7.7

Asus Transformer Book T100HA

2
Transformer Book T100HA

Tablety hybrydowe od kilku lat próbują podkopać pozycje zajmowane przez laptopy. Ich początki nie były być może szczególnie udane, ale wraz ze spadającymi sukcesywnie cenami i rosnącą wydajnością ultra oszczędnych procesorów stają się interesującą alternatywą dla notebooków, szczególnie z punktu widzenia użytkowników którzy przedkładają mobilność nad ogrom mocy obliczeniowych. Nie należę do fanów przenośnych komputerów, mimo to Transformer Book T100HA w dużej mierze przekonał mnie do siebie.

Wrażenia z użytkowania

Tablet pojawił się u mnie w niepozornym na pierwszy rzut oka prostopadłościennym pudełku. Wyróżnia je jednak wykonanie z bardzo solidnej, grubej tektury, co pozwala przypuszczać, że nawet przy dość częstym użytkowaniu, np. dla ochrony urządzenia przy dłuższym transporcie, nie powinno zbyt szybko ulec degradacji. Po otwarciu wieka okazało się że wyposażono je w ogranicznik dopuszczający wychył tylko do określonego kąta, wykonany przy użyciu dodatkowego arkusza tektury z nadrukowanym sloganem reklamowym Asusa. Nieco fantazyjny pomysł, ale i praktyczny – jeszcze jedna warstwa tektury zapewnia dodatkową ochronę. We wnętrzu pudełka oprócz tabletu znalazłem jedynie ładowarkę z odpinanym kablem USB i papierzyska. Podejrzewam że podobnie wygląda standardowy zestaw konsumencki.

Asus Transformer Book T100H - boxWychodzę z założenia że wypada prezentować recenzowane urządzenia na neutralnym tle, tak by niepotrzebnie nie rozpraszać uwagi Czytelników. Ponieważ jednak nie uszła mojej uwadze wymiana zdań redakcyjnych kolegów, towarzysząca recenzji Xperii Z5, w której żywo dyskutowali oni na temat uroków faktury ceramicznego tła obecnego na zdjęciach, postanowiłem również spróbować wprowadzić innowacje w tej dziedzinie.

Osobiście najbardziej jestem przekonany do salcesonu, który doskonale harmonizuje z kolorem obudowy Transformera. W zasadzie powinienem powiedzieć „z kolorami”, bowiem odcienie lakieru pokrywającego zasadniczy tablet i dołączaną klawiaturę minimalnie się różnią. Poniższe zdjęcie nie oddaje tak dobrze niuansów jak bezpośrednia obserwacja, tym niemniej lekką odmienność można bez większego trudu wychwycić.

Asus Transformer Book T100HATę niespójność da się chyba prosto wytłumaczyć. Otóż obudowy obu części zostały wykonane z różnych materiałów. Skorupa tabletu jest aluminiowa, podczas gdy klawiatury – plastikowa. Aluminium jest niewdzięcznym materiałem do malowania i lakiery stosowane do tego celu charakteryzują się specyficznym składem. Podejrzewam że niemożność dobrania identycznie prezentujących się pigmentów jest podstawową przyczyną której Asus Transformer Book T100HA zawdzięcza lekkie kolorystyczne rozchwianie.

Swoją drogą hybrydowy tablet Asusa musi być twardym orzechem do zgryzienia dla wielbicieli tzw. „materiałów premium”. Trudno im się będzie zdecydować czy określić jego wykonanie jako wzorowe czy tandetne. Do tego wizualnie nie sposób dociec która z części powinna zostać z góry zdyskwalifikowana. Bez wątpienia jednak aluminiowa obudowa ma jedną niezaprzeczalną zaletę – doskonale pomaga rozpraszać wytwarzane ciepło i tablet nawet podczas intensywnej pracy nagrzewa się bardzo nieznacznie i prawie idealnie równomiernie. Z drugiej strony w równie skuteczny sposób odprowadzane jest ciepło z dłoni, co niekoniecznie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń, szczególnie przy niskich temperaturach otoczenia.

