0

Uwielbiam fizyczne klawiatury. Jest to przypadłość związana z faktem, że przez całe życie posługiwałem się tym właśnie sposobem wprowadzania tekstu. Ewentualnie jakoś się to łączy z wrodzonym wygodnictwem. Obie wersje są jednakowo prawdopodobne a powyższa dewiacja zmusza mnie do ciągłych, często bezowocnych, poszukiwań. Czy wielu jest takich jak ja? Obawiam się, że więcej niż oficjalnie śmie się przyznać. W końcu nikt nie chce wyjść na dinozaura, wszetecznego przeciwnika postępu i staroświecki beton.

300243825_eab8fa54e70c

Świat IT stara się nas przekonać, że nie ma większego cudu techniki niż wirtualne qwerty a nacieranie ekranu smalcem z palucha urosło do roli “lifestyle’u”. Nie myziasz? Twój swag jest ubogi i trąci Biedrą. Ba, producenci gadżetów idą jeszcze dalej, wyświetlając nam “zdjęcie klawiszy” przy pomocy laserów, bajerów i rowerów na dowolnej powierzchni. Są też tacy, którzy wymyślają koło na nowo proponując ślizganie palcem po okręgu, dyktowanie tekstu przy pomocy otworu gębowego albo magiczne sztuki Jedi z ręką oplecioną jakimś ustrojstwem. Do wyboru, do koloru. I wszystko jednakowo do dupy. Niestety nikt nie przyjmuje tego do wiadomości a najmniej producenci. Posuwają się nawet do tego, że robią konkursy szybkości pisania jednym palcem by udowodnić niesamowitą ergonomię swoich rozwiązań.

unnamed

I muszę przyznać, że są na świecie jednostki humanoidalne, które po dłuższym treningu są w stanie pisać w taki sposób równie szybko co przeciętny klikacz na swoim liczydle. Tu właśnie pojawia się słowo – klucz. Przeciętny. Twórcy nie porównują swoich wyników do nikogo, kto na fizycznej klawiaturze pisze szybciej niż przeciętnie. Na próżno szukać porównania z dziennikarzami, pisarzami oraz mistrzyniami nabijania tekstu z szybkością światła – stenotypistkami. Bo do takich osiągów można dojść tylko na fizycznych klawiaturach. Wirtualne kikuty to ciągle kikuty i zaklinanie rzeczywistości tego nie zmienia.

trampki-klawiatura

Nawet jeśli nasze mądre urządzenie połowę roboty wykonuje za nas podpowiadając słowa, poprawiając błędy, ucząc się stylu wypowiedzi i Odyn wie czego jeszcze, nie jesteśmy w stanie wyekspediować myśli na ekran w trybie wystarczająco szybkim, by się przy tym nie głowić, nie mylić, nie poprawiać i nie dodawać nowych słów. Szczególnie uciążliwe są chwile, gdy trzeba napisać dłuższy mail, dokument albo inny tekst nieco bardziej rozbudowany niż “Cześć, co robisz wieczorem, mam piwo i nowy film germańskiej produkcji pod wiele mówiącym tytułem – Gra o Człon.” Tyle można wysmyrać na tych 4-6 calach ale jeśli adresat zapyta o fabułę dzieła, odechciewa się nam tłumaczyć i szukamy wzrokiem “czegoś z klawiaturą”.

W chwili obecnej producenci tabletów, przynajmniej ci nastawieni na użytkownika profesjonalnego a nie dzieci i gimbazę z papierami na wszystkie dostępne “dysy” (podobno już pojawiają się głosy naukowców, że ani dys-choroby ani ADHD tak naprawdę nie istnieją), dodają do swoich wypieszczonych cudeniek podczepiane lub wysuwane klawiatury. Powstają też takie wynalazki jak silikonowe nakładki na ekran, mające uprzyjemnić i usprawnić pisanie jednak sprawdzają się raczej średnio. Był też, aktualnie zapomniany, projekt aktywnego ekranu, który dawałby tak wyczekiwaną wypukłość klawiszy i wymarzony feedback. Na pomyśle się skończyło. Za to powstały Transformery różnej maści i autoramentu. Jedne udają ultrabooki, inne netbooki a jeszcze inne niczego nie udają i są klasą same w sobie lub bezużytecznym bublem. Powoli następuje wybudzenie z wirtualnego amoku.

