Firmy Samsung przedstawiać nie trzeba. Koreańczycy przyjęli sobie za punkt honoru, by stać się rozpoznawalną marką i kto wie, może nawet prześcignąć Apple w kwestii sprzedaży smartfonów. Wygląda na to, że przynajmniej pierwszą część postanowienia udało się zrealizować. Wysiłek okupiony został nie tylko miliardami dolarów na reklamę ale też zalaniem smartfonowego rynku urządzeniami we wszystkich kategoriach i odmianach. Czasem można wręcz odnieść wrażenie, że Samsung montuje nowe odmiany na siłę, byle zapchać każdą „dziurę”. Zupełnie, jakby musieli mieć odpowiedź na dowolny model konkurencji. Tendencja, choć z pewnych względów zrozumiała, zaczyna być nieco przerażająca. Tak właśnie, w moim odczuciu, powstał Samsung Galaxy S IV Mini (GT-I9195) – jako kolejny „smak” do wyboru. Czy będzie do przełknięcia? Tego dowiecie się w dalszej części.
Zawartość pudełka oraz technikalia
Nie jest w tej kwestii zbyt bogato. Właściwie można powiedzieć, że jest to standardowy zestaw: kabel microUSB-USB służący zarówno do ładowania jak i komunikacji z PC, ładowarka, zestaw słuchawkowy z kompletem zapasowych, silikonowych gumek. Makulatura. Trochę foliowych woreczków bo gdzieś to wszystko trzeba było powkładać. Całość skrzętnie upakowana w drewno-podobne pudełko zaś wszelkie akcesoria w kolorze białym. Kompletnie niedopasowanym do koloru telefonu ale do tego już nas firma Samsung zdążyła przyzwyczaić. Nie ma pokrowca, ładowarki samochodowej czy choćby ściereczki zatem jasnym jest, że nie mamy do czynienia z urządzeniem „premium”. Natomiast zawsze powtarzam, że słuchawki jakie Samsung daje do swoich smartfonów, są bardzo dobrej jakości i jeśli nie mamy ucha wrażliwego nawet na kichnięcie mrówki, są zupełnie wystarczające.
Specyfikacja obejmuje:
wyświetlacz: 4,3″ Super AMOLED (a jakże), w rozdzielczości 540×960 px, 16M kolorów, multitouch
procesor: Qualcom Snapdragon 400 z dwoma rdzeniami Krait 300, taktowanie 1,7 GHz
układ graficzny: Ardeno 305
1,5 GB RAM
8 GB pamięci masowej (jakieś 5 GB dostępne dla użytkownika), slot kart microSD
2 kamerki: 8Mpx tył z lampą LED i autofokus, 1,9Mpx z przodu
bateria: 1900 mAh Li-ion
wymiary: 124,6 x 61,3 x 8,9 mm
waga: 107 gram
3G, 4G LTE, HSPA+, radio FM, akcelerometr, żyroskop, kompas, GPS, WiFi b/g/n, bluetooth 4.0, nadajnik IR, czujnik zbliżeniowy, czujnik światła.
Android 4.2, TouchWiz.
Wejście microSD, minijack (brak HDMI)
Wygląd oraz wykonanie
O plastikowości linii Galaxy czytuje się całe wypracowania zaś użytkownicy z ukontentowaniem wyciągają ten aspekt jako jedno ze swoich ulubionych „nie” dla urządzeń Samsunga. Czemu? Szczerze? Diabli wiedzą. Nie będę się tu bawił w techniczny bełkot, wyjaśniający, że plastik plastikowi nierówny a niektóre z nich są wykorzystywane z sukcesami w specjalistycznym sprzęcie działającym w trudnych warunkach, i że ten zastosowany w Samsungach należy do całkiem niezłych. To nic nie da i nikogo nie przekona. Wiem natomiast, co będzie bardziej przekonujące. Test organoleptyczny, czyli mówiąc kolokwialnie, trzeba wziąć smartfon do łapy, potrzymać, podotykać i pogłaskać. Gdy się go ma w dłoni, przestaje być istotne ile wiązań kowalencyjnych ma zastosowany polimer w porównaniu z „amelinium”. Spasowanie, wrażenia dotykowe i wygląd obudowy – są świetne. Właściwie nie da się do niczego przyczepić poza dwoma drobnymi mankamentami. Po pierwsze obudowa jest gładka i szybko się przez to palcuje. Po drugie, co odkryłem podczas usuwania odcisków przed wykonaniem zdjęć, napis „Samsung” znajdujący się na tylnej obudowie – haczy. Zaczepia o materiał, potrafi nawet wyciągnąć nitkę. Nie mam pojęcia, czy to problem tego konkretnego egzemplarza czy standard. I prawdę mówiąc, nie jest to wyczuwalne pod palcami ale jest podejrzenie, że w kieszeni będzie tak zaczepiać, zaczepiać aż w końcu się wyrwie. Napis albo dziura.
