0

Zacznę od banału powtarzanego wszystkim początkującym na każdym kursie/uczelni/lekcji. Fotografia, jak sama nazwa mówi, to foto – światło i grafia – rysowanie, czyli w skrócie rysowanie światłem lub za jego pomocą. Jest ono podstawowym i nieodłącznym elementem utrwalania obrazu, ale nie tylko techniczną stronę tej dziedziny, warto brać pod uwagę. Światło bowiem, ma kluczowe znaczenie również dla nastroju i sposobu zaprezentowania fotografowanego elementu. Jak je oswoić i wykorzystać? Jest kilka sztuczek, które warto znać.

Rodzaje światła

Wszystkie podręczniki wyróżniają podstawowe rodzaje światła i łatwo je rozróżnić.

Ze względu na źródło mamy:

Światło zastane – taki śmieszny termin na to, co zastaniemy na miejscu. Może to być dowolne światło. Od słonecznego blasku po świeczki.

Światło zastane.

Światło zastane.

Światło dodane – to co dołożymy (np.: lampa błyskowa).

Oświetlenie studyjne. Wygooglane.

Oświetlenie studyjne. Wygooglane.

Światło mieszane – połączenie dwóch powyższych, czyli na przykład dostawienie ekranu i lampy mimo obecności światła słonecznego. Bardzo często używany zabieg zarówno amatorsko jak i profesjonalnie (kto widział plan filmowy w plenerze, ten doskonale wie o czym mówię).

Mieszane światło. Wygooglane

Mieszane światło. Wygooglane

Ze względu na charakter rozróżniamy:

Światło miękkie (rozproszone) – rozpoznajemy je po delikatnych, łagodnych cieniach. Tworzymy za pomocą filtrów, dyfuzorów (zasłaniamy ostry punkt świetlny na przykład jakimś materiałem).

Miękkie światło. Note 2

Miękkie światło. Note 2

Światło twarde (ostre) – rozpoznajemy je po ciemnych cieniach z ostrymi krawędziami. Unikamy go ze względu na to, że utrudnia poprawne naświetlenie, przygasza kolory, w portretach wyostrza rysy i wyciąga zmarszczki oraz plamy (co również może być uznawane za plus i wielu fotografów używa ostrego, bocznego oświetlenia dla uzyskania konkretnych efektów)

Ostre światło, zdjęcie w cieniu. Note 2

Ostre światło, zdjęcie w cieniu. Note 2

Ze względu na kolor:

Światło neutralne (białe) – norma mówi o temperaturze 5500 Kelwinów. Emituje je na przykład słońce w zenicie i lampy studyjne. Można powiedzieć, że nie ma koloru więc nie barwi fotografii.

Światło zimne – wszystko powyżej 5500 Kelwinów. Emitują je świetlówki, diody czy lampy rtęciowe. Nie wpływa dobrze na fotografię. Jest trochę “trupie” i wyciąga niebieskie kolory. Używane gdy fotografia ma być smutna, dramatyczna albo upiorna.

Światło ciepłe – analogicznie, wszystko poniżej 5500 Kelwinów. Otrzymamy je dzięki halogenom, zwykłej żarówce oraz słońcu gdy jest nisko nad horyzontem. Wyciąga żółte kolory, ciepłe odcienie i ogólnie należy do pozytywnych.

Ze względu na padanie:

Szerokie i wąskie – czyli analogicznie albo oświetlamy całość obiektu (np.: wielopunktowe)  albo jego fragment (np.: jednopunktowe) by podnieść dramaturgię lub zarysować jakiś interesujący szczegół

Kontra – słynne zdjęcia “pod światło”, których niby robić nie wolno, ale w odpowiednich warunkach efekty okazują się znakomite (a w innych rujnują obraz kompletnie).

Pod światło. Note 2

Pod światło. Note 2

Boczne – najlepsze i ogólnie najprzyjaźniejsze dla fotografującego. Nie rzucamy wtedy cienia na obiekt, możemy podejść bardzo blisko lub ustawić się pod dowolnym kątem by uzyskać różne ujęcia.

Boczne światło. Note 2

Boczne światło. Note 2

Jak to się ma do robienia zdjęć? Otóż, paradoksalnie, postrzeganie i wykorzystanie światła to największe z wyzwań jeśli chodzi o fotografię. A przy tym, gdy opanujemy pewne prawidła i nauczymy się rozumieć oraz wykorzystywać oświetlenie, łatwiej nam będzie wykonać co najmniej prawidłowe zdjęcia. Jednak teoria jest dość rozbudowana a my mamy w rękach smartfon. Dlatego pora na praktyczne uproszczenie tematu. Zaczynamy.