Jednak co ze smartfonami? Czy jest na rynku coś wartego uwagi? Pozwoliłem sobie przejrzeć dostępne oferty ponieważ w ostatnim czasie szukałem usilnie jakiegoś modelu z klawiaturą i przyzwoitymi parametrami. Oto wyniki moich poszukiwań, obejmujące urządzenia z fizyczną klawiaturą qwerty pod ekranem. Slidery pokroju Xperia Mini Pro, Motorola Milestone, Nokia C6, Flipout albo HTC Desire Z to osobna kategoria o niższej ergonomii obsługi. Musimy je obracać, wysuwać klawisze, nie wszystkie elementy interfejsu się wyświetlają w poziomie, wybieranie numerów działa często tylko w pionie, padają taśmy. Da się. Ale w mojej opinii nie o to jednak chodzi. Oto kilka przykładów dostępnych “qwerty-batoników” na rodzimym rynku.

HTC ChaCha – model nieco już zabytkowy na zabytkowym androidzie 2.3. Z całkiem niezłą klawiaturą, ekranem o przyzwoitej rozdzielczości i aparatem, którym da się zrobić w miarę “dopuszczalne” zdjęcie. Wady? Słabe podzespoły, które nie dają sobie rady właściwie z niczym poza smsami, sporadycznym zerknięciem do netu czy skorzystaniem ze społecznościówek. Największą bolączką jest brak pamięci RAM i ROM. Pierwsza skutkuje lagami, przycinkami i tym, że nie działa ani wielozadaniowość ani poważniejsze aplikacje. Druga to młot na aplikacje właśnie. Bez chołubców, Root’ów i guseł nie zainstalujemy na słuchawce właściwie nic. Z rootem też nie ma cudów i błyskawicznie zapchamy oraz “zamulimy” urządzenie. Dodatkowa wada – nie dorwiemy już nowego egzemplarza. Wszystko z drugiej ręki. NIE WARTO, szkoda czasu, chyba że chodzi nam głównie o możliwie najlepsze zdjęcia i latareczkę. Wtedy zakup ma jakiś tam sens.

htc-chacha-1

Alcatel OT-916 i 916D – mono i dual SIM dający się (jeszcze czasem) kupić w sklepie. Ma wszystkie wady wyżej wymienionego HTC ChaCha, czyli liche podzespoły, stary system, brak pamięci i słaby procesor. Do tego dochodzi ekran o jeszcze gorszej rozdzielczości i jeszcze słabszy aparat. GPS właściwie jest ale go nie ma. Zanim złapie fixa, dojedziecie ze Szczecina do Sosnowca. Za to klawiatura całkiem wygodna, urządzenie świetnie leży w dłoni i daje sobie znakomicie radę z dwiema kartami SIM. Jednak to nie pomaga gdy nie da się za wiele zrobić ponad mocno podstawową obsługę. NIE WARTO, choć latarka fajna, bateria w porządku, dual SIM obsługuje AERO2. No i dzwoni!

alcatel-ot9161

Samsungi Galaxy Pro, Y Pro, Y Pro DUOS – pierwszy i drugi mono SIM, ostatni dual. I w zasadzie to jedyna różnica. Wszystkie na fatalnych podzespołach jak i wymienieni wyżej porzednicy. Różnice w parametrach doprawdy minimalne i wiele nie zmieniające. Niedopuszczalnie mała ilość pamięci dostępnej na aplikacje. Tak samo jak u powyższych, bez root nie ma sensu w ogóle się tym sprzętem interesować bo z dobrodziejstw androida nie skorzystamy. Do dzwonienia i smsów lepiej i taniej kupić jakiegoś “ficzerfona”. Trochę lepsza rozdzielczość wyświetlacza w niczym nie pomaga a problemy z systemem powinny wejść jako stała pozycja dodana do ogólnej specyfikacji. Tak jak z HTC ChaCha może być problem z zakupem “nówki sztuki” a jeśli nawet uda nam się takową znaleść, to cena będzie śmiesznie wysoka w storunku do podzespołów i skutecznie zniechęcająca. NIE WARTO ale jest latarka! A nie… Jednak nie ma. Zatem nie warto do kwadratu.

