Większość czasu spędzamy w sieci. Czy to laptop, czy tablet – sprzęt stał się tak naprawdę terminalem, który nam ten dostęp umożliwia. Sami pomyślcie, ile razy w tygodniu odpalacie urządzenia tylko po to, by skorzystać z ich możliwości nie związanych z siecią? No ile? Nie wliczając w to gier, które coraz częściej równieź stają się jedynie punktem dostępowym do globalnej rozrywki. Na swoim przykładzie mogę śmiało stwierdzić, że niewiele. Nawet, jeżeli coś tworzę to docelowo ma się znaleźć w bezkresach internetów i ciągle, w tym twórczym dziele, coś tam sprawdzam, zaglądam, szukam. Głównie przez przeglądarkę.
Do tej pory moimi ulubionymi przeglądarkami był Chrome oraz Safari. Obie szybkie, wygodne i nie wysypujące się na prostych stronach jak to ma w zwyczaju nowa IE. Swoją drogą ludzie z Microsoftu powinni się w końcu ogarnąć bo to jawna kpina by każda inna przeglądarka obsługiwała prawidłowo strony, z którymi IE kompletnie sobie nie radzi. Ponieważ jednak spędzam sporo czasu z iPadem, natrafiłem w końcu na przeglądarkę, która na nowo definiuje ergonomię i przejrzystość treści. No i co tu kryć – jest piękna. A zwie się…
Coast.
Przyznam, że już kiedyś trafiłem na informacje o nowym projekcie Opery, jednak nie byłem wtedy w posiadaniu urządzenia, na którym mógłbym ją obejrzeć dokładniej. Skutek – bardzo szybko umknęła mi z głowy. Wczoraj, zupełnie przypadkiem trafiłem na nią w App Store. Zainstalowałem i… I w rzeczy samej, stwierdzam, że to zupełnie nowe podejście do przeglądania sieci.
Pierwsze co widzimy to przewijane gestem trzy strony z czymś w rodzaju „Szybkiego wybierania”. Twórcy umieścili na nich odnośniki do kilku popularnych stron by zobrazować na czym zabawa polega. Możemy je dowolnie układać, usuwać i dodawać nowe.
Na dole, w rogu widnieją trzy małe kwadraciki. Dzięki nim przechodzimy do otwartych kart. Możemy nimi z tego poziomu zarządzać, przeglądać i dodawać do Szybkiego Wbierania dzięki rozwijanemu Menu w prawym, dolnym rogu zakładki. Mamy tam również możliwość wydrukowania strony, wysłania na mail, Twitter czy Facebook'a.
Nic nie stoi na przeszkodzie by sprawdzić bezpieczeństwo strony w informacjach „i”.
Jeśli chcemy stronę po prostu zamknąć, przeciągamy ją w górę. Jak widać, gesty to podstawa.
Samo przeglądanie stron jest również bardzo wygodne i oparte na gestach. Po pierwsze, zawartość wyświetlana jest na całym ekranie, bez zaśmiecania go zbędnymi paskami, ikonami i tym podobnym bałaganem, znanym z klasycznych przeglądarek (które generalnie wyglądają zawsze tak samo). Cofanie do poprzedniej strony odbywa się za pomocą przeciągnięcia palcem od lewej do prawej. Zupełnie naturalny ruch, jakże oczywisty i kojarzący się z przerzucaniem kartek w książce. Podobnym gestem, tyle że od prawej do lewej, przerzucamy „stronę” do przodu. Żadnego celowania w strzałki i tym podobnych głupot.
Kontent na stronie możemy standardowo zapisywać, kopiować tekst, pobierać obrazki i tak dalej. Cała obsługa sprowadza się do gestów i wyboru odpowiedniej opcji.
Co jednak z wyszukiwaniem treści skoro nie ma paska adresu? Otóż jest. Na stronie Szybkiego Wybierania, nad ikonkami mamy pasek adresu i wyszukiwarki w jednym. W trakcie wpisywania treści, z boku pojawiają się propozycje odgadnięte przez wyszukiwarkę. Jeśli żadna nam nie odpowiada, po prostu wciskamy „enter” czyli iOS'owy „return” i wyświetli się nam standardowa strona Google.
Jest więc pięknie, wygodnie a strony otwierają się szybko. Jednak czy jest idealnie? Niestety nie. Przeglądarka lubi się od czasu do czasu zamyślić. Może jest to kwestia tego, że strony są autentycznie utrzymywane w tle i odświeżane a nie jak to w iOS – ładowane od nowa. To zapewne wymaga trochę mocy przerobowych a Miniacz, jak wiadomo, do najmocniejszych nie należy. Druga rzecz – niektóre strony mają taki sam problem jak w Safari, czyli nie wszystko wyświetla się prawidłowo. Nietypowe skrypty, flash i tym podobne, stanowią taki sam problem dla Coast co dla wbudowanej przeglądarki. No ale to jeszcze można wybaczyć bo takich stron najlepszy jest Photon, Puffin i tym podobne. No i trzecia rzecz, nie znalazłem jak do tej pory, możliwości zmiany obrazka w tle. Nie to, by mi się nie podobał ale z czasem może chciałbym go zmienić.
Podsumowując, Coast jest przeglądarką o wielu niewątpliwych zaletach i będę jej z przyjemnością używał ale wymaga jeszcze paru drobnych poprawek. Nie mniej jednak, mogę ją polecić jako ciekawą alternatywę, która od nowa definiuje ergonomię przeglądania sieci.
Źródło: coast.com








