1

Fani mobilnego grania zapewne kojarzą firmę Techland i ich sztandarowe dzieło “Dead Island”. To właśnie spod ich dłuta, w kooperacji z Shortbreak Studios wyłoniła się tytułowa gra z kategorii siania grozy oraz przygody. A raczej wyłoni w przyszłym roku ponieważ to, co dostajemy w App Store nie jest pełną wersją i prawdopodobnie nigdy takowej na iOS nie będzie. “Hellraid” ma być bowiem pozycją przeznaczoną na rynek PC/konsol. Natomiast “Hellraid: The Escape” to coś w rodzaju grywalnego teasera, albo jak kto woli demówki będącej osobnym i zamkniętym dziełem.

Fabuła

Grę można wrzucić do kategorii pierwszoosobowych (first-person) przygodówek i horrorów nieomal po równi. Trochę dungeon crawler. Trochę łamigłówka. Jednak na pewno nie slasher bo trudno tam o bezpośrednią walkę z przeciwnikiem. Rzekłbym nawet, że jest to absolutne przeciwieństwo siekania potworów mieczem/laserem/bumerangiem. Czemu? Otóż, przeklęte demony z piekła rodem załatwiają nas jednym ciosem. I to dosłownie. Od tego zaczynamy grę i tak się kończy każda nieudana próba przejścia dalej. Prawie każda. Czasem wpadamy w dół z kolcami albo do innej dziury. Równie śmiertelnej. Za każdym razem lądujemy w krypcie i rozpoczynamy planszę niejako od początku, choć nie musimy szukać od nowa wszystkich skrytek i przedmiotów. Możemy od razu podejść do “zawalonego” etapu i spróbować jeszcze raz.

Przyznam, że takie rozwiązanie przypadło mi do gustu. Po pierwsze autorzy zadbali o logiczne wyjaśnienie sytuacji. Jesteśmy udręczoną duszą, która została uwięziona w tym labiryncie i mówiąc kolokwialnie, nie umie zdechnąć jak należy. W momencie śmierci ciała, przenosi się do następnego by rozpocząć wędrówkę po raz kolejny. I kolejny… I kolejny… Bez końca. Po drugie, nie ma problemu z zapisywaniem stanu gry w trakcie. Nie musimy o tym pamiętać bo mimo przegranej, nie ucieka nam nic z dotychczasowych osiągnięć. Po trzecie, ilość “żyć” mamy właściwie nieskończoną i możemy męczyć jeden etap aż w końcu uda nam się rozwiązać łamigłówkę i przechytrzyć przeciwnika.

I tu pojawia się kolejny aspekt. Nie walczymy tam z wrogiem. Nie mamy z nim żadnych szans. Musimy go wyrolować i zniszczyć bez walki. Znaleźć przejście dalej. Otworzyć zamknięte drzwi. Znaleźć przedmioty lub klucze. Zatem największym naszym przeciwnikiem jest własna domyślność i spostrzegawczość. Czy znajdziemy odpowiednie rozwiązania zależy wyłącznie od nas a gra, co muszę podkreślić, nie należy do najłatwiejszych. Jest oczywiście jakiś tam system podpowiedzi ale jako wielbiciel łamigłówek staram się unikać wszelkich ułatwień i podpowiadajek. Dzięki temu zabawa jest dużo ciekawsza a satysfakcja z pokonywania kolejnych etapów zdecydowanie większa.

Grafika i udźwiękowienie

Wizualnie “Hellraid: The Escape” przedstawia się zacnie. Może nie jest tak dopieszczony jak “Infinity Blade 2” ale tekstury nie kłują w oczy, gra świateł jest fenomenalna a wystrój wnętrz… No cóż, jak na lochy pełne męki – bardzo stosowny. Ponuro, krwawo i sporo szkieletów. Czasem można sobie rozgnieść pająka wielkości idealnej by się go obawiać “na poważnie”. W mojej opinii bowiem, porządny dungeon crawler nie może się obejść bez pająków ale z jakiegoś powodu twórcy gier uznali, że muszą być one wielkie jak konie. Odbiera im to całą grozę bo umysł od razu szufladkuje sytuację jako nierealną, czyli rozrywkę. Natomiast już ośmionożny wędrowiec o gabarytach dobrze odpasionego ptasznika budzi moment zawahania. Nawet jeśli się nie ma arachnofobii.