Nie zmienia to faktu, że całościowo Mini prezentuje się bardzo przyzwoicie i świetnie leży w dłoni a problem z napisem może się okazać jednostkowym mankamentem. Po dwóch tygodniach maltretowania wyświetlacz nadal był w stanie perfekcyjnym zaś na tylnej obudowie pokazały się nieznaczne mikroryski, widoczne tylko przy pewnym ustawieniu pod światło i trudne do uchwycenia na zdjęciu (próbowałem ale nie wiem czy cokolwiek tam widać).
Ramka uchowała się bez żadnych oznak użytkowania. Co do tylnej klapki, myślę że będzie jak zwykle „najsłabszym ogniwem” i przy używaniu smartfonu bez żadnych zabezpieczeń będziemy musieli ją wymienić nie później niż w ciągu pierwszych 3-4 miesięcy. Ani to dużo ani mało. Warto tu wspomnieć o iPhonach, które użytkownicy wyciągali porysowane już z pudełka (Czernione Aluminium Gate). Aktualnie dostępność akcesoriow i części zamiennych jest tak ogromna, że nie będzie z tym żadnego problemu.
Niestety coś innego może się okazać problemem bardziej „odczuwalnym”. S4 Mini dość mocno się grzeje. Nie parzy, nie zmusza nas do odłożenia go na półkę w połowie zabawy ale temperatura jest na tyle wysoka, by wywoływać pocenie się dłoni a to z kolei, oprócz nieprzyjemnych wrażeń, czyni urządzenie śliskim. Co gorsza, do złapania stanu podgorączkowego nie potrzebuje wymagającej gry, którą będziemy katować dłuższy czas. Wystarcza mu aktualizowanie aplikacji, instalowanie czy dłuższe przeglądanie filmików w wysokiej rozdzielczości. Na zimę jak znalazł ale latem, myślę że będzie przeszkadzać. Dla mnie temperatury są trudne do przyjęcia.
Ekran
Zacznę od zachwytów. Jak na Super AMOLED przystało, głębia czerni i kontrast są na bardzo wysokim poziomie. Obraz ostry jest jak brzytwa a oglądanie filmów to prawdziwa przyjemność. Kolory również nie zostawiają nic do życzenia – nasycone i wyraziste, kąty widzenia szerokie a jasność pozwala korzystać z S4 Mini na zewnątrz. Nawet w słoneczny dzień. Można rzec – ideał.
W tą beczkę miodu, muszę jednak wrzucić łyżkę dziegciu. Będzie nią rozdzielczość. Przy ekranie o przekątnej 4,3″, czyli dość sporej, dostajemy żenujące w obecnej dobie (i w takiej cenie) 540 x 960 px. HTC One Mini o identycznej przekątnej, oferuje 720 x 1280 px. Zatem da się. A nawet trzeba. Z powodu kiepskiej rozdziałki, na ekranie zdaje się panować straszny ścisk. Ikony są duże, widgety jeszcze większe. Ciasno i duszno. Rzecz jasna można zastosować jeden z launcherów, który pozwoli na skalowanie siatki i ikon ale odbędzie się to zapewne kosztem pogorszenia ich wyglądu.
