Tytułowy cytat pochodzi z komedii „Ewa chce spać”. Pamiętna scena z filmu Tadeusza Chmielewskiego przedstawia prowadzony przez rzezimieszków kurs, obejmujący techniki nakłaniania „klienta” do nabycia po wygórowanej cenie całkowicie nieprzydatnego przedmiotu. Dużo subtelniejsze, acz podobne w swej istocie działania, podejmuje w wielu obszarach współczesny marketing.
Nabycie za 100 zł cegły jest oczywistym przykładem niekorzystnego rozporządzenia własnym mieniem. Co jednak gdy miejsce nieskomplikowanego ceramicznego prefabrykatu zajmie smartfon? Postęp cywilizacyjny i presja społeczna zmusza do korzystania z coraz bardziej wyrafinowanych urządzeń. Systematycznie powiększa się grupa ludzi zagubionych w świecie nowoczesnych technologii. Z myślą o nich powstają launchery, nakładki na system Android, upraszczające w znacznym stopniu użytkowanie telefonów w podstawowym zakresie. Coraz częściej również producenci smartfonów dokładają do oprogramowania alternatywne skromne wersje ekranu domowego. Okazuje się jednak że pobranie z Google Play i zainstalowanie odpowiedniej nakładki, a nawet wybranie w ustawieniach gotowego prostego pulpitu jest zadaniem ponad siły dla wielu technofobów.
Z myślą o nich Lari Numminen i Jukka Kekäläinen powołali do życia firmę Zilta, która ma zająć się produkcją smartfonów opartych na Androidzie KitKat, ale komunikujących się z użytkownikiem za pomocą prościutkiego interfejsu ograniczonego do sześciu „kafelków”. Krótką prezentację prototypu telefonu można obejrzeć na filmie.
[embedvideo id=”xtedpxDfDIk” website=”youtube”]
„Kafelki” można personalizować, do tego im dalej w las, tym więcej drzew – przedzieranie się przez kolejne pozycje prostego na starcie menu i tak stopniowo odsłania „rozpasanie” mobilnego systemu Google. Faktem jest jednak że wyjściowa konfiguracja pozwala na łatwe podjęcie większości typowych zadań (80%, jak skrupulatnie wyliczono). Specyfikacja samego telefonu nie oszołomi nikogo, kto ma jakie takie pojęcie o urządzeniach mobilnych. 5-calowy ekran 540*960, czterordzeniowy MediaTek MTK6582, 1 GB RAM, 4 GB ROM, kamery 5 i 2 Mpx oraz bateria 1800 mAh zostały wycenione na 189 euro, czyli niecałe 800 zł. Obecnie trwa „promocja” o nieznanym horyzoncie czasowym, w której wartość telefonu obniżono do 139 euro. Jest to jednak na razie przedsprzedaż, bowiem produkcja (w Chinach, a gdzieżby) ruszy dopiero pod koniec roku.
Kupno podobnego „kota w worku” w zbliżonej cenie nie jest wcale trudnym zadaniem. Czy znajdą się chętni na Ziltę? Myślę że tak, pod warunkiem zmasowanego wsparcia marketingowego. Dobrym przykładem uwiarygadniającym tę tezę (choć dotyczącym nieco innego segmentu) jest One Plus One, którego do tej pory chyba nikt nie widział na oczy, a o którym mówią niemalże wszyscy. Przedsiębiorcy fińskiego pochodzenia celują w odbiorców, którym uda się wmówić że kupno nowego telefonu jest lepszym rozwiązaniem niż nabycie za grosze nakładki i zainstalowanie jej w już posiadanym sprzęcie. Obawiam się że znajdą wielu chętnych, jeśli tylko skutecznie dotrą do nich ze swoją ofertą.
Źródła: BGR, Zilta

