TP-Link M7310 – test mobilnego hotspotu

0
TP-Link M7310

Mobilność to aktualnie coraz ważniejszy element, dzięki któremu możemy chociażby wygodnie pracować z każdego miejsca na świecie. Dostęp do internetu jest teraz niezbędny, a nie zawsze mamy dostęp do Wi-Fi. Z pomocą przychodzi TP-Link z nowym mobilnym hotspotem, który ułatwia pracę – TP-Link M7310. Jak sprawia się w praktyce? Przekonacie się czytając poniższą recenzję.

Zawartość opakowania

Pudełko jak na standardy chińskiego producenta jest „normalne”. Niewielkich rozmiarów, mieści cały zestaw dodatków. A co znajdziemy w środku? Przede wszystkim samo urządzenie. Po drugie mamy krótki kabel USB dzięki któremu naładujemy mobilny hotspot. Po trzecie mamy jeszcze adapter z karty nano SIM do micro SIM. Taki zestaw w zupełności wystarczy, zawiera wszystkie najpotrzebniejsze elementy. Gdybym miał się przyczepić to brakuje mi jakiegoś prostego etui, a także wtyczki do gniazdka elektrycznego, bowiem w zestawie znajdziemy tylko i wyłącznie krótki kabel USB.

Jakość wykonania oraz design

Przede wszystkim co pierwsze rzuca się w oczy to fakt, że jest to małe urządzenie, które bez większego problemu zmieści się w kieszeni plecaka czy torby. Hotspot jest w dużej mierze wykonany z plastiku, ale ma też elementy pokryte gumą. W porównaniu do testowanego jakiś czas temu modelu jest wykonany z materiałów, które nie rysują się tak intensywnie jak poprzednik. Mamy bardziej obłe kształty, dzięki temu lepiej też w dłoni. Całość została zachowana w ciemnej kolorystyce – mamy połączenie szarości z czernią. Pod względem designu całość prezentuje się ciekawie i na pewno nie straszy.

Od frontu otrzymujemy przeciętnych rozmiarów ekran, który jest prosty, czytelny i przejrzysty. W przeciwieństwie do poprzedniej generacji hotspotów ten jest kolorowy. Na froncie mamy również dwa klawisze fizyczne – power oraz menu. Pierwszy prócz włączenia urządzenia służy również do zatwierdzenia, a drugim poruszamy się po menu. Całość działa bez zarzutów i nie wymaga od nas szczególnego przyzwyczajenia. Skok obu klawiszy jest wyczuwalny i przyjemny. Są one dodatkowo pokryte cienką warstwą gumy, dzięki czemu korzystanie z nich jest jeszcze wygodniejsze. Plecki urządzenia to zdejmowalana tylna klapka pod którą znajduje się wyjmowalna bateria o pojemności 2000 mAh, a także sloty na kartę micro SD, a także micro SIM. Dostęp do poszczególnych elementów nie jest utrudniony całość pod tym względem prezentuje się bez zarzutów.

Bateria

W zestawie mamy zaimplementowaną baterię o pojemności 2000 mAh, która w zupełności wystarcza na kilka godzin działania bez zbędnych oszczędności. Jednak TP-Link dorzucił jeszcze trzy grosze jeśli chodzi o oprogramowanie, dzięki temu mamy tryb oszczędzania energii, który wyłącza stworzone Wi-Fi jeśli z niego nie korzystamy. Rozwiązanie jest wygodne i ponownie jego uruchomienie to raptem kilka sekund (oczywiście opcję tę można wyłączyć w ustawieniach). W zestawie nie znajdziemy ładowarki sieciowej, mamy jedynie kabel micro USB. Jednak do ładowania może posłużyć nam ładowarka od smartfona czy innego urządzenia mobilnego. W przypadku baterii warto dodać, że jest ona w pełni wyjmowalna, a jej ładowanie nie trwa zbyt długo (około 3 godzin).