Klawiatura wyposażona jest w zawias pozwalający na osadzanie tabletu. Nietypowe wielostykowe złącze i dwa magnetyczne zatrzaski bez problemu odnajdują swe miejsce w odpowiednich otworach „ekranu” i wbrew pozorom przekształcenie zestawu w mały laptop nie wymaga żmudnego celowania, okupionego wieloma nieudanymi próbami.

Asus Transformer Book T100HA - hingeJak nietrudno domyślić się po wyglądzie złącza, tabletu nie da się wsunąć w łoże klawiatury w pozycji obróconej o 180° wokół osi pionowej, co byłoby połączeniem wygodniejszym np. przy oglądaniu filmów i zapewniającym większą stabilność.

Przyznam że trudno mi przyłączyć się do chóru krytykującego hybrydy za zbyt daleko posuniętą miniaturyzację. Transformer Book T100HA posiada ekran o rozdzielczości 1280 x 800 (16:10). Wśród tańszych laptopów (a chyba tylko z nimi stara się konkurować) dominują wyświetlacze 1366 x 768 (16:9). Różnica w praktyce żadna, dałoby się natomiast ponarzekać na rozmiary ekranu. No cóż, moim zdaniem przesiadka z kilkunastu cali na 10 nie jest szczególnie bolesna, jeśli tylko skutecznie stłumimy lamenty spontanicznie rodzące się dzięki wcześniejszym przyzwyczajeniom. To naturalnie moje subiektywne odczucie, ale dodam przy tym że nie ośmieliłbym się nazwać swojego wzroku sokolim. Na korzyść Asusa przemawia dodatkowo matryca IPS, prezentująca się o niebo lepiej niż wciąż dominujące wśród laptopów z dolnej półki panele TN.

Nie wieszałbym też psów na klawiaturze. Oczywiście nie posiada ona wydzielonego bloku numerycznego, niektóre klawisze są wyraźnie przykurczone (górny rząd, prawy SHIFT), a i gładzik nie imponuje rozmiarami.

Asus Transformer Book T100HA - keyboardDwa dolne rogi gładzika lekko się zapadają i pełnią rolę przycisków, tym niemniej jego cała powierzchnia jest aktywna. W przeciwieństwie do wielu większych konstrukcji cennej powierzchni nie zabierają również wydzielone obszary służące do przewijania. Zamiast tego rozpoznawane są przeciągnięcia wykonywane dwoma palcami. Działa to zresztą bez zarzutu, podobnie jak obsługa wielu innych gestów, które opcjonalnie można włączyć w aplecie konfiguracyjnym gładzika.

Asus Transformer Book T100HA - Smart GesturePomimo zwartego układu klawiatury, jej zasadnicze przyciski nie są jakoś szczególnie upośledzone w zestawieniu chociażby ze standardową klawiaturą desktopową. Na zdjęciu poniżej można porównać fragmenty obu układów klawiszy zaprezentowane w identycznej skali.

Asus_TB_T100H_kbd_compPowody dla których Transformer Book T100HA nie wydaje mi się pełnowartościową alternatywą dla laptopa są zupełnie inne od rozważanych powyżej. I wcale nie chodzi przy tym o jego wydajność, która okazuje się całkiem niezła, do czego jeszcze wrócę w dalszej części recenzji. Zauważmy przede wszystkim, że w odróżnieniu od tradycyjnych konstrukcji stosowanych w komputerach przenośnych, hybryda Asusa (jak i każda inna) przechowuje komponenty sprzętowe w „ekranie” a nie w „klawiaturze”. Jedną z konsekwencji takiego nieuchronnego rozwiązania jest to, że „ekran” staje się stosunkowo ciężki. W efekcie po połączeniu z klawiaturą, gdybyśmy chcieli odchylić go za bardzo do tyłu, cały zestaw po prostu fiknąłby kozła. W bardziej zaawansowanych rozwiązaniach dok z klawiaturą często wyposażany jest w dodatkową baterię, a nierzadko i w uzupełniający dysk twardy, które to elementy przy okazji poprawiają wyważenie całości. Takowych komponentów nie posiada jednak Transformer Book T100HA. Zamiast tego jego klawiatura została sztucznie dociążona i waży tylko nieznacznie mniej od samego tabletu. Niestety tandem ten nadal okazuje się dość chybotliwy, w związku z czym zdecydowano się na ograniczenie maksymalnego kąta rozwarcia obu elementów do ok 110°. Po ustawieniu urządzenia na poziomej powierzchni co prawda nie grozi mu wywrotka, ale np. niski stół zmusza do obserwowania ekranu pod znacznym kątem. Zupełnie nie sprawdza się korzystanie z Transformera spoczywającego na kolanach jeśli siedzisko jest wysokie. Nawet niewielkie pochylenie linii ud wystarczy by hybryda straciła równowagę. Podsumowując: kompaktowe urządzenie Asusa częściowo traci jeden z atutów wysokiej mobilności ze względu na sztucznie zawyżoną masę (nieco ponad 1 kg), a przede wszystkim okazuje się niewygodne w wielu typowych „laptopowych” scenariuszach użytkowania.

