0

Witajcie w naszym nowym cyklu, w którym to każdy z nas redaktorów MobileWorld24.pl będzie wypowiadał się na dany temat. Jako że blisko od półtora tygodnia trwa w najlepsze akcja “STOP mobilnemu piractwu”, jako pierwszy temat poruszamy właśnie ten związany z mobilnym piractwem. Liczymy również na Waszą aktywną dyskusję w komentarzach pod tym wpisem.

Marek Błaszczyk

Piractwo nie jest zjawiskiem nowym, pojawiło się wraz z możliwością względnie łatwego duplikowania treści chronionych prawem autorskim za pomocą powszechnie dostępnych urządzeń. Jednak dopiero wyparcie domeny analogowej przez cyfrową, eliminujące sukcesywną degradację kolejnych kopii, marginalny koszt nośników danych oraz ekspansja internetu doprowadziły do rozwinięcia się piractwa na niespotykaną wcześniej skalę.

Elementarnych cech natury ludzkiej nie da się zmienić. Jeśli wystarczy się schylić, by wejść w posiadanie cudzej własności i nie ponieść przy tym żadnych konsekwencji, nie każdy jest w stanie oprzeć się pokusie. W tłumieniu ewentualnych rozterek pomagają sprawdzone mechanizmy obronne – bagatelizowanie naganności własnego czynu i pomniejszanie uszczerbku pierwotnego właściciela. Z tych słabości doskonale zdają sobie sprawę osobnicy czerpiący korzyści z nielegalnego rozpowszechniania cudzej własności intelektualnej. Nie wydaje się aby istniała skuteczna metoda całkowitego wyeliminowania zjawiska piractwa. Poruszanie sumień, czy zaostrzanie kar skutkuje jedynie niewielkim zmniejszeniem skali procederu.

Czy można znaleźć jakiekolwiek pozytywne aspekty piractwa? Ja widzę przynajmniej jeden. Spora część udostępnianych z pominięciem prawa utworów stanowi fragment dorobku kulturalnego ludzkości (jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało), a internetowa sieć oferuje najłatwiejszą, a nierzadko jedyną drogę do zapoznania się z nim. Nie sposób w tym momencie nie wytknąć skomercjalizowanemu na wskroś legalnemu systemowi dystrybucji dóbr cyfrowych lekceważenia misji upowszechniania dzieł niemieszczących się w kategoriach kultury masowej. Dramaty Szekspira? Filmy Fritza Langa? To się nie opłaca!

Czy jesteśmy na piractwo skazani? Wydaje się że tak, ale zamiast z nim walczyć może lepiej spróbować je ucywilizować? Wyobraźmy sobie na przykład system, wsparty odpowiednimi uregulowaniami prawnymi, w którym serwis ze zripowanymi płytami audio, czy utrwalonymi ukradkiem premierami filmowymi działa całkowicie legalnie, obdzielając w stosownych proporcjach wpływami z reklam jego właściciela oraz twórców. Utopia? Niekoniecznie, podobny mechanizm działa przecież z powodzeniem w Google Play w sferze darmowych aplikacji.

Dopóki świat nie zdoła zapanować w rozsądny sposób nad skutkami technologicznej rewolucji, starajmy się pamiętać o jednym. Siłą napędową znacznej grupy twórców literatury, muzyki, filmu, czy gier mobilnych jest pasja. Samą pasją nie da się jednak opłacić czynszu ani nakarmić dzieci. Pojedyncze akty pobierania nielegalnie udostępnianych treści, pozornie niewinne, składają się na potężny strumień podmywający podstawy materialnego bytu osób, które próbują dzielić się z nami owocami swojej kreatywności.

Jan Kowalski

Mobilne piractwo czy w ogóle piractwo było, jest i będzie. Można się nad tym rozwodzić godzinami, utyskiwać, pochylać i próbować racjonalizacji, ale cały ten wysiłek jest kompletnie pozbawiony sensu. Dlaczego? Ponieważ tak musi być. Ja w procederze piracenia dóbr intelektualnych widzę prawidłowość i “karę” dla twórców. Pójdę teraz pewnym uogólnieniem i zastrzegam z góry, że nie wszyscy robią tak samo, ale są  powody, dla których kompletnie mi ich nie szkoda.

