8.7

Sony Xperia Z2

6
Xperia Z2

Nasza ocena

wzornictwo/wykonanie9
wyświetlacz9.5
bateria8.5
aparat9
oprogramowanie8.5
jakość/cena7.5
8.7

Jakiś czas temu firma Sony zapowiedziała skrócenie cyklu wydawniczego swoich sztandarowych smartfonów. Jak na razie słowa dotrzymuje, bowiem Xperia Z2 zadebiutowała mniej więcej pół roku po swojej poprzedniczce. Od premiery upłynęło niewiele czasu, a już pojawiają się pierwsze spekulacje i przecieki na temat modelu Z3.

Można spotkać się z zarzutami, że taki zmasowany wysyp nowych modeli skutkuje znacznym spadkiem ich atrakcyjności w porównaniu z poprzednikami. Moim zdaniem, jeśli w ogóle pojawia się tu jakikolwiek problem, to dotyka on wyłącznie producenta, który zmuszony jest poświęcić więcej zasobów i wysiłku na stworzenie i wypromowanie kolejnego “flagowca”. Czy jakikolwiek konsument może czuć się pokrzywdzony z powodu zwiększonych możliwości wyboru? Chyba wyłącznie ten, który nabywa urządzenia klasy premium nie z powodu ich walorów funkcjonalnych, a , nazwijmy to oględnie, “prestiżowych”.

Postęp technologiczny w dziedzinie sprzętu ostatnio sporo przyhamował i odbiło się to wyraźnie na zmniejszeniu efektu “WOW” w odniesieniu do kilku ostatnich gorących premier. To zjawisko nie ominęło również Xperii Z2, tym bardziej że jej starsza siostra przyszła na świat zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Kuszący więc wydał mi się pomysł wzbogacenia testu najnowszego dziecka Sony porównaniami z modelem Z1. W tym miejscu pragnąłbym serdecznie podziękować przedstawicielowi Sony Polska, Panu Piotrowi Papajowi. Dzięki jego przychylności i błyskawicznej reakcji na mój dość późno wyartykułowany kaprys uzyskałem możliwość jednoczesnego przyjrzenia się obu smartfonom.

Do Xperii Z1 japońscy inżynierowie wepchnęli Snapdragona 800. Pół roku później jedynym mocniejszym następcą okazał się Snapdragon 801, któremu czasami stawiany jest zarzut, że jest tylko lekko “podpicowaną” wersją poprzednika. Rzućmy okiem na tabelkę, która wypunktowuje najistotniejsze różnice w specyfikacji obu smartfonów.

Sony_Xperia_Z2_vs_Z1_params

Wyróżnione parametry dotyczące procesorów odnoszą się do granicznych wartości określonych przez Qualcomma. Zwiększenie taktowania CPU jest najmniej istotną zmianą. Z drugiej strony uzyskane przeze mnie wyniki benchmarków pozwalają wątpić, czy możliwość zwiększenia wydajności Adreno 330 została przez konstruktorów Xperii Z2 wykorzystana. Jednak bez dwóch zdań  potężniejszy procesor ISP ułatwił implementację rejestrowania wideo 4k, choć jest ono osiągalne dla Snapdragona 800, czego przykładem jest choćby Samsung Galaxy Note 3 LTE, czy LG G Pro 2.

Pierwszy kontakt z urządzeniami nie pomaga w odparciu spotykanego gdzieniegdzie zarzutu, że Xperia Z2 jest odgrzewanym kotletem. Pudełka w których są dostarczane można uznać za niemalże identyczne.

Sony_Xperia_Z2_box

Pobieżny rzut oka na telefony również nie ujawnia jakichś znaczących różnic. Pokryte taflą szkła tylne ścianki goszczą umiejscowione w lewym górnym rogu obiektywy aparatów i diody doświetlające. Praktycznie jedyną cechą, decydującą o ich odmienności, są nieznaczne zmiany w gabarytach, wynikające z zastosowania w Z2 ekranu powiększonego z 5 do 5,2 cala.

Sony_Xperia_Z2_face_vs_Z1

Xperia Z1 ma wymiary 144*74*8,5 mm oraz masę 170 gramów. Jej następczyni, posiadając większy ekran i baterię (3200 zamiast 3000 mAh), nieszczególnie się rozrosła: jedynie przewyższa poprzedniczkę o 2,8 mm, jest natomiast o 0,7 mm węższa i o 0,3 mm cieńsza, a do tego zrzuciła 7 gramów wagi. Układ przycisków fizycznych pozostał niezmieniony: na prawej krawędzi, nieco powyżej środka, znajdziemy charakterystyczny okrągły wyłącznik, tuż pod nim – wygodne i dobrze wyczuwalne regulatory głośności, a prawie na samym dole – spust aparatu. Osobiście lubię koncepcję umieszczenia przycisków na jednej krawędzi, która eliminuje przypadkowe niezamierzone wciśnięcia dokonywane palcami obejmującymi krawędź przeciwległą. Wyprofilowana aluminiowa ramka zamykająca po bokach bryłę urządzenia nie zmieniła się w sposób istotny. Łącząca ją z obu taflami szkła plastikowa wstawka jest teraz mniej wyodrębniona, za to przerywa ciągłość ramki w miejscach gdzie pojawiają się wodoszczelne klapki. Xperię Z1 wyposażono w dwie osobne pokrywy po lewej stronie, zabezpieczające gniazda microSD i microUSB. W nowszym modelu zastąpiono je jedną wspólną. Najwyraźniejsza zmiana zewnętrzna związana jest z głośnikami multimedialnymi. W Z1 był on pojedynczy, a jego wylot znajdował się na na dolnym boku. W Z2 zastosowano zestaw stereofoniczny z wylotami sprytnie “upchniętymi” w szczelinach pomiędzy przednią taflą szkła i ramką. Górny głośnik służy zamiennie do prowadzenia rozmów, a w jego szczelinie, podobnie jak poprzednio, pojawiają się wielokolorowe świetlne powiadomienia.

Sony_Xperia_Z2_details

Ogólnie rzecz biorąc, wykonanie obu Xperii sprawia bardzo solidne wrażenie. Ocena ich nieco surowego i “kanciastego” wzornictwa to kwestia indywidualnego gustu, z pewnością jednak trudno znaleźć jakikolwiek detal któremu można by zarzucić choćby dalekie powinowactwo z tandetą. Ceną jaką płacimy za wodo- i pyłoodporność są nieco powiększone gabaryty i masa, oraz jednobryłowa konstrukcja, która uniemożliwia zastosowanie wymiennej baterii, a także nieco utrudnia montowanie kart microSIM. O ile jednak ktoś nie żongluje namiętnie kartami operatorów, to lekko kłopotliwe zabawy z tacką można uznać za błahostkę.

