Jak producenci urządzeń mobilnych nami manipulują

Chwyty marketingowe to nic nowego wśród producentów sprzętu. Bardzo często naginają oni rzeczywistość na swoją korzyść widać to między innymi na zwiastunach produktów lub ich zdjęciach. Chyba najbardziej znanym tego typu zjawiskiem są grafiki dań z restauracji szybkiej obsługi, gdzie zdjęcia wykonywane są w specjalnych studiach, a składniki idealnie do siebie pasują. Jakie jest nasze zdziwienie gdy zamiast idealnie podpieczonej bułki posypanej sezamem z brązowiutkim mięsem w środku dostajemy ”kapcia”. Podobnych przypadków wśród producentów można by mnożyć w nieskończoność w końcu towar musi się sprzedać, a hajs się zgadzać. Jak to wygląda w świecie urządzeń mobilnych, jakie triki i chwyty stosują producenci smartphone’ów i tabletów?

fried_hamburger

Zacząć można od sprawy jeszcze gorącej jak wspomniane hamburgery, chodzi o wyniki w benchmarkach o których głośno zrobiło się za sprawą koreańskiego Samsunga i jego phabletu Galaxy Note III. Jak powszechnie wiadomo urządzenie zostało wyposażone w najmocniejszy chipset Qualcomma z serii Snapdragonn 800. Składa się on z 4 rdzeni Krait 400 o taktowaniu 2.3GHz. Nie jest to pierwsza słuchawka z tym procesorem na rynku więc łatwo można sprawdzić czy wyniki w benchmarkach mniej więcej pokrywają się między urządzeniami. Samsung Galaxy Note III zakończył benchmark Geekbench z wynikiem ogólnym na poziomie 2,986 punktów, natomiast inny koreański smartphone – LG Optimus G2 w tym samym teście uzyskał wynik 2,278 punktów. Widać sporą różnicę w rezultatach jakie uzyskały oba urządzenia. Wiadomo pewna rozbieżność będzie zachodzić zawsze są to w końcu inne smartphone’y. Jednak gdy sprawdzony został phablet Samsunga w trybie który nie zawyżał liczb to wynik wyniósł 2,487 punktów, czyli w okolicach rezultatu Optimusa G2. W innych benchmarkach także wyniki są lekko nagięte, począwszy od testu przeprowadzonego w aplikacji Basemark X w której różnica wyników to niecałe 3,3%, aż do rozbieżności wynoszącej 20% w wyżej wymienionym Geekbench.

Po małej aferze z Note’em portal AnandTech postanowił sprawdzić konkurencję. Wyszło na to, że nie tylko Samsung podkręcał swoje wyniki. Nic na swoje usprawiedliwienie nie mają inni producenci między innymi tajwańske HTC, Asus czy nawet wspomniane LG. Uchowała się tylko googlowska Motorola, seria Nexusów i konsola Nvidia Shield.

tabelka-benchmarki-524x800

Tabelka pochodzi z portalu www.anandtech.com

Jeżeli jesteśmy przy urządzeniach Samsunga można podać jeszcze jeden chwyt marketingowy tego producenta, którym są 8-rdzeniowe chipsety. Kwestia tych procesorów przewijana była w internecie już wiele razy więc tylko po krótce przypomnę o co chodzi. Chipsety z serii Exynos 5 Octa faktycznie posiadają 8 rdzeni, aczkolwiek nie działają one symultanicznie. Gdy urządzenie nie potrzebuje dużej ilości mocy obliczeniowej działają maksymalnie cztery rdzenie Cortex-A7, które są dużo bardziej energooszczędne od 4 pozostałych rdzeni Cortex-A15 i oczywiście znacznie mniej wydajne. Te ostatnie zaczynają swoją pracę, gdy słabsze nie radzą sobie z wykonywanym zadaniem. Ma to miejsce na przykład podczas grania w bardziej wymagające tytuły. Architektura ta nosi nazwę big.LITTLE i jest stosowana również w procesorach chińskiej firmy Mediatek.

Omawiana sytuacja może niedługo ulec zmianie ponieważ Samsung zapowiedział już wprowadzenie zmian, po której o jego 8-rdzeniowych procesorach można będzie powiedzieć w 100%, że są 8-rdzeniowe :).

