czy redukcji czerwonych oczu. Wszystkie sprawdzają się całkiem nieźle i działają “live” czyli gdy przesuwamy kursor nad opcję, od razu jest stosowana na zdjęciu i możemy na bieżąco sprawdzić efekty. Wybór potwierdzamy kliknięciem i to wszystko. Prawda, że proste?

VII. Funkcje społecznościowe

Jak wspominałem na wstępie, Chmura to dobra i wygodna rzecz gdy robimy zdjęcia smartfonem. Za pomocą Dropboks’a czy OneDrive mamy dostęp do naszych dzieł zawsze i wszędzie (pod warunkiem, że działa nam Internet). Co jeśli chcemy je na szybko opublikować? Ten prosty program od Microsoftu umożliwia szybkie wysłanie zdjęć na mail, bloga, OneDrive, Facebook czy Flickr. Odpowiednia wtyczka umożliwi nam również użycie Picassy. Film natomiast możemy wysłać bezpośrednio na nasze konto YouTube albo Vimeo. Uważam, że nie ma na co narzekać. Wystarczy pobrać całość oprogramowania Windows Live, skonfigurować konta i wszystko działa.

Na koniec małe podsumowanie.

Nie trzeba inwestować w drogie oprogramowanie by dokonać prostej, podstawowej obróbki zdjęcia. Co więcej, jestem zdania, że większość możliwości tych kombajnów jest przez użytkowników kompletnie niewykorzystywana. A nawet chylę się ku tezie, że pewne rzeczy mogą być szkodliwe na początku zabawy z fotografią. Bardzo łatwo popaść w przesadne przeróbki, setki filtrów i ogólny chaos, który sprawia, że koniec końców sami nie wiemy co chcieliśmy uzyskać a długotrwałe grzebanie w ustawieniach nie przynosi nic sensownego. Z kolei gdy już zapoznamy się z podstawami, możemy zapragnąć większego rozmachu w modyfikacjach. Do tego będą nam potrzebne zupełnie inne programy, o których opowiem w następnym poradniku. Na początek, to co powyżej, w zupełności wystarczy.

Jak mawiają fachowcy – Proste rzeczy są dobre, bo są dobre i proste.

Garść grudniowych nowości

Wcześniejszy wpis

Zmobilizowane nowinki 04.12.2014

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Cykle