Bateria
Zgodnie z deklaracjami producenta, czas rozmów wyniesie 720 minut, zaś czas czuwania 300 godzin. Czyli osiągi zupełnie przyzwoite. Zgodnie z benchmarkiem smartfon uzyskał:
Są lepsi w tej kategorii. W trybie normalnego użytkowania wytrzymuje do półtorej doby. Normalnego, czyli niczego nie ograniczamy i nie odpalamy oszczędzania energii. Czy to dużo czy mało? W moim odczuciu przy tak kiepskiej rozdzielczości – przeciętnie. Zostawiony na trzy dni w domu, rozładował się sam, do zera. Jakie to jest 300 godzin czuwania – nie wiem. Może koreańskie bo według moich obliczeń, powinien leżakować spokojnie do mojego powrotu i jeszcze mieć spory zapas. Przypadek losowy również biorę pod uwagę (random battery drain) ale werdykt jest taki, że nieczego nie urywa. Przyzwoita średnia.
Uwaga – przy ładowaniu S4 Mini grzeje się i to mocno (strach zostawić przy kaloryferze) za to sam proces napełniania baterii trwa około 2,5 godziny.
Aparat
Ostatnio przekonałem się, że porządne 8 Mpx w telefonie, może być lepsze niż 10,1 Mpx w aparacie cyfrowym. I mówię to zupełnie poważnie oraz z pełną świadomością jak to brzmi. Mój Coolpix przegrał z Note 2. Natomiast zdjęcia z Samsunga Galaxy S4 mini są na poziomie porównywalnym z Note 2. Czyli naprawdę bardzo dobre. Dodatkowo aparat ma nowy, wygodny interfejs z przewijaną listą predefiniowanych ustawień, dzięki którym zrobienie przyzwoitej fotki jest bardzo intuicyjne. Również nagrywanie filmów należy do miłych doświadczeń ze względu na możliwość włączenia stabilizacji obrazu oraz nagrywaniu w rozdzielczości 1920×1080.
Gdyby komuś przyszło do głowy poszukać głębiej w ustawieniach, znajdzie takie dodatki jak geotagging czy detekcja twarzy a także ręczne nastawy ISO, balansu bieli i wielu innych aspektów, które (w moim odczuciu) niewiele zmieniają w przypadku smartfonowych aparatów i są trochę sztuką dla sztuki. Ale jak to mawiają – Kto bogatemu zabroni.
Wszystkie te funkcje, w połączeniu z poręcznymi rozmiarami smartfonu dają nam całkiem dobre zastępstwo dla zwykłego aparatu kompaktowego, zwanego czasem „głupolem kieszonkowym”. Ja osobiście i na własnej skórze przekonałem się, że jest to zastępstwo godne. Każdego, kto twierdzi, że lepiej nosić kieszonkowy aparat i osobno telefon, nazwę cymbałem do sześcianu, ewenementem rzadkiej urody albo posądzę o podejrzaną potrzebę wypychania sobie kieszeni w spodniach. Lustrzanki S4 Mini nie zastąpi, nigdy, ale dodatkowe pstrykadło na imieniny cioci Krysi nie będzie wam już potrzebne – wystarczy ten mały spryciarz. Ręczę, że szwagier bez pojęcia o fotografii choć z lustrzanką (nawet złote dłuto w „gówianych rączkach” nie stworzy arcydzieła) wcale nie zrobi zdjęć lepszych niż Wy. Za to więcej się nadźwiga. Wybór zatem należy do Was ale zapewniam – Samsung Galaxy S4 Mini robi naprawdę zacne fotki i możecie to sobie obejrzeć poniżej.
OPROGRAMOWANIE
Interfejs
Drodzy państwo, wodotryski zastąpione zostały stroboskopami. ŁUHU! Oczywiście piszę nieco prześmiewczo ponieważ efekt świetlny przy odblokowaniu ekranu można zmienić na znany z wcześniejszych wersji – efekt falowania ale faktem jest, że poza wizualnym liftingiem rewolucji nie ma.
Nie uświadczymy, na ten przykład, możliwości wykonania tzw. screena przy pomocy gestu przesunięcia po nim dłonią. Skutek – szukałem w internecie jak zrobić zrzuty ekranu bo przyzwyczajony do luksusu, zupełnie zapomniałem o kombinacji klawisza home i włącznika.