Pora dnia

Mogłoby się wydawać, że im widniej tym lepiej (specyfika sprzętu), zatem najlepszym czasem dla zdjęć robionych smartfonem będzie samo południe w słoneczny, letni dzień. Niestety tak nie jest. Bez względu na to, czy fotografujemy profesjonalną lustrzanką czy “głupolem” w telefonie, nie ma co liczyć na cuda.

Słońce w południe daje światło ostre, pionowe i trudne do okiełznania. Będzie nam wszystko prześwietlać (czyli każdy jasny element zamieni się w białą plamę bez szczegółów). Będzie nam przygaszać kolory (wyjdą blade). Będzie nam czernić cienie (za duża rozpiętość tonalna). Jest po prostu zbyt ostre.

Co zrobić, jeśli przychodzi nam robić zdjęcia w samo południe?

Odpuszczamy? Tak. Powinniśmy i dokładnie to  by powiedział każdy fachura, fotograf profesjonalista. Niestety użytkownik zdaje sobie sprawę, że czas wykonywania zdjęć bardzo często nie jest od nas zależny. Koleżanka postanawia brać ślub w lipcu w samo południe i co? Nie zrobimy paru zdjęć do prywatnego zbioru bo godzina nie ta? Bzdura.

Radzimy sobie.

1. Zwyczajnie szukamy cienia i unikamy otwartych przestrzeni. Chmura, drzewo, zadaszenie. Wszystko co zabierze trochę światła będzie w porządku. Staramy się robić zdjęcia w pomieszczeniach a nie na powietrzu.W przypadku smartfonu nie możemy liczyć na  nakładane na obiektyw filtry, zatem ratujemy się tym, co nam okoliczności zapewnią – naturalnym cieniem.

2. Jeśli w opcjach znajdziemy taki parametr jak EV – obniżamy go. Jest to czas ekspozycji, który określa nam ile światła wpuścimy na matrycę. Im dłuższy, tym więcej nam wpadnie. Zatem go skracamy, bo mamy tego światła za dużo. Dzięki prostemu zabiegowi, przyciemnimy trochę obraz i wyrównamy jasność zyskując na szczegółach.

3. NIGDY nie używamy w takich sytuacjach żabiej perspektywy i nie robimy zdjęć pod światło. Staramy się by południe było za naszymi plecami. Nawet jeśli wydaje nam się, że słońce świeci prosto z góry to w Polsce nie osiąga ono nigdy zenitu – czyli nie świeci pod kątem 90 stopni prosto na czubek naszej głowy. Zawsze możemy się do niego ustawić tyłem i tak właśnie robimy.

Co ważne – problem zdjęć w słoneczny dzień nie dotyka tak bardzo pór roku, w czasie których słońce w naturalny sposób obniża swoją pozycję. Mimo, że będzie ono w tym czasie nadal dość ostre, to z pewnością nie będzie przeszkadzało aż tak bardzo i wystarczy by nie padało prosto w obiektyw.

Pejzaże

I inne plenery. Jak wspomniałem wcześniej, nie wybieramy się na zdjęcia plenerowe w godzinach południowych, chyba, że naprawdę musimy albo mamy plan by poćwiczyć trudne warunki. W innym przypadku, po prostu sobie spacerujemy i nastawiamy się bardziej na fotki sytuacyjne (może się trafi jakiś karambol emerytek pod mięsnym) albo inne niedorzeczne przypadki, które warto uwiecznić, mimo mizernych walorów artystycznych. Nie będzie to jednak plener tylko bardziej fotografia dziennikarska, która rządzi się odrobinę innymi prawami. Oczywiście mogą nadejść w tym czasie czarne chmury, zabrać słońce, zrobi się zawierucha i machniemy rewelacyjne ujęcia. Jest to możliwe. Dlatego warto być czujnym! Smartfon przecież i tak mamy przy sobie.

Wróćmy jednak do meritum.

Najlepsze efekty uzyskamy wiosną i jesienią, o poranku oraz przed wieczorem. Światło staje się wtedy bardziej miękkie, wydobywa kolory i podkreśla wszelkie zalety fotografowanego obiektu. Buduje również klimat. Obecność porannych mgieł, szadzi czy innych zjawisk, które dodatkowo odbijają lub rozpraszają blask z nieboskłonu, nie pozostaje bez znaczenia.

