Goclever Chronos Pi – recenzja

4

W ostatnim czasie miałem okazję testować kilka smartwatchy. Wśród nich można było znaleźć zarówno urządzenia z najwyższej półki cenowej, jak i średniej. Teraz z kolei przyszła kolej na najniższą półkę, choć mimo wszystko w porównaniu do najtańszych urządzeń z Chin to ten model smartwatcha od Goclevera można zaliczyć do nieco wyższej kategorii. Jak sprawuje się Goclever Chronos Pi w praktyce dowiecie się czytając poniższą recenzję.

Zawartość pudełka oraz technikalia

W przypadku najnowszego zegarka od Goclevera mamy do czynienia z półprzezroczystym pudełkiem, gdzie zostaje schowany sam smartwatch. Nie jest szczególnie wyszukane, lecz sprawuje się mimo wszystko nieźle. Dużo ważniejsza jest jednak zawartość. Tutaj w sumie nie wiele mamy dodatków, bowiem prócz samego zegarka znajdziemy specjalną magnetyczną przystawkę, dzięki której naładujemy nasze urządzenie, wraz z dodatkowym kablem micro USB. Brakuje typowej ładowarki sieciowej, więc albo będziemy musieli używać tej od smartfona, lub też ładować zegarek bezpośrednio podłączając go do komputera. Co jeszcze otrzymujemy? Zestaw papierologii i tyle, próżno szukać innego rodzaju dodatków.

Design oraz jakość wykonania

W ostatnim czasie miałem okazję testować równocześnie dwa smartwatche. Pierwszy to Asus ZenWatch, którego recenzję mogliście przeczytać już jakiś czas temu na MobileWorld24.pl. Drugi to Goclever Chronos Pi. Produkt Goclevera to jednak inna półka cenowa, mniej więcej w połowie ceny ZenWatcha. Jaki zatem zegarek otrzymujemy za nieco ponad 300 złotych? Na pierwszy rzut oka elegancki, nowoczesny smartwatch z okrągłą kopertą, wydawać by się mogło również, że bardzo dobrze wykonany. Jednak pozory mylą, a diabeł tkwi w szczegółach. Tak jak wspomniałem koperta jest okrągła, jednak sam ekran jest już lekko przycięty, ale o tym dokładniej później. Gabarytowo zegarek nie należy do największych i można powiedzieć, że bardzo dobrze wygląda na ręce. Koperta wykonana jest z aluminium, więc tutaj nie mam do czego się przyczepić. Na prawej stronie krawędzi natomiast mamy dwa klawisze, górny S.O.S, dolny Power. Mają one dosyć specyficzny skok, pierwszy delikatny, który nie daje żadnego efektu działania, drugi który dopiero „zaskakuje” przy zauważalnie mocniejszym nacisku dający właściwy efekt działania. Jest to dosyć mylące i wymaga trochę przyzwyczajenia. Jednak dużo bardziej nie rozumiem pierwszego z klawiszy S.O.S , który nie jest szczególnie przydatny a wprowadza dodatkowe zamieszanie bowiem z reguły właśnie ten górny przycisk naciskałem chcąc odblokować ekran zamiast dolnego. Kolejna sprawa to pasek, ten który jest dołączony do zestawu. Niestety psuje dosyć dobry obraz całego smartwatcha, bowiem mimo iż jest dosyć gruby, to w dotyku wydaje się nie skórzany lecz plastikowy, a samo zapinanie jest wykonane ze średniej jakości materiału. Na szczęście wymiana paska na coś lepszego nie stanowi problemu bowiem, mocowanie paska jest to najbardziej podstawowe. Jeśli chodzi o wodoszczelność, cóż tutaj nie mamy spełnionej żadnej normy, a strona producenta dostarcza jedynie informacji, że smartwatch jest odporny na zachlapania, przez co odradzałbym pływania w tym zegarku.

Ekran

Wyświetlacz zaimplementowany w Goclevera Chronos Pi jest o przekątnej 1,22 cala. Pracuje on z maksymalną rozdzielczością 240×230 pikseli. Mimo iż sama koperta urządzenia jest okrągła to wyświetlacz już nie. Podobnie jak to ma miejsce w przypadku Moto 360 tak i tutaj jest lekko ścięty a pod nim z kolei mamy przycisk dotykowy, który działa jak przycisk home. Co do samego wyświetlacza. Obraz nie jest idealnie ostry i brakuje nieco pikseli, lecz jest to zauważalne wówczas gdy się mamy wysoki kontrast pomiędzy tłem a grafiką czy literami. Co do samego dotyku nie mam większych uwag, działa on bez większych problemów, szybko reaguje na dotyk. Co do samego wyświetlacza nie jest on dodatkowo chroniony żadnym szkłem ochronnym typu Gorilla Glass, przez co musimy szczególnie uważać na zarysowania urządzenia podczas codziennego korzystania.