Oprogramowanie

Jeśli chodzi o sam interfejs użytkownika na urządzeniu jest on prosty i  przejrzysty. Mamy dostęp do wszelkich najważniejszych elementów. Na ekranie głównym wyświetlają się informacje o aktualnej szybkości transferu danych, sile sygnału, ilości podłączonych użytkowników do sieci czy z jakiego rodzaju sieci korzystamy aktualnie. To wszystko sprawia, że tak na dobrą sprawę z poszczególnych opcji menu będziemy korzystać tylko i wyłącznie przy konfiguracji, bowiem później mamy wszystko pod ręką na ekranie głównym. Minusem jest fakt, że cały interfejs jest w języku angielski. Co prawda nie jest go dużo i nie jest trudny, ale element ten jest wart odnotowania.

Konfigurować hotspot możemy zarówno za pomocy aplikacji od TP-Linka, a także przez przeglądarkę internetową. Wystarczy aplikację pobrać na swój telefon z Androidem czy iOSem lub wejść na stronę internetową. Następnie podłączyć się do stworzonej przez hotspot sieci i praktycznie już możemy korzystać z urządzenia. By w pełni spersonalizować hotspot w ustawieniach aplikacji możemy zmienić hasło i nazwę sieci i wiele innych elementów. Jest to proste i nie wymaga od nas znajomości programowania czy jakiejś innej tajemnej mocy. Aplikacja podobnie jak urządzenie komunikuje się z nami w języku angielskim. Dzięki niej możemy łatwo podejrzeć wszelkie ustawienia takie jak ilość aktualnie użytkowników podłączonych do sieci, także ilość wymienionych danych. Warto dodać, że do samego urządzenia można dołączyć kartę microSD dzięki temu możemy stworzyć coś na wzór dysku sieciowego, z którego każdy podpięty do sieci i mający zainstalowaną aplikację TP-Linka może pobierać dane i się nimi swobodnie wymieniać. Rozwiązanie przydatne, a jego obsługa jest prosta i nie powinna dostarczać problemów.

Łączność

W przypadku łączności bezprzewodowej TP-Link M7310 udostępnia nam szybką łączność LTE. Na papierze mamy do 150 Mbps na pobieranie oraz 50 Mbps na wysyłanie. W praktyce oczywiście takich wyników nie osiągniemy, ze względu na naszą rodzimą infrastrukturę LTE, która nie daje takich możliwości. Jednak z całą pewnością urządzenie nie będzie wąskim gardłem łączności. Dodatkowo do sieci może się podłączyć do 10 urządzeń. W praktyce jest to jak najbardziej możliwe, choć przy takim obciążeniu sieci całość wymaga naprawdę szybkiego połączenia. TP-Link zaimplementował także, możliwość działania w dwóch częstotliwościach 2,4 GHz oraz 5 GHz. Co również należy zaliczyć na spory plus. Jakość połączenia i szybkość działania nie mam żadnych zastrzeżeń, całość działa bez zarzutów szybko i stabilnie. Nie zdążyły się żadne zerwania łączności.

Podsumowanie

Hotspot mobilny TP-Link M7310 to bardzo udane urządzenie, które umożliwia stworzenie sieci Wi-Fi i późniejsze zarządzenie nią. Jest to urządzenie mobilne, małe i lekkie, dzięki czemu nie zabiera zbyt dużo miejsca w plecaku czy torbie. Oferuje bardzo dobre parametry. Z trudnością można doszukać się minusów. Najpoważniejszym jest brak języka polskiego zarówno w przypadku interfejsu samej aplikacji i urządzenia. No koniec cena, ta również mogła by być nieco niższa, bowiem aktualnie urządzenie kosztuje około 400 zł, nie jest to mało, ale zważywszy na możliwości i wszelkie dodatki wygląda zauważalnie lepiej, choć nadal jest wysoka.