0

W 1997 roku kiedy zakupiłem swoją pierwsza komórkę Alcatela One Touch Club, akumulator pozwalał mi na niemal 7 dniowe używanie. Często zapominałem gdzie podziała się ładowarka. Teraz mam po ładowarce w każdym z samochodów, ładowarkę w szufladzie biurka w pracy i oczywiście w domu. Technologiczna przepaść w ciągu 17 lat w dziadzinie elektroniki jest wielka,  jednak  nie dotknęła ona jak gdyby akumulatorów. Już w 1997 roku Alcatel wprowadził baterie Litowo-Jonowe co było nowością. 3 lata później Ericsson w modelach “T” (T610)  wprowadzał pierwsze ogniwa Litowo-Polimerowe.

Sony-Ericsson-T610

 

Co stało się od tego czasu …. ?  Niewiele.

Zapotrzebowania na prąd stale rosło za sprawą podniesienia funkcjonalności urządzeń przenośnych. Rosły pojemności ogniw i malała ich powierzchnia. Proces technologiczny pozwalał na upychanie litu i polimerów na coraz mniejsze powierzchnie, ale magazyn energii nadal opierał się i opiera po dziś dzień na licie. W większości zaawansowanych urządzeń mobilnych (mam tu na myśli telefony) 24 h okres zapewniający swobodne użytkowanie to marzeń szczyt. Czy naprawdę musi tak być? Mam nieodparte wrażenie, że taki stan rzeczy jest po prostu na rękę samym producentom. Zabiegi upychania ogniw w nierozbieralne obudowy dodają wprawdzie szyku, ale ukrytym przesłaniem tego procederu jest “wymień komórkę nie akumulator”. Napędza to popyt. Lepiej produkować nowe telefony niż same akumulatory do nich. Zważywszy, że żywotność ogniwa to około 400 cykli (cykl to okres od całkowitego naładowania do rozładowania akumulatora, przy czym nie oznacza to procesu kompletnego, a sumę procentową), to ogniwo po około 2-3 latach nadaje się do wymiany. Jeśli jednak koszt jego wymiany w serwisie producenta wynosi 40-60 % ceny nowego urządzenia, to oczywistym będzie, że znaczna cześć klientów kupi nowy produkt. Silne lobby dba więc o to, aby z nowymi technologiami w dziadzinie akumulatorów nie “wygłupiano się nadto”.

Światełko w tunelu.

Co pewien czas techno świat obiega jednak informacja, ze jest coś nowego. W opracowaniu jest obecnie ogniwo, które ma trafić do masowej produkcji już za 2 lata. Zastąpienie grafitu, upchanymi do granic możliwości żelem zawierającym dwutlenek tytanu w nanorurkach  ma powodować nadzwyczajny przyrost przepustowości ogniwa i wydłużyć jego żywotność. Testy wskazują, że naładowanie tego ogniwa od 0 do 70% trwa 2 minuty, a jego żywotność ma wynieść do 20 lat! Nanotechnologia zapewnić ma też ogromne pojemności zamknięte w małej przestrzeni.

Obawiam się jednak, że lobowanie, które zablokuje ten projekt już się zaczęło. Jeśli jakimś cudem technologia ta trafi pod strzechy, to pewnie okaże się, że np “żywotność nowego typu wyświetlaczy wynosi 2 lata”. I tak, popyt nadal będzie nakręcał produkcję, ku uciesze korporacji, czego jednak Wam i sobie nie życzę.

Źródło: sciencealert.com

Zmobilizowane nowinki 14.10.2014

Wcześniejszy wpis

Jak kupować bezpiecznie w sklepach mobilnych? 5 złotych rad

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Felietony