Pięciolecie

0

Technologia to trzecia z rzeczy, bez których nie mogę funkcjonować. I nie, nie chodzi o rozrusznik serca ani sztuczne płuco. Choć stacja dializ, mam wrażenie, przydała by się już parę razy, to do tej pory jedyną formą jakiej potrzebuję są gadżety. Jak to się ma do funkcjonowania w ekipie takiej strony jak Mobileworld24.pl? Ma się bezpośrednio. Jednak jak to mawiał komputer Hex z Niewidocznego Uniwersytetu w Ankh Morpork

+++Zacznij Z Początku +++; +++ MELON MELON MELON +++;

Pięć lat, jedna czternasta ludzkiego życia, wiek przedszkolny. Wystarczająco dużo by zrobić błyskotliwą karierę lub zarżnąć dochodowy interes. Zrobić studia. Odchować potomstwo. Umrzeć na raka trzustki. Czy to mało, czy dużo zależy od punktu widzenia. W świecie technologii to dość, by zrobić potężny postęp i zmienić właściwie wszystko. Od nowych procesów produkcyjnych po wytworzenie niezbędnych potrzeb w klientach. Dzięki temu kupią dokładnie to, co sprzedajemy. Jednak aby istniałą jakaś kontrola nad ogłupiającym marketingiem, istnieją takie portale jak ten. Młodsze, starsze, mniejsze, większe, ale zawsze ktoś testuje i stara się mówić jak jest w istocie, oraz na ile to zgodne z tym co wciska nam producent.

Do redakcji dołączyłem jakoś w 2013 roku, zatem nie jestem w niej od samego początku. Trzy lata to jednak dość długo, by zastanowić się nad swoim życiem a może nawet coś w nim zmienić. Na przykład rzucić picie, wyjechać w Bieszczady, zostać wyznawcą kościołą Wiecznego Mchu albo podjąć pracę w szkolnictwie. Jednak ponieważ nie mogłem zdecydować, który z tych pomysłów będzie najbardziej szalony i godny realizacji, wybrałem inną, nieco mniej bolesną drogę. Postanowiłem zrobić karierę siedząc przed komputerem, pijąc colę, jedząc chipsy i oglądając najbardziej porąbane japońskie porno jakie znajdę w szerokich bezkresach internetów. Po trzech miesiącach okazało się, że widziałem już wszystko, tak naprawdę nie lubię coli a od chipsów mam zgagę. Z braku lepszych podniet, zacząłem szukać w sieci miejsc, w których skupiska głupoty i tzw „hejtu” zapewnią mi rozrywkę szeroką jak dorzecze Amazonki. Po zniszczeniu psychiki kilku młodych matek i zhackowaniu portalu o tematyce wędkarskiej, trafiłem na forum, gdzie ludzie męczą się z Androidem. Po ilości tematów, ich wielkości i różnorodności stwierdziłem, że mordują się strasznie i jest ich wielu. Rozpocząłem delikatny trolling by wybadać nastroje a potem napuścić jednych na drugich. Ot, niewinne igraszki.

Tam namierzył mnie niejaki Łęczycki. Prawdę powiedziawszy nie mam bladego pojęcia po dziś dzień, czemu się przyczepił akurat do mnie. Wtedy pomyślałem, że jest po prostu gejem (pedał bez rąk, ot co, tak pomyślałem naprawdę, ale tego mi nigdzie nie opublikują). Czemu? Panienki łowi się na sesje zdjęciowe dla zagranicznej agencji modelingowej. Kariera, portfolio, szmery bajery, co z tego, że firma według Google Maps znajduje się między stodołą a kurnikiem pana Schmidta z Wolfsgraben. Na co złowić kolesia wędrującego po technologicznym forum, który zaczyna zdania z wielkiej litery i potrafi odmienić „ów” przez osoby? Wiadomo. Na robotę redaktora portalu o zbliżonej tematyce. W oczekiwaniu na chwilę, gdy zacznie mnie zapraszać na piwo i pytać o adres spotkania, gdzie zamierzałem pojechać z kolegami i przywrócić go na łono heteroseksualnej części społeczeństwa, rozejrzałem się po stronie. Nawet z nudów napisałem jakieś próbki artykułów i… Przysłał mi sample do testów. Tak mi zajęły czas, że nim się obejrzałem minął rok a potem drugi. W międzyczasie zmieniłem hobby z fotografii na bieganie, pracę na lepszą, psa na kota, samochód mniejszy na większy a potem jeszcze ze trzy motocykle i tyle sprzętu elektronicznego, że ciężko mi wyliczyć wszystkie modele. Tylko zamiłowanie do tekstowych RPGów online zostało niezmiennie takie samo. To akurat jest dla mnie stałym elementem życia i chyba nigdy z tej głupoty nie wyrosnę.