Za to obsługa pozostałych gestów jak najbardziej działa. Możemy wyciszyć dźwięki zakrywając ekran dłonią, wykonać połączenie poprzez uniesienie smartfonu do ucha, wyłączyć dźwięki i wstrzymać połączenia przy odwróceniu smartfonu ekranem do dołu. Ale to nic nowego. Jak to mawiają w internetach? „Słabe. Było.”
Rzecz jasna mamy do dyspozycji znaną i lubianą funkcję Smart Stay, czyli podświetlenie ekranu tak długo, jak długo na niego patrzymy oraz obsługę głosem (odbiór połączeń, wykonywanie zdjęć itp.), niestety komendy wydamy nadal tylko w języku angielskim. Tu ciekawostka – opisy funkcji głosowych nie zostały przetłumaczone i co widać poniżej, stanowią zabawny element w spolszczonym interfejsie.
Kto natomiast spodziewał się funkcji „Wiele Okien” – będzie zawiedziony. S4 Mini nie przewiduje tej opcji i trudno się dziwić. Rozdzielczość raczej nie sprzyja takim fanaberiom.
Trzeba jednak przyznać, że kilka rozwiązań przypadło mi do gustu. Pierwszym z nich jest nowy układ ustawień systemowych. Podzielono całość na kilka zakładek: Połączenia, Moje urządzenie, Konta i Więcej. Pomysł niezły i dość wygodny w obsłudze. Pozwala na szybkie odnalezienie się w gąszczu dostępnych ustawień a jest ich niemało.
Drugi godny uwagi „ficzer” to rozszerzony dostęp do panelu powiadomień. Nie musimy już szukać w ustawieniach by zmienić ikony na podręcznej liście skrótów do poszczególnych ustawień. Teraz można dokonać edycji wprost z paska powiadomień. Doszło też kilka nowych opcji jak: Router WiFi czy Screen Mirroring.
Trzecia miła niespodzianka to możliwość edycji zrzutów ekranu wprost z paska powiadomień. Owszem, wcześniej też była taka opcja ale przekierowywała do zewnętrznej aplikacji. Teraz otwiera panel użytecznych narzędzi, dzięki którym dotniemy obraz, wprowadzimy korektę koloru, ustawimy jeden z prostych efektów czy dodamy ramkę. Możemy od razu zapisać nasze dzieło lub wysłać.
Uważam, że takie rozwiązanie jest dużo lepsze niż np.: otwieranie zrzutu w „Paper Artist” (co za skośny szaleniec to wykoncypował w ogóle).
Czwarta nowość to właśnie kilka aplikacji od producenta. Niektóre pożyteczne, inne, mówiąc brzydko, o kant tyłka… Ale po kolei.
sTłumacz – taki trochę translator google tyle, że ilość dostępnych języków jest mocno ograniczona. Polskiego nie ma wcale. Jest za to dwa rodzaje angielskiego (a to ci ciekawe), chiński uproszczony, francuski, hiszpański, japoński (dziwne, że tylko jeden bo akurat Japończycy używają na co dzień minimum dwóch, czego o anglojęzycznych odmianach powiedzieć raczej się nie da), koreański, niemiecki, portugalski brazylijski (tam nie ma przecinka, serio, portugalski brazylijski to jedna pozycja) oraz włoski. Znajdziecie sTłumacz pożytecznym tylko w przypadku, gdy płynnie posługujecie się którymś z wyżej wymienionych języków. W innym przypadku – szkoda się nawet logować. Funkcja ukrywania aplikacji? O tak, ON.
TripAdvisor – ma pewne problemy z określeniem naszego położenia ale po wpisaniu miejscowości wszystko działa całkiem chwacko. Możemy wyszukać restauracje, hotele, atrakcje oraz loty a także przejść do nawigacji, która doprowadzi nas na miejsce. Dla osób sporo podróżujących aplikacja może okazać się przydatna choć trzeba zaznaczyć, że baza lokali nie jest pełna i mimo trzech punktów gastronomicznych w mojej najbliższej okolicy, nie znalazło żadnego. Natomiast w większych miejscowościach zawsze coś wyszukamy. Werdykt – może się przydać.