Bateria

W testowanym przeze mnie smartwatchu miałem do czynienia z baterią o pojemności 320 mAh, co w połączeniu z niezbyt energożernymi bebeszkami zegarka daje całkiem przyzwoity wynik jeśli chodzi o długość działania na jednym ładowaniu – 2-3 dni. Musimy jeszcze sporo czasu poczekać, by doszło do rewolucji w zakresie baterii, jak na razie musimy się przyzwyczaić, że niemal zawsze pod ręką musimy mieć ładowarkę. W przypadku Goclever Chronos Pi jesteśmy zmuszeni do stosowania odpowiedniej przystawki magnetycznej, dzięki której możemy ładować nasz zegarek. Rozwiązanie to nie jest w niczym innowacyjne. Większość producentów właśnie takie stosuje. Samo ładowanie nie trwa długo to kwestia dwóch, trzech godzin. W zestawie dołączanym do samego zegarka znajdziemy jedynie przystawkę do ładowania smartwatcha oraz kabel microUSB. Próżno szukać właściwej ładowarki sieciowej, co trochę dziwi zważywszy, że jest to jeden z podstawowych elementów niemal każdego zestawu z mobilną elektroniką.

Oprogramowanie

Goclever Chronos Pi działa pod kontrolą autorskiego oprogramowania, które moim zdaniem jest największą bolączką tego urządzenia. Zarówno jeśli chodzi o aplikacje preinstalowane na zegarku jak i ta dedykowana na smartfony, która umożliwia komunikację między smartwatchem, a telefonem. Zacznijmy jednak od początku. W przeciwieństwie do Android Wear czy Tizena, tutaj nie mamy możliwości zainstalowania dodatkowej aplikacji na zegarek. Jesteśmy ograniczeni w dużym stopniu do tego co nam daje producent. Oprogramowanie zegarka jest po polsku, jednak polskie znaki owszem są wyświetlane, lecz wyglądają koślawo tak jakby czcionka preinstalowana na zegarku ich nie obsługiwała, tylko pobierała jakieś z góry ustawione znaki z innego nie pasującego kroju. Po drugie nie wszystko zostało przetłumaczone. Część elementów interfejsu pozostawiono po angielsku, co również nie powinno mieć miejsca. Kolejny element, który kuleje w tym zegarku to sama nawigacja po poszczególnych aplikacjach, funkcjach. Założenia były dobre, gest przesunięcia palcem prawo lewo, góra dół jednak poszczególne ich wykorzystanie nie jest najlepiej rozwiązane. Po pierwsze będąc na głównym ekranie, tam gdzie mamy tarczę zegarka, wykonanie gestu przesunięcia palca czy w górę czy w dół powoduje zmianę tarczy zegarka. Tak od sobie bez żadnego dodatkowego zatwierdzania. Początkowo notorycznie się myliłem chcąc podejrzeć stan baterii (przyzwyczajenie z Android Wear) zmieniałem tarczę zegarka. Kolejnym elementem to sam wygląd poszczególnych ikon. Są duże i czytelne, ale z drugiej strony pięknością nie grzeszą. Dodatkowo część opcji ustawień jest już zdecydowanie mniej dostępna przez niewielkie nawigacyjne elementy. Co osobiście mnie irytowało to fakt, że wykonując gest przesuwania z prawej do lewej strony ekranu by móc dostać się do listy aplikacji preinstalowanych samo menu wysuwa się z dołu ekranu co wprowadza w drobną konsternację. Czy teraz mam dalej „lecieć” w prawo czy w dół by przejrzeć kolejne aplikacje? Nie mamy poglądu na kolejne programy tak jak to ma miejsce w Android Wear przez co nawigacja po systemie wymaga przyzwyczajenia. Cóż dla mnie takie rozwiązanie wcale nie jest intuicyjne. Wśród aplikacji, które mamy preinstalowane na zegarku otrzymujemy

  • Dialer
  • Historia połączeń
  • Krokomierz
  • Znajdź telefon
  • Wiadomości
  • Kontrola aparatu
  • Alarm oraz kod QR

Jak sami widzicie lista nie jest zaskakująca i oferują te programy tylko najbardziej podstawowe funkcje smartzegarka.