Samsung_galaxy_pro_06

Samsung Chat B5330 – ostatnia propozycja, paradoksalnie nie najgorsza. Dość przeciętne podzespoły ratuje jedna z nowszych odsłon Androida 4.1 i 4GB (co za luksus!) miejsca na aplikacje. Dzięki temu wszystko działa całkiem płynnie a przy tym zainstalujemy i uruchomimy większość programów niezbędnych na codzień. Ma jednak swoje mankamenty. Pierwszy to ekran. Niby 3.1 cala ale rozdzielczość tak dziadowska, że widać piksele bez potrzeby szczególnego przyglądania się. Z tego powodu nie zawsze wszystkie aplikacje wyświetlają się prawidłowo (warto zaznaczyć, że większość się wyświetla bardzo prawidłowo) a przeglądanie stron internetowych to rzadkiej urody kaszanka. Na plus ekranowi warto jednak policzyć wysoką jasność dzięki czemu obsługa w słoneczny dzień jest nie tylko możliwa ale całkiem wygodna. Aparat fotograficzny miałby sens, gdyby była tam dioda. I to nie ze względu na możliwość uzyskania lepszej jakości fotek, nie zrozumcie mnie źle, tych 3.2 Mpx nic nie uratuje. Po prostu zdałaby się latarka i mówię to z całą powagą. Drugim problemem jest bateria, która przy takich kiepskich parametrach powinna trzymać z tydzień. I trzyma pięć dni. Jak leży i się go nie dotyka. Przy normalnym użytkowaniu dwa dni to nieomal mityczny wynik i absolutne maksimum. Jednak mimo tych wad, to jeden z najsensowniejszych “smartfonów qwerty” jaki można dostać nowiutki ze sklepu. Niezła klawiatura, niezgorsza płynność, bardzo szybki GPS (wręcz rewelacyjny!). WARTO choć nie ma latarki.

samsung-galaxy-chat-gt-b5330-1

To tyle jeśli chodzi o Androida. Są oczywiście jeszcze takie perełki jak Motorola Pro (android) czy Nokia E72(symbian) ale pierwszego nie da się już właściwie nigdzie dostać a Nokia jest na systemie, którego już “nie ma”. Mają za to przyzwoite parametry i możliwości.

Nie byłoby w wymienionych słuchawkach nic złego, gdyby nie fakt, że przy posiadanych parametrach nie mają po prostu za wiele do zaoferowania użytkownikowi. Jedynym wyjątkiem jest Samsung Chat B5330. I gdyby nie pochlastany pikselami ekran i trochę słaba bateria, byłby urządzeniem rewelacyjnym, za rewelacyjną cenę. Niestety jest tylko względnie rozsądnym wyborem na ogólnie pustej niszy rynkowej.

Mowa o fizycznych klawiaturach, zatem nie wypada nie wspomnieć o rodzinie Blackberry. Jest to jednak zupełnie odrębny ekosystem, słabo rozwinięty w Polsce i ogólnie dość mizerny pod względem użyteczności dla przeciętnego Kowalskiego. Dopiero modele z najnowszym systemem (od 10 wzwyż) dają jakieś nadzieje, dzięki mocnemu wsparciu dla aplikacji z Androida. Jednak jest to materiał na osobny felieton, który wkrótce ukaże się na łamach MobileWorld24. Powiem tylko w dużym skrócie, że starsze modele Jeżynek można sobie w buty wsadzić, traktować jak ficzerfony “do dzwonienia” tudzież smartfon biznesowy (czyli tłumacząc na nasze, taki ficzerfon do dzwonienia ale droższy i z lepszymi zabezpieczniami).