Przetworniki obrazu

Xperia Z2 pretenduje do miana jednego z najlepszych smartfonów fotograficznych. Podobnie jak poprzedniczkę, wyposażono ją w duży (1/2,3 cala) przetwornik główny Exmor RS, o imponującej rozdzielczości 20, 7 Mpx, wspierany przez precyzyjny i jasny (f/2,0) obiektyw. W momencie przeprowadzania testów oba telefony pracowały pod kontrolą najnowszej wersji systemu Android (4.4.2) i towarzyszącej jej identycznej autorskiej aplikacji Sony obsługującej aparat.

Pierwszym, w sposób oczywisty narzucającym się sprawdzianem, było porównanie jakości zdjęć wykonywanych przez oba smartfony. W fotkach wykonanych w wielu różnorodnych warunkach niezwykle trudno było mi odnaleźć jakiekolwiek różnice mogące wskazywać na choćby cień przewagi któregokolwiek z aparatów. Dla formalności przedstawiam jednak przykład z dwóch wybranych scenerii: pierwsza rzuca wyzwanie dużym kontrastem pomiędzy jasnym popołudniowym niebem i schowanymi w cieniu detalami architektury, druga to bezproblemowy plenerek w pełnym świetle dnia. Prezentowane zdjęcia wykonane zostały w rozdzielczości 8 Mpx, zapewniam jednak że różnice przy rozdzielczości maksymalnej były równie nikłe.

Sony_Xperia_Z2_camera_vs_Z1

Mam nadzieję że powyższe “dowody” całkowicie usprawiedliwiają pominięcie odwołań do Xperii Z1 w dalszych rozważaniach.

Interesująco przedstawia się porównanie imponującej maksymalnej rozdzielczości (20,7 Mpx) do skromnie prezentujących się 8 megapikseli, które są następną pozycją na liście ustawień. Warto przy okazji uzmysłowić sobie, że dość drastyczna różnica w ujęciu “powierzchniowym” (megapiksele) przekłada się na dużo mniejszą przewagę w skali liniowej – dłuższy bok zdjęcia to odpowiednio 5248 i 3264 piksele. Innymi słowy: mikrodetal, zajmujący na pełnowymiarowym zdjęciu pole 16*16 pikseli, na fotce 8 Mpx wypełnia obszar kwadratu o boku 10 pikseli. Ale dość teoretyzowania. Jak to wygląda w praktyce?

Sony_Xperia_Z2_camera_20M_vs_8M

Wycinki ze zdjęć 8 Mpx przeskalowałem w górę, co nie powoduje uszczerbku w detalach, w zamian za to pozwala na czytelniejsze zobrazowanie różnic w treści obrazów w obu trybach. Zaskakującym może wydawać się fakt, że szczegółowość w obu seriach próbek jest niemalże identyczna. Co gorsza zdjęcia w natywnej rozdzielczości są o wiele bardziej zaszumione. Jest na to dość proste wytłumaczenie. Mówiąc w dużym skrócie, pojedyncze elementy matrycy światłoczułej reagują na wybrane zakresy pasma światła widzialnego, dzięki czemu pozyskiwane są dane o kolorach. Pełna informacja o jasności konkretnego punktu jest tworzona przez interpolację informacji pochodzących z kilku sąsiadujących pikseli. Siłą rzeczy wynikowe zdjęcie jest mniej ostre niż teoretycznie mogłoby być i tak też jest w wypadku fotek 20,7 Mpx rejestrowanych przez Xperię Z2. Gdy tworzy ona natomiast siatkę 8 megapikseli, ma do dyspozycji dużo nadmiarowych informacji, które w efekcie pozwalają uzyskać obraz o wiele ostrzejszy niż wykreowany na podstawie danych z hipotetycznego przetwornika 8 Mpx.

Najlepiej zilustrują to kolejne przykłady, gdzie do porównań posłużą zdjęcia uchwycone przez Samsunga Galaxy S3. W kilku wcześniejszych testach staruszek pokazał, że jego optyka i 8-megapikselowy przetwornik potrafią być nadal twardym orzechem do zgryzienia dla niejednej nowszej konstrukcji. Zacznijmy od niewymagającego miejskiego pejzażu oświetlonego pełnym dziennym światłem.

Sony_Xperia_Z2_camera_day

W ogólnym planie różnice w odwzorowaniu kolorów są niewielkie i trudno o jakiekolwiek kryteria, które miałyby wskazać tu zwycięzcę. Xperia Z2 jest nieco dokładniejsza w cieniach, ale dopiero w szczegółach pokazuje swoją zdecydowaną przewagę. Jedyne co można jej zarzucić to lekka “nadinterpretacja” źdźbeł trawy. W obu próbkach trudno wychwycić zauważalne szumy.

Sony_Xperia_Z2_camera_evening2

Wczesnym wieczorem, gdy gasnące niebo zaczyna oddawać pole latarniom, pojawia się więcej różnic. Barwy oddawane przez Xperię wydają się pełniejsze i subiektywnie nieco przyjemniejsze, jest też ona bezapelacyjnym zwycięzcą w dziedzinie szczegółowości. Tym razem nie widać jej przewagi w cieniach, pojawiają się też lekkie szumy, ale na całkowicie akceptowalnym poziomie.

Sony_Xperia_Z2_camera_artificial

Stosunkowo intensywne sztuczne światło nie stanowi większego problemu dla obu aparatów, choć Samsung wyraźniej pogrąża cienie. Xperia Z2 zauważalnie lepiej oddaje niuanse także w światłach, a w szczegółach ponownie okazuje się mistrzem. Można mieć jedynie zastrzeżenia do niebieskiej nutki która pojawia się w obszarach w oryginale zbliżonych raczej do neutralnej bieli.

Sony_Xperia_Z2_camera_night

W skąpym oświetleniu najczęściej ujawniają się słabości aparatów. Xperia Z2 w szczegółach nadal jest bezkonkurencyjna i wyraźnie lepiej radzi sobie w cieniach. Możemy lekko ponarzekać na poziom szumów i nieco intensywniejszą flarę generowaną przez pobliską latarnię. W moich wcześniejszych testach przedstawiałem dużo gorsze interpretacje dominującego koloru powyższej scenerii. Wizje Z2 i S3 dość znacznie się różnią, mnie osobiście nieco bardziej przekonuje wersja Samsunga.