Drugą (być może mniej uciążliwą) konsekwencją koncentracji trzewi w części ekranowej jest przeniesienie do niej prawie wszystkich złącz oraz głośników. W module klawiatury znajdziemy jedynie jeden dodatkowy port USB 2.0 w jego prawej tylnej części.

 Asus Transformer Book T100HATransformer Book T100HA złączy nie ma może zbyt wiele, ale wyobraźmy sobie, że chcemy skorzystać z nich wszystkich naraz (co nie jest przesadnie wydumaną sytuacją), ozdabiając tym samym prawą krawędź ekranu plątaniną spływających kabli, a lewą – pojedynczym kablem lub sterczącym nośnikiem pamięci czy też modemem. Na pocieszenie pozostaje port USB 2.0 umieszczony w nieco bardziej cywilizowanym miejscu.

Asus Transformer Book T100HA - edgesByć może coś stało na przeszkodzie by rozmieścić newralgiczne gniazda nieco inaczej. Trochę szkoda, bo gdyby znalazły się niżej, to wygląd i ergonomia w pełni uzbrojonego „mini laptopa” Asusa raczej mogłyby tylko zyskać.

Na zakończenie tych ogólnych rozważań dodam, że na początku testów dwukrotnie znarowił się dok z klawiaturą i gładzikem, tzn. oba elementy kompletnie przestały reagować. Każdorazowo pomogło chwilowe wyjęcie i ponowne osadzenie tabletu. Raz postanowił też oszaleć czujnik położenia (najprawdopodobniej on) i tablet zabetonował interfejs użytkownika w położeniu pionowym. Tu lekarstwem okazało się ponowne uruchomienie systemu. Windows 10 znajduje się w nieustannym rozwoju, a połączony z siecią potrafi wykonywać setki tajemniczych działań bez wiedzy użytkownika. Podejrzewam że w międzyczasie zdołał sam siebie naprawić, bowiem opisane figle później już nigdy się nie powtórzyły.

Wyświetlacz

Wspomniałem już wcześniej że Transformer Book T100HA został wyposażony w matrycę IPS o rozdzielczości 1280 x 800 pikseli. Trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia do jej jakości. Odwzorowanie kolorów, kąty widzenia stoją na wysokim poziomie. Do tego maksymalna jasność wyświetlacza wyraźnie przewyższa jaskrawość ekranów kilku smartfonów użytych do porównań. Takiemu stwierdzeniu daleko do precyzyjnego i obiektywnego pomiaru, którego zresztą nie byłem w stanie przeprowadzić, ale wydaje się że tablet powinien z łatwością podołać pracy w pełnym słońcu. W każdym razie w pochmurny zimowy dzień czytelność prezentowanych na ekranie treści była więcej niż zadowalająca.

Precyzja czujnika dotyku jest absolutnie wystarczająca. Z obsługą drobnych elementów kontrolnych, charakterystycznych dla klasycznych desktopowych aplikacji, nie ma najmniejszego problemu.

Nieco uciążliwa może okazać się walka z kurzem i potem zbierającym się ochoczo na przedniej błyszczącej powierzchni tabletu. Odniosłem wrażenie że tafla szkła chroniącego ekran poddaje się zabiegom higienicznym z nieco większym od przeciętnego oporem.

Chyba nikt nie odważyłby się nazwać ramek otaczających wyświetlacz recenzowanego tabletu wąskimi. Transformer Book T100HA jest jednak urządzeniem stosunkowo niedrogim i chociażby z tego powodu należy potraktować go z pewną pobłażliwością.