Tu ważna uwaga. Światło w tych porach zmienia się nieomal z minuty na minutę i czasem warto poczekać w wybranym miejscu, by złapać jeszcze ze dwa dodatkowe ujęcia. Może się okazać, że to było właśnie “to”, na co czekaliśmy.

Zachód słońca i czarne chmury. Note 2

Zachód słońca i czarne chmury. Note 2

Portrety

Nie jest to wcale najłatwiejsza dziedzina fotografii, choć mogłoby się wydawać, że wystarczy wziąć człowieka i zrobić mu zdjęcie. Od oświetlenia zdjęcia portretowego zależy cały jego charakter.  Są pewne zasady, które nam ułatwią życie oraz uczynią zdjęcie ciekawym.

Po pierwsze, najuważniej oświetlamy głowę, reszta jest drugoplanowym dodatkiem. Nie ważne czy obiekt stoi do nas przodem czy bokiem, światło powinno padać generalnie na frontową część fotografowanej osoby i w jakiś sposób eksponować twarz. A dokładniej – oczy. Właściwie to można temat uprościć do stwierdzenia, że robimy zdjęcia oczom. Dwóm czy jednemu, nie ma znaczenia. Są po prostu podstawą dobrego portretu.

Po drugie, nie unikamy źródeł światła znajdujących się pod kątem, u góry czy z tyłu. Muszą jednak one być słabsze i nie dominować głównego oświetlenia.

Po trzecie, pilnujemy by za fotografowaną osobą nie było zbyt jasnego tła. Czy to niebo, czy okno, unikamy sytuacji, w której obiekt stoi na tle czegoś jasnego. Są od tego rzadkie wyjątki, ale generalnie staramy się, by tło było neutralne.

Po czwarte, wąskie, boczne światło pozwoli nam uzyskać ciekawe efekty  jeśli będzie dostatecznie mocne i kontrastowe. Wyostrzy rysy. Odmaluje zarys sylwetki. Tu już wchodzą elementy świadomej kompozycji.  Natomiast w codziennych sytuacjach najlepiej jeśli jest ono rozproszone, wielopunktowe lub odbite.

Ktoś mógłby powiedzieć, że wszystko to fajnie brzmi, ale jak radzić sobie w sytuacji, gdy do dyspozycji nie mamy dodatkowego oświetlenia tylko, powiedzmy, to nieszczęsne okno/jedną lampę i dokładne zero dodatkowych akcesoriów?

Wykorzystujemy to co mamy.

Ustawiamy portretowaną osobę przy oknie/lampie. Sadzamy obok czy po prostu stawiamy blisko, twarzą do światła. Stajemy z boku i z tej perspektywy robimy zdjęcia. Czyli wykorzystujemy po prostu boczne oświetlenie.

Druga możliwość jest taka, że to my instalujemy się pod oknem. Portretowaną osobę ustawiamy zaś nieco głębiej, tak, by światło padało zza nas na obiekt. I robimy zdjęcia z tej perspektywy nie kradnąc przy tym (już i tak ograniczonego ilościowo) blasku. Z abażurową lampą może być trudniej, ponieważ jej blask będzie za słaby, ale w przypadku okna powinno się udać.

Jeśli w smartfonie mamy opcję zdjęć nocnych lub do słabego oświetlenia (często ikona świeczki), używamy tej opcji oraz timera. Głownie chodzi o to, by nie dotykać i nie poruszać smartfonem gdy robi on zdjęcie z dłuższym czasem naświetlania. Ustawiamy go wtedy na parapecie, szafce, stole, gdziekolwiek. Byle stabilnie.

W plenerze sprawy mają się podobnie. Staramy się ustawić tak, by obiekt był oświetlony z przodu lub boku a tło było tylko tłem. Proste, prawda?

Pomieszczenia

Wiele zdjęć wykonujemy w pomieszczeniach. Są to najczęściej fotografie osób, wydarzeń rodzinnych, czasem przedmiotów. O ile to możliwe, staramy się unikać doświetlania lampą błyskową. W smartfonach są to często mizernej jakości diody, które obejmują niewielką przestrzeń przed sobą i zamiast pomóc, mogą wręcz przeszkadzać. To nie jest aparat fotograficzny z realnym fleszem o odpowiedniej mocy. Lepiej więc trochę ludzi poustawiać w przyzwoicie naświetlonym miejscu, niż błyskać diodą, która niewiele nam pomoże. Jeśli mamy możliwość, zapalmy po prostu światło. Kameralna atmosfera jest dobra dla uczestników, ale aparat woli grać w “otwarte karty”.