W międzyczasie wyrzuciłem z siebie tyle sensownego tekstu, że przez cały okres uczęszczania do szkół wszelakich, nie udało mi się osiągnąć nawet jednej trzeciej tegoż. Oczywiście licząc wartość merytoryczną a nie samą objętość. Na litry tuszu, jakie trzeba by użyć, żeby wydrukować wszystko co spłodziłem do tej pory, wartościowy tekst zmieściłby się pewnie w jednym kałamarzu a resztę wlałbym po prostu do wanny. O formie nie wspominam, bo wszyscy dobrze wiemy jak się pisze o rzeczach, które mamy tak głęboko, że nawet kolonoskopia nie sięga a co powstaje gdy temat nas żywo interesuje. Smartfony, tablety, słuchawki, laptopy i im podobne interesują mnie akurat bardzo.

Dzięki zabawie w redaktora miałem okazję przetestować i obejrzeć urządzenia, które chętnie bym zatrzymał oraz takie, których w życiu bym nie kupił. Było też kilka drastycznych przypadków sprzętu, jakiego nie wziąłbym za darmo a wręcz unikał jak syfilisu. Oczywiście pisanie recenzji wymaga pewnego obiektywizmu i używania nieco szerszych pojęć niż własne „widzimisię”, dlatego nie ma zbyt wielu urządzeń, po których jechałbym bez litości. Zawsze przecież mogą być ludzie, którym pewne mankamenty nie przeszkadzają a wręcz są obojętne, gdy ja głową wystukuję dziury w łazienkowych kaflach. Były więc felietony, cykle, recenzje, notki prasowe czy bardziej poważne zagadnienia jak analizy ankiet.

Ekipa zmieniała się w tym czasie, jedni odchodzili, inni przychodzili. Podobno był nawet jeden rudy, co nie ma duszy i dziewczyny. Ja sam w ostatnim roku odpadłem mocno z bieżących spraw, ale nadal zaglądam i czasem jeszcze coś skrobnę. Nie palę tego mostu, bowiem nie wiem co mi odbije za rok. Ba, nie wiem co mi odbije pojutrze. Galopująca kariera jest bowiem jak jej gastryczny odpowiednik. Łapie nie wiadomo skąd, daje ci popalić a potem nagle przechodzi. Diabli wiedzą, co to było a postęp w tym czasie jakoś nie chce się zatrzymać, idzie swoim rytmem i w nosie ma nasze prywatne życie.

Cóż mogę powiedzieć z perspektywy czasu o „robocie” redaktora? Podobno za darmo to i ocet słodki, więc naczelny nie wybrzydzał za wiele przy tekstach, co czyniło zadanie nieco łatwiejszym. Oczywiście bywają słynne deadline’y, podział tematów i tym podobne szatańskie wynalazki, żywcem wyciągnięte z parszywego, zachodniego kapitalizmu, ale głównie jako element mobilizujący. Można poczuć odrobinę presji czasu, włożyć w tekst pewien wysiłek, nauczyć się tak organizować by ze wszystkim zdążyć. Ba, nawet pojąłem tak kluczowe zagadnienie dziennikarstwa jak tworzenie w chwilach, gdy totalnie nie masz pomysłu co napisać i szukanie inspiracji po przypadkowych miejscach. Mogę śmiało powiedzieć, że po tych trzech latach mógłbym z powodzeniem zostać redaktorem „Faktu” i wypisywać tam brednie wcale nie gorsze, niż „Nie śpię bo trzymam kredens” albo „Napadał i pożerał kebaby”.

Dodatkowo ekipa Mobileworld24.pl to ludzie sympatyczni, pomysłowi i nawet jeśli w pewnych kwestiach nie mogliśmy się dogadać, to zawsze udawało się osiągnąć kompromis. Wiecie… Taki stan, w którym nikt nie jest do końca zadowolony. Portal nadal szuka swojego miejsca w kipiącym od nadmiaru treści świecie IT, ale trzeba przyznać, że można się przy tym dobrze bawić i nauczyć paru nowych rzeczy. Sam Łęczycki zaś to chłop rozsądny i pełen werwy do działania.

Zastanawia mnie tylko jedno.

Do tej pory nie zaprosił mnie na to piwo. Ale ja czekam. Wiem, że to tylko taka trzyletnia przygrywka do ciężkiego, tłustego jak smalec podrywu, na który będę mógł odpowiedzieć z subtelnością godną słowiańskiego samca.

Biały honor! Biała siła!