Asus Transformer Book T100HA - screen to body ratioW gabarytach urządzenia narzuconych przez i tak już dość mocno ściśniętą klawiaturę spokojnie zmieściłby się ekran o przekątnej np. 11 cali, tyle że zapewne kosztowałby znacznie więcej od masowo produkowanych paneli 10,1″. Nieco dziwi mnie natomiast fakt, że konstruktorzy Asusa, decydując się na pozostawienie tak dużej niezagospodarowanej powierzchni, nie pokusili się o przeniesienie na nią pary głośników.

Bateria

Producent w specyfikacji technicznej określa pojemność ogniwa na 30 Wh. Chociaż właśnie energia (a nie ładunek elektryczny) nieco lepiej odzwierciedla wydajność baterii, pozostańmy przy zakorzenionych w świadomości użytkowników miliamperogodzinach. Przyjmując średnie napięcie ogniwa Li-Ion na poziomie 3,7 V można oszacować pojemność baterii w Asusie na ok. 8100 mAh. Jeśli z kolei przyjąć za punkt wyjścia dane raportowane przez aplikację systemową powercfg.cpl na podstawie informacji pozyskiwanych z kontrolera baterii, to testowany egzemplarz posiada ogniwo o pojemności 28,688 mWh. Tak czy owak dla celów porównawczych można przyjąć, że Transformer Book T100HA wyposażono w źródło energii o pojemności ok. 8000 mAh.

Korzystając z części raportu wygenerowanego przez powercfg.cpl można w przybliżeniu ocenić żywotność baterii tabletu.

Transformer Book T100HA - battery statsPierwszy odcinek wykresu odpowiada aktywności wymuszonej w dość sztuczny sposób za pomocą jednoczesnego odtwarzania w kółko filmu, playlisty z muzyką i odświeżania za pomocą odpowiedniego dodatku do Firefoxa  kilku stron internetowych co 15 sekund. W niespełna 5 godzin zostało skonsumowane 46% zasobów baterii, co odpowiada zużyciu na poziomie ok. 9,5% na godzinę. Ostatni odcinek wykresu odpowiada działaniom bliższym realnym scenariuszom użytkowania i tu zużycie spadło do ok. 6,8% na godzinę. Dla odcinka środkowego ubytki są zbyt niskie by mogły stać się podstawą w miarę dokładnych wyliczeń. Zamiast tego posłużę się rezultatem pozostawienia urządzenia w stanie uśpienia przez pełną dobę. Stan ogniwa obniżył się w tym czasie o 4%, co odpowiada zużyciu ok. 0,17% na godzinę. Inaczej rzecz ujmując – nieaktywny Transformer Book T100HA powinien wytrwać prawie 4 tygodnie.

Dodam, że w trakcie jednego z testów wydajności (kodowanie filmu), kiedy to procesor pracował non-stop na niemalże pełnych obrotach przez 74 minuty, zużycie baterii osiągnęło poziom ok. 18% na godzinę. Tak więc w skrócie: hybryda Asusa przy standardowym użytkowaniu powinna wytrwać kilkanaście godzin (w najgorszym wypadku dziesięć), natomiast przy ekstremalnym obciążeniu – około 6 godzin. To wszystko przy założeniu, że podświetlenie ekranu zostanie ustawione na poziomie 50%, w takich bowiem warunkach przeprowadzane były testy.

Według specyfikacji producenta w zestawie winna znaleźć się ładowarka o wydajności 2A. Ja otrzymałem egzemplarz zastępczy, oferujący dwukrotnie mniejsze natężenie prądu wyjściowego. Uzyskane zarówno z jego pomocą, jak i przy użyciu ładowarki 1,4 A czasy tankowania ogniwa nie napawają zbytnim optymizmem. W pierwszym przypadku cel został osiągnięty po niecałych 10 godzinach, w drugim po ok. 7,5.  Po przeprowadzeniu ekstrapolacji do nominalnych 2 amperów powinniśmy się spodziewać czasu rzędu 5 godzin. Podobny wynik przynoszą szacunki biorące pod uwagę pojemność akumulatora, nieuchronne straty energii i typowe spowolnienie procesu ładowania w jego końcowej fazie. Trzeba się więc pogodzić z faktem, że Transformer Book T100HA nie jest w stanie powracać do pełni sił w szybkim tempie.