Tu ważna uwaga – wielu początkujących fotografów sili się na “artyzm” i “spontaniczność” w zdjęciach, próbując je robić  gościom z zaskoczenia i niepostrzeżenie. Wiem, że mogę zostać obwołany profanem i heretykiem, ale pozwolę sobie wyrazić sprzeciw. Po pierwsze, wszyscy i tak obserwują kątem oka czy ktoś robi zdjęcie. Dopóki nie popłynie rzeka alkoholu, nie mamy nawet cienia szans na to, że jesteśmy niewidzialni. Zdjęcia zatem i tak wyjdą sztuczne, niedoświetlone i ogólnie kiepskie (próbując się ukryć będziemy łapać dziwne kąty oraz odległości) a goście będą skrępowani. To najgorsza rzecz, jaką można robić w czasie spotkań. Dlatego lepiej wykonać kilka zdjęć bezczelnie ogłaszanych i doświetlanych. Czyli “Ciocia przełknie kotleta, wszyscy kieliszki w górę, patrzymy na mnie i mówimy Stachu znowu przytyłeś.” Robimy dwie, trzy fotki, gasimy główne światło i siadamy na tyłek nie burząc dalszej zabawy. Zapewniam, że efekt będzie lepszy niż krążenie wokół gości jak sęp nad padliną.

Jeśli chodzi o zdjęcia przedmiotów, najczęściej wykonujemy je na aukcje internetowe. O tym zagadnieniu będzie następny poradnik, w którym podpowiem jak “sprzedać stare radio w cenie nowego” i uczciwie pokazać niedoskonałości, nie czyniąc towaru nieatrakcyjnym.

Trudne warunki

Wszystkie reklamowe zdjęcia “grupowe” symulujące szalone imprezy z przyjaciółmi, wykonywane są w studiu, w doskonałych warunkach i przy użyciu mnóstwa sprzętu. Nie uzyskacie takiego efektu pstrykając ze smartfonu w klubowym półmroku. Dokładnie taka sama zasada dotyczy zdjęć i filmów z koncertów.

Jak sobie poradzić z pragnieniem upamiętnienia wydarzeń w tak skomplikowanych okolicznościach oświetleniowych? To proste. Jest jedna, bardzo mądra zasada.

Unikamy zdjęć z daleka.

Fotka sceny jest zupełnie bez sensu jeśli stoimy gdzieś tam w tłumie i sami guzik widzimy. Aparat nie zobaczy ani więcej, ani lepiej. Jeśli chcemy zrobić zdjęcie muzyków, przepychamy się pod samą scenę i wtedy, być może, jeśli dobrze się ustawimy i wygramy walkę z nieustannie poruszającym się tłumem, zrobimy sensowną fotkę artystom. W innym przypadku fotografujemy pobliski “las rąk” lub ciekawie wyglądającą osobę w naszym otoczeniu. Dbamy przy tym, aby znajdować się między nią i sceną lub przynajmniej z boku. Będzie pamiątka i dobre zdjęcie w jednym. Skupiamy się na szczegółach a nie na ogóle masowej imprezy w błyskających blaskiem ciemnościach. Nic z tego nie będzie.

W przypadku klubu wykorzystujemy ten sam wybieg. Jednak tym razem naszą sceną będzie bar, najczęściej jest on bowiem niezgorzej oświetlony. Wystarczy usadzić znajomych przy kontuarze i zrealizować fotkę z bocznej perspektywy. Jeśli barman się zgodzi, może wykonać zdjęcie całej “ekipie”. Będą mieć przyzwoicie oświetlone twarze a sceneria doskonale odda klimat. Nigdy nie robimy zdjęć z barem usytuowanym za plecami znajomych, jeśli nie ma drugiego, równoważącego się źródła światła, które by ich wydobyło z jaśniejszego tła. Tak samo zdjęcia na parkiecie w błyskających stroboskopach, laserach, oparach oraz nieustannie poruszających się obiektach nie ma żadnego sensu. Zamiast marnować czas na idiotyczne próby, idźcie potańczyć.