Przejdźmy teraz do oprogramowania instalowanego na smartfonie. Po pierwsze próżno stosownej aplikacji szukać czy to Google Play czy Apple App Store. Musimy ją pobrać bezpośrednio przez stronę producenta, lub przez aplikację kod QR którą mamy zainstalowaną na smartwatchu. Rozwiązanie jest to dziwne i przyznam szczerze, nie powinno mieć miejsca, bowiem nie buduje to dobrego wizerunku producenta, który nie dopatrzył (?), nie miał czasu czy po prostu nie miał celu w przejściu certyfikacji przez Google i Apple’a. Kolejna rzecz to fakt, że aplikacja jest po angielsku, z różnymi domieszkami innych języków najpewniej włoskiego czy francuskiego. Kolejny element, który nie najlepiej świadczy o samym producencie. Trzecia rzecz to ilość dostępnych funkcji. Tak na dobrą sprawę nie wnosi ta aplikacja nic poza tym, by móc się komunikować pomiędzy smartzegarkiem, a telefonem. Jedyną znaczniejszą funkcją jest możliwość ustawienia opcji alertu, czyli alarmu kryjącego się pod fizycznym klawiszem S.O.S na smartwatchu.

Jeśli chodzi o samo oprogramowanie, mocno się zawiodłem, zdaję sobie sprawę, że Goclever Chronos Pi jest budżetowym rozwiązaniem, ale jednak z tej nieco wyższej półki cenowej i chciałem uzyskać więcej niż tylko lepszy wygląd w porównaniu do najtańszej chińszczyzny. Oprogramowanie jest niedopracowane, tłumaczone na kolanie. Większość elementów zostało źle przemyślane przez co użytkownik musi się z nimi męczyć. Niezbyt dużym wysiłkiem można było oprogramowanie doprowadzić do stanu użyteczności, bez dodatkowego ogromnego nakładu pracy i pieniędzy. Dla mnie nawet na tej półce cenowej takie błędy są niedopuszczalne i powinny zostać jak najszybciej usunięte. Na koniec dodam, że zegarek jest kompatybilny z Androidem i iOS.

Łączność

Jeśli chodzi o możliwości komunikacji smartwatcha, Goclever ograniczył się do absolutnego menu. Otrzymujemy jedynie Bluetooth w wersji 4.0. Tutaj również mam pewne zastrzeżenia co do jego działania. Parowanie zegarka z telefonem, mimo używania dedykowanej aplikacji jest dosyć wybiórcze i zależy od szczęścia i wymaga kilkukrotnego męczenia zegarka by ponownie próbował nawiązywać połączenie. Myślę, że również jest to kwestia odpowiedniego sprawdzenia oprogramowania zegarka i aplikacji na telefonie, bowiem takie problemy nie powinny mieć miejsca.

Podsumowanie

Mam spory problem z tym smartwatchem, bowiem na pierwszy rzut oka wygląda nieźle, jak na swoją cenę. Jednak gdy zaczniemy przyglądać się poszczególnym elementom nieco dokładniej wychodzą różne niedociągnięcia. Największy problem stanowi oprogramowanie, które kuleje niemal na każdej linii – zarówno jeśli chodzi o tłumaczenie, funkcje jak i ergonomię, nie mówiąc już o problemach z łącznością Bluetooth. Większość z tych wad związanych z oprogramowaniem można było wyeliminować przed premierą urządzenia, a tak niestety używanie tego zegarka na dłuższą metę jest uciążliwe i nie daje frajdy.

Nasza ocena

Design oraz jakość wykonania6
Ekran6.6
Bateria7.5
Oprogramowanie5
Cena/jakość6.5
Za nieco ponad 300 zł otrzymujemy zegarek którego największą bolączką jest oprogramowanie. Jest niedopracowane, tłumaczone na kolanie i mało intuicyjne. To wszystko zamknięte zostało w ładnym opakowaniu w postaci zegarka.
6.3
Ocena czytelników: (5 Oceny)
6
  • mocny

    Kruger&Matz Style kosztuje tyle samo a wygląda o niebo lepiej

    • Nowego smartwatcha Kruger&Matz nie mieliśmy w testach, więc trudno coś bliżej stwierdzić, ale jak otrzymamy sampla to wówczas się przekonamy jak się faktycznie sprawuje.

  • Artur

    Witam

    Czy są jakieś ograniczenia co do iOS? Obecnie jest 10.2, a w specyfikacji jest do 8.0.
    Czy po prostu załatwia to aplikacja.

  • GrafStyle