Gry

Messy Bird – recenzja

0

Gier na urządzenia mobilne powstaje cała masa i by wśród tego tłumu znaleźć perełki nieraz trzeba się mocno naszukać. Postaram się tym razem nieco ułatwić Wam zadanie, bowiem gra której recenzję właśnie czytacie należy do tych produkcji, które warto mieć zainstalowane na swoim smartfonie. Prosta, niezbyt skomplikowana rozgrywka, a to wszystko okraszone lekkim humorem. Czego wymagać więcej? Zapraszam do lektury recenzji gry Messy Bird, która pojawiała się zarówno w Google Play jak i Apple App Store w połowie ubiegłego miesiąca.

MessyBird_ingame_scr (1)

Messy Bird to debiutancki tytuł rodzimego studia Kool2Play. Produkcję tę możemy zaliczyć do zręcznościówek, które dają sporą ilość frajdy. Historia jest bardzo prosta. Ziemię nawiedziło ufo, nikt inny nie może ich przegonić jak tylko tytułowy ptaszek. Naszą główną bronią są odchody, które zrzucamy na przechodzące ufoludki. Oczywiście by nie było zbyt prosto między oponentami przechadzają się policjanci. Jeśli tylko trafimy bombą biologiczną policjanta, musimy niestety rozgrywkę rozpoczynać od nowa. Podobnie wygląda sprawa gdy przepuścimy jakiegoś ufoludka. Punkty są naliczane za ilość trafień, prócz tego że możemy się dzięki nim wspinać w drabince rankingowej, to wraz ze zdobyciem następnych widełek odblokowywane są kolejni oponenci czy nowe ptaszki. Nowe „ficzery” to w głównej mierze skórki dla ufoludków, ptaszka czy policjantów, jednak zdarza się wyjątki. Po pierwsze standardowo oponenci pojawiają się i chodzą po gruncie. Jednak wraz z odblokowaniem kolejnych dodatków pojawiają się tacy, którzy latają. Wówczas dopiero zaczyna się prawdziwa rozgrywka, gdzie na ekranie równocześnie dzieje się bardzo dużo. W przypadku skórek do ptaszków to one same w sobie nie mają żadnej dodatkowej funkcjonalności. Różnią się tylko wyglądem, jednak wraz z postępem w grze możemy odblokować dodatkowy slot na extra życie (sumarycznie mamy dostęp do 3 dodatkowych żyć, lecz za dwa kolejne przyjdzie nam zapłacić prawdziwymi pieniędzmi). Tryb rozgrywki mamy tylko jeden, który polega właśnie na eksterminacji najeźdźców, a przy każdym przeoczonym przeciwnikiem automatycznie kończymy potyczkę (podobnie jest gdy trafimy w policjanta). Szkoda, że twórcy nie zdecydowali się na jakieś dodatkowe tryby. Jak chociażby taki, który dawałby większy margines błędu i przy przepuszczaniu kolejnych oponentów zapełniałby się pasek wściekłości przez co by np. sterowany przez nas ptaszek zupełnie inaczej by się zachowywał. Na koniec dodam, że do odblokowania również mamy kolejne lokacje i tak możemy grać między innymi w Meksyku.

Przejdźmy do strony technicznej całej gry. Po pierwsze twórcy zdecydowali się na kreskówkową, ręcznie malowaną grafikę, co w przypadku tej konwencji jak najbardziej się sprawdza. To wszystko ze sobą współgra i po prostu dobrze wygląda. Jeśli chodzi o oprawę muzyczną to nieco się zawiodłem, bo główny sampel dźwiękowy pojawia się jedynie w menu głównym gry, a w samej produkcji, podczas rozgrywki już go nie uświadczymy. Za to otrzymujemy pokaźny zestaw odgłosów defekacji, latania czy trafienia bombą biologiczną. Jest to mała rzecz, ale aż prosi się by jakaś muzyczka leciała w tle podczas gry. Na koniec wspomnę o sterowaniu naszym protagonistą. Ten aspekt rozgrywki został bardzo dobrze wymyślony, bowiem możemy się poruszać jedynie do przodu, podfruwając i za tę akcję odpowiada lewa połowa ekranu. Natomiast atak to już druga z części wyświetlacza. Na szczęście grając w Messy Bird nie miałem problemów z responsywnością protagonisty przez co rozgrywka była przyjemna. Jedyne co mnie osobiście frustrowało to fakt, że co chwilę trzeba było zaczynać grę od samego początku.

Reasumując, Messy Bird to prosta gra, która szczególnie dużym zainteresowaniem cieszyć się będzie w drodze do szkoły, w kolejkach do lekarza, bowiem oferuje rozgrywkę, krótką, mało zobowiązującą. Grę znajdziecie zarówno w sklepie Google Play jak i Apple App Store zupełnie za darmo, jednak wówczas trzeba się liczyć niezbyt inwazyjnymi reklamami. Koszt wersji bez reklam to nieco ponad 8 zł.