0

Panowie z iFixit wzięli na warsztat nowe dziecko Motoroli. A właściwie nie tyle na warsztat co na stół operacyjny, jako że użycie skalpela (przydaje się przy takich rozbiórkach) bliższe jest chirurgom (i modelarzom) niż mechanikom.

Prawdopodobnie doskonale znacie ekipę z iFixit ale jeśli ktoś ich nie zna, to porwę się na krótkie wyjaśnienie. Chłopaki demontują urządzenia do poziomu podzespołów i oceniają na ile jest to wygodne, czy sprzęt jest solidny oraz, co ważne i chyba najważniejsze, jak łatwa jest ewentualna własnoręczna naprawa. W skali 1-10. Trochę już się sprzętu przez ich sprytne rączki przewinęło a ostatnią ofiarą została Moto X.

Rozpisywanie poszczególnych etapów demontażu nie ma większego sensu, jako że można się z nimi zapoznać na stronie grupy. Nas interesuje wynik końcowy, który wypadł na poziomie 7. Nie tak źle. Część podzespołów jest modułowa i dzięki temu da się je prosto wymienić, co się chwali. Tak jak to, że można się dostać do akumulatora choć tu akurat trochę utrudnia sprawę przyklejona tylna klapka. Ale za to gniazdo SIM jest z boku i nie musimy pod tylną klapkę za często zaglądać. Zastosowano jeden rodzaj śrubek (T3), nie jest to typ nazbyt popularny. Oczywiście standardowo elementy wyświetlacza są ze sobą sklejone, co na chwilę obecną nikogo nie dziwi. Wnioski: da się dobrać do bebechów bez zniszczenia smartfonu.

Wszyscy domorośli dłubacze pozdrawiają ekipę iFixit międzynarodowym “Keep up the good work!”

Źródło: slashgear.com 

Oppo N1 i wiemy już więcej

Wcześniejszy wpis

Modyfikacje Androida – podstawowa wiedza

Następny wpis

Powinny Ci się spodobać

Więcej w Ciekawostki