Brak mini Jacka w smartfonach i jego konsekwencje

4
brak mini Jacka

Jedną z „innowacji” wprowadzonych w najnowszych smartfonach Apple jest brak mini Jacka, czyli standardowego wyjścia słuchawkowego. Reguły marketingu są bezlitosne. Jestem przekonany że ktokolwiek dokonałby podobnej rewolucji, wychwalałby ucieczkę od „staroświeckich” rozwiązań. Lub przynajmniej bagatelizowałby jej ujemne skutki. Przewrotu dokonało jednak Apple, a z tym wiąże się dodatkowe niebezpieczeństwo. Niepokojąco wielu producentów ma zwyczaj kopiować rozwiązania giganta z Cupertino bez względu na ich przydatność. A to oznacza ryzyko powstania nowego trendu, moim zdaniem przynoszącego więcej szkody niż pożytku.

Jak można się dowiedzieć ze źródeł nieskorelowanych bezpośrednio z oficjalną propagandą Apple, brak mini Jacka nie jest wyrazem troski o podniesienie komfortu użytkowania nowych iPhone’ów. To efekt kompromisu pomiędzy chęcią utrzymania dotychczasowych gabarytów i koniecznością upchania do wnętrza nowych podzespołów. Głównym winowajcą są większe moduły kamer. Spuchły one za sprawą OIS i dodania drugiego obiektywu w modelu 7 Plus. Zabrały jednocześnie miejsce zarezerwowane do tej pory dla układu sterującego wyświetlaczem i jego podświetleniem. Trzeba więc było znaleźć dlań nową lokalizację i pod nóż poszło właśnie złącze słuchawkowe. Skądinąd, wbrew nazwie, jest ono całkiem spore, co można zaobserwować na tytułowej fotografii.

Mniejsza o przyczyny, ale jakie są skutki uśmiercenia niezwykle rozpowszechnionego standardu? Pierwszym, dość oczywistym, jest konieczność korzystania z przejściówki dla tradycyjnych słuchawek (na razie dołączanej gratis do iPhone’ów). Drugim, równie oczywistym – niemożność jednoczesnego słuchania i ładowania telefonu. Apple naturalnie pośpieszyło z gotowymi rozwiązaniami. Wystarczy kupić słuchawki zakończone złączem Lightning lub ich wersję bezprzewodową. Trudno jednak ukryć fakt, że wybór „zwykłych” słuchawek jest nieporównywalnie większy niż tych „nowoczesnych”. Nie wspomnę już o ich bezkonkurencyjnej uniwersalności.

Istnieją jednak mniej rzucające się w oczy mankamenty cyfrowego złącza słuchawkowego. „Cyfrowe” brzmi świetnie, nieprawdaż? Jednak uszy mamy wciąż analogowe i prędzej czy później trzeba zamienić ciąg bitów na odpowiadający mu przebieg elektryczny. Do tej pory odbywało się to w przetworniku cyfrowo-analogowym (DAC) zamontowanym w smartfonie. Teraz konwersją zajmą się albo cyfrowe słuchawki, albo przejściówka Lightning-miniJack. Zauważmy ile emocji towarzyszyło debiutom urządzeń wyposażonych w ponadprzeciętne DAC. Najświeższym przykładem jest LG V20. Hype towarzyszący ich „studyjnym” cechom jest w dużej mierze przesadzony (odsyłam do artykułów poświęconych mitom audio związanym z częstotliwością próbkowania i głębią bitową), ale odzwierciedla zainteresowanie mobilnym dźwiękiem wysokiej jakości. Nie wątpię że Apple zadbało o co najmniej przyzwoitą konwersję w swoim adapterze, ale jak to się ma do kosmicznych technologii zastosowanych w V20? A w wypadku zgubienia oryginalnej przejściówki, jaką jakość zaoferują kuszące zamienniki za kilka dolarów? A nie mam najmniejszych wątpliwości że się wkrótce pojawią.

Warto przy okazji pamiętać że złącze mini Jack obsługuje również sygnały wejściowe. W najczęstszych przypadkach pochodzące z mikrofonów zestawów głośnomówiących. Jest jednak dość liczna grupa użytkowników sprzętu Apple korzystająca z tej cechy mini Jacka w sposób szczególny. To muzycy i akustycy. Jak dotąd iOS jest bezkonkurencyjny w dziedzinie przetwarzania dźwięku w czasie rzeczywistym dzięki bardzo małym czasom latencji. Czy zostaną one utrzymane przez nową przejściówkę i czy wbudowany w nią przetwornik analogowo-cyfrowy zapewni podobną do dotychczasowej jakość? Trudno to w tej chwili ocenić, ale nie da się wykluczyć że profesjonaliści ujawnią słabości nowego rozwiązania.

Brak mini Jacka w najnowszych iPhone’ach będzie świetną okazją dla firm produkujących mobilne akcesoria. Doskonałym refleksem wykazał się Belkin, proponując mini hub dublujący port Lightning. Za jedyne 40 dolarów można będzie jednocześnie słuchać muzyki i ładować iPhone’a 7!

recepta na brak mini Jacka

  • Artur Załęski

    Żeby pozbycie się mini Jacka miało sens złącza Lighting, czy USB C powinny mieć możliwość używania ich jako złącza analogowego. Telefony i tak posiadają DAC, chociażby ze względu na wbudowane w nie mikrofony czy głośniki.