Story Album – aplikację trzeba najpierw pobrać (waga pliku: 47,81MB). Po pobraniu, możemy cieszyć się „Tworzeniem albumów zdarzeń codziennych.”. Pomysł z grubsza polega na upychaniu wykonanych zdjęć w albumo-podobnych stronach (w formie kolażu/galerii/scrapbooka/puzzli) i dodawaniu do nich opisów. Można taki album nawet wydrukować. W Story Album możemy tworzyć, dzielić się, zmieniać czcionki, tło i… No dobra, nie wiem komu to potrzebne poza ludźmi z zaawansowaną demencją, którzy muszą mieć wizualny dowód na to, że jedli śniadanie. Timeline mamy w dowolnej aplikacji galerii. Opisywanie zdjęć też (z tyłu, z przodu, gdzie chcemy). W mojej skromnej opinii, spamowanie ludziom skrzynek czymś takim, powinno być karalne. Wystarczy, że maltretują otoczenie na „Facebook’u”. Wniosek – aplikacja normalnemu człowiekowi potrzebna jak Eskimosowi zamrażarka. Żegnam bez żalu.
Samsung WatchON – konfigurowalne narzędzie do sterowania sprzętem audio-video i tv za pomocą portu podczerwieni. Czyli mówiąc wprost, tu ustawimy naszego pilota do telewizora i odtwarzacza DVD. Mamy piloty do tego? No cóż, ale się gubią a smartfon gubimy zasadniczo rzadziej. W dodatku tu możemy mieć wszystkie piloty w jednym. One to rule them all! Przydatne.
Samsung Hub – nie działa w Polsce. Nieodmiennie fascynuje mnie fakt instalowania wszystkich tych „Hubów” w oprogramowaniu dla krajów, które z nich nie mogą skorzystać. Ani tego używać, ani odinstalować. Na szczęście można ukryć ikonę. Dopsz.
S Notatka – ubogi krewny sNote. Pisanie palcem po małym ekraniku nie należy do najwygodniejszych ale aplikacja udostępnia możliwość tworzenia szybkich notatek zarówno w formie pisma odręcznego jak i wprowadzania tekstu za pomocą klawiatury. W moim odczuciu, mimo okrojonej wersji, ma podstawową użyteczność i do szybkich, niewielkich notek jest w sam raz. Natomiast jeśli ktoś używa OneNote, Evernote czy innego kombajnu „notatkowego”, S Notatka będzie zupełnie bezużytecznym kikutem. Werdykt – na dwoje babka wróżyła, z braku lepszych rozwiązań, może być. W innym przypadku, hmm…Witaj opcjo ukrywania ikon, jak się dziś miewamy?
Internet
Stockowa przeglądarka nie przeszła jakiejś szczególnej metamorfozy. Właściwie żadnej nie przeszła. Niczemu to jednak nie przeszkadza i przeglądarka spełnia swoją funkcję znakomicie. Strony otwierają się płynnie, flash… Zgadnijcie. Bez zmian. Ale poza normami, do jakich android nas przyzwyczaił, nic się nie pogorszyło ani znacząco nie poprawiło.
SunSpider 1.0.1 dał wynik 1194,1ms
Do wyboru mamy Chrome, który również nie przeszedł żadnej rewolucji toteż nie będę się o nim rozpisywać. Jest, działa, mamy to co zwykle. Zakładki, synchronizacja, dostęp do kart otwartych na innych urządzeniach. Wszystko płynnie i bez czkawki.
SunSpider 1.0.1 dał wynik 1253,8ms
Multimedia
W tej części zacznę od niepochlebnej opinii o zamontowanym głośniku i ogolnie dźwięku. Mówiąc wprost, głośnik brzęczy a w słuchawkach muzyka wypala partyturę na synapsach. Żywym ogniem. Takie jest pierwsze wrażenie. Gdzieś w recenzji będzie uwaga o zbyt wysokim brzmieniu rozmów i nie wiem, czy przypadkiem cały system nagłośnienia nie jest w tym egzemplarzu zbyt wysoko skalibrowany. Dźwięk brzmi przy tym raczej płasko, ostro i chropowato. Głośny – tak, decybeli nie brakuje. Czysty – niezbyt. Mam szczerą nadzieję, że to problem tego konkretnego egzemplarza jednak na wszelki wypadek, zalecam melomanom dokładne przetestowanie dźwięku przed zakupem.
