1

Fanom gatunku, gry z pewnością przedstawiać nie trzeba. Po bardzo udanych Anomaly Warzone Earth i Anomaly Korea nadeszła pora na kolejną odsłonę strategii stworzonej przez, co warto podkreślić, polski team. Właśnie dzięki uprzejmości 11 bit stiudios, producenta serii, otrzymałem recenzencką wersję gry na iOS. Tu muszę przyznać, że firma niezwykle uczciwie podchodzi do klienta i ceny poprzednich wersji na obu platformach są bardzo zbliżone. Póki co, ostatnia część jest dostępna jedynie na iOS ale mam nadzieję, że szybko się to zmieni. Co zatem znajdziemy w Anomaly 2?

Rozgrywka, a właściwie jej założenia, nie uległy zmianie.

Nadal mamy do czynienia z odwróconym tower defence (w internetach nazywają to tower offense, co mnie bawi do łez bo nie wpadłbym na “obrażanie wieży” ale może mój inglisz jest zbyt ponglisz), w którym jesteśmy nadciągającą hordą nieprzyjaciela, ostrzeliwaną przez wieżyczki obrońców. Nie martwcie się, to my jesteśmy the good guys a oni to najeźdźcy z kosmosu ze swoją wrażą technologią. Na pohybel ich matkom, o ile jakieś mieli. Całym naszym zadaniem jest przetrwać i dojechać na miejsce. Tak to mniej więcej przedstawia się w telegraficznym skrócie – jednak zabawa okazuje sie dużo ciekawsza gdy już zasiądziemy do gry.

Poruszamy się po planszach zajętych przez przeciwnika, taktycznie planując trasę z pewnym wyprzedzeniem. Oddział nigdy nie jest duży, maksymalnie sześć wozów, co pozwala ogarnąć sytuację gdy robi się naprawdę gorąco. Dzięki obecności dowódcy, naprawiamy uszkodzone jednostki, tworzymy impulsy elektromagnetyczne i kierujemy ogniem na konkretne wieże przeciwnika. Wróg tymczasem robi co może, by nam dotarcie na miejsce utrudnić. Sytuacja niczym z bliskiego wschodu, gdzie przez afgańskie góry, pod czujnym okiem ”szmatogłowych”, przedzierały się małe grupki wozów opancerzonych. Tyle, że tu ostrzał jest nieomal ciągły i nikt się specjalnie nie kryje ze swoją pozycją (oprócz nas od czasu do czasu).

Zabawa jest miodna, płynna i prezentuje się znakomicie.

Wisienką na torcie jest opcja morfowania jednostek w ich drugą formę w zależności od potrzeb. To zdecydowanie rozszerza możliwości taktyczne, szczególnie ze względu na większą podatność wroga na poszczególne morfy. Co mnie urzekło najbardziej? Hell Hound’y kroczące dumnie wąskimi przesmykami i siejące zniszczenie we wszystkich kierunkach na raz. Nie wiem, może to wina tego, że na widok potężnego “mecha” w akcji cieszę się jak dziesięciolatek. Z pewnych rzeczy chyba się nigdy nie wyrasta.

W grze, dzięki rozbudowanym opcjom taktycznym, zróżnicowanym zadaniom, elementom rozwoju pojazdów i jednoczesnemu zbieraniu surowców, nie jest łatwo. Na szczęście, tak jak we wcześniejszych odsłonach, mamy wybór poziomów trudności. Jesteśmy też stopniowo wprowadzani w obsługę toteż jeśli ktoś nie grał wcześniej w Anomaly, nie musi się martwić, wszystko zostanie mu objaśnione a poziom trundności będzie wzrastał rozsądnie, z każdą kolejną planszą. Nie licząc oczywiście naszego własnego wyboru przed rozpoczęciem każdej misji. Na początek polecam najniższy poziom, by się dobrze rozeznać i wkręcić w zabawę, która z każdą chwilą i tak nabierze rozmachu.

Graficznie wszystko wygląda bardzo dobrze a nawet świetnie. Co prawda mój Miniacz delikatnie przyklatkował w jednym momencie w czasie animacji wprowadzającej ale w samej grze nie było już żadnych niedogodności. Interfejs jest czytelny, spolszczony i dla fanów serii znajomy ale też jakby bardziej sterylny niż poprzednio. Jednocześnie w trakcie rozgrywki, wizualnie całość wyraźnie ewoluowała i choć nadal obserwujemy sytuację z góry to wydaje się ona bardziej trójwymiarowa. Wszystko to okraszono sympatyczną oprawą dźwiękową oraz tekstami zagrzewającymi do boju niczym w “Starship Troopers“, który to każdy szanujący się mężczyzna powinien obejrzeć i zapałać doń niczym nieuzasadnioną miłością.

Oprócz standardowej kampanii mamy możliwość zabawy wieloosobowej. W niej zaś, co jest miłą odmianą, mamy możliwość wcielić się w rolę kosmitów. Ciekawe doświadczenie, muszę przyznać. Szczególnie pod kątem strategicznym ponieważ obcy mają niemałe możliwości a ich poznanie zajmuje trochę czasu. Nie mówiąc już o tym, że zmuszają nas do nieco innego planowania działań i nim nabierze się wprawy, gra stanowi spore wyzwanie.

Historia najazdu kosmitów rozwinęła się na tyle, że po raz kolejny stoimy u progu zagłady.

Kosmici nie dają za wygraną, co mnie osobiście nie zaskoczyło, w końcu planetę mamy ładną, okrągłą i w ogóle. Za to  zdruzgotało mnie ale i zachwyciło jednocześnie, to że SPOILER w pierwszej misji tracimy oddział. Tak po prostu, na dzień dobry. SPOILER Tego jeszcze nie było. Nikt się z nami nie pieści i sytuacja jest namacalnie poważna. Chwała twórcom za takie cyrkumstancje, jako że niewątpliwie nadają całości realizmu. Już nie pykamy sobie “lajtowo” w ikonki patrząc jak wszystko gładko idzie dalej. Złe rzeczy się dzieją i nic nie możemy na nie poradzić.

Wojna. Śmierć. Destrukcja. A my mamy naprawdę przerąbane. 

Trzeba przyznać, że twórcom po raz kolejny udało się przykuć mnie do ekranu na dłuższy czas, co jest sztuką niełatwą bo jestem graczem nie dość niedzielnym to jeszcze wybrednym i byle pstrykawka mnie nie zainteresuje dłużej niż na kwadrans. Ta gra ma jednak na tyle duży potencjał, że jest w mojej opinii warta każdej złotówki i wysłania chłopaków z 11 bit studios na narty.

Być tym pierwszym…

Wcześniejszy wpis

Petycja o wydanie Kit Kata na Google Nexus przekroczyła 14 tysięcy podpisów

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w iOS - Gry