Po pierwsze, zaczęli w pewnym momencie traktować ludzi jak świnie, które zeżrą wszystko bez zastanowienia i wygenerują zyski. Plaga niedopracowanych, zabugowanych i “beta-testowych” gier nie jest zjawiskiem nowym. Roi się od nich. Co więcej, producenci wykombinowali sobie, że można wypuścić odpłatnie takiego babola i nakłonić ludzi do testów. Nie dość, że każą sobie płacić to jeszcze mają darmową siłę roboczą. Chamstwo, w mojej skromnej opinii, do sześcianu. I gruby nietakt.

Po drugie, ogrom gier nazywane jest “darmowymi”, ale zostały tak ustawione, że nie da się w nie grać bez dokupywania diamentów/gwiazdek/kryształów/obojętnej waluty. Tzw. model P2W (pay to win). Gorzej, wielu poszło jeszcze dalej i nie dość, że kwoty nie są małe, to trzeba osobno dokupić np.: likwidację wyświetlanych reklam czy dostęp do podstawowych funkcji. Mówiąc wprost – drą mamonę na potęgę, ale w sklepie dumnie widnieją jako aplikacja darmowa. Co prawda sklepy wprowadziły zamieszczanie informacji o obecności wewnętrznych opłat, jednak nadal nie da się przesortować zawartości pod tym kątem.

Po trzecie, w znakomitej większości nie ma wersji demo czy light. Jeszcze rok, dwa czy trzy temu, bardzo często trafiałem na takie wydanie gry, które służyło możliwości przetestowania przed zakupem. Ograniczona ilość plansz lub maksymalny poziom postaci dawały możliwość zapoznania się z zawartością i decyzji, czy chcemy się bawić dalej czy nie. I za jakie pieniądze twórcy chcą nam sprzedać pełną wersję. Była obok, informacja była jasna. Obecnie, jeśli w ogóle jest taka opcja to zawiera się już w “darmowej” grze, gdzie po prostu trzeba zapłacić by odblokować resztę. A mnie osobiście to wkurza, bo to bezczelne ukrywanie kosztów. Naciągactwo. Technika sprzedaży, która mnie mierzi w każdej formie, bo jest nieuczciwa.

Po czwarte, co jest akurat częstsze w grach na PC niż mobilnych, ale podejrzewam, że i do tego dojdą (jeśli już się tak nie stało), sprzedawanie na części. Krojenie gry na kawałki, by każdą duperelę sprzedać osobno. Najbardziej brutalnym przykładem dojenia klientów są popularne “Simsy”. Każda część zaczyna się od bardzo okrojonej podstawy i płatnych dodatków. Ale nie są to dodatki, które dają coś ekstra, one po prostu dokładają następny kawałek do całości. Z jednym możecie urządzić kuchnię, z drugim wyhodować zwierzaka, z trzecim zmienić wygląd postaci. Każdy płatny po sto złotych. Wiecie ile kosztuje jedna, pełna część “Simsów”? “The Sims 3” na przykład, blisko 400 dolarów. To jest 1300 zł. TYSIĄC TRZYSTA ZŁOTYCH. Za grę. Na urządzenia mobilne nie ma jeszcze takich kwot, ale były już próby kasowania po 50zł i więcej. W dodatku za dość niedopracowane i krótkie produkcje, gdy za stówkę można kupić pełnowartościową grę na PC.

I do tego właśnie zmierzam. Brak uczciwości ze strony developerów, ich pazerność, cwaniactwo i bezczelność, po prostu trafiły na ścianę. Chcą za dużo, więc nie dostają nic. To jest prosta reguła i chyba wypadałoby wziąć ją do serca. Jeśli  próbujesz okradać klienta, albo dorobić się Mercedesa klasy S w rok, to zostaniesz okradziony przez tych samych ludzi, których próbowałeś wydoić. Wcześniej czy później. Oczywiście w tej chwili panuje wielki płacz i zgrzytanie zębów, ale prawda jest taka, że sami sobie zgotowali ten los (wcale nie jest taki zły jak twierdzą). Dokładnie tak samo jak wytwórnie muzyczne czy filmowe. Gdyby płyta ulubionego zespołu kosztowała tyle, ile dostaje twórca, plus 100% tej kwoty dla wydawcy, to płyta kosztowałaby, uwaga! 3 złote. Ludzie zaś muszą zapłacić około 40 zł za płytę z muzyką czy 30 zł za bilet do kina albo za dvd. W takiej sytuacji piractwo mnie w ogóle nie dziwi. Pod samo dzieło i twórcę podpięte są bowiem ogromne pijawy, które generują koszty spadające na klienta. W świecie gier mobilnych nie jest jeszcze tak groźnie, ale nieuczciwe praktyki są już na porządku dziennym i w znakomitej większości przypadków, nienajgorzej zabezpieczają twórców przed stratami (reklamy, ukryte opłaty).

