Blogsy. Blogerska perełka dla iOS.

Pisanie bloga to fajna zabawa. Można sie podzielić swoimi przemyśleniami, znaleziskami, zdjęciami i kto wie czym jeszcze. Jednak każdy, kto miał do czynienia z WordPressem wie, że nie jest najsympatyczniejszą platformą pod słońcem.

Ba, oceniając swoją początkową walkę z tym ustrojstwem oraz wiele rzeczy, które bym zmienił nawet teraz, nadal nie jest to doświadczenie z rodzaju tych, które nazwałbym „user friendly”. Raczej upierdliwe, zabierające czas i nerwy dłubanie. Aplikacja WordPressa na platformy mobilne, sprawy nieco upraszcza ale idzie o krok dalej, a nawet kilka za daleko. Mówiąc brutalnie, nadaje się do naprawdę prostych notek – właściwie bez żadnych możliwości edycji (no chyba, że płynnie mówimy w „HTML”).

W przypływie desperacji zacząłem sprawdzać wszelkie możliwe aplikacje na iPada, które wspomagają używanie Worpressa. I co? Dramat. Jedna gorsza od drugiej. Płatne czy darmowe – bez znaczenia. Albo okazywały się ograniczone, albo nie do użytku. Jednak po długich zmaganiach, w końcu znalazłem to, czego żaden inny program ani żadna inna aplikacja nie potrafi. Nie w tak przystępnej formie.

Blogsy

Pierwszą zaletą aplikacji jest jej wszechstronność oraz wieloplatformowość. Nie dość, że poprowadzimy na niej bloga (albo kilka) to jeszcze wyślemy ładnie sformatowany e-mail czy w prosty sposób wrzucimy na server potrzebne pliki.

 

WordPress.orgWordPress.comBloggerSquareSpace

Oprócz platform wyszczególnionych powyżej, Blogsy będzie kompatybilna z każdym blogiem funkcjonującym na bazie MetaWeblog API. Mówiąc po ludzku – będzie współpracować właściwie z dowolnym blogiem. Możemy zarządzać wszystkimi kontami na raz z poziomu tej jednej aplikacji. Prawda, że to wygodne?

Jednak wieloplatformowość nie była tym, co mnie przekonało do nabycia Blogsy (tak, jest płatna, niecałe 4 euro). To miała być kolejna zakupiona aplikacja tego typu i przyznam, że dość miałem wydawania pieniędzy w ciemno. A trochę już funduszy zmarnowałem, ufny w zapewnienia twórców, że to właśnie ich aplikacja jest „najlepsza na świecie”. Niestety, najczęściej okazywało się to bzdurą i marketingowym bełkotem. Zanim dokonałem zakupu, postanowiłem obejrzeć kilka tutoriali, by zapoznać się z wyglądem i możliwościami.

I wiecie co? Nigdy bym nie pomyślał, że to wszystko może być takie łatwe!

Interfejs

Aplikacja ma ładny, przyjazny interfejs z dostępem do wszystkich potrzebnych funkcji. Na górnym pasku mamy opcje dotyczące formatowania tekstu. Style, czcionki, wyrównanie tekstu, kursywy, kolory i inne niezbędne funkcje edycyjne.

Na bocznym pasku otrzymujemy dostęp do różnych galerii, przeglądarki, maila, youtube, facebooka, wyszukiwarki i ustawień. Możemy zawartość bocznego paska zmodyfikować, wyrzucając zbędne ikonki (na przykład jeśli nie mamy konta flickr to jest nam ono na widoku niepotrzebne). Wystarczy wybrać ikonę i możemy się zalogować a potem korzystać z zawartości.

Szczególnie przydatna jest funkcja wbudowanej przeglądarki, w której możemy podejrzeć naszego bloga czy wyszukać interesującą nas grafikę. Bezpośrednio stamtąd, za pomocą przeciągnięcia obrazka, hotlink'ować lub dodać do galerii.

Wyszukiwarka z kolei, znajdzie nam od razu potrzebne grafiki, których możemy użyć dokładnie tak samo.

Konfiguracja konta to banał

Podajemy adres naszej strony, dane logowania i… voila! Nie trzeba grzebać w ustawieniach, dodawać jakichś dziwacznych „uprawnień” (co zdarzało mi sie w konkurencyjnych aplikacjach) i szukać rzeczy, które normalnego człowieka interesować nie powinny. Jest prosto i bez problemów.

Wstawianie multimediów

Najbardziej w panelu przeglądarkowym dobijała mnie upierdliwość wrzucania obrazków. Nie macie pojęcia, jakie to jest średniowiecze (jeśli chodzi o wordpress, jak jest gdzie indziej – nie wiem). Najpierw trzeba grafiki zmniejszyć, bo pojednycza edycja w panelu sprawia, że przy wielu obrazkach można się pochlastać krakersem. W dodatku duże pliki długo się ładują. Potem trzeba je wysłać na serwer a potem… Kolejno wrzucać do tekstu przeklikując się przez kolejne okna, lub tworzyć galerie, przy których też trzeba sobie poklikać. Szlag może człowieka trafić. Marnujemy mnóstwo czasu na takie głupoty a efekt końcowy nigdy nie wygląda tak, jak byśmy chcieli (bardzo często inaczej się prezentuje w panelu, inaczej na stronie).