I tu dochodzimy do tychże, wspominanych często i gęsto półsmartfonach. Chodzi głównie o urządzenia pozbawione systemu z prawdziwego zdarzenia, które funkcjonują na wytworach “producenta”. Charakteryzują je kiepskie możliwości, okrojona ilość modułów, marne wyświetlacze, mnóstwo kolorów obudowy i niska cena. Praktycznie żaden nie obsługuje Hot Spotu WiFi ani GPS. Nie ma co marzyć o wielozadaniowości i dostępie do pełnowartościowych aplikacji czy gier. Przeglądanie internetu na czymś takim to ostateczność (wiele modeli nie ma w ogóle WiFi ani obsługi 3G) a robienie zdjęć z reguły daje efekty jak sprzed pięciu lat. Nie żartuję, już pięć lat temu bywały słuchawki z lepszymi aparatami niż to co proponują producenci dzisiaj – podejrzewam, że montują złom zalegający magazyny bo 2MP kamerka to istny śmiech na sali. Zakończony szlochem.

Które ficzerfony z qwerty są najsensowniejszym wyborem? Przedarłem się przez ofertę producentów i oto moje typy:

Nokia Asha 210 (205, 302). Niby ma jakiś tam system Nokia OS ale nie dajcie się nabrać, to nie jest żaden SYSTEM. To po prostu zmodyfikowana java i nawet jeśli bryka całkiem sensownie w podstawowych aspektach to nie uzyskamy pełnej użyteczności smartfonu. Jeśli wystarcza wam komplet aplikacji udostępnionych przez producenta – możecie się czuć usatysfakcjonowani. Bateria wytrzymuje długo, klawiatura jest bardzo wygodna, WiFi działa. Bluetooth też. Ale już odebranie bardziej rozbudowanego maila albo wygodne przeglądanie sieci stoi pod znakiem zapytania. Bardzo podobnie wyposażone są pozostałe modele z tej serii (205, 302) przy czym 210 wygrywa z nimi właśnie wygodniejszą klawiaturą, lepszymi plastikami i bardziej eleganckim (nowocześniejszym) wzornictwem. Gdyby wam jednak nie zależało na wzornictwie to 302 ma trochę lepszy aparat (3.2 Mpx) i mocniejsze moduły komunikacji WiFi (b/g/n) oraz HSDPA. Nie czynią wiosny jednak zawsze to jakiś bonus.

Nokia-Asha-210

Alcatel OT-815D. Bezsystemowiec, który ma kilka ciekawych funkcji. Pierwsza to oczywiście dual SIM z obsługą Aero 2. Druga to WiFi b/g/n z obsługą HotSpot. Tak, nie inaczej, ma tą funkcję jako jedyny dostępny egzemplarz z tej półki. Oprócz tego Bluetooth v3.0, co jest również ewenementem. Zatem jeśli ktoś szuka telefonu bez zbędnych bajerów ale z wygodną klawiaturą a przy tym mobilnego routera to wybór będzie aż nadto słuszny. Tym bardziej, że cena nie odstrasza a telefonik jest dość dobrze poskładany i wiele zniesie. Pod względem jakości zdjęć nie odbiega od innych “ficzerfonów” – jest kiepsko.

alcatel-ot-815d-s

LG C195. Bezawaryjny bezsystemowiec. Przede wszystkim tani, odporny na paskudne traktowanie i z funkcją blokowania niechcianych połączeń oraz widgetami. Ma też WiFi oraz Bluetooth ale nie oczekujcie cudów po tych modułach. Świetnie sprawdza się jako walkman a bateria wytrzymuje nawet tydzień normalnego użytkowania. Za psie pieniądze całkiem rozsądny wybór gdy chcemy po prostu coś do dzwonienia i wygodnego pisania smsów, co będzie niezawodne i nie rozpadnie się nam po miesiącu.

