0

Imprez związanych typowo z branżą rozrywkowo-grową u nas w Polsce jest jak na lekarstwo, a znaczących jeszcze mniej, ale na szczęście od ubiegłego roku sytuacja zmieniła się na lepsze, bowiem w stolicy Śląska pojawił się event nie tylko o charakterze lokalnym, lecz międzynarodowym – Intel Extreme Masters. Niespełna dwanaście miesięcy temu w katowickim Spodku gościliśmy imprezę eliminacyjną, tegoroczna to już finały światowe na którą zjechali się ludzie z całego świata.

Z wielką przyjemnością wyruszyłem już w piątek rano z Wrocławia, by tuż po godzinie 11 móc wejść i zobaczyć na własne oczy jak się robi największą w Polsce a i jedną z największych imprez growych na świecie. Przyznam, że już przy samym Spodku zaskoczyła mnie ilość chętnych, którzy chcieli dostać się do środka, a chętnych nie brakowało przez cały dzień, bowiem wychodząc późnym popołudniem kolejka zmalała tylko nieznacznie. Prócz samych finałów rozgrywek w Starcrafta II, League of Legends i Counter Strike: Global Offensive (o nich samych nieco później), gracze mieli dostęp do kilkudziesięciu różnych stanowisk na samej płycie katowickiego Spodka i pierścieniu wokół niego. Tam mogliśmy przyjrzeć się najnowszym komputerowym sprzętom między innymi od Asusa, MSI czy Intela. Resztę stoisk można było znaleźć na pierścieniu okalający cały Spodek tam można było zagrać chociażby w nowiutkiego Titanfalla, zakupić oficjalne gadżety IEM czy przekąsić coś na gorąco, więc w przerwach pomiędzy poszczególnymi zmaganiami zawodników na pewno nie mogliśmy się nudzić.

No tak portal związany z mobilnymi technologiami, a piszę jedynie o grach. Intel Extreme Masters to także możliwość zapoznania się z kilkoma tabletami, które zostały wystawione na stoisku Intela. Jak zapewne się domyślacie mogliśmy tam znaleźć jedynie urządzenia działające pod kontrolą układów Intela, między innymi tablet Modecoma, Colorovo i GoClevera. Szkoda, że nie zdecydowano się na lepszy pokaz możliwości i mocy sprzętu, rozgrywając jakiś mini turniej na mobilną produkcję. Typowych akcentów mobilnych byłoby tyle, dla fanów rozwiązań stacjonarnych było zdecydowanie więcej zabawy, chociażby na jednym ze stoisk można było składać jednostkę centralną na czas, pograć w nowe tytuły w rozdzielczości 4K na ekranie 50 calowym. Poniżej zamieszczam galerię z IEM, z drobnym akcentem mobilnym, bowiem wszystkie zdjęcia zostały wykonane za pomocą Nokii Lumii 1520.

Jednak wisienką na torcie całej imprezy są właśnie turnieje, a na IEM w Katowicach rozgrywane zostały trzy finały – Starcratfa II, League of Legends oraz Counter Strike: Global Offensive. Pula nagród sięgała blisko 1,5 miliona złotych. Same rozgrywki nie miałaby jednak takiego rozmachu gdyby nie świetna widownia i ogromne emocje towarzyszące każdemu meczowi. Osobiście nigdy nie byłem fanem wszelkiej maści rozgrywek e-sportowych. Odkąd pamiętam wolałem grać niż przyglądać się jak inni grają, jednak to co zmieniło moje nastawienie do oglądania takich rozgrywek to emocje jakie wzbudzają i klimat. Czułem się jakbym był na rozgrywkach sportowych, każda ważniejsza i bardziej spektakularna akcja była silnie oklaskiwana, a gdy dochodziło do finalizacji starcia widownia podrywała się z miejsc i głośno krzyczała. Warto przy tym wspomnieć, że już od samego początku Spodek był wypełniony ludźmi do granic możliwości i kilka tysięcy gardeł skandujących ksywkę teamu czy gracza, żywo reagujące na wydarzenia to jest coś czego nie da się opisać, trzeba to po prostu zobaczyć i poczuć na własnej skórze.

Reasumując Intel Extreme Masters to naprawdę udana impreza, która jest jedyną w swoim rodzaju, kto nie był niech żałuje, bo takie wydarzenia nie dzieją się zbyt często w Polsce. Żałuje jednego, że mogłem być w katowickim Spodku jedynie przez jeden dzień, z miłą chęcią chciałbym powrócić na Intel Extreme Masters w Katowicach już za rok, może się uda?

Kaprawym okiem – Zastój technologiczny 2013.

Wcześniejszy wpis

Galaxy SIII – w marcu jak w garncu

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Felietony