Przetworniki obrazu

Współczesny przeciętny smartfon najczęściej wyposażony jest w główny aparat zauważalnie lepszy od spotykanych w tabletach i to nawet tych droższych. Podejrzewam że producenci tabletów dorzucają tylne aparaty niejako z przyzwyczajenia, oszczędzając przy tym ile wlezie na przetwornikach CMOS i optyce. Istnieją oczywiście niezbyt liczne wyjątki od tej reguły. Przy tym wydawałoby się że większą troską powinny być otaczane przednie kamerki, choćby ze względu na wygodę przeprowadzania wideokonferencji przy użyciu dużych ekranów. Niestety i tu z jakością bywa nie najlepiej.

Odnoszę wrażenie że większość mobilnych fotografów preferuje smartfony, trudno jednak komukolwiek zabronić wykonywania zdjęć tabletem, przyjrzyjmy się więc pobieżnie co w tej dziedzinie ma do zaoferowania Transformer Book T100HA. Pech chciał że w czasie testów dominowała ponura zimowa aura. Udało mi się jednak w końcu uchwycić nieprzesadnie urokliwą, ale za to lekko rozświetloną słońcem scenerię. W galerii kolejno pojawiają zdjęcia z tylnej i przedniej kamery Asusa oraz – jako punkt odniesienia – fotka z głównego aparatu Huawei P8 Lite.

Ciekawostką jest wyraźnie mniejszy kąt widzenia przedniej kamerki, co nie jest zbyt często spotykaną konfiguracją. Powyższe zdjęcia to naturalnie tylko poglądowe miniatury. Dociekliwym proponuję przejrzenie lub pobranie pełnowymiarowych wersji, poddanych jedynie drobnemu retuszowi polegającemu na zamazaniu tablicy rejestracyjnej samochodu.

Po przeprowadzeniu uważnej inspekcji fotek okazuje się że dość wdzięcznie prezentujące się w pomniejszeniu całościowe widoki skrywają wręcz karykaturalną korektę usiłującą „poprawić” szczegóły, dokonywaną przez oprogramowanie tabletu. Porównajmy podobne wycinki z kadrów uchwyconych tylnymi aparatami. Dla uwypuklenia zjawisk powiększyłem fragment pochodzący z Asusa dwukrotnie, zaś z P8 Lite tylko nieznacznie, po to by zachować podobną wielkość obiektów (to oczywiście konsekwencja znacznych różnic w rozdzielczościach zdjęć).

Asus_TB_T100H_rear_camera_cropNa szczególne uznanie zasługuje kontur osłony balkonowej, magicznie przeniesiony na pierwszy plan przed drzewo.

Tak więc fotki wykonane Transformerem spokojnie można przeglądać w całości, ale już silnego kadrowania raczej należałoby się wystrzegać. Główny aparat słabo radzi sobie w trudnych warunkach oświetleniowych, a ponieważ nie wspomaga go dioda doświetlająca, zakres jego zastosowań ogranicza się do dziennych plenerów, ewentualnie do bardzo jasnych pomieszczeń.

Komponenty audio

Skwituję sprawę krótko, by nie powtarzać do znudzenia obserwacji czynionych przy okazji testów innych urządzeń mobilnych – w hybrydzie Asusa spotkamy się z czystym i całkowicie neutralnym torem słuchawkowym, typowym od co najmniej paru lat dla DAC zaszytych w SoC, a także z nieuchronnie skandaliczną jakością dźwięku wydobywającego się z głośników multimedialnych. O ile w skrajnie zminiaturyzowanych wnętrznościach smartfonów nigdy chyba nie pojawi się przetwornik dźwięku, którego jakość nawet w napadzie optymistycznego szału dałoby się nazwać przyzwoitą, o tyle w tabletach istnieje znacznie większe pole manewru. O tym że w dużych urządzeniach mobilnych udaje się znacząco podnieść jakość akustycznych doznań świadczą niektóre modele tabletów, chociażby Samsung Galaxy Note PRO 12.2. Niestety, Asus Transformer Book T100HA nie zalicza się do tego grona, również ze względu na niezbyt wysoką głośność swoich „brzęczydełek”.