Bartosz Szastak

Moim zdaniem, piractwo wywołane jest głównie brakiem świadomości dotyczącej kradzieży. Program czy gra (nie tylko mobilne), to rzecz nienamacalna i tutaj leży sedno. Większość osób nie uznaje tego za kradzież, bo przecież nic nikomu nie zabieramy, nie wchodzimy do sklepu zabierając towar bez zapłaty, czy nie okradamy kogoś na ulicy. W sytuacji, która moim zdaniem najbardziej przypomina pobieranie aplikacji bez płacenia za nie, jest praca bez wynagrodzenia. Powiedzmy, że szef firmy, w której pracujemy nie wypłaca nam pensji, a efekty naszej pracy oczywiście wykorzystuje. Wtedy oczywiście wszyscy kierują sprawę do sądu, informują media czy wszczynają kampanię informacyjną na ten temat w internecie. Nikt z nas nie myśli, że robi dokładnie do samo.

Kolejnym poblemem jest wykręcanie się od tego co robimy. W rzeczywistości gdy nie stać nas na nowego Mercedesa, to jednak większość z nas nie kieruje się w nocy do salonu, w celu kradzieży, a wybiera inny środek transportu. W przypadku braku dostatecznych finansów, nie kradniemy lepszego jedzenia, ubrań czy biżuterii (przynajmniej większość z nas tego nie robi), bo obawiamy się konsekwencji. Wystarczy wyobrazić sobie jeden dzień gdzie nie panowałyby ogólnie przyjęte normy (prawie jak w filmie Noc Oczyszczenia), i każdy mógłby kraść do woli. Większość osób czytających ten tekst pewnie wie, że skutki takich działań byłyby tragiczne, a przecież cały czas dzieje się to w innych dziedzinach życia.

Kradzież to kradzież, i nie liczy się to czy kradniemy w sklepie, na ulicy czy w internecie. Gdyby każdy z nas odbierał to w ten sposób, oraz liczył się z jakimiś konsekwencjami, sytuacja pewnie trochę by się zmieniła. Niestety poziom kampanii społecznych traktujących o sprawie piractwa jest żałosny, co nie pozwala mi robić sobie nadziei na szybką poprawę sytuacji.

Tomasz Nowak

Piractwo mobilne to temat rzeka i zgadzam się z kolegą który napisał, że to głównie wina twórców gier i aplikacji. To ich pazerność i chęć wyduszenia ostatniego grosza z klienta sprawiła, że piractwo ma się tak dobrze. Sam obserwuję  jak coraz więcej aplikacji, a zwłaszcza gier jest napakowanych do granic możliwości reklamami lub mikropłatnościami. Do tego dochodzi też ich słaba jakość w zbyt wygórowanej cenie. Dlatego klienci uciekają od zakupów legalnych, bo mają dosyć ściągania z nich na każdym kroku pieniędzy oraz milionów aplikacji które po zakupie okazują się zwykłym bublem, nie wartym wydania na niego nawet jednego grosza. Oczywiście to nie usprawiedliwia użytkowników od piracenia, bo ściąganie programów spoza legalnych źródeł jest kradzieżą.

Jak więc zatrzymać piractwo mobilne? Uważam, że to w największym stopniu zależy to od twórców oraz od ciągłego uświadamiania użytkowników, że piractwo jest kradzieżą i przestępstwem. Jednak to właśnie twórcy powinni w pierwszej kolejności zrobić ten pierwszy krok w stronę zatrzymania piractwa poprzez skończenie z mikropłatnościami w grach, obniżenie cen oraz polepszenie jakości oferowanych  produktów. Poza tym jak ludzie mają nie kraść aplikacji jak w mediach,a zwłaszcza w internecie jest tak słabo poruszany temat piractwa mobilnego? Dlatego cieszy mnie, że na naszym portalu poruszamy ten temat i wierzę, że to zapoczątkuje jakieś pozytywne zmiany.

