TP-Link M7650 – test mobilnego hotspotu

0
TP-Link M7650

Na przestrzeni ostatnich kilku lat miałem okazję testować wiele różnych hotspotów mobilnych. Rozwiązanie jest niezwykle przydatne i ciekawe. Szczególnie dla tych, którzy muszą mieć dostęp do internetu cały czas bez względu na to gdzie się znajdują i to na kilku urządzeniach równocześnie. Jak się sprawuje najnowszy model czyli TP-Link M7650 w praktyce? Przekonacie się czytając poniższą recenzję.

Zawartość pudełka

Pudełko ze względu na nowe logo i design ogólnie urządzeń chińskiego producenta zmieniło szatę. Jest małych rozmiarów jednak zachowane w nieco bardziej błyszczącej stylistyce. Przeważa przede wszystkim biel i seledynowy kolor, a całość ogólnie sprawia bardzo dobre pierwsze wrażenie. Co znajdziemy w środku? Przede wszystkim samo urządzenie. Do tego krótki kabel USB – micro USB, który służy do ładowania hotspotu, a także adapter do naszej karty SIM. Zestaw nie jest dosyć rozbudowany i najbardziej brakuje mi przy nim prostego etui, dzięki któremu urządzenie w podróży nie zniszczyłoby się. Niestety musimy obejść się smakiem.

Design oraz jakość wykonania

Na pierwszy rzut oka zmian w stosunku do poprzedniej generacji nie ma zbyt wiele. Jednak w praktyce są znacznie większe niż by się mogło zdawać. Po pierwsze urządzenie nieco urosło. Nieznacznie, jednak moim zdaniem ten element został podyktowany inną zmianą, którą ogólnie można zaliczyć na plus, ale o tym później. Po drugie mamy również nieco jaśniejszy odcień szarości jeśli chodzi o kolor obudowy. Reszta elementów pozostała praktycznie bez zmian. Całość została wykonana z plastików dobrej jakości. Dodatkowo są one pokryte warstwą gumy, dzięki czemu urządzenie nie wędruje po blacie stołu, a także jest miłe w dotyku. Nadal jest małe i poręczne, bez przeszkód mieści się w dłoni. Jedynym minusem jaki znalazłem przy designu jest część stworzona z błyszczącego plastiku, ta niestety po dłuższym użytkowaniu będzie się mocno rysować.

Pod względem konstrukcji również zmian większych nie znalazłem. Od frontu mamy mały kolorowy wyświetlacz o przekątnej 1,44 cala. W zupełności wystarcza on do sprawdzenia podstawowych opcji transmisji danych czy zmian ustawień urządzenia. Po prawej umiejscowiono klawisz menu, vis a vis z kolei power. Są one ergonomiczne i przyjemnym skoku, więc korzystanie z nich nie sprawia najmniejszego problemu. Z tyłu urządzenia nie mamy więcej elementów. Gdy zdejmiemy tylną klapkę i wyjmiemy baterię (tak, możemy ją bez przeszkód wyjąć podobnie jak w starszych smartfonach) wówczas będziemy mieć dostęp do slotu na kartę SIM, a także micro SD.

Pod względem wykonania i ogólnego designu nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Urządzenie jest zaprojektowane ergonomicznie i korzystanie  z niego nie dostarcza problemów.

Bateria

W poprzednich generacjach urządzeń z tej linii mieliśmy do czynienia z ogniwem o pojemności 1800 mAh lub 2000 mAh. Tym razem TP-Link zaimplementował znacznie większą baterię, bowiem o pojemności aż 3000 mAh. Dzięki temu urządzenie zyskało dodatkowe kilka godzin działania i jeśli tylko będziemy korzystać z niego umiarkowany sposób bez przeszkód „wyciągniecie” około 13 godzin działania. Myślę że taka bateria nawet na dłuższy wypad poza miasto w zupełności wystarczy. Ładowanie ogniwa jednak nie trwa bardzo szybko. Trzeba przy tym spędzić około 3 godzin, bo niestety technologii szybkiego ładowania, która znajdziemy w smartfonach tutaj nie zaimplementowano. Bateria jest wyjmowalna, wystarczy zdjąć tylną klapkę. Warto dodać, że urządzenie posiada też tryb oszczędzania energii, który może w sytuacjach kryzysowych wydłużyć zauważalnie czas działania hotspotu.