Tu ważna UWAGA – z czasem brzmienie zdaje się poprawiać i po pewnym czasie zyskuje na głębi. Trochę pomagają też funkcje Adapt Sound, do których trzeba się dokopać. Nadal mocniejsze są wysokie tony ale już nie tak drażniące. Możliwe, że jest to kwestia przyzwyczajenia uszu do konkretnego „strojenia” lub wygrzania się głośniczków. Może to i małe „pierdziawki” ale zapewne też muszą się trochę rozruszać. Pod koniec testów nie miałem już problemu ze słuchaniem muzyki na S4 Mini choć początkowo mnie odrzucało. Nadal jednak uważam, że dla osób szukających smartfonu muzycznego, nie jest to urządzenie pierwszego wyboru i wymaga odłuchu.
Na pocieszenie muszę przyznać, że w przypadku gier czy oglądania filmów, problemy z dźwiękiem nie przeszkadzają bardzo a wręcz dają o sobie szybko zapomnieć. Może dlatego, że większość uwagi pochłania to, co widzimy a nie to, co słyszymy. Tu, dla odmiany, jest rewelacyjnie. Samsung Galaxsy S4 Mini to prawdziwy kombajn multimedialny i właściwie nie ma nic, czego byśmy na nim nie odtworzyli. Jakość obrazu jest bardzo wysoka a stockowy odtwarzacz pozwala na uruchomienie popularnych formatów video i audio.
Audio: Nie odtwarza – .aiff, .au. Odtwarza – .flac, .mp3, .wav
Video: Nie odtwarza – .rmvb. Odtwarza – .avi, .mov, .mp4, .3gp, fullHD
W ramach drobnego wtrętu. Bądźmy szczerzy, kto jeszcze używa stockowego odtwarzacza gdy ma do wyboru MXPlayer? Ręka w górę! Pani nie, pani Stasiu, nie, teraz nie gramy w bingo.
A to tylko jeden z wielu znakomitych odtwarzaczy jakie możemy pobrać z Google Play. Dlatego mnie osobiście śmieszą wyliczanki czego stockowy player nie uruchomi (tak jakby to był koniec możliwości urządzenia) gdy uruchomi to każdy inny odtwarzacz. Takoż, możemy być spokojni – trzeba doprawdy egzotycznych formatów by nie móc czegoś posłuchać lub obejrzeć na naszym Mini. Odpowiednia aplikacja załatwi wszystko, łącznie z potrzebnymi kodekami.
Wydajność oraz gry
Benchmarki pokazują, że Mini radzi sobie znakomicie:
I faktycznie tak jest. Małe przycinki trafiają się dość sporadycznie i tylko niektóre widgety ładują się z lekkim opóźnieniem. Ponad te drobiazgi wszystko działa znakomicie. Nie udało mi się ani razu zawiesić młodszego brata S4 a otwierałem na nim co podleci, nie zastanawiając się w ogóle co mam uruchomione w tle. Trzeba przyznać, że Mini pocił się, grzał jednak nie dał się powalić. Pulpity przewijały się płynnie a stabilności działania można tylko pogratulować.
Również w kwestii gier nie da się małemu mocarzowi nic zarzucić. Co prawda przy filmowej animacji w Batmanie widoczne były nieznaczne klatkowania ale już w samej grze wszystko przebiegało bez zakłóceń. W NFS czy GTA można się cieszyć bezproblemową rozrywką i bardzo płynną animacją. Myślę, że nie znajdziecie, póki co, takiej pozycji w Google Play, która sprawi urządzeniu większe problemy.
Wniosek – wydajnościowo urządzenie wypada bardzo dobrze.