Co robimy w Blogsy?

Rozwijamy boczny panel i przeciągamy potrzebne grafiki prosto w tekst. Od razu domyślnie go pozycjonujemy, ustawiając z brzegu lub pośrodku. Możemy też dokonać zmian, gdy już w tekście osiądzie. Za duży rozmiar? Nie szkodzi. W opcjach aplikacji od razu wybieramy, jaki ma być domyślny rozmiar wysyłanych grafik. Ustawiamy więc skalowanie dłuższej krawędź np.: do 600px i już nigdy więcej nie zajmujemy się rozmiarami zdjęć. Umarłem ze szczęścia. Ale to nie wszystko.

Równie łatwo i wygodnie zamieścimy w tekście pliki z youtube czy vimeo. Wystarczy otworzyć boczną zakładkę i w identyczny sposób przenieść wybrany filmik prosto w tekst.

Tak samo postąpimy z obrazkami z przeglądarki, wyszukiwarki i dowolnej dostępnej opcji. Wszytko metodą „Drag&Drop”. Oczywiście „hotlinkowanie” obrazków nie jest metodą dobrą i lepiej najpierw je wrzucić do naszej biblioteki ale jest to jak najbardziej możliwe.

W dodatku od razu widzimy jak będzie wyglądał tekst na stronie i właśnie tak wygląda po opublikowaniu. Magia.

Wrzucanie plików na server i CFT

Nie zawsze potrzebujemy danego obrazka w tekście. Dla przykładu, na MobileWorld24.pl, używamy obrazka jako miniaturki – przy tekście na stronie głównej. Czynimy to za pomocą własnego pola CFT, z angielska zwanego „picture”. Nie potrzebujemy do tego celu samego obrazka ale linka grafiki umieszczonej w galerii bloga. Jak tego dokonać w Blogsy? Rozkleiłem się przy tym jak na „Królu Lwie”, bo już myślałem, że znowu będę musiał wracać do przeglądarki. Ale nie! Aplikacja i to potrafi.

Otwieramy pasek Galerii. Wybieramy zakładkę „Koperta” i tam, przeciągnięciem, wrzucamy obrazek do odpowiedniej koperty. Pukamy by wysłać. Gdy się załaduje, będzie go widać w „Bibliotece”. Tam przytrzymujemy obrazek palcem aż wyskoczy „Kopiuj URL”. Kopiujemy.

Wchodzimy w Ustawienia Wpisu. Wybieramy „Pola własne”. Wpisujemy w nazwę pola jako „picture” a w wartość wklejamy otrzymany wcześniej URL. Potem usuwamy z niego niepotrzebny, początkowy fragment i dodajemy pole. Gotowe.

Tabelki

Problem tabelek nie jest nowy ale ciągle nie ma prostego rozwiązania. Wklejenie nawet najprostszej tabelki wykonanej w Wordzie jest niemożliwe za pomocą zwykłego „copy&paste”. Trzeba się uciekać do takich idiotycznych historii jak print screeny z wykonaną tabelką, wycinanie samej tabelki i wklejanie jako obrazek. Teraz już wiecie, dlaczego u mnie tabelek w tekstach do tej pory nie było. Wolałem napisać cały potrzebny kontent niż się bawić w takie rzeczy. W głowie mi się nie chciało zmieścić, że w dobie nowoczesnej technologii głupia tabelka może być takim problemem. Ale twórcy Blogsy zdołali problem rozwikłać – choć drogą nieco okrężną. Otóż, wstawienie prostej tabelki to kwestia utworzenia i użycia skrótu. Pod tym linkiem znajdziecie tutorial. Sprawdziłem – działa.

Nie są to może najpiękniejsze tabelki na świecie ale przy odrobinie znajomości HTML można je wzbogacić i zmodyfikować. Mnie osobiście cieszy myśl, że w przypadku tabel o powtarzalnych parametrach wystarczy utworzyć kilka skrótów z potrzebnymi kodami i nigdy więcej nie tracić na to czasu.

Podsumowanie

Hurra-optymistyczna treść tej recenzji może wywołać podejrzenia, że tekst jest sponsorowany. Zapewniam, nic z tych rzeczy – to efekt mojego zachwytu. Blogsy ma mnóstwo możliwości, jest ciąge rozwijana i wspierana przez twórców. Znalazłem ją po długich poszukiwaniach i niepowodzeniach a opanowanie obsługi i wszystkich „ficzerów” zajęło mi jedną dziesiątą czasu, jaki wcześniej pochłonął panel. Rewelacyjny system tutoriali, błyskawiczna pomoc ze strony twórców i niesamowita ergonomia użytkowania – to główne zalety aplikacji.

Sprawiła, że przestałem zgrzytać zębami, na myśl o obróbce tekstu, dodawaniu grafik czy innych multimediów a tworzenie wpisów nagle stało się tym, czym powinno – tworzeniem wpisów. Reszta wróciła na miejsce dodatku, który nie zakłóca pracy a jedynie ją wspiera. Moim zdaniem, Blogsy jest warta każdego centa i polecam ją z czystym sumieniem.

Posunę się nawet do stwierdzenia, że warto kupić iPada tylko po to, by móc prowadzić bloga za pomocą tej aplikacji. ;]