3

Nie raz już stwierdzałem, że nie należę do wielbicieli gier na smartfony czy tablety. Jednak jako starotestamentowy gracz, który pamięta jeszcze czasy Amigi i Atari, mam pewien sentyment np.: do pixeli. Kojarzą mi się bowiem z niesamowitą grywalnością, fabułami, które wciągają na długie tygodnie i tym, co powszechnie nazywa się klimatem a ja określam to jako miodność.

Aktualnie cały (albo prawie cały) kontent gier na urządzenia przenośne to coś co generalnie nie opuszcza ram “casual gameing'u”. Przejście poszczególnych gier to często kwestia jednego dnia, fabuły właściwie brak a granie sprowadza się do zręcznego stukania paluchem albo machania tabletem. Swoją drogą, nienawidzę tego rodzaju sterowania chyba najbardziej pod słońcem i dla mnie sterowanie poprzez kręcenie ekranem to idiotyzm najwyższej próby. Przecież na tym ekranie akcja się dzieje, jak mam się skupić na trzęsącym się na boki obrazie gdy wymagana jest precyzja? Nie wiem kto na to wpadł ale kojarzy mi się to z próbami grania w wilka zbierającego jajka (Elektronka) gdy młodszy brat próbuje w tym samym czasie dostać ją w swoje łapy. W dodatku żyroskop jest jednym z mniej dokładnych czujników i jeśli nie ma opcji zmiany sterowania na bardziej sensowne, gra dla mnie przestaje istnieć ponieważ ani się nie nacieszę jej wyglądem ani nawet nie mam poczucia, że kontroluję w pełni to co się dzieje.

Są jednak perełki wśród tych wieprzy, które mogę polecić jako pozycje wyłamujące się z kanonu “byle ładnie wyglądało i nie wymagało kompletnie myślenia. Dziś zaprezentuję trzy ale raz w tygodniu będę wyłapywał dla was kolejne, które spełnią moje wyśrubowane wymagania.

Pixel People na iOS. Lambda Mu. Chilingo Ltd.

Jak wspomniałem wyżej, mam pewien sentyment do pixeli i nie przeszkadzają mi one nijak w cieszeniu się rozgrywką. Jak to mawiają, jeśli coś nie jest zbyt ładne to możliwe, że będzie miało inne zalety. Nie zawsze się to sprawdza w stosunku do gier ale w tym przypadku, mogę powiedzieć, że owszem, coś w tym stwierdzeniu jest.

Pixel People łączy w sobie trochę ekonomii, trochę “doodle god” a trochę, choć to tylko opcja, społecznościówki. Podstawowym zadaniem gracza jest krzyżowanie ze sobą klonów o różnych, lub tych samych, profesjach. Na przykład jeśli skrzyżujemy policjanta z filozofem to otrzymamy detektywa. W pewnym stopniu te krzyżówki są logiczne i możemy mniej więcej przewidywać, co nam z czym się połączy. Każdy, nowopowstały rodzaj albo powoduje powstanie miejsca pracy (nowe budynki funkcyjne) albo możemy danego klona przydzielić do już istniejącego budynku (o ile oczywiście jast w nim zapotrzebowanie na danego pracownika). Sami możemy, a nawet powinniśmy, budować mieszkania, dzięki którym kolejne klony pojawiają się w Arrival Center oraz elementy krajobrazu. Oprócz tego musimy nadzorować życie miłosne naszych podopiecznych, dokupywać ziemi pod budowle i planować. Z początku gra wydaje się aż nadto prosta ale wierzcie mi, z czasem będzie coraz trudniej, drożej i będziemy musieli zapanować nad coraz większym chaosem architektonicznym. Na szczęście wszystkie elementy można przenosić zupełnie za darmo w inne miejsca, lub je całkiem likwidować.

Społecznościówka nie jest w tej grze zbyt nachalna i można się bawić bez niej, co sobie zawsze chwalę. A można uczestniczyć bardzo intensywnie bo mają nawet swoje forum i aplikację do niego (wszystko anglojęzyczne ale w obecnych czasach już chyba nikomu to nie robi większej różnicy). Równie nienachalny jest system mikropłatności. Możemy dokupywać różne bonusy ale absolutnie nie musimy. Można grać i grać, nie ponosząc żadnych kosztów bo gra jest darmowa. I teraz uwaga – gra nie ma żadnego określonego celu, poza samym odkrywaniem wszystkich możliwych mieszanek genetycznych, których jest ponad dwieście. Mimo to, należy dobrze planować kolejne klony by przychód z budynków był na tyle wysoki aby nie było trzeba długo czekać z kolejnym zakupem ziemi. Itd., itp.

