74

W ostatnim czasie natrafiłem w kilku miejscach na reklamy portalu aukcyjnego o urokliwej nazwie MadBid.com . Strona reklamuje się jako jedyne miejsce w sieci, w którym można za grosze nabyć fabrycznie nowy sprzęt. Czemu o tym piszę na naszej stronce? Ponieważ MadBid kusi zakupami elektroniki za śmieszne pieniądze. IPad Air za 119 zł, konsola WiiU za 230 zł i tym podobne okazje. Czy to możliwe?

I tak, i nie.

Pamiętacie akcje groszowe “penny stock” w filme Wilk z WallStreet? W tym przypadku mamy do czynienia z aukcjami groszowymi. Mechanizm jest nieco inny ale również polega na tym, by nakłonić użytkownika do pompowania kasy w coś, co nie do końca mu się może opłacić. Jednak po kolei.

Na początek należy zarejestrować się na ich stronie. Rejestracja jest w pełni darmowa i przebiega dość sprawnie. W innym przypadku możemy jedynie rozejrzeć się w interfejsie i … to wszystko. Zatem rejestrujemy się i gdy już mamy swój login i hasło, chcemy przystąpić do zabawy. Niestety. To jeszcze nie jest ten moment, w którym możemy licytować.

Aby przystąpić do licytacji, musimy bowiem wykupić pakiet tzw. “kredytów”. Za realną gotówkę oczywiście. Pakiety są różne i za niecałe 40 zł możemy stać się posiadaczem podstawowego pakietu. Od tego momentu, możemy licytować wybrany towar.

Wszystko wygląda całkiem nieźle. Ludzie wygrywają licytacje i dostają za śmieszne pieniądze towar wart kilka tysięcy. Opłacają przesyłkę, sprzęt dostarczany jest do domu. Niektórzy nawet zamieszczają zdjęcia. Brzmi i wygląda jak bajka. Ile w tym prawdy? Trudno ocenić. W internecie każda opinia i każde zdjęcie może być podstawioną fałszywką. W tym przypadku interes śmierdzi oszustwem na całe kilometry.

Jaka jest prawda?

Otóż, okazuje się, że biznes jest zupełnie legalny, ale opiera się na niezbyt uczciwej praktyce. Już tłumaczę, na czym wałek polega.

Za każde kliknięcie “Licytuj”, w zależności od aukcji, pobierane jest z naszego konta od jednego do kilku kredytów. Zatem tracimy pieniądze za klikanie, bez względu na to, czy uda nam się wygrać czy nie. Nikt nam ich nie odda. Gdy zapas kredytów ulegnie wyczerpaniu, musimy wykupić następny pakiet by znowu móc licytować. Zatem możemy pakować w interes kolejne kwoty i zostawać z niczym.

W klasycznych aukcjach sprawa wygląda tak, że licytujący, którzy przegrali licytację, zachowują swoje pieniądze i mogą grać dalej. W tym przypadku płacimy za sam udział. Prawdą jest, że można wstrzelić się w zwycięstwo dwoma kliknięciami. Ale prawdopodobieństwo maleje wraz z wzrostem popularności przedmiotu.

Druga sprawa to już czysta matematyka. Jeśli cena przedmiotu w licytacji to 200 zł, może się na nią przekładać 20 tysięcy kliknięć (przy skoku ustawionym na 0,01 na kliknięcie). Za każdy klik pobrany zostanie 1 kredyt, co daje 20 tysięcy kredytów. Wystarczy teraz policzyć ile kredytów otrzymujemy za jakie pieniądze i okazuje się, że w ogólnym rozrachunku, licytujący wpłacili o wiele, wiele i jeszcze raz więcej niż wartość rynkowa przedmiotu.

Składka na biednego dziadka.

Zatem można śmiało powiedzieć, że faktycznie da się tam wylicytować porządny sprzęt za śmieszne kwoty ale zrzucają się na niego wszyscy, którzy brali udział w licytacji. I tak naprawdę nikt tam nie wygrywa. Jedni robią drugim prezenty. Pompując przy tym szmal w portal aukcyjny. Ten z kolei, nie tylko może wykupić sprzęt od producenta ale jeszcze na tym nieźle zarobić. Na koniec – zwycięzca i tak musi wylicytowaną kwotę zapłacić + uregulować koszty przesyłki.

System przypomina trochę wszelkiego rodzaju totolotki i gry liczbowe gdzie główna wygrana rośnie odwrotnie proporcjonalnie do szans zwycięstwa. Im więcej ludzi, tym większa pula, ale i tym większa konkurencja.

W mojej skromnej opinii jest to szwindel i zwykłe naciągactwo połączone z dojeniem z ludzi kasy za “kliknięcia”. Na domiar złego, może w łatwy sposób uzależnić mamiąc wizjami łatwego zysku, który w większości przypadków są w mojej opinii oszustwem. Na przykład to zdjęcie spalonego słońcem mieszkańca ciepłych krajów z MacBookiem i nickiem “Studenciak1” jest tak bardzo przekonujące… Aż mnie zęby swędzą.

Warto wspomnieć na sam koniec, że nie wszystkie aukcje kończą się na kwotach stu czy dwustu złotych. Ludzie niesieni gorączką zakupową potrafią licytować do całkiem sporych pieniędzy. Niejednokrotnie przekraczając połowę a nawet i trzy czwarte rynkowej wartości sprzętu. Łatwo sobie wyobrazić, jak bardzo “zarobiony” na takiej aukcji jest sam portal. Kalkulator zaczął dymić gdy próbowałem przeliczać te kosmiczne kwoty więc wrzuciłem go do lodówki żeby ochłonął. I siadłem do pisania. Mam nadzieję, że powyższy tekst pozwoli niektórym ochłonąć tak, jak zimne wnętrza sprzętu AGD mojemu kalkulatorowi. Enjoy.

 

Android staje się platformą dla graczy?

Wcześniejszy wpis

Przyszłe modele od LG będą miały odblokowany bootloader

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Inne