Moja osobista konkluzja: tryb 20,7 Mpx został dodany “na wszelki wypadek”, bo taką też rozdzielczością dysponuje przetwornik Xperii Z2, trzeba jednak pamiętać że na tworzonych w ten sposób zdjęciach nie znajdziemy wyraźnie większej ilości detali, będą one za to zdecydowanie bardziej zaszumione, a waga plików będzie ponad dwukrotnie większa. Ponadto w trybach o mniejszej rozdzielczości dostępnych jest wiele dodatkowych ustawień nieosiągalnych przy fotografowaniu “natywnym”. Jeszcze jedną zaletą trybu 8 Mpx jest fakt, że korzystanie w nim z cyfrowego zoomu w umownych granicach 1 – 1,5 nie powoduje wyraźnie zauważalnego spadku szczegółowości zdjęć (w porównaniu do fotek uzyskanych bez zoomu, a po zbliżeniu się do obiektu, co w praktyce nie zawsze jest wykonalne).

Wszystkie powyższe ujęcia zostały wykonane przy użyciu autorskiej aplikacji Sony z ustawieniami “ręcznymi”. Użyłem cudzysłowu, ponieważ duża część istotnych parametrów (ostrość, ekspozycja, balans bieli) i tak domyślnie dobierana jest automatycznie. Gdyby jednak komuś mało było sztucznej inteligencji, do wyboru pozostaje jeszcze tryb pod nazwą “Lepsza automatyka”. Być może miałem pecha, ale kilka prób przeprowadzonych w różnych warunkach nie pozwoliło mi zauważyć pozytywnych skutków zastosowania tego “ulepszenia” (negatywnych również nie).

“Lepsza automatyka” nie wyczerpuje ponadstandardowych możliwości aplikacji aparatu. Pojawiły się m. in. opcje niedostępne w Xperii Z1 (np. “Wideo 4k” i “Wideo z Timeshift”). Dwóch innych, “Social live” i “Vine”, z premedytacją nie opiszę. Nie jestem wrogiem portali społecznościowych, ale nie chcę przykładać ręki do propagowania ekshibicjonizmu. “Info-eye” usiłuje rozpoznawać obiekty widziane przez kamerę i skanuje kody kreskowe, ale w naszym kraju jego skuteczność śledcza pozostawia wiele do życzenia. “Rozległa panorama” rzeczywiście może być bardzo rozległa. Skleja się poprawnie, a do tego imponuje rozmiarem krótszego boku – 1080 pikseli. Aby ją podziwiać w pełnej krasie należałoby chyba ustawić obok siebie kilka monitorów Full HD. “Efekt AR” traktuję jako spontaniczny wybryk programistów wywołany chwilowym nadużyciem THC. Niech przemówią obrazy:

Sony_Xperia_Z2_camera_effectAR

“Nieostrym tłem” Sony wnosi swój wkład w modne ostatnio zabawy z manipulowaniem ostrością obiektów po wykonaniu zdjęcia (Nokia, HTC, LG). Pomysł w porównaniu z konkurencją wygląda nieco skromnie, bowiem w tym trybie mamy jedynie możliwość dodatkowego “rozmazania” dalekich planów. Jest to jednak nawiązanie do cech klasycznych aparatów, gdzie użycie obiektywu o dłuższej ogniskowej przy pełnym otwarciu przysłony pozwala znacznie rozmyć tło i uwypuklić dzięki temu główny obiekt zdjęcia. Pozwoliłem sobie przygotować animowany GIF, który co prawda siłą rzeczy masakruje paletę kolorów, ale być może pozwoli przystępnie pokazać charakter możliwych do uzyskania modyfikacji ujęcia.

Sony_Xperia_Z2_Nieostre_tło

Szkoda tylko że zastosowany algorytm nie zawsze poprawnie rozpoznaje plany i potrafi rozmyć to czego nie powinien (i na odwrót), rujnując tym samym zaplanowany efekt.

“Efekt kreatywny” to spory pakiet interesujących filtrów ingerujących na różne sposoby w treść obrazu. Największa zaleta tego trybu jest równocześnie jego największą bolączką. Włączenie podglądu efektów w czasie rzeczywistym pozwala na świadomy wybór filtru i daje pełną kontrolę nad ostatecznym wyglądem zdjęcia, jednak po dłuższej chwili nieuchronnie kończy się widocznymi poniżej komunikatami:

Sony_Xperia_Z2_camera_thermal_hazard

Po przymusowym zamknięciu aplikacji aparatu system dość często potrafi spłatać dodatkowego figla. Zamiast powrócić do domyślnie używanego klasycznego pulpitu Androida, przełącza się na uproszczoną wersję pojedynczego ekranu domowego, będącego elementem nakładki Sony.

Analogiczne do przedstawionych powyżej kłopoty termiczne pojawiają się po uruchomieniu trybu filmowania w rozdzielczości 4k, który omówię za chwilę, a teraz jeszcze na moment zatrzymam się przy “Wideo z Timeshift”. W tym trybie rejestrujemy film o rozdzielczości 1280*720 z prędkością 120 kl/s. Po zakończeniu ujęcia przenosimy się do prostego edytora, który pozwala na określenie granic pojedynczego fragmentu filmu, w ramach którego nastąpi późniejsze czterokrotne spowolnienie nagrania (wraz z dźwiękiem). Prawdę mówiąc, edytor zajmuje się jedynie modyfikacją metadanych w kontenerze MP4 odnoszących się do prędkości odtwarzania. Podobne, jak i bardziej skomplikowane efekty można uzyskać filmując po prostu w trybie HD 120 kl/s i dokonując następnie pożądanej edycji w komputerze. Nie przeczę jednak, że udostępnienie takiej możliwości w prostej formie bezpośrednio w telefonie wielu użytkowników może uznać za atrakcyjne. Ostrzegam przy okazji, że użycie “Wideo z Timeshift” skutkuje zapisaniem dwóch filmów – wersji pierwotnej oraz spowolnionej, co podwaja ilości konsumowanych zasobów pamięci masowej.

Znaczny apetyt na pamięć wykazuje również tryb “Timeshift burst”. Po naciśnięciu spustu migawki wykonujemy serię 61 zdjęć, z których następnie wybieramy najbardziej nam odpowiadające, tym niemniej cały komplecik pozostaje w pamięci, zajmując przeciętnie trzydzieści kilka MB. Fotki seryjne wykonywane są z imponującą prędkością 30 ujęć na sekundę, wyprucie całego magazynka utrwala więc dwusekundowy przedział czasu. Najciekawsze jest że to, że aplikacja na bieżąco buforuje w RAM pozyskane z przetwornika ostatnie 30 klatek, tak więc w ostateczności połowa serii obejmuje sekundę przed momentem naciśnięcia spustu migawki, jedno zdjęcie jest dokładnie z nim zsynchronizowane, a reszta kończy się sekundę później. Niestety, jakość zdjęć seryjnych jest rozczarowująca. Rozdzielczość 1920*1080 dałoby się jeszcze zaakceptować gdyby nie towarzysząca jej silna kompresja dodatkowo wypłukująca znaczną ilość detali.