  • Jan Kowalski

    Ja nie widzę żadnego sensu w pozbywaniu się złącza mini Jack. Tak jak nie widzę żadnego sensu w latających sobie luźno słuchawkach. Pomyślmy chwilę nad ergonomią takiego rozwiązania.
    1. Bateria w takich malutkich pchełkach, niepołączonych nijak, musi być x 2. Czyli każda słuchawka musi mieć osobną bateryjkę. W przeciwieństwie do klasycznych słuchawek BT, na pałąku, gdzie mamy jedną baterię na całość, te ogniwa nigdy nie są sobie równe i jedno zawsze padnie szybciej niż drugie. Nie mówiąc już o czasie działania, gdy lubimy posłuchać trochę głośniej. Będzie śmieszny jak w Jabwatchu.
    2. Żeby doładować te pchełki, trzeba nosić ze sobą dodatkowe akcesorium – ładowarkę. Do niej, dodatkowy kabel. Z jednych słuchawek na kablu robią nam się trzy osobne rzeczy niezbędne by posłuchać muzyki.
    3. Słuchawki BT z pałąkiem czy pchełki na kablu są połączone ze sobą. Trudniej je zgubić. Żeby nie posiać błyskawicznie EarPods’ów, należy znowu mieć ze sobą dodatkowe akcesorium i pamiętać, by je zawsze do tej ładowarki włożyć. To co do tej pory wisiało na karku, albo zwijaliśmy w kłębek i wpychaliśmy w kieszeń, nagle wymaga specjalnej uwagi. W dodatku, jeśli uprzemy się nie używać etui, wydłuża nam się czas szukania pchełek po kieszeniach.
    4. Gdy zgubimy jedną, druga będzie bez sensu. Nowa para kosztuje krocie. Kupisz – będziesz miał trzy. Bacz, by nie wziąć tej ze starego kompletu bo różnica w czasie działałania i dżwięku może się okazać spora (zależy ile je miałeś).
    5. Pałąki zsuwasz na szyję. Kabel możesz przerzucić za karkiem. Chwilowa potrzeba by zdjąć słuchawki pojawia się bardzo często. Choćby przy rozmowie z napotkaną osobą gdy należy odetkać uszy. I to nie dlatego, że nie słyszymy co mówi. Do tego najczęściej wystarcza zastopować muzykę. Po prostu kultura osobista tego wymaga. Szacunek dla drugiej osoby. Wyjmiesz EarPods’y – musisz trzymać je w dłoni albo chować po kieszeniach. Zatem albo masz zajętą rękę (a może być potrzebna) albo marnujesz czas na grzebanie za nimi w ubraniu. Jak położysz gdzieś z boku – zapomnisz na bank. Łatwiej też takie leżące osobno pchełki komuś świsnąć.
    6. Niezbyt dowierzam w solidny dźwięk bezprzewodowy nawet w urządzeniach o większych słuchawkach. Zawsze będzie stratny. Jak do tego dodamy malutkie membramki (poprzednie pchełki od Jabłkowej firmy miały normalny, okrągły głośniczek, kolejnym dali jakąś szczelinę i po porównaniu stwierdzam, że stare grają lepiej), to otrzymujemy dość marne pierdziawki pozbawione mocy, którą trochę ratuje tylko przesył po kablu. Nie słuchałem, nie mam pewności, ale tego się generalnie obawiam.
    7. Najbardziej porąbany pomysł ever jeśli chodzi o projekt. Wygląda to jak stare słuchawki z obciętym kablem. Nie dziwię się, że ludzie szydzą i porównują je do złamanych petów, patyczków o uszu albo końcówki od szczotki do zębów. Choćby nie wiem jak na to patrzeć, prezentują się dość głupio a co gorsza, nie ma pałąka na ucho. Nie każdy ma taki sam kształt małżowiny i nie każdemu będą się dobrze trzymać. A jak ci taka pchełka wyleci w czasie biegów po lesie czy na plaży, to (szczególnie w tym drugim przypadku) szans na odzyskanie wielkich nie masz. Wystarczy, że ktoś za tobą przydepnął i po zawodach. Resztę treningu spędzisz bez muzyki albo szukając zguby.

    W skrócie – wymyślili coś tak koszmarnie nieergonomicznego i z założenia zmuszającego do taszczenia kolejnych dupereli po kieszeniach, kupowania akcesoriów (pewnie pojawią się też pałąki i jakieś mocowania, smycze, kable itd za niemały hajs) i ciągłej uwagi by słuchawek gdzieś nie zostawić/zgubić, że mógł to zrekompensować tylko rewelacyjny dźwięk i/lub fantastyczne czasy działania. A na to nie ma co liczyć. Jedyna zaleta, to bezprzewodowość, czyli uwolnienie od plątaniny kabli, która niestety jest niewelowana przez problematyczne codzienne korzystanie. Są bezprzewodowe konstrukcje o wiele lepiej pomyślane, wykonane i grające. Wniosek – nowe słuchawki od Apple nie mają żadnej wartości dodanej. Są tylko nowe.

    • Teth

      A używasz iPhone, czy nie?

      • Jan Kowalski

        Używam. Takiego co ma miniJack i między innymi jego brak sprawia, że nie byłem zainteresowany zakupem nowszego modelu. Uważam, że jest pod tym względem upośledzony zamiast wyprzedzać poprzednika. 🙂