lg-c195

Nokia Asha 303. Najdroższa w zestawieniu ale też oferująca mocniejszy procesor, trochę większy ekran i funkcję obsługi dotykiem. Jak ta funkcja działa – zdania są podzielone. Mi przypomina bardziej starą dobrą Avilę i Ciastko od LG niż współczesne smartfony. Nie oznacza to, że nie da się dotyku używać. Da się i to jak najbardziej. Kwestia przyzwyczajenia. Pozostałe parametry niewiele odbiegają od konkurentów zatem warto się zastanowić, czy na pewno chcemy mieć ten dotyk i HSDPA za ponad trzysta złotych, czy może lepiej sobie odpuścić i wybrać coś tańszego o zbliżonej albo lepszej użyteczności.

Nokia-Asha-303-colours

W tabelce wkradł się drobny błąd. Nokia Asha 302 ma aparat 3.2 Mpx zaś wymieniona Asha 210 – tak jak konkurenci 2 Mpx.

Wypadałoby powyższe wywody podsumować i wyciągnąć jakieś wnioski ale im dłużej na to patrzę, tym czarniej widzę przyszłość fizycznych klawiatur qwerty. Można wręcz odnieść wrażenie, że producentom zabrakło odwagi by wypuścić flagowca z takim archaizmem jak przyciski. No bo kto to w ogóle widział robić telefony z guzikami. Jak jakieś ludy pierwotne. Pewnie jeszcze ma klikać. A fuj.

Szkoda tylko, że w tym lęku i wzdraganiu się przed prostotą oraz w pogoni za wirtualizacją, wszyscy zapominają o pewnej grupie użytkowników, dla których konsumpcja treści multimedialnych jest na drugim planie. Mogę się opierać na swoim przykładzie bowiem przebrnąłem przez wszystkie etapy. Od pancernej Nokii 3310, przez falę pierwszych telefonów z funkcją walkmana i dołączanych kamerek (jakież żałosne jakościowo były te zdjęcia a ile było radości), oporowe ekraniki Avili, obłęd w oczach na widok odręcznego pisma czynionego rysikiem, rozrastające się możliwości Androida, doczepiane (prawdziwe) obiektywy, ekrany obłędnej wielkości 5 cali aż do zegarków sprzężonych z telefonem (to jest dopiero bzdet). Miałem tablety i smartfony przeróżnych wielkości i możliwości jednak zawsze czegoś mi w nich brakowało. Wygody wprowadzania tekstu. Poręczności. Tego cudownego uczucia, gdy wsuwam smartfon do kieszeni i nie muszę się zastanawiać czy go, za przeproszeniem, o kant tyłka nie roztrzaskam. Albo nie przebiję sobie śledziony odstrzeloną ramką “alu” o długości akurat wystarczającej by się wykrwawić (bo jakoś ten pięciocalowy ekran musi się trzymać baterii). Zatęskniłem za ergonomią.

Samsung B5330 stanął niebezpiecznie blisko ideału w kategorii smartfonów zaś Alcatel OT-916D wygrał moim zdaniem w konkurencji “ficzerfonów”. Oba są jednak jedynie wypadkową kompromisu między ceną, wykonaniem i użytecznością. Żaden nie jest ani przesadnie dobry ani zły. Mówiąc kolokwialnie – ryja żaden nie urywa. Gdyby któryś z tych dwóch producentów trochę dopieścił pomysł i wypuścił smartfona nieco droższego ale lepiej wyposażonego to Blackberry mogłoby się zacząć pakować. Niestety, a może stety dla RIM, żaden geniusz marketingu w obu firmach nie wpadł na ten chytry plan i dzięki temu Jeżynki mają w obecnej chwili szansę by zapełnić ten fragment rynku. A patrząc na to, jak ewoluują zarówno systemowo jak i cenowo (tanieją do rozsądnych kwot), może im się udać. Czego sobie i czytelnikom życzę.

bee1a0ddfb968ddc767ab7c7a4b65d0d1705bffe12f45dca83d7dfdb60d2642c

 

 

Mobilna okazja – Pou

Wcześniejszy wpis

Zmobilizowane nowinki 23.07.2014

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Cykle