Znalazłem metodę na obejście tego problemu i zamierzam się nią podzielić 🙂 . Wymaga to jednak przejścia do omówienia trybu “Wideo 4k”. Pojedyncza klatka filmu 4k ma rozdzielczość 3940*2160. To w zasadzie takie panoramiczne 8 megapikseli, co wygląda na papierze i w rzeczywistości dużo lepiej niż 2 megapiksele zastosowane w zdjęciach seryjnych. Xperia Z2 rejestruje superfilmy z prędkością 30 kl/s. Nietrudno tu dostrzec podobieństwo do serii zdjęć. Do tego wszystkiego długość “serii” filmowej możemy dowolnie kształtować. No, może nie dowolnie – zasoby pamięci są jednak skończone, a wspomniany wcześniej efekt “szoku termicznego” jest jeszcze skuteczniejszym ograniczeniem. A jak przedstawia się jakość pojedynczej klatki wideo 4k? Sądzę że prezentowane poniżej porównanie nie wymaga komentarza i powinno rozwiać wszystkie wątpliwości.

Sony_Xperia_Z2_camera_4k_vs_serial

Należy jedynie wziąć pod uwagę, że kąt widzenia aparatu w trybie 4k jest wyraźnie mniejszy niż w trybach zdjęciowych i dla uzyskania identycznego kadru w 4k trzeba się nieco oddalić od obiektu. Na zdjęciach powyżej można zresztą zauważyć nieco odmienną perspektywę w próbce 4k.

Filmy 4k (niezbyt długie, o co zadbało Sony wespół z Qualcommem) większość z nas może sobie na razie kręcić w celach archiwalnych. Nawiasem mówiąc, zastanawiam się nad losem przyszłych szczęśliwych posiadaczy telewizorów 4k. Zakładając że mają standardowy nieupośledzony wzrok (rozróżnianie punktów oddalonych o jedną minutę kątową), będą zmuszeni zasiadać w odległości nie większej niż 90 cm od swojego 50-calowego cacka, by móc w pełni cieszyć się bogactwem szczegółów. Aż boję się pomyśleć o posiadaczach mniej sprawnych oczu.

Na szczęście wciąż jeszcze żyjemy w epoce FullHD i filmy w tej rozdzielczości Xperia Z2 kręci wzorowo, z gładko adoptującą się ostrością i ekspozycją, udostępniając również super płynne 60 kl/s i bardzo dobry (jak na smartfon) stereofoniczny dźwięk. Dodam jeszcze że dioda doświetlająca, radząca sobie doskonale w trybie zdjęciowym, na planie filmowym staje się niewystarczająca w odległościach większych od umownych 2 – 3 metrów.

Reasumując, główny aparat w Xperii Z2 to kawał solidnego sprzętu, a towarzysząca mu aplikacja w podstawowych trybach zdjęciowych i filmowych (nie wyłączając HDR w czasie rzeczywistym) pozwala na rejestrowanie materiałów o doskonałej jakości w prawie każdych warunkach (nawet pod wodą – nie zapominajmy o wodoszczelności). Dodatkowym “atrakcjom” w aplikacji jest niepokojąco blisko do zbędnych wodotrysków, ale od przybytku głowa nie boli – z pewnością znajdą się użytkownicy którym przypadną one do gustu.

Nie wspominałem dotąd o przedniej kamerce. Tu muszę nieco zmartwić wielbicieli “selfies”. 2 megapiksele dobrze wyglądają jedynie w specyfikacji. Poniższe porównanie prezentujące fragmenty zdjęć w skali 1:1 (“piksel w piksel”) powinno usprawiedliwić moją niepochlebną opinię.

Sony_Xperia_Z2_camera_front_vs_rear

Zdjęcie pochodzące z głównego przetwornika o dwukrotnie zredukowanej liniowo rozdzielczości (bliskiej niepanoramicznemu VGA, czyli 0,3 Mpx!) i tak prezentuje się dużo korzystniej niż wymemłany ochłap z dodatkowej kamerki.

Wyświetlacz

Xperia Z1 zebrała sporo cięgów (w dużej mierze zasłużonych) za niedoskonałości swojego ekranu. Można lekceważyć znaczenie poprawnej reprodukcji obrazu przy skośnej obserwacji, jak to uczynił sephiroot w przesympatycznej skądinąd recenzji Oppo Find 7a, ale jeśli ktoś często prezentuje zdjęcia gronu znajomych, nie przepada za nieustannym korygowaniem orientacji telefonu w trakcie oglądania filmów lub woli szybki rzut oka na leżący telefon po otrzymaniu powiadomienia od bardziej angażującego ujmowania go w dłoń, z pewnością doceni ogromną poprawę jakości wyświetlacza w Xperii Z2. Korci mnie nawet by posunąć się w argumentacji o krok za daleko. Skoro przyznajemy prawo do egzystencji osobnikom tracącym uzębienie na widok oddzielnych pikseli na smartfonowym ekranie Full HD oraz indywiduom, którym pięciokrotnie rośnie poziom cholesterolu po dotknięciu plastikowej obudowy, dajmy z kolei szansę na odrobinę radości użytkownikom, którym przyświeca maksyma “płacę – żądam” w odniesieniu do kątów widzenia.

By unaocznić różnice w zachowaniu się wyświetlaczy obu Xperii i pokazać je w szerszej perspektywie, dokooptowałem do porównań AMOLED-a z Galaxy S3 i LCD z LG L9, który to telefon już w dniu premiery celował raczej w średnią półkę.