Komunikacja

Chyba każdy, nawet najtańszy laptop posiada więcej portów USB niż bohater niniejszej recenzji. Co gorsza Transformer Book T100HA po odłączeniu klawiatury oferuje tylko jedno złącze i to typu C. W przyszłości powinno to być atutem, szczególnie że obsługiwany jest szybki protokół 3.1, obecnie jednak mało popularna nowinka może stać się źródłem kłopotów, czego doświadczyłem na własnej skórze. Przejściówka z gniazdem micro USB i wtykiem typu C, działająca poprawnie w innej konfiguracji, odmówiła współpracy z hybrydą Asusa. Ostatecznie nie udało mi się jednoznacznie ustalić czy przyczyną był uszkodzony port w tablecie, czy problemy przejściówki z pełną kompatybilnością z nowym standardem. A o tym że takie przypadki mają miejsce świadczy chociażby artykuł Artura Załęskiego. Na szczęście istnieje koło ratunkowe w postaci portu USB typu A w module klawiatury. Nie jest to perfekcyjne antidotum na ewentualne kłopoty, ale port ów działa bez zarzutu, z typową dla standardu 2.0 prędkością.

Nie odnotowałem żadnych zaburzeń w pracy modułów łączności bezprzewodowej, ani ich niedomagań związanych z przepustowością lub czułością. Zachowywały się w sposób podobny do wielu innych urządzeń, włączając w to prędkości transferu oferowane przez Bluetooth – tradycyjnie dużo niższe od teoretycznych maksimów i trafiające w okolice średnich wartości osiąganych w praktyce (rzędu 1 Mb/s).

Wydajność

Kilka lat temu wydajność Atomów Intela była nikłym ułamkiem osiągów ich stacjonarnych pobratymców. Obecnie sytuacja uległa diametralnej poprawie, tym niemniej nieaktualny już stereotyp ma się wciąż zadziwiająco dobrze i utrwala wśród wielu osób przekonanie, że tablet z Windowsem nie ma najmniejszych szans w konfrontacji z najpodlejszym nawet laptopem. Tymczasem np. taki Celeron N2830, do niedawna jeszcze dość powszechnie instalowany w notebookach z najniższej półki, wyraźnie przegrywa z Atomem x5-Z8500, którym może się pochwalić Transformer Book T100HA. Oba procesory są podobnie taktowane, posiadają zbliżone układy GPU, ale Atom ma cztery rdzenie zamiast dwóch i dwukrotnie większą ilość pamięci podręcznej ostatniego poziomu (2 MB). Przy okazji zużywa mniej energii (4 W TDP wobec 7,5 W), co oczywiście nie ma związku z wydajnością, ale wpływa korzystnie na czas pracy na baterii. Jego przewagę potwierdzają wyniki pochodzące z bazy benchmarka Passmark: Atom – 1775, Celeron – 996.

Oczywiście nie twierdzę że Z8500 jest demonem wydajności – np zupełnie nie sprawdzi się w wymagających grach. Zwracam jedynie uwagę że tanie laptopy zapewne nie rozchodziłyby się jak ciepłe bułeczki, gdyby ich procesory kulały przy wykonywaniu najprostszych zadań. A na ich tle Atom prezentuje się nadzwyczaj korzystnie. Hybrydzie Asusa w sprawnym działaniu pomaga również półprzewodnikowa pamięć masowa, wyraźnie żwawsza od talerzowych dysków twardych.

Transformer Book T100HA - Crystal disk markZmierzone przez CrystalDiskMark prędkości operacji sekwencyjnych nie umywają się do dysków SSD, korzystających z wielokanałowych kontrolerów, ale i tak są nieco lepsze od wyników osiąganych przez najszybsze HDD. Cała siła tkwi jednak w dostępie losowym. Najlepszy wynik (34,24 MB/s) odpowiada prawie 9 tysiącom operacji we/wy na sekundę, najgorszy (17,93 MB/s) – grubo ponad 4 tys. IOPS. Dyski mechaniczne z trudem przekraczają barierę 100 operacji na sekundę.

Poniżej zamieszczam garść rezultatów osiągniętych przez tablet w innych benchmarkach. Nie są to może wyniki powalające, ale też nie przynoszą mu wstydu.