Artur Załęski

Moim zdaniem piractwo mobilne to jest wciąż kontrowersyjny temat. Z jednej strony łamiący prawo użytkownicy, z drugiej programiści nastawieni na jak największe zyski. Znam osobiście wielu ludzi, którzy na aplikacje nie wydaliby ani złotówki. Niestety ludzie, gdy nie widzą żadnych konsekwencji są w stanie dokonać nawet kradzieży (tutaj wprost przyrównuję piractwo do zwykłej kradzieży). Ludzie myślą, że dla programisty jedno nielegalne pobranie nic nie znaczy. Jednak wystarczy, że na całym świecie uzbiera się grupa około 500 osób i to już przynosi wyraźne straty.

Z drugiej strony programiści również zbytnio nie zachęcają do legalnego używania ich produktów. Wprowadzanie kosmicznych cen i opieranie niemalże całego produktu na mikropłatnościach powoduje, że poziom piractwa danej aplikacji jest znacznie wyższy. Jest wiele innych sposobów na zarobek (wcale nie mały) np. reklamy w aplikacjach. Osobiście zachęcam do klikania w reklamy w darmowych aplikacjach, ponieważ programista jest w stanie wiele zarobić i być może zostanie ona darmowa przez dłuższy czas. Podczas mojej ostatniej rozmowy z programistą gier dowiedziałem się, że jedynie 30% zysków przeznacza na własne, prywatne potrzeby. Reszta jest przeznaczana na nowy sprzęt i narzędzia programistyczne. Dowiedziałem się również, że dobry programista jest w stanie utrzymać się z reklam w aplikacji oraz drobnych, opcjonalnych mikropłatności.

Większości z nas zapewne zdarzyło się, że kupiliśmy aplikację, która okazała się bublem. W Google Play będzie dostępny system testowania aplikacji. Będziemy mogli za darmo pobrać daną aplikację o ograniczonej funkcjonalności i sprawdzić czy jest warta zakupu. To zapewne dobry krok w celu obniżenia poziomu mobilnego piractwa. Do tego wielu z nas nie wie o możliwości zwrotu aplikacji. Czas ten został niedawno wydłużony z 15 minut do 2 godzin co pozwala nam na zapoznanie się z aplikacją i zwrócenie jej bez poniesienia żadnych kosztów.

Chciałbym również poruszyć tutaj politykę naszego państwa. Niedawno zaproponowany potocznie znany nam pod nazwą “Podatek od piractwa” spowoduje, że wielu użytkowników poczuje się bardziej bezkarnie. Nie sądzę, aby ten sposób przyniósł większe zyski producentom. Na dodatek formy karania za piractwo oraz sposoby kontroli tego poziomu pozostawiają wiele do życzenia. Obywatele naszego kraju nie widzą żadnych konsekwencji w tym co robią. Również form kampanii reklamowych związanych z piractwem za wiele nie widać.

Sławomir Grzelak

Ilu redaktorów, tyle zdań. Dlaczego w ogóle poruszyliśmy temat piractwa na mobilnych platformach? I tak duża część z nas nie widzi w tym nic złego. Gdyby było tak jak większość myśli, że jest, nie rozpoczynalibyśmy tej akcji i nie dawalibyśmy Wam możliwości zdobycia atrakcyjnych nagród. A to tylko po to by Was uświadomić, że to co większość z nas wszystkich robi jest złe, o czym możecie przeczytać na łamach całej akcji jaką prowadzimy specjalnie dla Was. Proceder ten ma też jednak dobre strony. Jakie to strony?

Najważniejsze to to, że jesteśmy w stanie wypróbować grę lub aplikację w sposób swobodny i z pełną funkcjonalnością. Czy jeżeli jakiś program komputerowy jest przypadkiem tym czym w większości chcielibyście, aby był, to nie zdecydowalibyście się wspomóc twórcę, by mógł specjalnie (między innymi) dla Was rozbudowywać jego dzieło o nowe funkcje lub pożądane efekty? Brak wsparcia (także finansowego, czyli poprzez zakup) powoduje, że producent traci zapał, ochotę i chęci do pracy nad własnym dzieckiem, które również Was zachwyca. Powoduje to śmierć naturalną projektu, a w efekcie nawet wycofanie programu, z którego przecież chcielibyście korzystać.