Sony_Xperia_Z2_displays_comp

Wyświetlany na ekranach telefonów obrazek testowy ma w centrum “średnioszare” tło ($7F7F7F). Gradient na górze równomiernie przechodzi od bieli do czerni. Jasność ekranów kalibrowałem “na oko”, co w pewnym stopniu zaburza klarowność porównań, ale i tak niektóre różnice są spektakularne. L9 pokazuje że IPS może być kiepski. Frontalnie już lekko błękitnawy, sinieje na potęgę i ginie prawie całkowicie pod większymi kątami, choć trzeba przyznać że przynajmniej w miarę równomiernie oddaje skalę szarości. Z1 wykazuje diametralnie odmienne aberracje. Im większy kąt, tym bardziej zdaje się jaśnieć, za wyjątkiem spojrzeń z ukosa, gdzie oprócz tego wyraźnie traci kolory. Zbyt jaskrawa na starcie średnia szarość przy dużych kątach staje się prawie tożsama z bielą. Teoretycznie OLED powinien stanowić wzór do naśladowania – organiczne diody nie mają powodu by nie świecić równomiernie we wszystkich kierunkach. W rzeczywistości pod dużymi kątami Samsung łapie delikatną niebieską nutkę, jaskrawość jednak trzyma wzorcowo. Na tym ostatnim polu wyświetlacz Xperii Z2 minimalnie odstaje, natomiast z której strony by nie patrzeć – kolory i skala szarości są odwzorowywane niemal nieskazitelnie. Warto dodać, że w obu Xperiach istnieje możliwość skalibrowania w dość szerokich granicach temperatury barwowej ekranowej bieli.

Gdybym miał na siłę doszukiwać się wad wyświetlacza Xperii Z2, powiedziałbym że mógłby mieć większą maksymalną jasność. Każdy smartfon w pewnym stopniu niedomaga na słońcu. Treści na ekranie Z2 pozostają w takiej sytuacji nadal czytelne, ale gdyby udawało im się odrobinę skuteczniej przebijać przez potop światła byłbym o krok od pełnego zachwytu. Wyświetlacz musiał pozostawić wśród japońskich inżynierów lekki niedosyt jeszcze pod innym względem, skoro zdecydowali się zmienić prawie ideał w nad-ideał, kontynuując aplikowanie technologii X-Reality. “Poprawianie” obrazu jest aktywne jedynie w aplikacji Album – rozbudowanym odpowiedniku standardowej Galerii, ponadto można je wyłączyć w ustawieniach, co z pewnością uczyniłbym gdybym miał się zaprzyjaźnić z Xperią Z2 na stałe. Dlaczego?

Na pierwszy rzut oka jest niby lepiej:

Sony_Xperia_Z2_X-Reality_example

Co się jednak stanie gdy zrzut ekranu uszlachetnionego przez X-Reality wyświetlimy na nim ponownie i powtórzymy procedurę parokrotnie aby “wzmocnić wzmocnienie”?

Sony_Xperia_Z2_X-Reality_multiplied

Zaintrygowany uzyskanymi efektami postanowiłem zbadać sprawę dokładniej. Czytelników niezainteresowanych dalszym drążeniem wycinkowego zagadnienia zapraszam parę akapitów niżej, a pozostałym przedstawiam rezultaty obróbki przez X-Reality syntetycznej planszy testowej.

Sony_Xperia_Z2_X-Reality_comp2

Gdyby X-Reality zwiększało jedynie nasycenie kolorów, górny prostokąt po prawej stronie powinien być jednolicie szary, bowiem wyjściowe barwy są całkowicie nasycone (w przestrzeni RGB). Skoro jest inaczej, oznacza to że algorytm modyfikuje dodatkowo odcienie kolorów według jakiegoś tajnego klucza, co potwierdza również dolny prawy prostokąt, gdzie miały prawo pojawić się z różną intensywnością jedynie barwy wyjściowe.

Nie koniec na tym. Oprócz zastąpienia oryginalnych kolorów ich ulepszonymi odpowiednikami, X-Reality stara się najprawdopodobniej również “uszczegółowić szczegóły”. Nie wdając się w opisywanie toku “śledztwa” prezentuję nieco zmniejszony z konieczności obrazek testowy Full HD…

Sony_Xperia_Z2_X-Reality_spl1

… i rezultaty jego przetworzenia w postaci kilku fragmentów w pełnej skali. Aplikacja Album nawet z wyłączonym X-Reality próbuje majstrować przy pikselach, dlatego dodałem obraz wyświetlany przez lekką i prostą “Galerię” QuickPic, która zupełnie nie ingeruje w prezentowaną treść.

Sony_Xperia_Z2_X-Reality_comp1

Usilnie nalegam na kliknięcie na ostatnie zdjęcie, bowiem jego pomniejszenie wymuszone układem strony niweczy prawie całą wartość poglądową.

Bez względu na intencje twórców algorytmu, końcowy efekt jest bardziej niż dziwaczny. Aplikacja Album ujawnia jeszcze inne nieoczekiwane zachowania, do czego wrócę później. Daleki jestem od narzucania komukolwiek swoich preferencji, jednak delikatnie przypominam, że w Google Play można znaleźć mnóstwo dopracowanych przeglądarek zdjęć i odtwarzaczy filmów.

Trudno spodziewać się by w urządzeniu z górnej półki zawodził czujnik dotyku. Xperia Z2 oczywiście zachowuje pod tym względem wysokie standardy, a szczególnie oczarował mnie “tryb rękawiczek”. Panel dotykowy reaguje bezbłędnie nawet przy próbach otumanienia go warstwami wielokrotnie złożonej grubej tkaniny, zachowując się przy tym nadal poprawnie w bezpośrednim kontakcie z palcami.

Osobiste doświadczenia nie pozwalają mi potwierdzić pojawiających się gdzieniegdzie informacji, jakoby digitizer w Z2 był zdolny do pracy w zanurzeniu. Mam wrażenie że woda niezwykle skutecznie go obezwładnia, z kolei jej krople przelewające się losowo po ekranie po powrocie telefonu do atmosfery potrafią dość często samoistnie wywołać reakcje interfejsu. Podwodni fotografowie i filmowcy mają na szczęście do dyspozycji fizyczny przycisk aparatu, natomiast nurkowie chcący odebrać lub nawiązać połączenie (co jest możliwe) zmuszeni będą na chwilę się wynurzyć by wydać stosowne polecenia za pośrednictwem interfejsu dotykowego.

Komponenty audio

Osobno do testów otrzymałem  zaawansowane słuchawki dokanałowe MDR-NC31 z cyfrową redukcją zewnętrznego hałasu. Według pogłosek poprzedzających debiut Xperii Z2 miały one wejść w skład zestawów sprzedażowych. Można jednak odnieść wrażenie, że obecnie są wyłącznie dystrybuowane niezależnie. Pojawia się więc pytanie, czy są warte swojej stosunkowo wysokiej ceny (w najlepszym wypadku niecałe 200 zł)?

