Tizen i inne zjawiska pogodowe

W Japonii ukazała się ciekawa jednostka pracująca na najnowszej odsłonie systemu Tizen, oznaczonej numerkiem 2.1. Wydanie developerskie z dodatkowym zestawem narzędzi od Systeny. Pod względem software’owym niewiele się tam zmieniło ale przynajmniej dorzucili całkiem chwacki tablet. 10.1 cala z 1920 x 1200px, procesor ARM Cortex-A9 4 x 1,4GHz, 2GB RAM, 32GB pamięci.

System Tizen od początku miał pewne problemy z przebiciem się i rozwojem. Nic dziwnego biorąc pod uwagę fakt, jak skończyło doskonale zapowiadający się MeeGo. Ja sam miałbym pewne opory przed wdrażaniem kolejnego systemu jeśli takie perełki jak nieodżałowany WebOS czy wspomniane wcześniej MeeGo nie znalazły chętnych do kontynuacji. Czasem mam wręcz wrażenie (ach, te teorie spiskowe), że wszystko poza Androidem i iOS jest usilnie „ubijane”, niekoniecznie dlatego, że jest do luftu a wręcz przeciwnie – zostają tylko te niszowe dziełka, które nie mają większych szans i nikomu nie zagrażają.

Tizen ma realne szanse jeśli utrzyma się dla niego wsparcie Samsunga, jednak akurat do tego systemu mam nieco mieszane uczucia. Z jednej strony dobrze by było przełamać hegemonię dwóch wiodących systemów i ostatnio wziął się za to Windows oraz Tizen właśnie. Z drugiej, gdy patrzę na aktualnie działające wydanie Tizena, to nie ma w nim doprawdy nic nadzwyczajnego i jest w dużej mierze kopią swoich dwóch głównych konkurentów. MeeGO jest inne. WebOS jest inny. Nawet Sailfish OS jest pod wieloma względami wyjątkowy ale Tizen? Nie bardzo. Z przerażeniem obserwuję jak wszystko „androidzieje”, nawet iOS po ostatniej aktualizacji zaczął się upodabniać do Andka. A mnie osobiście zaczyna to nudzić. Jako użytkownik oczekuję nie tylko stabilnego działania ale też przyjemnych wrażeń i możliwości odkrywania ciągle czegoś nowego.

W Androidzie już naprawdę wiele nowego nie ma i podejrzewam, nie będzie. Gry to klony dublujące się nawzajem, aplikacje to, jak rzekła pewna vlogerka „nice pile of whatever” i mało jest tych naprawdę sensownych a ostatnie co mi zaimponowało powiewem świeżości to był Buzz Launcher. Przypomnę, że pozycja nie taka już nowa. Zaś sam system drepcze moim zdaniem w miejscu i oceniając przecieki na temat Kit Kat’a, będzie tak dreptał dalej.

Jakąś alternatywą miał być linuksowy (a raczej, jak by mnie zapewne jakiś spec poprawił – Unixowy) system Ubuntu w wydaniu na tablety i inne urządzenia mobilne. I przyznam, że prezentował się zacnie, miło dla oka i ergonomicznie. Niestety ostatnio słychać o nim niewiele a gdy o czymś niewiele słychać, z reguły okazuje się, że nie ma o czym mówić.

Oczywiście byłoby jawną niesprawiedliwością nie wspomnieć o Firefox OS. Niestety, albo i stety, jest to jeden z tych niszowych pomysłów, którymi nikt się zanadto nie przejął. Może dlatego, że w dużej mierze wygląda jak Android, w dodatku z niezbyt rozbudowanym zapleczem aplikacji. Z takim podejściem nie ma wielkich szans bo nie jest w stanie konkurować nigdzie poza najtanszymi słuchawkami. Oczywiście jest to też jakaś nisza i warto ją zapełnić.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że twórcy oprogramowania zaczęli mieć dziwną tendencję do dublowania gotowych rozwiązań. Nie ma w tym nic złego jeśli idzie za tym jakiś ogólny zamysł, idea inna niż pozostałe, działające już systemy. Wykorzystanie pewnych użyteczności jest nieodzowne by oprogramowanie miało w ogóle sens. Jednak obecnie obserwujemy proces odwrotny i w mojej opinii zły. Bardzo zły. Otóż, twórcy wymyślają jakiś kod, jakieś środowisko, w którym mogą się swobodnie poruszać. Jakieś algorytmy przyspieszające działanie, stabilizujące, wykorzystujące w ciekawy sposób dostępne sensory. A gdy już mają wszystko i mogą zrobić co tylko zapragną… Szybciutko upodabniają to do Androida.

Jeszcze gorsze jest natomiast to, że inwestorzy, gdy zobaczą coś innego, nowatorskiego i przełomowego, stwierdzają, że za mało to podobne do Androida i się nie sprzeda. I uwalają projekt a kółko się zamyka.

Damn you.