Na koniec jedna uwaga – jeśli planujecie zrobić zdjęcia w czasie imprezy w klubie, róbcie je na początku. Z doświadczenia wiem, że im dalej, tym gorzej. Co ważne, koleżanki docenią fakt, że zostały utrwalone w stanie “wyjściowym”, czyli świeżo odstrzelone, umalowane i uśmiechnięte. O 3 nad ranem przypominają zombie albo ofiary Teksańskiej Masakry Na Studniówce. Dlatego wszystko i tak wyląduje w koszu. Kolegom będzie wszystko jedno. Większość wybiera najczęściej jedno wspólne zdjęcie grupowe.

No chyba, że chcecie zobrazować epicki melanż, stan absolutnego upodlenia lub zobaczyć jak różni się wasze postrzeganie piękna na trzeźwo i w momencie zdewastowania zmysłów Wściekłymi Psami oraz Tequillą. Cele naukowe zawsze łapka w górę, ale nie będą to zdjęcia “dobre” w tym znaczeniu, o jakim jest powyższy poradnik. 😉

Scenerie

Wiele smartfonów daje możliwość wyboru tak zwanych “Scenerii”. Są one ściśle związane ze światłem zastanym i pozwalają je w prosty sposób okiełznać.  Możemy tam znaleźć takie opcje jak “Zachód słońca”, “Portret”, “Sport” czy “Śnieg”. Nie bójmy się ich! Oczywiście optymalnym rozwiązaniem byłoby ustawienie wszystkiego osobiście, ale po pierwsze, trzeba sporo wiedzy i ćwiczeń by zrobić to dobrze a po drugie nie oszukujmy się, mamy w rękach smartfon a nie lustrzankę. Dzięki predefiniowanym ustawieniom nie będziemy musieli się głowić nad poszczególnymi parametrami. Regulują je za nas, zgodnie z ogólnym, podstawowym wzorcem. Jak je wykorzystać? Już podpowiadam.

“Pejzaż” służy, jak sama nazwa mówi, do fotografowania piękna przyrody. Jednak warto mieć na uwadze, że został skonfigurowany tak, by wydobywać głównie niebieskie i zielone kolory. Dzięki temu, niebo będzie miało odpowiedni odcień a krajobraz szczegółowość. Jeśli chcecie zaprezentować piękno nietypowych formacji chmur lub bezkres pagórków, ten tryb będzie jak znalazł. Sprawdzi się również w fotografii miejskiej, skupionej na budynkach lub panoramach.

“Zachód słońca” wyciągnie za nas ciepło kolorów i zapobiegnie prześwietleniu zdjęcia. Możemy go wykorzystać przy wymienionym zachodzie lub wschodzie słońca, ale też przy zdjęciach jesiennych, gdzie głównym bohaterem są barwne liście. Każdą sytuację, w jakiej chcemy podkreślić ciepło i barwy, ten wybór będzie najlepszy.

“Portret” ma dwie ważne funkcje. Po pierwsze wykryje twarz fotografowanego obiektu i dobierze nastawy (większość smartfonów obsługuje tą opcję). Po drugie lekko rozświetli i wygładzi obraz, dzięki czemu fotografowana osoba będzie prezentowała się lepiej.

“Sport” to dobry wybór nie tylko w czasie fotografowania zmagań sportowych. Nie wdając się w szczegóły techniczne – tryb umożliwia wykonanie “szybkiego” zdjęcia w sytuacji, gdy obiekt się porusza. Będzie więc pasować do uwieczniania brykającego psa, bawiących się dzieci, szalonych pościgów wózkami po supermarkecie czy rzucanych przedmiotów. Warto jednak pamiętać, że nie może być przy tym za ciemno, bo zdjęcia mogą okazać się słabo doświetlone.

“Noc”, jak sama nazwa mówi, służy do zdjęć nocą. Jednak nie dajmy się zwariować. Smartfony z reguły nie sprawdzają się nocami, za to w tym trybie możemy robić zdjęcia w niesprzyjających warunkach oświetleniowych. Na przykład w półmroku, o zmierzchu lub przy blasku świec. Z reguły wykonanie zdjęcia trwa odrobinę dłużej, zatem warto pamiętać by trzymać urządzenie możliwie nieruchomo lub użyć stabilnej podpory i timera.