Niestety nie ma jasnej informacji, kiedy gra ukaże się na inne platformy ale podejrzewam, że twórcy nie będą długo czekać bo już teraz jest to jedna z bardziej lubianych casualówek na iOS.

The Room na iOS i Android. Fireproof Games.

Gra przypomina jeden z elementów testu na inteligencję. Kto kiedyś taki przechodził (realny, nie jakieś internetowe bzdury) zapewne pamięta zadania z otwieraniem pudełka, które zabezpiecza system wymyślnych blokad. Trzeba się wykazać nie tylko wyobraźnią w trójwymiarze ale też logiką i uzdolnieniami manualnymi. Może to brzmi groźnie jednak faktem jest, że oprócz możliwości oceny mocy przerobowych mózgu, dostarcza mnóstwo frajdy. The Room właściwie w całości opiera się na tym pomyśle. Co prawda nie mamy w rękach realnego pudełka, co w pewnym stopniu nas ogranicza, nadal jednak postrzegam ten rodzaj zadań jako niesamowicie zajmujący.

The Room, oprócz łamigłówek, ma również bardzo ciekawą i wciągającą fabułę, rewelacyjnie dopracowaną grafikę i system niezbyt jasnych podpowiedzi, gdybyśmy utknęli na jakimś etapie. Te ostatnie muszę pochwalić osobno, ponieważ, gdy już postanowimy podpowiedzi użyć, nie pokazuje nam brutalnie gotowego rozwiązania a jedynie zwraca subtelnie uwagę, że powinniśmy się czemuś przyjrzeć dokładniej. Zatem jest to jedynie funkcja rekompensująca niemożność organoleptycznego obejrzenia danego klucza czy innego przedmiotu, co w moim odczuciu likwidowałoby w ogóle potrzebę takich podszeptów.

Całość obsługi zamyka się w obracaniu, oddalaniu i przybliżaniu obrazu oraz, co jakiś czas, użyjemy specjalnego monokla, który pozwoli nam odkryć niektóre łamigłówki. Te zaś są doprawdy zróżnicowane i nie ma najmniejszych szans, byśmy się choć przez chwilę nudzili.

Gra jest dostępna zarówno w Google Play, gdzie kosztuje aktualnie 7,49zł jak i w App Store. Tam jednak mamy dwie części. Pierwsza darmowa, druga za 4,5 euro.

Galaxy on Fire 2 na iOS i Android. Fishlabs.

Pamiętacie Space Rangers? Rewelacyjna kosmiczna strzelanko-przygodowo-strategiczna gra, przy której spędziłem dawno temu wiele cudownych godzin. Kto nie zna, niech zajrzy na Steam bo ostatnio gra ukazała się na tej platformie w odświeżonej wersji. Ale nie o niej miało być jednak wspominam nie bez powodu.

Galaxy on Fire jest bowiem casualowym odpowiednikiem tej gry. A dokładniej, powstało z wykorzystaniem takiego samego pomysłu. Mamy więc trochę strzelania, trochę ekonomii, wydobycia surowców i latanie po kosmosie by wykonać zlecenia. Jest też fabuła, w której poszukujemy sposobu by dostać się na rodzimą stację kosmiczną Eden Prime. Grafika w mojej opinii jest całkiem niezła ale dla fanów bardziej wysublimowanuch wizualiów wydano wersję Galaxy on Fire HD. Mamy zatem wszystko co potrzebne, by spędzić trochę czasu na niezobowiązującej rozrywce i eksploracji wszechświata. A cały ten przyjemny tort wieńczą zabawne dialogi i spolszczone napisy.

W obu przypadkach gra jest darmowa ale zawiera płatności wewnątrz gry. Można dzięki nim dokupić dodatki, walutę czy inne bonusy ale bez nich też da się grać i nie są koniecznością.

 

Czy Google stworzy Terminatora?

Wcześniejszy wpis

Jaki tablet na święta? Najciekawsze modele w cenie powyżej 1500 zł

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Cykle