0

Przywykliśmy już, że Unia Europejska zajmuje się od czasu do czasu sprawami mającymi, przynajmniej na pierwszy rzut oka, niewiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Pomijając słynne restrykcje wobec zakrzywionych bananów, które prawie całkowicie są stworzonym przez media mitem, trudno oprzeć się wrażeniu, że Unia dość często posuwa się zbyt daleko w drobiazgowości swych regulacji prawnych. Czy podobnie jest w kwestii standaryzacji złączy używanych do ładowania telefonów komórkowych?

UE zajęła już wcześniej stanowisko w tej sprawie, wysuwając na czoło dwa argumenty: wygodę użytkowników i redukcję ilości elektrośmieci. Pierwszy z nich jest bezsporny, co do drugiego mam spore wątpliwości. Osobiście nie spotkałem dotąd telefonu, który byłby sprzedawany bez dołączonej ładowarki. Jej przedłużona standaryzacją użyteczność odsuwa jedynie w czasie problem utylizacji. Skutkiem nacisków ze strony Unii było zawarcie kilka lat temu porozumienia czołowych producentów sprzętu mobilnego, którzy zobowiązali się do stosowania ujednoliconego złącza microUSB, czego pozytywne bez wątpienia skutki dziś odczuwamy. Co ciekawe, jednym z jego sygnatariuszy było Apple – obecnie jedyny chyba producent, który konsekwentnie ignoruje przyjęte przez siebie dobrowolnie zobowiązania.

W ostatnich dniach Parlament Europejski doszedł do porozumienia z Radą Unii Europejskiej w sprawie konieczności prawnego uregulowania kwestii ujednolicenia ładowarek, uznając najprawdopodobniej, że skuteczność dotychczasowej dobrowolnej ugody jest niewystarczająca. W praktyce oznacza to jednak  konkretnie wymierzony cios – w firmę z Cupertino. Unia Europejska ma na pieńku z Apple nie po raz pierwszy, wystarczy wspomnieć przepychanki dotyczące czasu trwania i terytorialnego zasięgu gwarancji na “ogryzkowe” produkty, po których zresztą technologiczny gigant poszedł na pewne ustępstwa. Cały ekosystem produktów Apple jest specyficzny i unikalny, można go lubić lub nie, można z niego korzystać lub nie korzystać, ale trudno o nim powiedzieć, że jest nieprzemyślany, niespójny, czy stojący na bakier z wygodą użytkowania. Jednym z jego elementów jest uniwersalne złącze (obecnie w nowej wersji Lightning), w którym ładowanie urządzenia jest tylko jedną z wielu funkcji. O tym, że jego odmienność nieszczególnie przeszkadza użytkownikom najlepiej świadczą wyniki sprzedaży iPhone’ów, iPadów i iPodów. Czy UE nie posuwa się o jeden krok za daleko, ingerując de facto w zamysł koncepcyjny całej grupy wzorowo zaprojektowanych urządzeń i przy okazji w idee gry wolnorynkowej?

Nowe dyrektywy, po ich pomyślnym przyjęciu, czeka jeszcze długa droga. Ciała ustawodawcze państw członkowskich będą miały dwa lata  na ich włączenie do lokalnych kodeksów, do tego najpewniej należy doliczyć rok potrzebny producentom na sprostanie nowym wymogom. Jak na to zareaguje Apple? Kto wie, czy nie wykona uniku w postaci np. dodatkowej ładowarki i dodatkowego złącza USB, z których nikt i tak nie będzie korzystał. Marże osiągane przez koncern bez większego uszczerbku zniosłyby taką dodatkową rozrzutność.

Źródło: wired.co.uk

WTF tygodnia

Wcześniejszy wpis

Wesołych Świąt!

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Inne