Piractwo też pomaga na rozprzestrzenienie się jakiegoś tworu (aplikacji/gry) na rynki, na których do tej pory nie był dostępny, gdyż na przykład ma blokadę regionalną, bądź robił to wolniej niż zakładał twórca legalnymi drogami. Podnosi to w pewien sposób wskaźnik zainteresowania w rejonach, które miały marne szanse na powodzenie. W ten sposób można również w pewien sposób badać rynek, nawet jeśli potencjalne zyski są mniejsze od najgorszych przewidywań (ponieważ tylko takie mają sens).

Rynek bez swojej czarnej strony nie może istnieć. Nie da się go zlikwidować w żaden sposób i tylko nasze chęci są potrzebne do ograniczenia jego negatywnych skutków. Brak odpowiednich kroków poczynionych z naszej strony, chociażby poprzez własną świadomość tego jak wygląda piractwo i na ile jest dobre i złe, może powodować zapaść wszelkich dóbr, dla których są one tworzone, czyli dla nas z osobna, jak i wszystkich, bo przecież każdy z nas jest na swój sposób wyjątkowy i różny od innych, ale bez innych nie mielibyśmy komu tego pokazywać.

Wojciech Łęczycki

Piractwo nie tylko mobilne jest poważnym problemem, z którym boryka się wiele krajów na całym świecie. W Polsce jednak problem wynika moim zdaniem z kilku nawarstwiających się elementów. Po pierwsze samo prawo, które w wielu aspektach nie precyzyjnie reguluje czym tak właściwie jest piractwo i jak je ścigać. Kolejnym elementem jest właśnie samo ściganie takiego procederu, dziś wygląda to w ten sposób, że od czasu do czasu jakaś kancelaria adwokacka w imieniu poszkodowanego wysyła nawet kilka tysięcy zawiadomień do piratów z prośbą o jak najszybsze uiszczenie odpowiedniej kwoty w innym wypadku sprawa pójdzie do sądu. Cóż takie metody w żaden sposób pozytywnie nie wpływają na zmniejszenie problemu piractwa, bowiem część osób w pierwszym odruchu zapłaci karę, jednak równie spora część staje się bezkarna, bowiem toczenie batalii w sądzie dla wielu firm jest nieopłacalne, a to mówimy o filmach, grach gdzie ich koszt to około 100 zł, a w przypadku mobilnych tytułów kwoty są znacznie niższe, więc piraci czują się totalnie bezkarni.

Druga strona medalu to przyzwolenie społeczne na piracenie, a czasem nawet brak wiedzy o tym, że pobieramy grę/aplikację nielegalnie. Jeszcze kilkanaście lat temu zakup oryginalnej płyty ulubionego zespołu czy gry graniczył z cudem lub mocno wychodził poza budżet przeciętnego Kowalskiego, wówczas szło się na rynek gdzie można było dostać wszystko za duże mniejsze kwoty, więc ludzie kupowali hurtowo. Taki stan przeniósł się w dużej mierze do internetu, gdzie wielu użytkowników wręcz chwali się, że zaopatrzyli się w film, muzykę czy grę nielegalnie. Brak wiedzy o tym co jest legalnym zakupem a co nie w szczególności jeśli mówimy o mobilnych technologiach, gdzie to wszystko dopiero wchodzi na nasz rynek to również ważny problem, dlatego też staramy się przy akcji STOP mobilnemu piractwu edukować Polaków, że z zakupu oryginalnej pozycji jest jedyną właściwą drogą.

W tym wszystkim są winni pośrednio są sami twórcy, bowiem chcąc zabezpieczyć odpowiednio swoje dzieło przed hakerami i piratami starają się stworzyć takie zabezpieczenia, które po prostu są uciążliwe. Ile to razy się już słyszało, że przy premierze głośniejszego tytułu, np. padały serwery, bez których nie można było w ogóle odpalić gry. Zgadzam się z tym, że zabezpieczenia powinny być, jednak nie mogą uderzać w uczciwych ludzi, którzy kupili grę czy aplikację legalnie.

Podsumowując, piractwo jest procederem, które można w sposób znaczący ukrócić, jednak zmiany muszą zachodzić już od podstawy prawnej, później nas użytkowników, graczy a na końcu samemu developerowi. Teraz jednak toczy się walka o dodatkowy podatek od piractwa na tabletach i smartfonach, niby 3% ale w kontekście sporej ilości telefonów, które kupujemy co roku, sprawiają, że ZAIKS czy budżet otrzymają całkiem spory zastrzyk gotówki.

Zmobilizowane nowinki 10.10.2014

Wcześniejszy wpis

3 x etui dla iPada Mini od Logitech’a

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Cykle