Uzupełnię jeszcze zestaw obowiązkowych benchmarków o pomiary szybkości kodowania filmu o rozdzielczości 768 x 416 i długości 131 minut przy użyciu kodeka H264 (pierwszy przebieg):

  • Transformer Book T100HA – 44,29 kl/s
  • Laptop z i5-2410M (2 x 2,67 GHz z HT, 3 MB cache, TDP 35 W) – 86,60 kl/s
  • Desktop z Q6600 (4 x 2,4 GHz, 8 MB cache, TDP 105 W) – 94,78 kl/s

Wszystkie wywody pojawiające się w tym rozdziale (przyznaję – przydługie) zdecydowałem się zamieścić wyłącznie z jednego powodu. Transformer Book T100HA jako alternatywa dla laptopa w podobnej cenie nie jest wyborem którego należy się obawiać ze względu na niedostatki wydajności. Wiele innych cech może przemawiać przeciwko niemu, ale na pewno nie ta.

Oprogramowanie

Nie widzę sensu w rozwodzeniu się na temat Windowsa 10. To nie Android z jego unikalnymi nakładkami, trudno usuwalnym bloatware i perspektywą porzucenia aktualizacji systemu przez producenta. Cokolwiek zresztą bym napisał, może okazać się niebawem nieaktualne w związku z filozofią Microsoftu polegającą na utrzymywaniu swego najmłodszego dziecka w stanie nieustannego rozwoju. Zdradzę tylko że start systemu trwa około 38 sekund (z pierwotnie dostarczonym oprogramowaniem), natomiast wyjście z uśpienia odbywa się prawie w mgnieniu oka. Przy częstym codziennym użytkowaniu zdecydowanie warto więc nie zamykać systemu, szczególnie że w uśpieniu drenaż baterii jest znikomy.

Z 57,4 GB dostępnej pamięci masowej w momencie odebrania tabletu wolnych było 27 GB. Wydaje się że to Windows pochłania większość z tych zasobów, bowiem wstępnie zainstalowanego oprogramowania nie ma aż tak wiele. Z ważniejszych aplikacji wypada wymienić Asus Live Update, Asus Webstorage, McAfee Internet Security, Office Mobile, PhotoDirector, PowerDirector. 27 GB to znowu nie tak mało, zważywszy że urządzenie i tak nie sprosta najbardziej zasobożernym grom, tym niemniej wydaje się że do instalowania aplikacji wypada podchodzić z pewną rozwagą. Problem gromadzenia większej ilości danych użytkownika można do pewnego stopnia rozwiązać instalując kartę micro SD. Jej maksymalna dopuszczalna pojemność to 128 GB.

Podsumowanie

Na wszelki wypadek ponownie zaprezentuję zebrane w jednym miejscu, a ujawnione wcześniej najistotniejsze parametry tabletu.

Transformer Book T100HA - specificationZrekapitulujmy wcześniejsze wnioski. Asus Transformer Book T100HA z pewnością nie jest pełnoprawnym substytutem jakiegokolwiek laptopa, może jednak z dużym powodzeniem pełnić wiele jego typowych ról, naturalnie po zaakceptowaniu pewnych ułomności i uwolnieniu się użytkownika od wcześniejszych przyzwyczajeń. Przy tym oczywistą przewagą tej jak i każdej innej hybrydy jest możliwość zamienienia jej w ultra mobilny tablet.

Powtórzę raz jeszcze: obawy o niedostateczną wydajność konstrukcji Asusa w nieskomplikowanych zastosowaniach są całkowicie nieuzasadnione.

Oba moduły urządzenia bez trudu zmieszczą się w niewielkim plecaku, a nawet w pokaźniejszej damskiej torebce. Ideałem byłoby gdyby ważyły mniej, ale na przeszkodzie niestety stanęły trudne do obejścia kompromisy.

Nasza ocena

wzornictwo/wykonanie8
wyświetlacz9
bateria9
aparat4.5
oprogramowanie8
jakość/cena7.5
7.7
Ocena czytelników: (5 Oceny)
6.6
  • Grzegorz Cichocki

    Mi na tle zupy najbardziej się spodobało 😀