Sony_Xperia_Z2_earph

Jakość reprodukowanego dźwięku jest bezdyskusyjnie bardzo dobra. Z drugiej strony poruszamy się w przedziale cenowym, w którym różnice pomiędzy produktami sprowadzają się do niuansów. Przeprowadzone porównanie ze słuchawkami wartymi ok. 80 zł w moim odczuciu w żadnej mierze nie uzasadnia wysupłania ponad dwukrotnie większej kwoty na produkt Sony, jeśli miałbym rozpatrywać wyłącznie walory brzmieniowe. Pozostaje oczywiście kwestia redukcji hałasu. Efekt bez wątpienia jest zauważalny i wyraźny. Na moje ucho zakłócenia zewnętrzne cichną na ogół przynajmniej o jakieś 4-6 dB, jeśli nie więcej.

O zmianie jaka zaszła w głośnikach multimedialnych wspominałem już na początku artykułu. Xperia Z2 gra zauważalnie głośniej od swojej poprzedniczki. Przeniesienie przetworników na front telefonu ma oczywiście dodatkowe zalety. Trudniej je niechcący przesłonić, a górne składniki pasma akustycznego docierają do uszu bezpośrednio, bez odbić, dodatkowego tłumienia i zaburzania lokalizacji w sygnałach stereo. Basy naturalnie nie istnieją, natomiast ciekawe rzeczy dzieją się poczynając od ok. 200 Hz w górę, kiedy to głośniczki dopiero zaczynają nieśmiało się odzywać. Przy 200 Hz dolny gra o ok 10 dB głośniej od górnego, przy 300 Hz różnica dochodzi do prawie 20 dB (!), po czym stopniowo maleje, praktycznie znikając przy częstotliwości ok. 1 kHz. Jednak smartfon to nie studio nagraniowe i te niecodzienne wybryki wypada Xperii wybaczyć. Przy dużych głośnościach zaczyna pracować nielubiany przeze mnie kompresor dynamiki, na szczęście nienachalnie. Miłośnicy tego ordynarnego narzędzia mogą jednak zwiększyć doznania włączając opcję “xLOUD” w ustawieniach. Całkiem przyjemnie dla ucha brzmi efekt “S-Force Front Surround”, który poza wirtualnym poszerzeniem bazy stereofonicznej czyni sporą ilość nagrań odrobinę bardziej selektywnymi za pomocą drobnych korekt w środkowym i górnym pasmie.

W torze słuchawkowym znajdziemy 5-pasmowy korektor graficzny uzupełniony o dodatkowy filtr “Clear BASS”, który jest “półką” kończącą się na 180 Hz, o znikomym podbiciu (3 dB) i wyraźniejszym odcięciu (do 9 dB przy 60 Hz). Podobną asymetrię wzmocnienia wykazują pozostałe filtry o dobrze dobranych dobrociach, poprawnie traktujących częstotliwości pośrednie.

Sony_Xperia_Z2_EQ

Obok korektora można użyć procesora symulującego warunki pogłosowe jednego z trzech arbitralnie dobranych pomieszczeń. Jednak obecnie przytłaczająca większość produkcji muzycznych jest już z góry wyposażona w optymalną atmosferę akustyczną. Ale co kto lubi.

Sony_Xperia_Z2_VPT

Jest także dostępna opcja “Wyraźne stereo”, która do każdego kanału dodaje zgodną w fazie domieszkę drugiego kanału na poziomie -40 dB. Jeśli będziemy mieli szczęście i przesłuchy w kablu słuchawkowym w całym pasmie będą zbliżone do tej wartości i do tego przeciwne w fazie, opcja ma szanse je zredukować. W innych sytuacjach nie zdziała praktycznie nic lub co gorsza popsuje odrobinę obraz stereofoniczny.

Zniekształcenia przetwornika C/A w torze słuchawkowym pozostają na poziomach nieistotnych, jeśli brać pod uwagę niedoskonałości ludzkiego słuchu.

Nie mam żadnych zastrzeżeń co do jakości rozmów prowadzonych przy użyciu Xperii Z2. W ustawieniach znajdziemy kilka opcji, w zamyśle stworzonych dla dodatkowej poprawy komfortu konwersacji. Zakładam że redukcja szumów w jakimś stopniu działa, choć moi rozmówcy w trakcie testowych połączeń mieli kłopoty z odnotowaniem ewidentnych różnic w tym zakresie. Podobnie było z opcją “Wzmocnienie głośności” i przełączaniem się pomiędzy trzema ustawieniami “Korektora graficznego” (“Normalne”, “Jasne” i “Płynne”). Nie da się natomiast nie zauważyć efektów działania “Wolnej rozmowy”. Zaimplementowany time stretching wydłuża czas trwania wypowiedzi użytkownika Xperii o ok. 1/3 i na szczęście potrafi rozpoznawać momenty ciszy, w przeciwnym wypadku spójność dialogu zostałaby zrujnowana w krótkim czasie. Korzystny wpływ działania tego algorytmu na zrozumiałość słów wydaje mi się jednak mocno dyskusyjny.

Moduły komunikacyjne

Przyznaję ze skruchą, że nie jestem w pełni przygotowany do testowania tak zaawansowanego telefonu jakim jest Xperia Z2. Jego moduł Wi-Fi obsługuje praktycznie wszystkie spotykane standardy, nie wyłączając najnowszego 802.11 ac. Nie udało mi się doprowadzić do spotkania smartfona z ruterem zgodnym z ultraszybkim protokołem. Niezależne praktyczne testy pokazują jednak, że bez wsparcia wielu anten standard 802.11 ac ma osiągi niewiele wyższe od 802.11 n, tym niemniej zgodność z najnowszym protokołem należy zaliczyć do zalet Z2. Z obsługą starszej “enki” Xperia Z 2 nie ma najmniejszych kłopotów.

Niewiele współczesnych smartfonów wspiera łączność ANT+ wykorzystywaną najczęściej przez czujniki biometryczne. Sony jest tutaj chlubnym wyjątkiem i Xperia Z2 jest kolejnym modelem, który powinien znaleźć uznanie wśród aktywnych fizycznie użytkowników. Niestety, siebie do tej grupy nie mogę zaliczyć i podobnie jak w wypadku WiFi ac nie udało mi się sprawdzić ANT+ w działaniu.

Teoretyczne i praktyczne osiągi Bluetooth to jak zwykle dwa różne światy. Moduł w Xperii (zgodny również z energooszczędnym protokołem 4.0) zapewnia stabilny transfer danych z przyzwoitą realną prędkością na poziomie 1 Mb/s.

Od telefonu klasy premium należałoby oczekiwać nienagannej obsługi odbiornika sygnałów GPS/GLONASS. Trudno mi jednak w tej dziedzinie zakwalifikować obie Xperie do ścisłej czołówki. Bywają sytuacje, kiedy wsparcie ze strony sieci komórkowych (A-GPS) zawodzi i odbiornik satelitarny zdany jest wyłącznie na siebie. Wiem że starsze systemy nawigacji potrzebują czasami nawet wielu minut na ustalenie pozycji, ale czy najnowsze “flagowce” Sony nie powinny sobie radzić odrobinę lepiej niż na prezentowanym poniżej filmie?