Oprogramowanie

Pod względem oprogramowania zmian praktycznie nie było w porównaniu do poprzedniej generacji urządzeń. Nadal ma jedynie  preinstalowany język angielski jeśli chodzi zarówno o soft hotspotu jak i mobilnej aplikacji. W przypadku hotspotu po menu poruszamy się przy pomocy fizycznych klawiszy. Mamy z tego poziomu dostęp do najważniejszych funkcji, podglądu transferu, zmiany trybu działania częstotliwości 5 GHz czy 2,4 GHz i wiele innych. Całość jest skonstruowana w taki sposób, że poruszanie się po menu nie sprawia problemów, a wszystkie najważniejsze opcje mamy zawsze pod ręką. Jeśli natomiast chodzi o aplikację mobilną mamy znacznie więcej opcji, począwszy od kontroli ilości urządzeń, które korzystają z naszej sieci poprzez hotspot. Warto wspomnieć, że używając karty microSD możemy hotspot przekształcić w mini serwer do przechowywania danych. Z poziomu aplikacji mamy do nich dostęp i takie rozwiązanie może się przydać szczególnie gdy współdzielimy hotspot pomiędzy kilka różnych urządzeń. W przypadku konfiguracji urządzenia opcje mamy dwie – poprzez przeglądarkę internetową lub wcześniej wspomnianą aplikację mobilną, którą możecie za darmo znaleźć zarówno w sklepie Google Play jak i Apple App Store. Proces jest ten prosty i poradzi sobie z nim każdy nawet mniej zaawansowany użytkownik, mimo iż przebiega w języku angielskim.

Łączność

Największa nowością związaną z kolejną generacją hotspotów mobilnych to właśnie łączność. Wcześniejsze oferowały prędkość na poziomie 150 Mbps, tutaj mamy czterokrotnie wyższą przepustowość. Powiem szczerze, że  taka prędkość szczególnie przyda się osobom, które działają na kilku urządzeniach równocześnie. Osobiście w czasie testów nie udało mi się nawet zbliżyć do tej granicy 600 Mbps. Realne w Polsce myślę że jest osiągniecie w miarę stabilnego połączenia rzędu do 100 Mbps, wyższe wartości ciężko osiągnąć, chyba że w laboratoryjnych warunkach. Na wysyłanie mamy z kolei 50 Mbps. Jeśli chodzi o kulturę działania nie mam uwag, kilka urządzeń podpiętych do sieci nie robiło najmniejszego problemu hotspotowi. Nie było żadnych zerwań połączenia, a praca w różnych trybach tego nie zmieniła. Dla tych, którzy mają możliwość działania w częstotliwości 5 GHz również taki tryb znajdzie się w tym modelu. Myślę, że ten hotspot jeśli chodzi o wydajność pracy wystarczy na wiele kolejnych lat, nawet jak jakość naszego połączenia LTE ulegnie znacznej poprawie, nie będzie w tyle.

Podsumowanie

Z cała pewnością to najwyższa półka jeśli chodzi o mobilne routery. Oferuje wszystkie najważniejsze bajery, mamy naprawdę bardzo szybkie działanie, wiele różnych opcji konfiguracji, a to wszystko zamknięte w dobrej jakości obudowie i stosunkowo niewielkich rozmiarów. Mógłbym się przyczepić do braku polskiej wersji oprogramowania zarówno jeśli chodzi o hotspot jak i aplikację. W tej beczce miodu jest też łycha dziegciu. TP-Link M7650 nie należy do najtańszych rozwiązań. Kosztuje około 650 zł, jednak gdy chcemy urządzenie, które pod każdym niemal względem dorówna naszym wymaganiom myślę że nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Jeśli nie potrzebujecie tak mocnej konfiguracja, warto rozejrzeć się za nieco tańszymi modelami z tej serii.