Innym przypadkiem chwytów marketingowych jeżeli chodzi o procesory może być chip zastosowany w najnowszym iPhonie 5S. Jest to jednostka 64-bitowa, której największą zaletą jest możliwość zastosowania w urządzeniu pamięci operacyjnej RAM większej niż 4 GB. Co z tego jeżeli we flagowym smartphonie od Apple mamy do dyspozycji tylko 1GB tejże pamięci. Obecnie brak również oprogramowania na tego typu procesory.

why-apple-went-64-bit-with-the-iphone-5s

Jednak w tym przypadku musimy trochę poczekać na rozwój wydarzeń, w końcu jeżeli żaden z producentów nie zdecydowałby się na użycie w swoich produktach procesorów 64-bitowych mało komu zależałoby na tworzeniu odpowiednich aplikacji.

Przykłady trików można dalej mnożyć. Zapewne wielu z Was złapało się na pamięciach masowych smartphone’ów. Nie jest w tym nic dziwnego ja również dałem się nabrać, producent podaje, że będziemy mieli do dyspozycji, aż 16 GB pamięci więc myślimy sobie po co nam slot na karty microSD. Jednak okazuje się, że sporą część przestrzeni zajmuje system oraz inne aplikacje czy to nakładki producentów na system. W konsekwencji z 16 GB zostaje dla nas około 10 GB. Z taką ilością jeszcze może nie być problemu, znajdzie się miejsce na muzykę jakiś film i kilka aplikacji i gier. Gorzej gdy na pudełku widnieje napis 4 GB, a w rzeczywistości pozostawiono dla nas nie całej 2 GB pamięci. Na szczęście w takich przypadkach prawie zawsze mamy do dyspozycji slot na karty.

Na końcu chciałbym jeszcze napisać kilka zdań o zwiastunach lub krótkich filmikach prezentujących możliwości urządzenia. Na wielu z nich możemy zobaczyć, że smartphone lub tablet działający pod kontrolą androida działa nieziemsko szybko. Aplikacje uruchamiane są w ułamku sekundy, a zdjęcia robione w równie szybkim tempie. Z własnego doświadczenia wiem, że android lubi spowolnić urządzenia na których działa i mało możliwe jest, że smartphone ze średniej półki będzie funkcjonował o wiele sprawniej i szybciej niż flagowe urządzenia jak to ma miejsce na tego typu filmikach. Chcemy wejść w kontakty, musimy odczekać te kilka sekund podobnie jest z wiadomościami i innymi aplikacjami taki już urok zielonego robocika.

BadNews-Android

Te kilka przykładów dobitnie pokazuje, że chwyty marketingowe to nie tylko przerobione w photoshopie hamburgery, ale także modyfikacje w sprzęcie lub pisanie na wyrost. Może i trochę się czepiam, jednak trzeba być świadomym co się kupuje i nie dać się nabrać. Tak jak widać producenci najczęściej łapią nas na liczbach, bo przecież im więcej megapikseli tym lepszy aparat co nie zawsze jest prawdą. Możliwe, że jeżeli przestalibyśmy zwracać, aż taką uwagę na cyferki to i producenci musieliby zmienić swoją taktykę. Sądzę jednak, że jest to mało możliwe, a cytat z Małego Księcia jest wciąż aktualny –

,,Dorośli lubią liczby. Kiedy się im opowiada o nowym przyjacielu, nigdy nie pytają o rzeczy najważniejsze. Nigdy nie zastanawiają się: „Jaki jest dźwięk jego głosu? Jakie są jego ulubione zabawy? Czy zbiera motyle?” Pytają za to: „Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec?” I dopiero wtedy mogą uznać, że wiedzą o nim wszystko. Jeśli powiesz dorosłym: „Widziałem piękny dom z różowej cegły, z pelargoniam w oknie i gołębiami na dachu…” – nie są nawet w stanie go sobie wyobrazić. Trzeba im to określić: „Widziałem dom za sto tysięcy franków”. Wtedy dopier wykrzykną: „Jaki śliczny dom!!!”

Oczywiście nie wrzucajmy wszystkich producentów do jednego worka, wciąż znajdą się tacy, którzy starają się być uczciwi wobec konsumentów.