[embedvideo id=”juI2wYC5A3w” website=”youtube”]

Z A-GPS jest dużo lepiej, na ogół “fix” to kwestia kilku, kilkunastu sekund, ale czasem przytrafiają się wpadki, co można zaobserwować w drugiej części poniższego filmu.

[embedvideo id=”U_6Td6tyQ6Q” website=”youtube”]

Jak na potrzeby krajowe, wszechstronność modułów łączności komórkowej jest aż nadto wystarczająca. Bogata kolekcja pasm GSM (850, 900, 1800, 1900 MHz), UMTS (850, 900, 1900, 2100 MHz) i LTE (pasma 1, 2, 3, 4, 5, 7, 8, 13, 17, 20) powinna zaspokoić większość wymagań w trakcie zagranicznych wojaży. Częste handovery w ramach roamingu krajowego operatora PLAY potrafią na dłuższą metę obezwładnić niejeden telefon. Xperia Z2 nie dostała z tego powodu ani razu zadyszki, choć ilość wyzwań przed jakimi ją postawiłem była być może nieco zbyt skromna.

Bateria

Pojemności baterii w smartfonach sukcesywnie rosną, ale 3200 mAh w Xperii Z2 to wciąż dość imponująca wartość w porównaniu z ofertami konkurencji. Z drugiej strony ogniwo zmuszone jest karmić, poza wydajnym procesorem, duży i jasny wyświetlacz LCD. Poniżej przedstawiam dwa cykle rozładowania. Pierwszemu towarzyszyło dość intensywne korzystanie z urządzenia, w drugim wypadku relatywnie długo pozostawało ono bezczynne, jednak celowo pozostawiłem włączone wszystkie moduły łączności, w tym LTE. Jasność wyświetlacza cały czas była regulowana automatycznie.

Sony_Xperia_Z2_bateria

Xperia Z2 wydaje się być tytanem wytężonej pracy. Niemalże 8 godzin włączonego ekranu i prawie dwie doby całkowitego życia to wyniki nieosiągalne dla licznej grupy smartfonów. Ale jest i druga strona medalu. W stanie spoczynku telefon wydaje się być ponadprzeciętnie żarłoczny. Sytuację poprawia nieco tryb STAMINA, inteligentnie wyłączający krytyczne z punktu widzenia energochłonności podzespoły i zmuszający główny procesor do wykonywania większości wymagających zadań przy taktowaniu ograniczonym do 960 MHz. Ten ostatni zabieg niewiele jednak pomaga w stanie spoczynku, kiedy owo taktowanie i tak z reguły spada do 300 MHz.

Duża bateria gromadzi dużo energii. Jak na mój gust Xperia Z2 mogłaby ładować się odrobinę szybciej. Sporo ponad 3 godziny od 10% do całkowitego nasycenia z pewnością nie jest zachwycającym wynikiem. Z drugiej strony stateczne karmienie może mieć pozytywny wpływ na długowieczność ogniwa, które jest przecież niewymienne. Postęp ładowania sygnalizowany jest diodą. Poniżej 15% migoce ona na czerwono, później migotanie ustaje, a po osiągnięciu stanu 90% jej kolor zmienia się na zielony.

Domyślam się że istnieją osoby, które po zakończeniu ładowania mogłyby nie zauważyć dyndającej swobodnie klapki ochronnej. Z myślą o nich każdorazowo po wyjęciu wtyczki microUSB wyświetlany jest stosowny komunikat. Na szczęście można go trwale obezwładnić.

Sony_Xperia_Z2_batt_warning

Oprogramowanie

 Obie Xperie mogą aktualnie korzystać z identycznej wersji systemu. To Android 4.4.2 KitKat z całym dobrodziejstwem poprawek i ulepszeń, wśród których znalazły się jednak dwie nieco kontrowersyjne zmiany. Pierwsza z nich nie jest szczególnie drażliwa i dotyczy usunięcia zarządzania uprawnieniami aplikacji już po ich zainstalowaniu. App Ops pojawiły się eksperymentalnie w ukrytej formie w poprzedniej wersji Androida (Jelly Bean4.3). Najprawdopodobniej jednak i tak mało kto z tego udogodnienia korzystał. Druga zmiana ma poważniejsze implikacje, wprowadzono bowiem ograniczenie swobody zapisywania danych przez aplikacje na zewnętrznych kartach microSD. Problem bywa dotkliwy, bowiem dotąd wielu deweloperów nie uporało się z aktualizacjami przywracającymi pełną funkcjonalność aplikacji działających w środowisku KitKata. Posiadacze Xperii Z1 mają wybór – mogą zrezygnować z aktualizacji, natomiast nabywcy Z2, jeśli nie są oswojeni z samodzielnym majstrowaniem przy systemie, na tę ułomność KitKata są skazani.

W trosce o przyciągnięcie uwagi użytkowników, a następnie przykucie ich łańcuchami do własnej wizji Androida, wielu producentów posuwa się zbyt daleko w dziedzinie modyfikowania pierwotnej wizji systemu kreowanej przez Google. Sony, nie rezygnując całkowicie z własnej nakładki, zachowało jednak daleko idącą wstrzemięźliwość. Znajdziemy tu kilkanaście aplikacji, częściowo związanych z dodatkowymi usługami oferowanymi przez Sony, częściowo zastępujących standardowe komponenty Androida, np. przemyślany i funkcjonalny WALKMAN do odtwarzania muzyki, poszerzenie oferty Google Play – SONY SELECT, alternatywę dla Menadżera Urządzeń Android – MY XPERIA, aktualizowany na bieżąco zbiór doniesień rozrywkowych i sportowych, plotek, konkursów – XPERIA LOUNGE, agregator wiadomości z portali społecznościowych – SOCIALIFE, wspominany wcześniej zamiennik Galerii – ALBUM oraz kilka skromniej się prezentujących ale przydatnych programów (Centrum aktualizacji, menadżer plików File Commander, odtwarzacz wideo Filmy, Pomoc Techniczna, Radio FM, prosty edytor grafiki Szkic, Kopia Zapasowa). Nie zabrakło również elementów modyfikujących bądź uzupełniających interfejs użytkownika, łącznie ze schludną klawiaturą z podpowiedziami i krytykowanym przeze mnie wcześniej X-Reality.