I tu przejdę do jeszcze jednego elementu, który w grach pretendujących do horroru, jest niezwykle istotny a może nawet ważniejszy niż oprawa wizualna. Tło dźwiękowe.

“Hellraid: The Escape” pod względem udźwiękowienia został bardzo dobrze przemyślany i dopracowany. Przez całą zabawę będą nam towarzyszyć odgłosy, przy których nawet najtwardszego dresa na osiedlu zaswędziałby kark. Szczególnie dobry efekt, jak to przy tej kategorii gier, uzyskamy na słuchawkach. Najlepiej po zmroku. Momentami żałowałem, że zaczepiam o wiszący łańcuch czy rozbijam dzbanek.

Interfejs i sterowanie

Mamy do czynienia z klasycznym modelem sterowania, do jakiego przyzwyczaili nas twórcy gier z obsługą za pomocą ekranu dotykowego. Z jednej strony ekranu obsługujemy ekwipunek, kierunki i szybkość przemieszczania się. Służy do tego ikona plecaka a pod spodem wirtualny pad pojawiający się w miejscu dotknięcia ekranu kciukiem (wygodne rozwiązanie, które pozwala nie zastanawiać się czy mamy palec w odpowiednim miejscu). Reszta wyświetlacza to w całości “interfejs” rozglądania i interakcji z otoczeniem. Możemy też grę zapauzować czy wyjść do menu w dowolnym momencie a tam cofnąć się do poprzedniej planszy (nim to zrobicie, radzę zerknąć na koniec recenzji).

Pod względem wyglądu i ergonomii obsługa jest bardzo prosta, wygodna i nie trzeba się nad nią wiele zastanawiać. Również ilość opcji jest mocno okrojona ale prawda jest taka, że biorąc pod uwagę specyfikę gry i jej liniowość, nie było potrzeby dokładać ustawień.

Podsumowanie

“Hellraid: The Escape” to ciekawa pozycja. Jak na coś, co ma jedynie zachęcić do przyszłorocznego nabycia “Hellraid’a” na konsolę czy PC, w mojej opinii naprawdę daje więcej niż można się było spodziewać. Mamy fabułę, mamy różnorodne zagadki, oprawę graficzną z prawdziwego znaczenia i dopracowany system sterowania. Nie pojawiają się męczące bugi czy brak stabilności. Po prostu pełnowartościowa rozrywka w rozsądnej cenie. Szczególnie przypadnie do gustu fanom gatunku ale może też być świetnym sposobem, by się do niego przekonać. Nie jestem wielkim wyznawcą tabletowych gier ale tą mogę ze spokojnym sumieniem polecić. Jest groza. Jest przygoda. Są rączki, są ciasteczka. Warto.

I na sam koniec tego miodu, mała łyżeczka dziegciu. Gra ma drobny problem z save’ami, który objawia się następująco. Dopóki gramy i umieramy “cięgiem” czyli nie wychodząc całkowicie z gry to zapisuje się bardzo ładnie i nie tracimy postępów. Natomiast wyjście i zamknięcie całkowite aplikacji sprawia, że poziomy ładują się od nowa a przedmioty mamy “nie znalezione” aczkolwiek liczba pozbieranych kryształów zostaje bez zmian. Dokładnie ta sama sytuacja ma miejsce gdy wybieramy jeden z wcześniejszych poziomów. Nie jestem pewien, czy to ostatnia aktualizacja (wczoraj) wywołała ten problem czy było tak wcześniej ale jest to w pewnym sensie irytujące gdy tak dobrze pomyślano respawny. Moim zdaniem drobiazg do poprawki.

Póki co, gra dostępna jest tylko w App Store w cenie około 3 dolarów i nie ma jasnych informacji czy ukaże się w Google Play oraz na pozostałe systemy

 

Mobilne okazje 18.07.2014

Wcześniejszy wpis

Znamy europejską cenę LG G3 S/Beat. Drogo…

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w iOS - Gry