0

Gier na iOS nie brakuje. Tak jak nie brakuje w App Store platformówek. Czym więc wyróżnia się ta konkretna pozycja pośród setek innych, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest niczym więcej jak platformówką o niezbyt intrygującej fabule? Sprawdźmy.

Fabuła

Nie można oczekiwać epopei narodowej po platformówce. Z reguły są to proste wstępniaki, które mają uprzyjemnić zabawę i Leo’s Fortune wpisuje się w ten trend znakomicie. Historia opowiada o majętnym Leopoldzie, który jest włochatą kulką z wąsami, ale nie przeszkodziło mu to w zdobyciu fortuny. Jak tego dokonał? Tego narrator nie wyjaśnia, jednak narratorem jest sam zainteresowany, zatem lekka nuta tajemnicy w kwestii dochodów nie dziwi. Nie od dziś przecież wiadomo, że pierwszy milion trzeba ukraść, prawda?

Niestety! Los okazał się podły dla sir Leopolda i jakaś aspołeczna kreatura ograbiła go z życiowego dorobku. Osobiście obstawiam cygana albo innego rewolucjonistę, ale to tylko prywatne domysły. Byłoby dużo prościej, gdyby Leo oprocz złota miał też gruz. Tak. Wtedy wszystko byłoby jasne. Rewolucjonista nie tknąłby gruzu.

W każdym razie Leo, jak każdy okradziony, pragnie odzyskać swoje złoto i rusza w pościg za przestępcą. Co warto zauważyć, nie jest to kryminalista szczególnie przebiegły i zostawia wyraźny ślad, gubiąc systematycznie łup.

Tyle w kwestii fabularnej.

Grafika i dźwięk

Wizualnie i dźwiękowo Leo’s Fortune to prawdziwa perełka. Fotorealistyczna grafika działa niezwykle płynnie i po prostu cieszy oczy. Nie ważne na jakim etapie gry jesteśmy, wszystkie są jednakowo dopracowane a rzekłbym nawet, że wypieszczone. Głos Leopolda i cała reszta udźwiękowienia wprawia w dobry nastrój, nawet jeśli zdarzy nam się zawalić etap i zielonego sasquacza trafi szlag. Czyli zdarzy mu się nie przeżyć spotkania z kolcami, przepaściami oraz innymi nieprzyjemnościami. Swoją drogą z czasem nabiera się szacunku dla złodzieja, bo skubany dał radę wszystko to przejść obciążony niekończącym się worem złota. Na Pradze bylby final bossem dzielnicy.

Grywalność

Całość polega na klasycznym zbieraniu monet i pokonywaniu kolejnych pułapek, lamigłówek czy elementów typowo zręcznościowych. Nie ma się nad czym rozwodzić. Gra wygląda dobrze, jest świetnie zaplanowana i można przy niej spędzić długie godziny, jeśli jest się fanem tego typu rozgrywki. Na szczególną pochwałę zasługuje fakt, że Leopold jest wyjątkowo sympatycznym kolesiem a przy tym sprawia wrażenie dystyngowanego. Dlatego sytuacje, w których się puszy, wydają się podwójnie komiczne.

Rozgrywka jest świetnie zbalansowana a momenty trudniejsze i wymagające odrobiny myślenia, przeplatają się z szybkimi odcinkami wesołego pędu. Nie ma chwili nudy czy zniecierpliwienia, co dobrze świadczy o projekcie, który podobno powstał dzięki współpracy zaledwie czterech osób. Brawa dla nich.

W kwestii sterowania muszę trochę ponarzekać. Nie jest ono przesadnie wygodne i na początek warto sobie ustawić w opcjach widoczność przycisków. Po jakimś czasie można to wyłączyć, ale dopiero gdy nasze palce opanują odpowiednie miejsca na ekranie.

Podsumowanie

Nie jest to gra najlepsza na świecie ani fenomenalna pod żadnym kątem. Najbardziej urzeka oprawa graficzna i dobre zbalansowanie rozgrywki. Czy warto się nią zainteresować? Myślę, że tak ale tylko jeśli lubicie platformówki. W innym przypadku zalecam najpierw zapoznać się z gameplay’em i dopiero po nim dokonywać zakupu.

 

 

Weekendowy przegląd gier i aplikacji [31.10]

Wcześniejszy wpis

Zmobilizowane nowinki 31.10.2014

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w iOS - Gry