Dodatkiem grubszego kalibru, niedostarczanym bezpośrednio przez Sony jest Navigon, pozwalający na nawigację w trybie off-line w kilkudziesięciu państwach Europy, nie wyłączając oczywiście Polski. Off-line nie jest stuprocentowy. Każde uruchomienie aplikacji rozpoczyna się od weryfikacji licencji, a w wypadku braku możliwości jej przeprowadzenia dalsza praca programu jest wstrzymywana (pozdrowienia od Navigona dla eksploratorów bezludnych obszarów). Darmowa licencja ograniczona jest do 30 dni, a pobranie kompletu map jest sporym balastem dla pamięci smartfona.

Podstawowe elementy systemu wraz ze standardowymi aplikacjami Google sprawują się absolutnie bezproblemowo, czego nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć o niektórych propozycjach Sony. Aplikacja aparatu potrafi rozżarzyć sprzęt do czerwoności, a następnie nieuchronnie zakończyć swe działanie. Wywołanym z jej poziomu ALBUMOWI lub FILMOM sporadycznie zdarza się wykrzaczyć, ponadto obie korzystają z wątpliwego (moim zdaniem) “ulepszenia” X-Reality. Wraz z WALKMANEM nie obsługują pełnego spektrum formatów multimedialnych. O niedopracowaniu ALBUMU może też świadczyć pojawiająca się w pewnych sytuacjach skłonność do tworzenia “duchów” – nieistniejących realnie duplikatów plików z obrazami.

Sony_Xperia_Z2_ALBUM_ghosts

Wytykam tu tylko drobne niedociągnięcia, których smartfon klasy premium powinien odrobinę się wstydzić. Jednak ogóle wrażenia towarzyszące obcowaniu z oprogramowaniem Xperii Z2 są jak najbardziej pozytywne.

Wydajność

Szczegółowe analizowanie wyników benchmarków w wypadku urządzeń średniej klasy lub skrajnie tanich znajduje pewne uzasadnienie, pozwalając precyzyjniej wskazać słabe punkty odbijające się na ich wydajności. W ciągu ostatniego roku sercem znakomitej większości najwydajniejszych smartfonów był Snapdragon 800 lub jego nieco potężniejszy następca – Snapdragon 801. Nie widzę więc większego sensu w kolejnym drobiazgowym śledzeniu poszczególnych liczb generowanych hojnie przez programy testujące, pozwolę więc sobie tylko na skrótowy rzut oka.

Poglądowe różnice w wydajności obu Xperii przybliża AnTuTu. Pamiętajmy przy tym, że linuxowe jądro Androida nigdy nie odda do dyspozycji żadnej aplikacji całości zasobów sprzętowych, w tym i benchmarkowi, czego skutkiem jest umiarkowana powtarzalność jego wyników, zależnych od agresywności zadań aktualnie wykonywanych w tle. Podejrzewam że gdyby starczyło mi cierpliwości, uzyskałbym w końcu zestawienie, w którym najlepszy wynik Z1 pokonałby najgorszy z rezultatów Z2.

Sony_Xperia_Z2_AnTuTu

Xperia Z2 w trybie STAMINA nadal osiąga wydajność o której wiele smartfonów może tylko pomarzyć. Jeśli w indywidualnym trybie codziennego użytkowania uwidacznia się zbawienny wpływ STAMINY na żywotność baterii, nie widzę powodu by nie korzystać z niej nieprzerwanie, być może jedynie za wyjątkiem żarłocznych gier 3D, widać bowiem wyraźnie że STAMINA zaciąga hamulec głównie na akceleratorze grafiki trójwymiarowej.

Wpływ pamięci flash na ogólną wydajność bywa niedoceniany. W pewnych sytuacjach odgrywa ona jednak kluczową rolę. Uruchamianie i instalowanie dużych aplikacji, czy też przeglądanie rozbudowanych stron WWW może odbywać się znacząco wolniej jeśli pamięć masowa nie nadąża za szybkim procesorem i pamięcią operacyjną.

Sony_Xperia_Z2_Androbench

Przyznam że wyniki uzyskane w AndroBench nieco mnie rozczarowały. W sporej ilości wyraźnie tańszych urządzeń pamięć flash potrafi być dużo żwawsza. Na szczęście suto wyposażona w RAM Xperia Z2 stosunkowo rzadko będzie zmuszona do ponownego ładowania do pamięci operacyjnej wcześniej uruchomionych procesów.

Na zakończenie przedstawię jeszcze efekty obliczeń Quadranta. Nie po to aby wydobyć dodatkowe szczególne cechy smartfonów Sony, ale wyłącznie po to aby po raz kolejny zdyskredytować to bezużyteczne narzędzie oraz dołożyć cegiełkę do dzieła całkowitego wyrugowania tego absurdalnego tworu ze świadomości zbiorowej.

Sony_Xperia_Z2_Quadrant

Załóżmy że CPU Snapdragona 801 i 800 aż tak wyraźnie się różnią (87862 i 66423). Ale doprawdy są wielokrotnie szybsze od Snapdragona S4 Pro, Exynosa 4412 i Tegry 3? RAM w Z2 deklasuje pozostałe modele, nie wyłączając Z1? Adreno 330 w obu Xperiach nie ma szans w starciu ze starszym Adreno 320, Mali-400 i GPU Tegry 3? Really, Quadrant?!

Xperia Z2 – podsumowanie

Dla formalności przypomnę najistotniejsze elementy specyfikacji Xperii Z2.

Sony_Xperia_Z2_params

 Wprowadzenie w przyszłości procesorów z architekturą 64-bitową może przynieść zauważalny przyrost wydajności smartfonów. Do tego czasu trzeba się pogodzić z faktem, że kolejne generacje sprzętu nie przewracają już świata do góry nogami. Czy jednak osiągi aktualnych “flagowców” mogą kogokolwiek rozczarowywać, nie licząc mobilnych graczy?

Wciąż jednak istnieją obszary, w których możliwe jest dokonywanie znaczących usprawnień. Nie inaczej jest z Xperią Z2. Otrzymała zdecydowanie lepszy i nieco większy od poprzedniczki wyświetlacz, bogatszy wachlarz trybów fotograficznych, pojemniejszą baterię, lepsze głośniki oraz kilka pomniejszych kosmetycznych poprawek. Czy to usprawiedliwia jej wyższą od starszej siostry cenę? Aktualna różnica kształtuje się mniej więcej na poziomie 700 zł. Na to pytanie sam musi sobie odpowiedzieć zarówno dotychczasowy posiadacz Xperii Z1, jak i właściciel jakiegokolwiek innego smartfona, który przestał spełniać jego oczekiwania.