“Śnieg” lub “Plaża”. Występują oba albo któryś z nich. Dotyczą sytuacji, gdy robimy zdjęcia w miejscu silnie naświetlonym. Piasek jak i śnieg, to naturalne ekrany. Odbijają światło słońca i… Najczęściej prześwietlają zdjęcie. Tryb  w sporej mierze niweluje te problemy i ratuje fotkę. Ale nie tylko na plaży możemy wykorzystać te nastawy. Również w przypadku dużych, pustych i nasłonecznionych przestrzeni (place) albo pomieszczeń o sztucznym i jasnym oświetleniu. Białe kafelki, świetlówki i wszystkie sytuacje, w których obawiamy się prześwietlenia zdjęć.

“Fajerwerki”. Tryb stworzony do zdjęć fajerwerków, co tu dużo mówić. Nie ma zbyt wielu okazji, by się przekonać o jego skuteczności i nie za często pojawia się w opcjach. Jeśli go znajdziecie, warto wypróbować możliwości na… błyskawicach. Oczywiście trzeba dużo szczęścia. Co ważne, również w tym trybie dobrze by było unieruchomić urządzenie jakimś statywem. I uzbroić się w cierpliwość. Dużo cierpliwości. Najlepsze zdjęcia burzy uzyskamy w tym trybie o zmierzchu lub nocą. W ciągu dnia lepiej użyć nastawów automatycznych i funkcji zdjęć seryjnych.

“Makro” oznaczane najczęściej symbolem kwiatka. Pozwala zbliżyć się do fotografowanego obiektu na minimalne odległości. Dzięki temu, zyskujemy możliwość wykonania nietuzinkowych zdjęć roślin, insektów, monet, biżuterii czy kropelek rosy. Oprócz tej zalety ma bardzo często jedną wadę. Niewielki Sweet Spot. Czyli ograniczony obszar w środku kadru, który będzie ostry. Skutek jest taki, że trzeba bardzo uważnie wybrać fragment, który chcemy wyeksponować ponieważ reszta będzie rozmazana. W przypadku tego trybu warto uważać na cień, który rzucamy podchodząc blisko do obiektu.

Podsumowanie

Jak widać na powyższym przykładzie, kwestia doboru “światła” i dopasowania do niego ustawień, jest dość rozległa i skomplikowana. O wiele bardziej niż aspekty kadrowania, które można opanować względnie szybko. Tekst, co muszę podkreślić, ledwie “liże” całość zagadnienia i zebrałem w nim najbardziej podstawowe oraz użytkowo przydatne aspekty. Uznałem bowiem, że bardziej niż rozległa wiedza liczy się to, co umiemy realnie zastosować. Co więcej, internety są pełne “teoretyków amatorów”, którym wydaje się, że wykucie na blachę technik i parametrów robi z nich profesjonalistę. Nie robi. Mają po prostu wykute na blachę techniki i parametry. Na pewno chętnie się podzielą szczegółową wiedzą, jeśli kogoś powyższy poradnik zachęcił, by się w nią zagłębić. 😉

Najważniejsze jest jedno – warto zapamiętać ogólne zasady, robić zdjęcia z ich zastosowaniem a reszta przyjdzie sama. By sobie ułatwić życie, wykorzystujcie to, co macie w urządzeniu. W sytuacjach gdy zależy wam na wykonaniu poprawnych fotografii bez wielkiego grzebania w ustawieniach – używajcie predefiniowanych programów. Ze swobodą i otwartą głową. To, że ikonka przedstawia tulipana, nie oznacza, że jest tylko do zdjęć tulipanów. Należy  świadomie używać pory dnia. Zwracać uwagę na to, z której strony pada światło. Wykorzystywać dostępne źródła. W większości przypadków, takie podstawowe dostrzeganie warunków oświetleniowych w zupełności wystarczy. A z czasem, zaczniecie rozumieć i doceniać poszczególne jego aspekty. Smartfon (przynajmniej te obecnie produkowane, z przyzwoitym modułem fotograficznym), pod względem światłoczułości nie różni się mocno od prostych kompaktów.

Gdyby jednak, mimo stosowania porad, coś poszło nie tak… Bez strachu. Wiele rzeczy można poprawić w postprodukcji, o której również opowiem, ale już w  innej części cyklu “Mobilna fotografia”.

Zmobilizowane nowinki 20.11.2014

Wcześniejszy wpis

Mobilne okazje 21.11.2014

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Cykle