Jakość rozmów oraz łączność
W czasie połączeń testowych współrozmówcę było słychać mocno i wyraźnie. Również z drugiej strony nie zgłaszano żadnych uwag co do jakości rozmowy. Tak też było w przypadku video-rozmów. Jednakowoż wysokie tony wydają mi się podbite i na dłuższą metę zaczynają być męczące. Trochę pomaga obniżenie głośności i skalibrowanie ustawień dźwięku.
Zasięg Wifi bez zarzutu. Poniższy pomiar dotyczy:
dla Netgear – 6 metrów, 1 ściana nośna
dla Sagem – jakieś 10-12 metrów, co najmniej 3 ściany w tym jedna nośna.
Zarówno zasięg sieci komórkowej jak i WiFi utrzymywał się na dobrym albo bardzo dobrym poziomie. Nic dziwnego. W urządzeniach tego typu, przesył danych stanowi bardzo ważny element i niczego w Samsungu Galaxy S4 Mini nie brakuje. Jest WiFi w standardzie b/g/n, jest bluetooth 4.0, NFC, S Beam, 3G, 4G LTE oraz dodatkowo port podczerwieni – technologia, która zdawała się odchodzić w zapomnienie a wróciła w glorii i chwale znajdując dla siebie nowe zastosowania. Jest również w standardzie Kies Air do bezprzewodowego zarządzania smartfonem z poziomu przeglądarki.
Otrzymujemy zatem, właściwie każdy rodzaj modułu z najwyższej półki. Szczególnie warto podkreślić obecność 4G LTE, które powoli zaczyna być realną opcją w naszym kraju. Możemy również zamienić Mini w router WiFi czy Bluetooth i w sytuacji awaryjnej skorzystać z internetu na laptopie. O grach grupowych nie wspominając. Pod tym względem nie znalazłem w S4 Mini nic, do czego mógłbym się przyczepić (mimo usilnych poszukiwań). Jest to niewątpliwie mocna strona urządzenia.
Dobre wieści mam również dla narzekających na brak radia FM w nowych flagowcach – S4 Mini jest w nie wyposażony. Ładnie łapie stacje a ich zapisywanie jest banalną czynnością.
Podsumowanie
Gdybym musiał decydować o zakupie, przyznam, że miałbym mały problem. Z jednej strony bardzo wydajne podzespoły, wszelkie możliwe moduły łączności bezprzewodowej, bardzo dobry aparat, niezastąpiony super AMOLED oraz doprawdy przyjemna dla oka i ręki obudowa. Z drugiej początkowe problemy z dźwiękiem, mała rozdzielczość ekranu, bateria raczej przeciętna (nie liczę jej jako wadę w sensie stricte) i może niegroźne ale upierdliwe temperatury. Plusy, jak widać, przewyższają minusy a w ogólnym rozrachunku smartfon wypadł zaskakująco dobrze.
W moim odczuciu, jest to ciekawa propozycja. Szczególnie dla ludzi, którzy lubią grać, robić dużo zdjęć (by wrzucać je na wszelkiej maści społecznościówki) i mieć nieustanny, intensywny, kontakt ze światem. Przy tym cenią sobie i potrzebują udogodnień TouchWiz oraz liczą na względnie rozsądne osiągi baterii. Melomanom polecić smartfonu nie mogę – nie z czystym sumieniem. Po prostu ten konkretny egzemplarz w początkowej fazie testów dźwiękowo niedomagał. Osobom, które potrzebują urządzenia do szeroko rozumianej „pracy” zalecałbym ostrożną rozwagę. Ekran, ze względu na kiepską rozdzielczość, może nie spełnić ich oczekiwań. Natomiast wszystko inne jest godne polecenia.
Zalety:
– dobrze spasowana obudowa
– świetnie leży w dłoni
– mocne podzespoły
– płynność działania
– bardzo przyzwoity aparat
– wszelkie możliwe moduły łączności
Wady:
– grzeje się
– kapryśny dźwięk
– słaba rozdzielczość ekranu

























































